Zjadając tygrysa, żądając tęczy

Krzysztof Kolumbkiewicz, odkrywca, pionier, nietuzinkowy wynalazca. Jego nieprzeparta chęć podróżowania i odkrywania nieznanego – sprawiła, że z mapy świata zniknęło wiele zielonych plam. Przykładny ojciec, dobry syn, wnuk, sąsiad. Według takich magazynów jak The Popel, Ferbes, Oldweek uznany za człowieka stulecia. Ogólnopolskie czasopismo – Torf i Węgiel – uznało go za jedynego Polaka wartego uznania.

Wyśmienity dyplomata, który doprowadził do porozumienia izraelsko-palestyńskiego – został za to odznaczony przez premiera Neet And Jahu „Oliwnym Szeklem Odrodzenia Bliskiego Wschodu”.

Pismo The Natura 2000, przypomina o Jego (tj. Sz. P. K. Kolumbkiewicz) niedawnym odkryciu nowego gatunku owada – mrówki ukraińskiej. Pan Krzysztof napotkał, sfilmował oraz skatalogował legendarnego drapieżnika zamieszkującego wyłącznie polskie niziny, uważanego za mit – Polskiego Tygrysa Środkowoeuropejskiego. Jedyny przedstawiciel tego gatunku na świecie, stary samiec, niedługo po spotkaniu ze swoim odkrywcą – powił na świat osiemdziesięcioro nowych tygrysów środkowoeuropejskich.

Tego samego roku został odznaczony przez PUFA „Złotym Butem” za pomoc Polsce przy wejściu do Unii Europejskiej, a także przez premiera Polski „ Brylantowym Strzałem W Kolano” za pomoc przy wyjściu z Unii Europejskiej.

Jedyny człowiek na świecie, który na skrzydłach własnej konstrukcji oraz bez aparatu tlenowego, wylądował na Księżycu – gdzie nie tylko dokonał wielu wiekopomnych odkryć, ale też pobił kilka rekordów Guinnessa. Do tych rekordów zaliczamy min. najdłuższy skok, najwyższy skok oraz najdłuższa recytacja „Pana Twardowskiego” na bezdechu poza orbitą ziemską. Wracając z Księżyca żartował ( jego tzw. „księżycowy dowcip” został wytłoczony w platynowym dysku i wystrzelony razem z sondą międzygalaktyczną przyp. red.), że nie był pierwszym Polakiem na srebrnym globie. Gdyż lądując na jego powierzchni spotkał zagubionych gości wracających z wesela. Ten krótki żarcik ożywił scenę kabaretową. Kabareciarze zaczęli czerpać garściami, od Pana Krzysztofa, zasypując ludzi przezabawnymi skeczami o pijanych astronautach, czy o pijanych astronautach przebranych za baby.

Pan Krzysztof jest także ojczymem polskiego górnictwa naftowego. Wyposażony jedynie w swój geniusz wskrzesił wydobycie ropy na naszych terenach. Koncerny naftowe nie dowierzały prostocie jego pomysłu, który uczynił z Polski drugą Norwegię. Udając się w okolice Jasła, Pan Krzysztof, wypowiedział wiekopomne słowa „ […] zastałem Polskę importowaną, zostawię eksportowaną!”

Jego autorska technologia wydobycia ropy, całkowicie pomija drogą, awaryjną aparaturę i biurokrację. Jest w stu procentach przyjazna dla środowiska. Do procesu wydobycia ropy, nazwanego od jego imienia krzysiowym-zsysowaniem-petroleuminiumu, potrzeba nam:

a) długiej gumowej rurki – im dłuższa i szersza, tym lepsza

b) bańki na ropę – im większa tym lepsza,

c) mocnych płuc – im zdrowsze tym lepsze.

d) nastawienia na stres,

e) odporności na sukces,

Cały proces przebiega szybko i sprawnie. Szukamy miejsca, gdzie podejrzewamy występowanie naturalnych (bądź nie) złóż ropy naftowej. Gdy odnajdziemy takie miejsce, wtedy wbijamy rurkę w ziemię. Drugi koniec wkładamy do ust i zasysamy. W momencie, w którym poczujemy smak ropy w ustach, szybko wkładamy koniec zassawczy do bańki na ropę. Po napełnieniu pierwszej bańki czynność powtarzamy.

Podczas jednej ze swoich słynnych, oraz owianych tajemnicą wypraw – Krzysztof Kolumbkiewicz – odkrył, w zasypanej przez piaski pustyni jaskini, pradawne proroctwo. Manuskrypt przywiózł do kraju, gdzie publicznie dokonał transjalizacji oraz odczytalizacji pisma przed narodem. Proroctwo prorokowało, iż powstanie kraj pośród innych krajów. I nazwie się Pho-lskha. I zamieszka tam naród, który sam określi siebie jako „khaj whspa-nihally, ahle-ludzhie-kuhwy”. I zrodzi się z niego istota doskonała, nadczłowiek, który da wszystkim nadzieję. I pewnego dnia będzie musiał odejść, by stać się jeszcze doskonalszym, by robić to, co lubi robić. Ale wpierw, z suchego konara musi zrodzić się osiemdziesięcioro wojowników. Po dwudziestu na każdą stronę świata. By po opuszczeniu Ziemi Wybranej, przez Wybrańca, miał kto strzec porządku ustanowionego przez Dziecko Szczęścia.

Po odczytaniu pisma, Krzysztof Kolumbkiewicz, udał się na parking – na którym stał zaparkowany jego TIR. Wsiadając do kabiny rzekł po raz ostatni, że wie gdzie ma się udać. Powiedział, że jedzie do swego raju obiecanego – i aby nikt go nie szukał, gdyż już sobie tego nie życzy. Odpalił TIR-a i odjechał na wschód. Plotki niosą, że był widziany w Indiach, gdzie otoczony złotą aurą doskonałości, srał na koło przyczepy swojej ciężarówki.

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • yanko wojownik 2 miesiące temu
    No literatura jak akurat dla mnie. Na błędach się nie znam (nie zauważyłem takich, które zauważam), poza tym zajebiste. Ryj w uśmiech układa.
  • Ogonisko 2 miesiące temu
    Efekt osiągnięty :)
  • Zelinda miesiąc temu
    fajne ;) liczę na więcej.
  • Ogonisko miesiąc temu
    Eh, trzeba będzie poczekać. Praca się odezwała. Gdy uda mi się coś wymęczyć, na pewno wstawię. Dzięki za przeczytanie, Zelinda i pozdrawiam.
  • Trening Wyobraźni 3 tygodnie temu
    Dobry wieczór!
    Przypominamy o obdarowywaniu zestawami – jutro o godz. 20.00.
    Pozdrawiamy :)
  • Trening Wyobraźni 3 tygodnie temu
    Ogonisko, oto Twój zestaw:
    Postać: Nałogowy gracz w klasy
    Zdarzenie: Noc wisielców

    Gatunek (do wyboru): Fantasy/dark fantasy lub Pamiętnik/dziennik/retrospekcja lub Horror i pochodne
    Czas na pisanie: 9 czerwca (niedziela) godz. 19.00

    Powodzenia :)
  • Ogonisko 3 tygodnie temu
    Dziękuję :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania