Czerwony pył
Gdy brałam prysznic, w kabinie siedział pająk. Długie odnóża poruszały się wolno, jakby smakował powietrze. Włączyłam wrzątek. Patrzyłam, jak wije się i kurczy, a woda robi swoją brudną robotę. Nie chciałabym tak skończyć.
Na drodze potrąciłam szczura. Zobaczyłam go za późno – szary kształt mignął pod kołami. Myśl: nie chcę tak skończyć. Przycisnęłam gaz mocniej niż trzeba.
Do pokoju wleciał trzmiel. Wielki, włochaty, wściekły. Uderzyłam packą – raz, drugi. Cisza. Na podłodze został mały, drżący kłąb odnóży i pyłków. Ręka mi drżała jeszcze przez chwilę.
Wróciłam do biurka. Otworzyłam folder z danymi łazika. Czerwony piasek, ziarnko po ziarnku. I nagle – tam, w próbce – coś drgnęło. Nie wirowało dramatycznie, nie tańczyło. Po prostu żyło: maleńka plamka, pulsująca w rytmie własnym, obojętnym na to, co działo się wcześniej w łazience, na drodze, w pokoju.
Przysunęłam ekran bliżej. Palec zawisł nad klawiaturą. Nie nacisnęłam delete.
Komentarze (11)
Pozdrawiam.
Zaimków za wiele. Pójście na łatwiznę. Błędów nie widzę. Tekst nie porywa, ale temat zrealizowany, forma sprzyja, refleksje są.
4 - .
Ciekaw jestem Waszej interpretacji szorta: czy chodzi tylko o hipokryzję podmiotu lirycznego? A może o przewrotność jako taką? Albo - inaczej jeszcze - o lekceważenie mikrokosmosu i skupienie uwagi na kosmosie, wielkim i niezbadanym, kosztem własnej planety, czyli tego, co zwyczajnie ma się pod nosem, co znajduje się na dłoni wyciągnięcie?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania