Zmierzch Świtu - część 1

Prolog

 

Księżyce wisiały jasno i dumnie wśród gwiazd i lekko zachmurzonego nieba. Świat zdawał się zatrzymać w czasie, a noc ta miała trwać latami. Lekko oświetlone, zaspane miasto, najpiękniejsze jakie kiedykolwiek powstało, trwało w ciszy i niezachwianej harmonii.

Na klifie za którym rozciągała się panorama budynków, wież i murów, siedział, na oko, piętnastoletni chłopiec, o bujnych złotych włosach do ramion. Jego zielonkawe oczy patrzyły na przyszłość, która miała go czekać, bowiem była to wigilia jego zaślubin i oddania się wiecznej warcie ku ochronie tych najbardziej potrzebujących.

 

Jego myśli zaprzątała masa pytań i obaw. Strach okalał go niczym ciężki płaszcz przez który nie mógł spać. Zawsze przychodził tutaj, gdy się martwił. Na wysoki klif z którego mógł zobaczyć miasto w którym się wychował, uczył i najprawdopodobniej miał tu zginąć.

Metropolia. która składała się z czterech różnych stref poświęconych różnym dziedzinom życia. Wyspa odgrodzona rzeką stanowiła centrum miasta - Kandazaru. Wysokie mury na granicach i szerokie mosty po dwóch stronach wyspy stanowiły fortyfikację obronne miasta, a biały marmur pozłacany w malownicze freski rozciągał się po wszystkich cudach tutejszej architektury. Na wysokich wieżach składających się na główne zamczysko, ostre jak szpikulce zakończenia budynków były wyłożone szafirami i niebieskimi płytkami, które błyszczały, gdy noc była przejrzysta, a księżyce odbijały światło słońca rozświetlając noc. Wspaniała katedra, która łączyła w sobie wieże jak i okoliczne tereny wyspy, wręcz wypełniając całą jej powierzchnię bogactwem i rozmachem szlachetnie pięła się w górę, a mierzyła ona tylko trochę mniej od okalających ją baszt.

W tym wielkim, wręcz przesadzonym w swej okazałości pałacu, godnego najpotężniejszego władcy znajdowała się najważniejsza organizacja, która piastowała opiekę nad całym miastem i jego okolicami oraz przynależnościami - Inkwizycja Jedenastu Ostrzy -złożona z legendarnych wojowników naszych czasów, stanowiła władzę i dawała ochronę zwykłym ludziom, pozwalając im żyć godnie, by nie bali się co przyniesie jutro. Najwyższą instancją była rada składająca się z dziesięciu najlepszych szermierzy oraz z Najwyższego Inkwizytora. Na tę chwilę był nim Aelwin Straszny, mistrz miecza i najpotęzniejsza osoba w całej metropolii. Był to człowiek w sile swego wieku, mądry i z wielkim doświadczeniem bojowym. Od czasów nastoletnich walczył z bandytami i najeźdźcami chroniąc swój dom, lecz w pewnym momencie jego życia nastała chwila, która zadecydowała o jego przyszłości. Rodzinę Aelwina zamordowano, a jego samego okaleczono, nie tyle co fizycznie lecz psychicznie. Najwyższy Inkwizytor w wieku szesnastu lat wstąpił do oddziałów, którymi później przyszło mu rządzić i wspinał się w karierze szermierza. Pokonywał swoich wrogów, nawiązywał wiele przyjaźni i ochraniał znany nam świat. Walczył z potworami i ludźmi, choć z czasem coraz ciężej przychodziło mu rozróżnianie dobra i zła. Po śmierci swojego poprzednika, po długiej i nudnej naradzie, wyniesiono go na jego aktualne stanowisko, w wieku zaledwie trzydziestu-czterech lat, co jest uznawane za wyczyn nie do pobicia, Aelwin został Najwyższym Inkwizytorem. Niestety lecz zawsze był zatruty przez przeszłość, która odebrała mu wszystko co kochał. W dzielnicach biedy można usłyszeć historie, w których Najwyższy Inkwizytor wytropił morderców swojej rodziny i zgotował im coś dużo gorszego niż zwykłą śmierć. Stąd też wziął się jego przydomek. Wraz z wiekiem, coraz bardziej przerażał swoich poddanych. Ponad dyskusję zaczął stawiać miecz i krew, przez co na dobre wystraszył złodziejaszków i dezerterów, którzy mieli w zwyczaju nękać zwykłych ludzi, ale było to okupione czymś bardzo istotnym - zaufaniem. Nie tylko pospólstwo podważało jego decyzję lecz nawet Ci wyżsi rangą w inkwizycji również zaczęli mieć przeciwko niemu obiekcję.

Struktura organizacji była bardzo złożona, ale w jej szeregi mógł wstąpić prawie każdy. Nawet ci, którzy nie pałali się mieczem ani zabijaniem. Bowiem była to ogromna instytucja monopolizująca każdą część życia w mieście. Co oczywiście generowało ogromne przychody i możliwości na osiągnięcie życia dla wielu niedostępnego. Niezliczona ilość ludzi skuszona tymi wizjami połamała sobie na tym zęby, zderzając się z okropną rzeczywistością działania tak wielkiej machiny, ale byli tacy, którzy swoim sprytem i wiedzą wkupili się w łaski Inkwizycji i zyskali władzę oraz pieniądze. Są znani jako Baronowie, a ich jedynymi zwierzchnikami są inkwizytorzy z rady. No i oczywiście Aelwin, którego słuchają się niczym wytresowane psy.

Ten świat był brutalny, pełen absurdów i swoistej magii. Poza Kandazarem było bardzo niebezpiecznie dla większości śmiertelników, nawet na szlakach strzeżonych bardzo łatwo było stracić życie. Nie za sprawą rozbójników i dezerterów lecz monstrów zwanych “Sakka”. Potworów o przeróżnych kształtach, starszych od znanego nam świata. Często były to zwierzęcopodobne humanoidalne stwory o nadprzyrodzonych siłach. Pojawiały się znikąd, wybiegały z cienia i atakowały wszystko co tylko mogły. Tym również parają się Inkwizytorzy, zwalczając je na tyle ile potrafią. Dzieli się je na klasy od S do C. Legendy mówią, że najsilniejsze jednostki nie różnią się tak bardzo od ludzi. Wyglądają podobnie i myślą jak Oni. Uczeni od setek lat badają tę sprawę, ale nigdy nie byli w stanie zgodzić się na jedną wersję opisujące te stworzenia, sprzeczając się na temat ich natury przez wieki.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania