Poprzednie częściAmor  

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Amor Wersja Rozszerzona

Było tak ciemno, że gdyby nie latarnie, Szczepan nie widziałby własnej dłoni, nieważne, jak blisko twarzy by ją przysunął. Cieszył się, że już za chwilę wejdzie do ciepłego, przytulnego domu, gdzie czekała na niego ukochana dziewczyna, zapewne z gorącą kolacją. Czego więcej może chcieć mężczyzna po powrocie z pracy?

Szczepan uśmiechnął się na widok małego, beżowo-białego domku. Dochodził do schodków prowadzących do drzwi wejściowych, gdy kawałek dalej zobaczył dziwną postać. Był to prawdopodobnie mężczyzna, ubrany całkiem na czarno. Niby nic dziwnego, w końcu to zwykły człowiek, który po prostu stoi sobie na dworze. Szczepan wzruszył ramionami i zadowolony wszedł do domu.

Wszędzie roznosił się piękny, intensywny zapach. Z kuchni wyszła Karina.

- Cześć, kochanie – dziewczyna cmoknęła partnera w policzek.

- Dobry wieczór.

O tak, to było wszystko, czego po tej stronie świata chciał każdy lub prawie każdy mężczyzna. Ciepły, pachnący, wysprzątany dom i piękna, zadbana kobieta. Brakowało jeszcze tylko dziecka.

- Rozbieraj się, skarbie. Niedługo będzie kolacja – uśmiechnęła się Karina. – Robię tartę owocową, kanapki i sałatkę.

- Brzmi świetnie!

Karina zawsze lubiła dziwne i nietypowe połączenia smakowe. Ciągle też testowała nowe przepisy kulinarne. Szczepan to uwielbiał, codziennie miał niespodziankę. Nigdy nie wiedział, co akurat ugotuje jego ukochana.

Chłopak rozebrał się, umył ręce i włączył telewizor. Skakał po kanałach, wreszcie znalazł fajną komedię. Rozpoznał ją, kiedyś oglądał kawałek. Główny bohater filmu był gejem.

- Kochanie, chcesz kawy?

- Tak, poproszę!

,,Ja też miałem kiedyś przygody”, pomyślał Szczepan. Przypomniał sobie swojego pierwszego w życiu chłopaka. Był...

Karina usiadła na sofie i położyła głowę na kolanach chłopaka.

- Jaki piękny, spokojny wieczór – westchnęła. – Zawsze marzyłam o takim życiu. Brakuje nam jeszcze tylko dzieci!

- Dzieci? – zaśmiał się Szczepan. – Nie śpieszymy się, kotku. Tak cicho...

- Nie chciałbyś mieć synka? Albo córeczki? – cicho spytała Karina.

- Ja...

Szczepan szeroko się uśmiechnął na widok rozradowanej miny dziewczyny. Nie musiała mu nic mówić, wszystko wiedział.

Coś zaskrzypiało, ale szczęśliwa para to zignorowała. Szczepan jeszcze w życiu tak się nie cieszył. Jego ukochana kobieta niebawem urodzi dziecko!

O tak. Tamar nie urodziłby mu dziecka. Choć to nie był powód, dla którego się rozstali. A jaki był ten powód? Właściwie to Tamar zaczął. On i te jego cygańskie poglądy... Z drugiej strony, zwyczaje Szczepana dla Roma były nie do przyjęcia, więc teoretycznie nic w tym dziwnego... Ale same poglądy nie były jeszcze tak radykalne, żeby się rozstawać. Ale byli młodzi, a nastolatki są nieprzewidywalne.

,,Po prostu byłem bardzo młody i chciałem spróbować wszystkiego”, pomyślał Szczepan.

No i spróbował...

 

Wszystko zniknęło. Zapadła kompletna ciemność. Gdy chłopak odzyskał przytomność, nic nie pamiętał. Potrzebował chwili, żeby przypomnieć sobie wydarzenia sprzed kilku minut.

Karina!

Szczepan rozejrzał się po salonie połączonym z kuchnią. Nie widział swojej kobiety. Szybko sprawdził każdy pokój w domu. Kariny nigdzie nie było.

Chłopak przejrzał się w lustrze. Na policzku miał długie, zakrwawione rozcięcie.

- Gdzie jest moja dziewczyna? – powiedział do pustego pokoju.

Poszedł do kuchni i dostrzegł coś dziwnego. Na stole stał kubek z kawą. Ktoś bezczelnie zrobił sobie w jego domu kawę i częściowo ją wypił. A potem zabrał gdzieś Karinę i nie zostawił nawet wiadomości...

Szczepan zobaczył karteczkę. Jak na zawołanie. Wziął ją do ręki i zmartwiał.

,,Jeszcze po ciebie wrócę. Twój tajemniczy wielbiciel”.

Chłopak przeczytał wiadomość kilka razy. Czy to był jakiś żart? Tak, to na pewno Karina. Schowała się. Ale skąd ta rana? Może sam coś sobie zrobił?

- Karina? Wiem, że tu jesteś! Wystraszyłaś mnie, naprawdę ci się udało. Możesz już wyjść.

Odpowiedziała mu głucha cisza. Szczepan zaczął się martwić. Może jego kobieta zasłabła? W końcu jest w ciąży... A jeśli coś się stało?!

Po namyśle chłopak po prostu zadzwonił do Kariny, ale nie odbierała. Dopiero za siódmym razem usłyszał wysoki, męski głos:

- Tak?

- Ty cholero! Co zrobiłeś z moją kobietą, brutalu?!

- Spokojnie – głos nieznajomego się nie zmienił. – Karina to twoja... Dziewczyna?

- Tak! Gdzie jest?! Co jej zrobiłeś?! Ty świnio!

- Nie drzyj się, bo nic ci nie powiem.

Szczepan kilka razy odetchnął. Gdy uznał, że może w miarę spokojnie porozmawiać, nadal lekko podniesionym głosem spytał:

- Czy mogę chociaż zamienić słowo z Kariną?

- No nie wiem...

- Błagam!

Zapadła cisza. Po chwili chłopak usłyszał swoją dziewczynę.

- Szczepan?

- Karina?! Co się z tobą dzieje? Gdzie jesteś?! Ten facet cię skrzywdził?

- Nie bój się, jest dobrze. Wkrótce będzie w porządku. Zaufaj mu, proszę! Nie wiem, czy się jeszcze spotkamy, ale zaufaj mu, co by się nie stało! Dobrze? Obiecaj mi to!

- Obiecuję... Kocham cię!

- Ja ciebie też. Zaufaj mu!

W słuchawce ponownie rozległ się głos nieznajomego.

- Jesteś?

- Tak – szepnął przerażony Szczepan. – Kim jesteś?

- Jeszcze nie mogę ci powiedzieć. Przyjdę. Niedługo. Spotkamy się u ciebie w domu i porozmawiamy.

- A Karina? Przywieziesz ją?

- Nie. Ale jeśli będziesz spokojny i grzeczny, zobaczysz ją. Może nawet... Chociaż nie.

- Czekam.

Szczepan się rozłączył. Serce waliło mu jak młotem. Karina... I jego dziecko... Czy to możliwe, że zaraz ich straci?

Piętnaście minut później pod jego dom podjechał samochód. Wreszcie do salonu Szczepana wkroczył wysoki, ubrany w czarny garnitur i niebieską, elegancką marynarkę blondyn, na oko czterdziestoletni. Pan domu rzucił się na niego, ale w ostatniej chwili się opanował.

- Gdzie jest Karina? Co z nią? I co z moim dzieckiem?

- Niestety.

Szczepan pobladł na twarzy.

- Co się z nią dzieje?

- Nie żyje.

Chłopakowi na chwilę pociemniało przed oczami. Nie, to nie może być prawda...

- Co jej zrobiłeś? – spytał słabo. Nie chciał znać odpowiedzi.

- To była jej ostania wola – cicho powiedział nieznajomy blondyn.

- Jaka wola?! O czym tu mówisz, idioto?! – wrzasnął wściekły Szczepan.

- Chciała, żebyś mi zaufał. Musisz to zrobić. Obiecałeś jej. Przed śmiercią.

Chłopak zemdlał. Gdy się ocknął, był w jakimś domu. Obok niego stał brutal, który prawdopodobnie zamordował jego ukochaną.

- To ty... Co ja tu robię? Gdzie Karina?

- Mówiłem ci. Karina nie żyje. Ale ty tak. Jeśli nadal chcesz żyć, to powinieneś mi zaufać.

Blondyn mówił trochę niewyraźnie i miał dziwny akcent. To brzmiało tak, jakby Islandczyk mówił po polsku. A właściwie bardzo się starał.

- A jeśli powiem, że ci ufam, to pozwolisz mi zobaczyć Karinę?

- No... Tak...

Nieznajomy wskazał na drewniane drzwi za sobą.

- Tam.

Szczepan szybko je otworzył. Znalazł się w maleńkim pokoiku. Na niewielkim stole zobaczył Karinę.

Była martwa. Ale jej piękne ciało nie zostało naruszone. Pewnie ktoś ją otruł... Ale jak to możliwe...

Po policzkach Szczepana spłynęły łzy. Stracił ukochaną kobietę i dziecko. Jak brutalny musi być człowiek, który robię takie rzeczy?

- Wystarczy. Wychodź.

Blondyn nie radził sobie z niektórymi literami, przez co chłopak ledwo go zrozumiał.

- Jestem Amor. Z Norwegii – powiedział mężczyzna, zamykając drzwi do małego pokoiku. – Pewnie mnie nie pamiętasz...

- A znamy się? – z lekkim zdziwieniem spytał Szczepan.

- Tak. Znamy się doskonale.

- Serio?

- Czyli nie pamiętasz...

- To ty zostawiłeś tą wiadomość?

Amor tajemniczo się uśmiechnął.

- To po części dla żartu.

- Dla żartu?! – wrzasnął Szczepan. – Zabiłeś moją Karinę i dziecko i masz jeszcze czelność sobie żartować?! Jaja sobie robisz?!

- Nie...

- Co tu się dzieje?!

Amor spojrzał na niego niebieskimi, lodowatymi oczami. Jego głos był ostry jak odłamek szkła.

- Śmierć. To niedługo spotka też ciebie.

- Co...

- Niebawem zginiesz. Ale nie martw się. Nie zapomnę o tobie.

Szczepan chciał coś powiedzieć, ale nie zdążył.

 

Otworzył oczy. Pierwsze, co zobaczył, to wielki, kryształowy żyrandol. I jasnofioletowa ściana.

Usiadł i dosłownie oniemiał. Znajdował się w całkiem sporym pokoju, na pierwszy rzut oka przypominał sypialnię. Sypialnię nastolatki. Sufit i dwie ściany były fioletowe, pozostałe dwie różowe. Podłoga wykonana była z jasnobrązowych, drewnianych paneli. W pokoju znajdowało się mnóstwo mebli w podobnym kolorze, na szafkach stało dużo szklanych figurek i innych ozdób,

na ścianach wisiały piękne portrety mężczyzn, kolorowe i czarno-białe.

Szczepan siedział na dużym łóżku, przykryty fioletową kołdrą. Oczywiście poduszka i prześcieradło były w identycznym kolorze. Jednak nie to było najdziwniejsze. Łóżko miało coś w rodzaju baldachimu. Konkretnie posiadało coś, co Szczepan nazywał stelażem. Na tym chyba się coś wieszało i łóżko było wtedy zasłonięte. Aktualnie jednak nic tam nie wisiało.

Chłopak był w lekkim szoku. Gdzie trafił? Zaraz... Amor. Chciał go zabić. Więc pewnie jest w niebie. Oby się nie zdziwił...

Do pokoju wszedł jakiś mężczyzna. Gdy Szczepan mu się przyjrzał, zdębiał.

- Amor? – wykrztusił.

Istotnie, stał przed nim Norweg. Chyba. Przeszedł jakby szokującą metamorfozę.

Miał na sobie jasnoróżową, satynową piżamę, składającą się z koszuli i spodni. Ktoś nie pożałował temu kompletowi koronek i falban... Amor miał też czarne, błyszczące buty na niewielkim obcasie. Jego włosy, wcześniej krótkie i przykładnie przylizane, teraz zmieniły się w prawdziwą burzę puszystych, gęstych loków w kolorze złota. Sięgały mu do ramion. Mężczyzna miał lekki, ale wyrazisty makijaż. Gdy wszedł do pokoju, pomieszczenie wypełniło się bardzo intensywnym zapachem perfum z jaśminu.

Amor nie przypominał szalonej nastolatki. On wyglądał jak szalona męska prostytutka.

- Dzień dobry, kochanie – uśmiechnął się Amor. – Jak się czujesz?

- Ja... Co tu się dzieje? I jak ty w ogóle wyglądasz?

- Oj, rybko, naprawdę mnie nie poznajesz? – spytał z niedowierzaniem Amor. – No wiecie? Ale nie martw się. Przywrócimy ci pamięć, słoneczko, na pewno.

Szczepan patrzył, jak mężczyzna kładzie na stole tacę ze śniadaniem. Nie mógł uwierzyć, że zna kogoś takiego.

- Nie poznajesz mnie? – spytał Amor, siadając na łóżku.

- Nie.

- Przecież się znamy!

- No nie wiem. Wyglądasz jak żywa lalka z sex shopu.

Amor spojrzał na niego ze zdumieniem.

- Co tak ostro?

- Zabiłeś Karinę i moje dziecko – ponuro odparł Szczepan. – Mam być dla ciebie miły? Poważnie?

- Nie zabiłem twojej... Dziewczyny – powoli powiedział Amor. – Ona żyje.

- Jak to?! Ty oszuście, ty krętaczu! – ryknął wściekły Szczepan. – Świnia! Cham! Prostak! Potwór! Brutal! Brak mi słów, żeby cię opisać! Jesteś... Jesteś...

- No, no, no! Nie mów czegoś, czego będziesz potem żałował.

Szczepan wpatrzył się w lodowate, niebieskie oczy Amora. Przypomniał sobie słowa Kariny.

,,Zaufaj mu”...

- Moja kobieta żyje? – powoli spytał chłopak.

- Tak. Już ci to mówiłem.

Amor wyraźnie nie lubił, gdy musiał coś powtarzać. Na kilka minut jakby stracił dobry humor.

- Żyje. Ale to się może w każdej chwili zmienić – dodał z dziwnym uśmiechem Norweg.

Ten uśmiech mroził krew w żyłach. Szczepan już na sto procent wiedział, że facet był psychopatą. Czy normalny człowiek się tak zachowuje?

- Mogę ją zobaczyć? – ostrożnie spytał chłopak.

- Nie. Ale nie martw się. Dopóki będziesz mi ufał, nic się jej nie stanie. Zaufanie ma tu kluczowego znaczenie.

- Dobrze. Zaufam ci, choć widzę, że masz nie po kolei w głowie.

Amor na ułamek sekundy się skrzywił, jakby go to uraziło. Potem jednak na jego twarzy znowu pojawił się słodki uśmiech.

- Ufasz mi?

- Tak... Tak.

- Dobrze. Bardzo się cieszę!

- A co mam zrobić? – zagadnął Szczepan. Już nic nie wiedział. Co tu się dzieje?

- Och, nic takiego... Tylko zostać tu ze mną na zawsze.

Szczepan przyjrzał się Amorowi i nagle zamarł.

- O nie... Tamar?

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Dekaos Dondi 2 tygodnie temu
    Beatko→Dobrze napisane i ciekawie się czyta, ale ty masz talent,
    także od zakończeń, które aż się proszą o dalszy ciąg. Za bardzo zaciekawiasz.
    To rzecz jasna nic złego:))→Pozdrawiam:)↔5
  • Beatka 2 tygodnie temu
    Dziękuję, mam słabość do takich zakończeń :)
  • Bajkopisarz 2 tygodnie temu
    No i jest dalszy ciąg 😉 Przeszłość dogoniła Szczepana i teraz zafunduje mu świetlaną przyszłość. A może nie?
    A gdyby spojrzeć inaczej, że przeszłość dogoniła nie Szczepana, tylko Tamara? W sumie to on zatrzymał się x lat temu i teraz próbuje odzyskać to co utracił, zatruwając życie komuś, kto wcale nie musi być zainteresowany. To Tamar przyznał sobie prawo zadecydować, co jest dobre dla Szczepana. Ale na jakiej podstawie? Przeszłości. Kto nie idzie do przodu, cofa się, mówią niektórzy i Tamar swą postawą potwierdza to. Nie osiągnął widać nic, więc cofnął się i próbuje zacząć od nowa. Przegra? No, w każdym razie nie wygra.
  • Beatka 2 tygodnie temu
    Trafne spostrzeżenia, dzięki za przeczytanie i opinię:)
    Miło mi, że Cię wyciągnęłam
  • Beatka 2 tygodnie temu
    Wciągnęłam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania