Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Pomysł bardzo zły 2

Luiza długo nie mogła się otrząsnąć po tym jak jej przyjaciółka zginęła. Jeżeli chodzi o jej wróżbę/ przepowiednię to sprawdziła się tylko jedna, że chłopak z którym umówi się na randkę nie będzie dla niej odpowiedni. I tak się stało Luiza umówiła się na randkę z Tymonem, którego spotkała w szkole. On miał swój własny świat, swoje kredki więc dziewczyna postanowiła nie spotykać się więcej z chłopakiem. Randka okazała się klapą. Lecz reszta przepowiedni Aureliusza o dziwo nie spełniła się. A może jeszcze się nie spełniła...

Minął rok od całego zdarzenia. Luiza zdała maturę za pierwszym razem. Wybrała kierunek studiów. Stwierdziła, że chce być w przyszłości chemikiem i pracować w laboratorium kryminalnym. Puki co nie szukała chłopaka stwierdziła, że miłość musi sama przyjść i nie można szukać jej na siłę.

Ze względu na to, że wakacje niedawno się zaczęły Luiza dostała zaproszenie na ognisko od kolegów ze szkoły, do której chodziła. Stwierdziła, że pójdzie na nie z koleżanką Wiolą. Ona nie była dla niej tak bliska jak Julia, ale zakolegowały się. Szły na ognisko na nogach. Po drodze wstąpiły do sklepu kupiły chipsy, piwo, wódkę i colę. Stwierdziły, że nie przyjdą na ognisko z pustymi rękami.

Przechodziły obok cmentarza. Luiza przeżegnała się i zaczęła zmawiać wieczne odpoczywanie.

- Posrało Cię? - parsknęła Wiola.

- To, że ty jesteś niewierząca nie znaczy, że każdy ma być. - odpowiedziała chłodno Luiza.

- Jestem wierząca, ale niepraktykująca. To strata czasu. - Wiola przewróciła oczami.

- No może dla ciebie. Na tym cmentarzu leży Julka. Więc jakbyś zmówiła wiecznie odpoczywanie to korona z głowy by ci nie spadła. - Luiza zatrzymała się i spojrzała na koleżankę.

- Oj noo dobra...

- Dziewczyna ma rację. Zmarłym należy się szacunek o każdej porze dnia i nocy. Wiem to z doświadczenia. Kiedyś byłem taki jak Ty młoda panno, ale wyszło mi to na złe. - zza ogrodzenia wyłonił się mężczyzna.-Trzymał w rękach szpadel i oparł się o siatkę.

Dziewczyny wiedziały, że to jest tutejszy grabarz. Przestraszyły się i pobiegły w kierunku organizowanego ogniska przez kolegów Luizy.

Gdy dobiegły na miejsce były bardzo zmęczone i głodne.

- A wy co takie zdyszane jesteście. Ducha widziałyście czy co? - zażartował Piotrek.

- Ducha może nie, ale grabarz nas wystraszył... - powiedziała Wiola.

- On jest zupełnie nieszkodliwy, ale lepiej bądźcie dla niego miłe... - powiedział Leon z nutką tajemniczości.

Dziewczyny popatrzyły się na siebie nawzajem i usiadły na ławce zrobionej z drewna obok siebie.

Chłopaki zrobili dziewczynom drinki nawet nie pytając czy chcą obydwie pić. Luiza nie miała zbyt ochoty na picie, ale stwierdziła, że w sumie osiemnaście lat skończyła więc może się napić.

Ze względu na to, że Luiza nie jada mięsa jadła tylko chleb pieczony na kiju i chipsy. Z godziny na godzinę ludzi na ognisko zaczęło przybywać. Wiola zdążyła się najebać. Nie powiem bo mi też zaczęło szumieć już w głowie, ale bez przesady, ogarniałam co się dzieje wokół mnie.

Nagle pod miejsce naszego ogniska podjechał samochód z którego wysiadło kilku chłopaków.

Moją uwagę przyciągnął Mikołaj. Spodobał mi się. Usiadł obok mnie widać było, że jego koledze wpadła w oko Wiolka. Ja i Mikołaj zaczęliśmy rozmawiać ze sobą. Z rozmowy dowiedziałam się, że ma 24 lata i że montuje teledyski w jednej z firm. Ale czad fajny zawód. Po jakiś trzydziestu minutach Wiola nagle zniknęła z kolegom Mikołaja. Pomyślałam - no spoko, jak wrócisz z brzuchem to już Twoja sprawa... -

Zrobiło mi się zimno, skoro Wioli nigdzie nie było stwierdziłam, że idę jej poszukać i potem idę do domu. Podeszłam do kolegów, żeby się pożegnać.

- Piotrek, Kacper dzięki wielkie za zaproszenie było zajebiście, ale muszę już spadać bo chyba za dużo wypiłam i zaraz będę pijana. Idę poszukać jeszcze Wioli bo ta łajza gdzieś poszła a telefonu nie raczy odebrać....

- zaczekaj, pójdę z tobą i cię odprowadzę. - powiedział Mikołaj, który stanął obok mnie.

- Powiedziałbym nie idźcie, ale faktycznie może poszukaj tej Wiolki, kurwa sam zaczynam się martwić... - dodał Leon

- Dobra wy idźcie w swoją stronę, mam twój numer jak tylko ją znajdę to zadzwonię do ciebie. Też idę jej szukać. - powiedział Leon.

- Dobra Piotrek zostań tu i dopilnuj, żeby towarzystwu niczego nie brakowało ja pójdę z Leonem. - dodał Kacper.

Poszliśmy ja z Mikołajem w kierunku cmentarza. A Leon z Kacprem w kierunku zachodnim.

Księżyc oświetlał nam drogę tak mocno, że nie musieliśmy włączać latarek w telefonach, lecz ja postanowiłam i tak skorzystać ze swojej ponieważ miałam sporo baterii.

- Ooo mamy pełnię, uwielbiam gdy jest pełnia - powiedział Mikołaj.

- Ja z kolei nie cierpię, zawsze wtedy nie mogę zasnąć... - odpowiedziałam.

Szliśmy przed siebie rozmawiając ze sobą cały czas. W pewnym momencie Mikołaj się zatrzymał i złapał mnie za rękę.

- Co ty robisz? - spojrzałam na Mikołaja.

On zbliżył się do mnie i mnie pocałował, położył jedną dłoń w mojej talii a drugą na moim pośladku.

- Ja? Raczej co ty robisz? Nie odsuwaj się wiem, że chcesz- Mikołaj uśmiechnął się.

- NIE, nie chcę... nie chodzi o to, że nie jesteś w moim typie tylko nie chcę po prostu. - wzruszyłam ramionami.

Mikołaj nie zrozumiał co znaczy słowo nie, znów przysunął się do Luizy i złapał ją za rękę ponownie całując. Próbował włożyć mi dłoń w swoje spodnie.

- Ty jesteś jakiś pojebany czy co? Jak mówię nie to nie! - odskoczyłam.

- Ja zaraz sprawię, że będziesz krzyczała tak. - powiedział Mikołaj i ściągnął spodnie.

Ja zaczęłam uciekać. Odwracałam się tylko czy on za mną biegnie. Nawet nie zorientowałam się kiedy znalazłam się na cmentarzu.

- Zmarłym należy się szacunek! Ahh to ty młoda damo... uspokój się lepiej i skoro zamierzasz tu przebywać bądź cicho. Zmarli nie lubią hałasu. - to był spotkany wcześniej grabarz.

Po wypowiedzianych słowach odszedł. Ja szłam cicho przed siebie, byłam przerażona. Nie wiedziałam co mam robić, bo bałam się, że Mikołaj zaraz pojawi się na cmentarzu i mnie zgwałci...

- Luiza?! Gdzie jesteś do cholery?! Ja jeszcze nie skończyłem! - nagle usłyszałam głos Mikołaja.

Pomyślałam - kurwa co teraz? - Było jedno miejsce, które było otwarte i gdzie mogłam się schować...

moim oczom ukazała się kapliczka, do której postanowiłam wejść... zamknęłam za sobą ostrożnie drzwi. O boże... zasłoniłam dłonią usta. Nie byłam tu sama. Ze mną był trup. Zaczęłam zmawiać wieczne odpoczywanie półszeptem.

Było ciemno jak w dupie za przeproszeniem. Ja i trumna no a w jej środku trup...

- Młodzieńcze czy Ciebie nikt nie nauczył szacunku dla zmarłych?! - po głosie rozpoznałam grabarza, który był wkurwiony.

- Widział Pan może taką dziewczynę może? Szukam jej. - Powiedział Mikołaj.

- To szukaj dalej, była tu, ale się zmyła. - Mężczyzna wyciągnął klucze i zamknął kostnicę, w której byłam wraz z trupem.

Byłam przerażona. Nie wiedziałam co mam robić pukać czy nie. Przecież wtedy Mikołaj by mnie dopadł. Myślałam - co robić, co mam robić...

Po upływie czterdziestu minut zaczęłam walić w drzwi. Byłam taka przerażona, że aż zemdlałam.

Kiedy się otrząsnęłam strasznie bolała mnie głowa. Nie wiem ile leżałam na ziemi, miałam wrażenie jakbym tu noc z tym trupem. Z tyłu głowy leciała mi krew. Zaczęłam znów walić rękami i nogami w drzwi. Byłam zbyt szczupła aby wyważyć drzwi. Nagle usłyszałam skrzypienie drzwi. Pomyślałam: niee tylko nie to...

- wypuście mnie stąd! - Krzyczałam resztkami sił.

Miałam w rękach telefon, ale oczywiście brak zasięgu. Przyświeciłam telefonem na trumnę. Drzwiczki były lekko uchylone a jej wnętrza wystawała ręka...

- pomóż mi, pomóż. - usłyszałam jak kto szepcze charczącym i konającym głosem.

Z wrażenia zesikałam się w majtki. Emocje sięgały zenitu na prawdę. Po chwili drzwi od kaplicy się otworzyły.

- Co się tu wyprawia? - moim oczom ukazał się ksiądz.

Wyprułam z kaplicy niczym kot oblany wodą.Mało brakowało, żebym się nie wyjebała. Byłam przerażona, na zewnątrz nadal była noc. Zamiast do kogoś zadzwonić to ja tylko spieprzałam. Chciałam dobiec do domu.

Wybrałam drogę na skróty. Musiałam przejść przez wiszący most. Było w nim pełno dziur w ogóle on był w trakcie remontu i był przed nim znak zakaz wstępu, ale co miałam robić? Chciałam trafić do domu. Zrobiłam krok do przodu. Spojrzałam w dół. To było dziwne, ale widziałam swoje odbicie jakbym patrzyła w lustro w sumie pod mostem płynęła rzeka. A najlepsze było to, że ten most wcale nisko nie wisiał. Odwróciłam się.

Przypomniałam sobie co mówił mi Aureliusz rok temu... byłam już w połowie mostu.

- Iść przed siebie? Czy się wracać? - myślałam.

Luiza zrobiła krok do przodu lecz jej noga utkwiła pomiędzy szczeliną. Nie mogła jej wydostać.

Jej oczom ukazał się mężczyzna w kapturze.

- Nie rób gwałtownych ruchów bo oboje zginiemy. - Mężczyzna złapał mnie za ramiona.

Zaczęłam się szarpać chciałam spierdalać... Facet wyciągnął nóż.

- Muszę albo odciąć ci buta lecz jeżeli będziesz bardzo się szarpać uszkodzę ci nogę od ciebie zależy... - mężczyzna kucnął i zbliżył ostrze do mojej nogi.

Niestety ja nie dałam rady się uspokoić i wpadłam do rzeki a mężczyzna rozpłynął się w powietrzu.

Zrobiłam zbyt gwałtowny ruch robiąc większą dziurę w moście. Nie wiedziałam co stało się z mężczyznom natomiast ja tak przypierdoliłam głową o dno, że od razu straciłam przytomność i już jej nie odzyskałam.

W ten oto sposób druga z przyjaciółek umarła. Idąc do jasnowidza rok temu sama wystawiła się złym duchom na pożarcie. Aureliusz powiedział jej, żeby uważała na chłopaka, z którym zamierza umówić się na randkę bo może ją skrzywdzić. I że za niedługo moi czterej sąsiedzi umrą... i, żebym nie przechodziła samotnie przez cmentarz w najbliższym czasie, i żebym pod żadnym pozorem nie przyglądała się rzece podczas pełni. Nie ważne gdzie będę mam iść przed siebie.

Może sąsiedzi jeszcze nie zdążyli umrzeć, ale Luiza za to zdążyła oddać ducha.

Morał z całej tej historii jest taki, że nie warto grzebać w swojej przyszłości. Co ma być to będzie a wizyty u jasnowidzów są kosztowne i to bardzo.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz 7 miesięcy temu
    Że tak powiem... nie moje klimaty.

    "Muszę albo odciąć ci nogę albo buta to zależy od ciebie jak bardzo będziesz się szarpać. - "

    Odciąć - buta? Litości.
    Brak dwóch przecinków. Nie tylko w tym zdaniu interpunkcja kuleje.

    _______--
    A że znajomość przyszłości (na którą nie można już mieć wpływu) tylko stratę nam przynosi - święta prawda.
    Pozdrawiam.
  • Kocica69 7 miesięcy temu
    Dziękuję bardzo. Jeszcze dziś postaram się edytować, żeby lepiej się czytało. Pozdrawiam również:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania