Zmęczony

Tekst sprzed roku. Jest tu na swój sposób eksperymentalny styl pisania.

 

* * *

 

Rafał wrócił do domu około dziewiętnastej. Wejściowe drzwi przywitały go skrzypieniem i przeniknął z jesieni na zewnątrz do dudniących pustką czterech ścian. Nawet jego żona nie zapełniała tej pustki. Ale teraz jej nie było, mimo iż prawie zawsze wracała przed nim. Zdejmując buty, zastanowił się, co się z nią dzieje. Może jakieś pilne zadanie służbowe, a może poszła na zakupy? Przebrał się i zaczął robić obiad.

Gdy kończył przygotowywanie obiadu, weszła Monika.

– Jak tam w pracy? - spytała.

– Wiesz co?... – Spojrzał na nią ze skwaszoną miną. – Cały dzień się modliłem, aby iść już do domu. Piątki są najgorsze.

– No to odpoczniesz, bo poniedziałek wolny.

– Wreszcie. A możemy nie jechać do twoich rodziców?

– No co ty! Przecież to urodziny mamy! - Monika rozłożyła ręce.

– Najchętniej uciekłbym od tego życia na dłuższy czas. – Przeszedł do salonu i klapnął na kanapie.

– Ode mnie też?

– Nie, ale czasem marzy mi się kilka dni w samotności.

– Ta robota cię wykończy, może powinieneś ją zmienić?

– To nie robota. Przecież wiesz. – Zrobił żałosną minę.

– Nie rozumiem cię. Dawno się odciąłeś od domu rodzinnego, a ciągle tam wracasz myślami. Zostaw to, żyj chwilą, ciesz się tym, co masz.

– Myślisz, że to tak łatwo? Nie da się pewnych spraw zapomnieć. Kto miał w dzieciństwie tak ciężko jak ja? Mam ci przypominać? Niemal wszystko, co złe, spotkało mnie. Śmierć matki, ojciec alkoholik, pobyt w domu dziecka, uprowadzenie przez tego zboka. To cały czas we mnie żyje. Najgorsze było to opuszczenie przez rodziców. Policja zabrała mnie od nich. I jak po czymś takim w ogóle wierzyć w ludzi, no jak?

– Ale już dobrze, kocham cię, jesteś dla mnie najważniejszy. – Monika spuściła głowę, przetarła twarz dłońmi i ciężko westchnęła. – To się dla ciebie nie liczy? Niektórzy nie mają nic. Ani pracy, ani kochającej żony, ani domu. Użalasz się nad sobą!

– Nie użalam się! – krzyknął i zaczął machać prawą stopą.

Popatrzyła na jego nerwowe ruchy i odwracając się, rzuciła:

– Czasem mam wrażenie, że kochasz tylko siebie, a mnie masz gdzieś.

– Nie! – ryknął. – Próbuje sobie jedynie wytłumaczyć, dlaczego mam tak ciężko!

Nie odpowiedziała.

Poszedł do kuchni, wziął czteropak zimnego piwa i wrócił na kanapę. Włączył telewizor. Który to już raz Monika go nie rozumie? Przecież widzi ciągłe balansowanie na granicy poddania się. Inny na jego miejscu to dawno dałby za wygraną i zamknął się w szpitalu psychiatrycznym. Z taką przeszłością mógłby stać się degeneratem, alkoholikiem czy bezdomnym. Ale on musi radzić sobie bez niczyjej pomocy, więc jest naprawdę silny. A to, że lubi ponarzekać? Że czasem zastanawia się, czy żona jest tą właściwą? Albo myśli o zmianie pracy. Od narzekania jeszcze nic złego nikomu się nie stało. Narzekając, przynajmniej wie, jak ma ciężko.

Kilka dni później wrócił do domu około dziewiętnastej, a Moniki jeszcze nie było. Znów. Przygotowywanie obiadu z ledwością wyrywało go ze szpon własnego umysłu. Ponownie nie czekał na nią, mimo iż to ona zwykle gotowała. Ciszę mieszkania rozcięły otwierające się drzwi, kiedy już jedzenie stygło. Podszedł i wyczuł od niej woń alkoholu.

– Byłaś z koleżankami? – spytał.

– Tak, tak – odpowiedziała w jakiś dziwny sposób.

– Czyli nie muszę być zazdrosny?

– No co ty? – podniosła głos. – Weronika się zakochała i chciała pogadać.

– Zjedz, bo zaraz będzie zimne – rzekł po chwili.

– Nie jestem głodna, coś jadłyśmy.

Zbliżył się do niej, przytulił i wyraźnie poczuł nutę jakiegoś męskiego zapachu perfum.

– Ale pachniesz dziwnie... – Zmarszczył czoło.

– Mówiłam Weronice, że te perfumy to dla faceta.

– Takich używa?

– Tak, na dodatek sądzi, że do niej pasują.

Wrócił do salonu, kanapa objęła miękkością jego ciało. Rzucił w jej stronę:

– Dzisiaj mam dość. Że ja jeszcze daje radę. Możesz być dumna, że z taką przeszłością jestem kimś.

Nie odpowiedziała. Zamknęła się łazience i siedziała tam dobre pół godziny. On jak zwykle wyciągnął czteropak i gapiąc się w telewizję, niespiesznie wypił.

Trzy dni potem dostał od Moniki sms-a, że wróci później. Znowu będzie wspierać Weronikę? Przecież dotąd takie spotkania zdarzały się góra raz na pół roku. Wrócił do domu i nawet nie wziął się za obiad. Tylko chodził w kółko po salonie, popijając piwo, a pustka czterech ścian wypełniała się nerwowością. Jedynie włączył telewizor, ale zarówno obrazy, jak i dźwięki prześlizgiwały się gdzieś poza świadomością. Przyszła tym razem prawie o ósmej.

– I gdzie tym razem? – spytał.

– Ta Weronika nie da nam spokoju. Normalnie gadała, że faceci to świnie, a teraz widzi w nim księcia z bajki.

– Mam dość! – ryknął.

– Kochanie, o co ci chodzi? – Zrobiła dwa kroki w jego stronę, próbując skruszyć właśnie wybudowany mur.

– A ja myślę, że spotykasz się jakimś facetem!

– No co ty... Koch... – zawiesiła głos. – Ale z drugiej strony masz prawo być zazdrosny. – Uśmiechnęła się. – Kto wie, co mi po głowie chodzi.

– Nie nakręcaj mnie.

– Wiesz co? Myśl, co chcesz, ja wychodzę. – Włożyła z powrotem buty i bez słowa zostawiła za sobą niedomknięte drzwi.

Wisiał gdzieś między stagnacją a gwałtowną reakcją, aż napłynęła fala wciągająca go w czeluści własnej bezsilności. Domowe klapki odezwały się echem ścian klatki schodowej, aż w końcu nienaturalnie biły po oczach w sklepie z alkoholem. Kupił pół litra i wróciwszy, patrzył na zbyt szybko obniżający się poziom w butelce. Zasypiając, majaczyło się, że widzi żonę w objęciach przystojniejszego i bardziej męskiego faceta.

Tydzień później znów w trakcie pracy odczytał od niej wiadomość, że spotka się z Weroniką. Fotel, w którym siedział, wchłonął kurczące się ciało, a mózg szalał, poklatkując przeszłość. Kolejny raz dudniły głosy kolegów śmiejących się, że jego ojciec jest degeneratem, koleżanek, które omijały go z powodu zaniedbania, i tego faceta, który go uprowadził. Nie wytrzymał. Wszedł do szefa i poprosił o wolne na ten dzień. Wyszedł w szarość namysłowskich ulic, a nogi smętnie nie nadążały. Widok budynku firmy Moniki obudził czujność. O siedemnastej zobaczył ją wychodzącą z jakimś facetem. Ukrył się za rogiem i chwilę później, przypominając postać z detektywistycznej kreskówki, wymierzał niepewnym krokiem kolejne, tłukące go po zmysłach płytki chodnikowe. Tamci trafili do niewielkiej knajpki kilka przecznic dalej. Pobliskie krzaki pochłonęły jego postać, jedynie dając miejsce na świdrujący, skierowany w stronę knajpki wzrok. Klapnął na ławce, skulił się w kłębek i zapłakał.

Wtoczył się do domu bez świadomości, ale za to z dużą butelką wódki. Pieprznął kurtkę byle gdzie, podobnie zrobił z butami i znów wchłonęła go przeszłość. Cykliczne butelkowe bulknięcia wyznaczały rytm upodlenia. I wkrótce zimny, obcy sen, mimo wszystko, wyrwał go z koszmaru.

Od tego dnia coraz częściej pochłaniał go duch ognistej wody. Wielokrotnie szedł do pracy wczorajszy. Kolejne dni witały go następnymi falami obaw i lęków. I chyba już się pogodził. Z porażką. Tą, która wisiała nad nim, od kiedy tylko pamiętał. Nawet wspólne noce z Moniką nie mogły go wyrwać z maligny. Z jednej strony dopytywała, co się dzieje, a z drugiej coraz częściej nie wracała na czas.

Miesiąc później zwolniono go za, jak to nazwano, rażące uchybienia i podejmowanie pracy w stanie wskazującym. Droga powrotna do domu wydłużała się z każdym krokiem, a drzwi wejściowe otworzyły czeluści piekieł. Padł na kanapę z dużą butelką wódki, której moc była większa od wszystkich tragedii tego świata. Kończąc ją, zwlókł się i niemal popełzł po kolejną. Ironiczny uśmieszek sąsiadki nawet nie dotarł do jego świadomości. Gdy pił tę drugą, ściśnięcie żołądka zmusiło go do oddania zawartości prosto na dywan, a żałosne jęknięcia wypełniły salon. Był degeneratem. Był nikim.

Następnego dnia promienie słoneczne zapukały w jego powieki z nieznośną bezczelnością. Otworzył oczy i widział obraz, który był reminiscencją z rodzinnego domu. Zarzygany dywan, dwie puste flaszki i zbliżający się brak środków do życia. Teraz to już pewnie będzie czekał go szpital psychiatryczny. Głuchą ciszę przerwała Monika.

– Co ci?

– Wracaj do tego swojego kochanka, a ode mnie się odwal!

– Ale ja nie mam żadnego kochanka. – Uklękła obok kanapy, wzięła go za rękę i spytała – byleś u mnie pod firmą i widziałeś?

– Tak, śledziłem was. Odejdź!

– Rafałku, to nie tak... – Spuściła głowę.

– Zwolnili mnie z roboty. To już koniec. Rozumiesz? Koniec!

– O matko... – Rozpłakała się. – Ja chciałam, żebyś był zazdrosny. Specjalnie to zaaranżowałam. Myślałam, że się po tym weźmiesz w garść i przestaniesz narzekać. Ty wiesz, jak miałam tego dość? Niemal każdego dnia słyszałam, jak to miałeś ciężko. To nawet najsilniejszego by załamało. – Skuliła się w kłębek, a jego uszy musiały słuchać przeraźliwego szlochu.

 

"Mężczyzna jest jaki jest i nie ma co przy nim majstrować. Im szybciej kobieta to zrozumie, tym lepiej dla niej. I dla niego." – Maria Czubaszek

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Dekaos Dondi 2 tygodnie temu
    Antoni Grycuk→W odczuciu mym, to takie wywrócenie na zewnątrz swojego zapętlenia i zmaganie się z tym.
    W takiej sytuacji, człowiek czasmi zachowuje się nieracjonalnie i tak jest przeważnie rozumianym. Ciekawy tekst.
    Metaforycznie →między ''dnem'' a ''odbiciem'' Pozdrawiam - 5:)
  • Antoni Grycuk 2 tygodnie temu
    Dekaos,
    czy z tym zapętleniem piszesz o stylu?
    A co do metafory. Tu nie chciałem zawrzeć żadnej metafory. Raczej pewien sens, który mógłby dotyczyć bohatera, gdyby spełnionych było kilka warunków. A że nie wiadomo, czy te warunki zostały spełnione, to los bohatera idzie albo dokładnie w stronę jak w tekście, albo faktycznie następuje potem odbicie, o którym pisałeś.
    Dzięki za czytanie i kilka słów.

    Pozdrawiam.
  • Dekaos Dondi 2 tygodnie temu
    Antoni Grycuk. Miałem na mysli ''zaptlenie ego'' A z ''dnem'' to rzecz jasna - przesadziłem. No własnie - z tymi ''warunkami''
    nie wiadomo... Pozdrawiam:)
  • Ozar 2 tygodnie temu
    Generalnie przesłanie jest do bólu sensowne. Każdy chłop nie zniesie jak się go robi w konia, albo choć próbuje. jednak czasami to, co widzimy, czy czujemy nie jest tym o czym myślimy że jest. U ciebie dokładnie tak było, ale zakończyło się makabrycznie. Czasami terapia jest gorsza od choroby i tu tak mamy. 5 Fajnie sie czytało to taki kawałek życiowy do bólu.
  • Antoni Grycuk 2 tygodnie temu
    Ozarze,
    prawdę piszesz, że terapia bywa gorsza od problemu, o czym często zapominają niektórzy. Dokładnie to chciałem przekazać w tym tekście. Oraz to, że terapia czasami bywa wątpliwa.
    Dzięki za pochylenie się nad tekstem i kilka słów.
    Może w końcu znajdę czas (i chęci), aby zerknąć do Twoich historycznych tekstów, choć zawsze unikałem tego tematu.

    Pozdrawiam.
  • Wrotycz 2 tygodnie temu
    Narcyzm, choć wywołany traumą. Ciekawe. Czasami większa trauma naprawdę jest w stanie wyprzeć wcześniejszą - i na to zapewne liczyła kobieta. Nie wzięła jednak pod uwagę, że mogą się w Narcyzie zsumować, oczywiście gdyby żonę kochał bardziej od siebie, byłby cień szansy na sukces tej 'terapii'.
    Pozdrawiam.
    5.
  • Antoni Grycuk 2 tygodnie temu
    Wrotysiu,
    dzięki wielkie za pochylenie się i kilka słów.
    Z tym "wypieraniem" traumy przez większą to nie taka prosta sprawa. Trzeba w tym zegarmistrzowskiej precyzji. I ktoś niewprawiony tylko może większą krzywdę wyrządzić, choć tez może pomóc, ale to totolotek. Oczywiście z tą miłością masz rację, to jedna z dróg tej terapii.

    Pozdrawiam.
  • betti tydzień temu
    Mam jeszcze przed oczami obraz i nie chcę go stracić... jest tak jak myślałam.

    Może ten jej sposób i byłby dobry, ale nie dla faceta z takim bagażem. On nawet w tym narzekaniu czy jak kto woli użalaniu się nad sobą, potrzebował jedynie wsparcia, potwierdzenia, że z domem rodzinnym nic go nie łączy. Dla niej było to za trudne, zabrakło zwykłego zrozumienia, cierpliwości do wysłuchiwania codziennie tego samego... Przeważnie biorę stronę kobiet, bo to słaba płeć itd, ale tutaj jest mi najzwyczajniej na świecie żal dobrego człowieka, który chodził po linie...

    Pani Czubaszek istotnie słynęła ze znajomości męskiej natury... co z tego, kiedy w nas tak dużo egoizmu.

    Pozdrawiam.
  • Antoni Grycuk tydzień temu
    Betti,
    istotnie tak jest. Jeśli przypadek jest naprawdę ciężki, to ewentualna terapia może być cięższa niż problem, o czym pisał Ozar.
    Druga sprawa, że czasem, jeśli problem nie prowadzi do czegoś naprawdę złego, nie należy nic zmieniać, a niestety kobiety często o tym nie wiedzą, bo chciałby dobrze, a wychodzi, jak wychodzi.
    Dzięki za czytanie i kilka słów.

    Pozdrawiam.
  • betti tydzień temu
    Nie czytam komentarzy, żeby nie zepsuć sobie obrazu. Każdy ma inną wrażliwość i inaczej widzi, ale to akurat dobrze, tylko czyjaś sugestia we mnie powoduje zawirowania, przez to unikam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania