Bitwa Literacka – Apogeum Milczenia – Obietnica

Rozbłysła lampa, oświetlając przestronny pokój. Na fotelu w jego rogu siedziała zgarbiona postać, twarz zakrywała dłońmi. Z równo upiętego koka wysunęło się kilka jasnobrązowych kosmyków, przez co wyglądał dość niechlujnie. Po pomieszczeniu niósł się urywany szloch. Tuż obok usiadła nastolatka, wyglądająca na jakieś piętnaście lat. Położyła rękę na udzie kobiety.

– Mamo... – szepnęła niepewnie.

– Nie teraz, Eileen. – Jej rodzicielka pospiesznie otarła łzy i wyprostowała się. – Jestem zajęta.

– Chodzi o Wena, prawda? – Nie odpuszczała.

– Towena. – poprawiła ją automatycznie i dodała: – Nie powinnaś się nim interesować, on jest inny, wiesz o tym – powiedziała, siląc się na łagodny ton

– Nie prawda! – Wstała i tupnęła nogą jak mała, zdenerwowana dziewczynka. Ciemnoblond grzywka zsunęła się jeszcze bardziej na twarz, choć i tak zakrywała już sporą jej część.

– Nie kłóć się ze mną! – Podniosła głos, a bolące od płaczu gardło sprawiło, że bardziej przypominało to skrzeczenie. – Niemówienie to nie coś normalnego! Normalne dzieci płaczą, krzyczą, śmieją się... cokolwiek!

Dziewczyna chciała jej przerwać, ale za każdym razem otwierała i zamykała usta, bez najmniejszego dźwięku.

– Eileen, po prostu idź do siebie i nie odzywaj się do Towena. Rozumiesz? – Lekko potrząsnęła ramionami blondynki. Powtarzała jej to dzień w dzień, ale ta i tak nie słuchała, tylko przytakiwała.

– Tak...

Potem słychać było tylko rytmiczne kroki i trzaśnięcie drzwiami. Kobieta westchnęła i przetarła twarz dłońmi. Nie dość, że życie pokarało ją upośledzonym synem, to jeszcze córka postanowiła go bronić. Miała wystarczająco problemów na głowie przez firmę i stratę męża, nie potrzebowała dodatkowo mieć ich z dwójką swoich dzieci.

– Boże, czemuś mnie opuścił? – zapytała pod nosem, unosząc oczy ku górze.

Nie dane jej było długo zastanawiać się nad tym lub czekać na jakąkolwiek odpowiedź od niewidzialnego bytu. Telefon w jej kieszeni zabrzęczał cicho, a na ekranie pojawił się nowy komunikat. Natychmiast wyciągnęła go i przeczytała powiadomienie.

– Towen! – krzyknęła.

Zamiast odpowiedzi w progu pokoju pojawił się niski, dość chudy, może jedenastoletni chłopiec o jasnych włoskach. Niepewnie wszedł do środka, wyglądał jak spłoszone zwierze. Jego szare, wyblakłe oczy wpatrywały się w jeden punkt. Starał się w ten sposób nie napotkać wrogiego spojrzenia matki.

– Towen.

Wzdrygnął się na dźwięk jej głosu.

– Mamy umówioną wizytę u doktora Shena, może on w końcu powie co ci jest. – Wstała. – Idź się ubrać.

Wyszła, nie oczekując nawet jakiegokolwiek odzewu. Przeszła przez hol i zatrzymała się przy wieszaku. Ściągnęła z niego szkarłatny płaszcz, a z komody obok wzięła okulary o oprawkach w tym samym kolorze.

– Eileen! Zostaniesz teraz sama, nie otwieraj nikomu. – Szybko naciągnęła na siebie kaszmirowe nakrycie. – Gotowy? – Popatrzyła na chłopca i z cichym, wręcz nienaturalnym warknięciem, poprawiła mu kurtkę. – Nawet tego nie potrafisz dobrze zrobić.

Pociągnęła blondyna za rękaw i wyszła z domu.

 

~*~

 

Przytłaczająca biel wypełniała całe pomieszczenie. Ściany, podłoga, a nawet meble utrzymywały się w tym kolorze. Nietypowym aspektem dla tego rodzaju miejsca były kobiece wrzaski, które niosły się echem prawdopodobnie nawet na korytarz przychodni. Na kozetce, tuż pod ścianą siedział Towen, wzrok spuszczony miał na swoje dłonie. Drżał. Naprzeciwko niego za biurkiem siedział siwy lekarz o lekkim zaroście. Obok niego natomiast stała sprawczyni całego hałasu.

– Jaka lalo... lato... fo... fofio... latolofia?! – krzyknęła, a piegowate policzki zaczerwieniły się ze złości.

– Lalofobia – poprawił ją spokojnym tonem. – Pani syn choruje na lalofobie, boi się mówić.

– On od małego tak ma, to nie żadna fobia! Jest po prostu niemową, w życiu się przecież nie odezwał! – Słyszała o tej przypadłości od tak wielu lekarzy, ale wciąż nawet nie starała się tego zaakceptować i dalej chodziła z synem od jednego do drugiego specjalisty.

– Pani Connel... – Westchnął i przejechał dłonią przez włosy.

– Wychodzimy. Do niewidzenia, doktorze Shen. – warknęła.

 

~*~

 

Panele zaskrzypiały, a chłopiec wzdrygnął się i rozejrzał. Serce biło mu szybko i nierówno. Wiedział, że jest sam w domu, ale to w żaden sposób nie wpływało na jego poczucie bezpieczeństwa. Skradał się jeszcze ciszej niż wcześniej i powoli zbliżał do swojego celu – dębowych drzwi na końcu korytarza. Otworzył je, naciskając na klamkę.

– Wen?

Podskoczył na dźwięk dziewczęcego głosu i odwrócił się na pięcie. Uspokojony wypuścił głośno powietrze, gdy zauważył, że to Eileen. Uśmiechnął się delikatnie.

– Mama już wychodzi po schodach – szepnęła, a w jego oczach ponownie zagościło przerażenie. – Przyszedłeś po kartki, prawda?

Kiwnął głową.

– Przyniosę ci je, idź do siebie.

Jak kazała, tak zrobił i już po chwili znajdował się w swoim pokoju. Ściany w nim zapełniały rysunki, większość czarno-białych. Pomiędzy dziełami zostało tylko kilka pustych miejsc na nowe. Rysowanie było jedyną czynnością, w której czuł się pewnie.

Usiadł na pufie, która lekko zapadło się pod jego ciężarem. Wbił wzrok w śnieżnobiały sufit. Po chwili drzwi uchyliły się, a do środka weszła jego siostra. Przycupnęła na krawędzi łóżka i podała mu blok rysunkowy. W podziękowaniu uśmiechnął się szeroko.

– Nie lubisz mówić, co? – Tak wyglądał początek każdej ich rozmowy.

Pokręcił głową na „nie”.

– I nigdy się nie odezwiesz?

Powtórzył poprzedni gest.

– A co jeśli kiedyś osiągniesz swoje apogeum?

Spojrzał na nią pytająco.

– Apogeum milczenia. – Ukucnęła przy nim. – Każdy ma przecież swoje granice...

Zakrył uszy.

– Kiedyś coś powiesz, zobaczysz – powiedziała pewnie i odsunęła jego dłonie.

Naburmuszył się.

– Chcesz żebym ci pomogła? Pomogła nie osiągnąć apogeum?

Wyciągnął w jej strony mały palec, na co ona zaśmiała się i splotła swój z tym jego.

– To przysięga, tak?

Potwierdzająco kiwnął głową.

 

~*~

 

Do pomieszczenia światło słoneczne przedostawało się jedynie przez szpary pomiędzy żaluzjami. Na dywanie siedział Towen, jego postura skrzywiona była nad białym arkuszem papieru, a wokół porozrzucane zostały rozmaite przybory. Widocznie zmizerniał, a jego włosy stały się jeszcze jaśniejsze, o ile to możliwe.

Nagle lampa stojąca w rogu pomieszczenia rozbłysła, a do pokoju weszła elegancko ubrana matka chłopaka. Poprawiła znajdujące się na nosie okulary w czerwonych oprawkach i założyła za ucho niesforny kosmyk. Usiadła powoli na oparciu fotela i spojrzała w kierunku rysującego chłopca. Założyła nogę na nogę i głęboko westchnęła.

– Towen. – Jej ton był surowy i sztywny. – Towen! – Cisza. – Dlaczego ciągle mi nie odpowiadasz? – Przypominało to bardziej warknięcie niż melodyjny, kobiecy głos. – Słyszysz mnie? – Wstała i podeszła do chłopca, nachyliła się nad nim. – Jesteś nieznośny – mówiąc to uderzyła go w policzek.

Nie zareagował, wyglądało to jakby był do tego przyzwyczajony. To dziwne, zważając na to, że miał tylko dwanaście lat. Wyprostował się, ponieważ siła kobiety odchyliła go lekko na bok, i kontynuował kreślenie linii na kartce. Kreski powoli zmieniały się w zgarbioną postać, znajdującą się na pomoście. Księżyc, położony u góry obrazu, ledwo oświetlał tafle jeziora.

Do środka wkroczyła Eileen, twarz miała wykrzywioną przez grymas złości. Ostatnio był to coraz częstszy widok, szczególnie gdy znajdowała się w jednym miejscu ze swoją matką. Dziewczyna usilnie próbowała dochować obietnicy, którą dała bratu prawie dwa lata temu.

– Znowu znęcasz się nad Wenem? – krzyknęła i poprawiła kucyka, był to odruch spowodowany zdenerwowaniem.

– Nie krzycz na matkę, Eileen – powiedziała chłodnym głosem jej rodzicielka.

– Nie krzycz na syna, matko. – Nastolatka naśladowała jej głos. – Nie rozumiesz, że on jest inny?

– Ostatnio jeszcze się upierałaś, że jest całkiem normalny. – Spojrzała na nią surowo.

– Źle mnie zrozumiałaś. – Podeszła bliżej niej. – Jest inny, ale nie nienormalny.

– Jeszcze zmienisz poglądy, dziecko.

– Nie sądzę – prychnęła.

– W takim razie masz dwa lata, zanim w końcu się go pozbędę. – Chytry uśmiech pojawił się na jej twarzy.

Chłopiec, który do tej pory wsłuchiwał się w ich rozmowę, złapał za kartki papieru i wybiegł, a za nim jego siostra.

Ukrył się pod kołdrą i skulił, podciągając kolana do swojej klatki. Drżał od spazmów wywołanych płaczem, jednak nie wydawał z siebie żadnych dźwięków. Jego matka uważała, że nie rozumiał jej, nie kontaktował ze światem, nie przejmował się obelgami, krzykami i uderzeniami. Niestety była w błędzie. Wszystko przenikało do jego wnętrza, raniąc je doszczętnie. Z każdym rokiem jego życia było tylko gorzej.

Usłyszał otwieranie drzwi i zacisnął mocniej oczy. Bał się, że to ona. Bał się, że znowu go skrzywdzi. Materac ugiął się pod czyimś ciężarem, a on spiął wszystkie mięśnie.

– Wen – szepnęła Eileen, gładząc jego ramię przez kołdrę.

Wypuścił z siebie głośno powietrze.

– Po prostu... – Przerwała, zastawiając się co powiedzieć. – Po prostu się nią nie przejmuj.

Pokiwał głową, chociaż wiedział, że nie mogła tego zobaczyć.

– Pamiętaj co ci obiecałam. – Uśmiechnęła się. – Nie pozwolę byś osiągnął swoje apogeum. Nie pozwolę... Nie pozwolę... – powtarzała jak w amoku.

 

~*~

 

Wrzaski w tym domu były codziennościa, ale tym razem wydawały się one dużo głośniejsze. Wystraszony Towen starał się trzymać jak najdalej od salonu, z którego się wydobywały. Wiedział, że jego matka i Eileen kłóciły się, a to nie oznaczało zazwyczaj nic dobrego dla niego. Chował się jak zwykle w zakamarkach swojego pokoju. Niekiedy chciałby stać się niewidzialny, to naprawdę by pomogło.

Przykrył się kocem aż po samą szyję i przysunął bliżej ściany, opierając się o nią. Zza szpary w rozchylonych drzwiach dalej wydostawały się głosy kobiet. Postanowił przysłuchiwać się tej wymianie zdań, po chwili był w stanie odróżnić co mówią.

– Gdzie go zapisałaś?! – krzyknęła jego siostra, podejrzewał, że towarzyszył temu jej typowy grymas.

– Tam gdzie się nadaje! – odwarknęła ich rodzicielka.

– Według ciebie on się nadaje do Szkoły dla Trudnej Młodzieży?!

– Oczywiście, że tak! To idealne miejsca dla innych dzieci, takich jak on.

Chłopak był prawie pewien, że Eileen skrzywiła się i poprawiła nerwowo kucyk. Doskonale ją znał, zawsze tak robiła, gdy słyszała od kogoś, że jest inny.

Zaraz potem trzasnęły drzwi i nie musiał czekać długo, by do jego sypialni weszła, a raczej wpadła, zdenerwowana siostra. Policzki czerwieniały jej od złości, a żyła na szyi była bardziej widoczna niż zwykle. Uśmiechnął się do niej ciepło, pomimo pulsującego bólu w jego wnętrzu, który powoli, z dnia na dzień narastał.

– Znów nas słyszałeś, prawda? – zapytała, siadając tuż obok niego.

Pokiwał głową, po czym szybko i głośno wciągnął powietrze. Schylił się i ledwo sięgnął do szafki obok, aby z szuflady wyciągnąć jakąś kartkę. Przekazał ją dziewczynie, a ta uśmiechnęła się widząc swój wesoły portret i napis u dołu: „Wszystkiego najlepszego z okazji siedemnastych urodzin”. Natychmiast spojrzała na cyfrowy zegarek, wskazywał pięć minut po północy. Kłótnia naprawdę długo im zajęła, ponad dwie godziny, a zaczęło się przecież od jakiejś drobnostki. Przytuliła brata delikatnie, wydawał jej się taki kruchy, jakby z każdą sekundą ubywało z niego życie.

– Dziękuję. – Chwilę milczała, a on jej się przyglądał. – Proszę, wytrwaj tam beze mnie – szepnęła. – Jak będę pełnoletnia wezmę cię stamtąd... Nie osiągniesz swojego apogeum milczenia, nigdy – mówiła mu cicho do ucha.

 

~*~

 

W sali lekcyjnej, na tablicy namalowano jakieś bazgroły, które do połowy zostały zmazane. Ławki stały w czterech rzędach, a tuż przed nimi masywne, mahoniowe biurko. Siedział za nim sędziwy nauczyciel z siwymi włosami i w grafitowym garniturze. Przeglądał jakieś papiery, gdy do pomieszczenia wtargnęła kobieta ciągnąc za rękę swojego syna.

– Profesorze – zaskrzeczała matka, jej głos był zdecydowanie nieprzyjemny.

– Pani Connel.– Kiwnął głową na przywitanie mężczyzna.

– Wystarczy Cassia. – Uśmiechnęła się ukazując rządek białych, zapewne sztucznych zębów. Pociągnęła blondyna za rękaw koszuli. – Przedstaw się.

Jasnowłosy chłopiec nie odezwał się i mocniej zacisnął dłonie na rysowniku, który trzymał. Spojrzał na podłogę i zadrżał lekko. Otworzył zeszyt pełen rysunków, ale kobieta natychmiast mu go wyrwała i zgromiła wzrokiem.

– No mów.

Wyjąkał coś, co na pewno nie było słowem, pod nosem, na co ona warknęła cicho. Nauczyciel przyglądał się wszystkiemu.

– Spokojnie proszę pani, on jest inny, musi pani to na razie zaakceptować. Postaramy się go naprawić – oświadczył, po czym dodał dumnie: – Jesteśmy w tym specjalistami.

– Jestem tego świadoma – zapewniła. – Towen skończył miesiąc temu czternaście lat...

– To świetnie! Od wrześnie będzie mógł do nas uczęszczać – oznajmia pewnie.

– Nie mógłby już od nowego semestru?

– Jeśli tak ci na tym zależy, Cassio.

– Cudownie, już się nie mogę doczekać. Kiedy omówimy szczegóły?

– Za tydzień jest zebranie.

Rozmawiając nawet nie zauważyli zniknięcia Towena, który czmychnął, gdy tylko zauważył uchylone drzwi. Nie chciał ich słuchać, robił to całe swoje dotychczasowe życie i nie wychodziło mu to na dobre. To było jak mrok zatruwający go. Ukrył się, jak zawsze zresztą. Wiedział, że go znajdą, ale strach przed matką zawsze górował nad tą świadomością.

 

~*~

 

Korytarz szkolny ciągnął się prawie w nieskończoność. Wielu uczniów przechodziło nim lub siedziało na ławkach czy podłodze tuż obok klas, gdzie zaraz miały odbyć się lekcje. Towen szedł z blokiem A3 w jednej ręce, a przez drugą przewieszał tornister, z którego kieszeni wystawały dwa pędzle i farba akrylowa. Wyglądał niesamowicie smutno, wpatrując się w dół i idąc przed siebie, gdy mijającego go osoby trącały go ramionami. Był niski jak na swój wiek, więc raz trafiały one w jego barki, a raz na wysokości głowy. Kończył dzisiaj szesnaście lat i powinien zacząć już przypominać młodego mężczyznę, on jednak nadal był tym samym, drobnym chłopcem. Tylko jego twarz się zmieniała, była coraz bardziej zmęczona, zdecydowanie nie należała do małego dziecka. Bardziej do osoby, której wnętrze jest przez coś zepsute, a raczej praktycznie wyniszczone.

Ktoś popchnął go mocniej i upadł. Przybory wysypały się z plecaka, natychmiast zaczął je zbierać. Gdy już miał podnieść blok, postawna osoba o mocno zarysowanej szczęce i czarnych włosach, wzięła go z podłogi i zaczęła kartkować, oglądając dzieła chłopaka. Na twarzy tej postaci pojawił się złośliwy uśmieszek.

– Hej, niemowo, to twoje? – Zaśmiał się starszy chłopak, a wraz z nim pozostali.

Pierwsza kartka spadła na płytki, widniała na niej dziewczyna siedząca pod drzewem, wokół niej szalała burza. Potem na podłodze znalazła się następna, samotny krzew róży pośród wysokich traw. Tak, w ślad poprzednich, kolejne strony z rysunkami zapełniały korytarz. Zrozpaczony chłopiec począł je zbierać, ale za każdym razem, jego oprawca, przytrzymywał je, brudnym od błota, trampkiem, a gdy zabrakło mu nóg, wspomogła go reszta uczniów.

W końcu wszystkie obrazy skończyły potargane lub ubrudzone. Towen nie chciał winić za to uczniów. Czuł po części, że to jego wina, był inny, a przynajmniej tak mu wmawiano. Nazywali go tak ludzie z jego otaczanie i to coś w jego wnętrzu – głos, który kazał mu się odezwać i osiągnąć swoje apogeum milczenia, nikt nie chciał sprawić, by się tak nie stało i mu pomóc. Nawet jego siostra nie odwiedzała go już, nie chroniła go też przed matką i tą szkołą. Gdy tylko osiągnęła pełnoletność, miała zabrać stąd brata i wziąć pod swoją opiekę, ale zajęła się swoim życiem z dala od rodziny. To był najsilniejszy cios jaki kiedykolwiek doświadczył i mógł doświadczyć. Powoli poddawał się.

 

~*~

 

Główne drzwi szkoły były zawsze zamknięte, jedynie osoby dorosłe otrzymywały karty, które działały jak klucze, i mogły się wydostać na zewnątrz. Uczniowie wychodzili tylko na specjalne okazje razem ze swoimi rodzicami. Jednak tym razem ktoś otworzył je szeroko, wpuszczając do środka chłodny wiatr. Wkroczyła przez nie długowłosa, młoda kobieta, której twarz przysłaniała ciemnoblond grzywka. Wyglądała na rozeźloną i jednocześnie zmartwioną.

– P-proszę pani! J-jak pani tu weszła? – wyjąkał zdziwiony woźny, a jego dłonie się trzęsły.

– Nie mam czasu – warknęła w odpowiedzi i szybko uniosła blisko jego twarzy kartę-klucz, aby się od niej odczepił.

Uspokojony mężczyzna wycofał się do swojego kantorka. Kobieta natomiast ruszyła przez korytarz oznaczony literą C, a następnie weszła do męskiej toalety. Znajdowało się tam kilka kabin, stojących pod ścianą i umywalek naprzeciw, a nad nimi lustra. Przez pomieszczenie niósł się płacz, na który natychmiast się wzdrygnęła, był głośny. Natychmiast otworzyła drzwi pierwszej z kabin. Na toalecie siedział jasnowłosy chłopiec, jej brat – Towen, to on był powodem hałasu. Przytuliła go, nie przejmując się, że zamoczy łzami swoją koszulę.

– Hej... – mruknęła mu do ucha. – Przepraszam, że to tak długo trwało.

Oddech chłopca drżał.

– Na pewno chcesz zrobić to, o czym pisałeś w liście? – zapytala i uniosła dłoń, w której znajdowała się owa wiadomość.

Pokiwał powoli głową.

– W porządku. – Westchnęła. – Dla ciebie wszystko, Wen.

Załkał.

– Nie osiągniesz apogeum, nie możesz... To była obietnica. Płacz się nie liczy, prawda? Już niekiedy płakałeś.

Zgodził się ponownie kiwając.

– Świetnie. – Uśmiechnęła się lekko i podeszła do drzwi, a następnie zamknęła je.

Razem zbliżyli się do luster. Wyglądali jak skrajne rożne, jednak tak podobne osoby. Ona – zadbana i pewna siebie, on – wychudzony i przerażony, ale coś ich łączyło. Może to wspólne rysy, może blond włosy albo łzy spływające po policzkach. Jedno było pewne – obydwoje mieli w sobie mrok, który wypełniał ich wnętrze.

Eileen uderzyła w taflę lustra jakimś narzędziem, a ono rozbiło się na tysiące fragmentów. Zrobiła to ponownie. Towen chował się za nią, aby nie zostać skaleczony. Kobieta podniosła z ziemi spory odłamek, a z jej palców zaczęły spływać stróżki krwi. Syknęła cicho.

Uśmiechnęła się delikatnie, niemal uspokajająco i stanęła wraz z bratem w rogu pomieszczenia, oświetlanym tylko przez nikłe promienie słoneczne. Chłopak drżał od kolejnych spazmów płaczu.

– Spokojnie – rzekła jego siostra. – Wszystko będzie w porządku, wiesz? Tak będzie łatwiej, mnie i tobie. Spotkamy się tam, po drugiej stronie.

Kiwnął głową przełykając gorzkie łzy.

– Chodź, zaprowadzę cię do Pałacu Pamięci, wszystkie twoje wspomnienia znikną, już nie będziesz czuł bólu ani rozpaczy, braciszku. – mówiła tnąc białą skórę na jego nadgarstkach. Rany układały się w napis: Bo jesteś inny.

Upadł. Mrok w końcu opuścił jego wnętrze, na zawsze.

 

~*~

 

Z salonu rodzinnego domu Towena znów, jak za dawnych lat, niosły się krzyki. Znów, jak za dawnych lat, kłóciły się dwie kobiety i znów były to matka z córką. Jak zwykle też chodziło im o tę samą osobę, ale tym razem było nieco inaczej.

– Coś ty zrobiła?! – wrzeszczała Cassia. – Jak mogłaś zabić mojego syna?!

– Pomogłam mu. – Ton Eileen był dziwnie spokojny.

– Pomogłaś?! Czym?! Zabiciem go?! Chcesz usprawiedliwić tak jego śmierć?!

– Nie pozwoliłam, by nasz wewnętrzny mrok sprawił, że osiągnie swoje Apogeum Milczenia.

Matka pokręciła głową nie dowierzając i nie rozumiejąc.

– Apogeum milczenia? Coś takiego nie istnieje! – warknęła pewnie.

– To, że nie istnieje dla ciebie, nie znaczy, że Wen nie mógł mieć swojego własnego – rzekła pewnie – albo, że nie mogliśmy mieć go razem.

 

~*~

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Slugalegionu 12.12.2015
    Błagam, niech tu będzie apogeum.

    Błędy:
    1) Rozbłysło lampa [...] ~ Rozbłysła.
    2) [...] przez co wyglądał dość niechlujnie. ~ Jest ta postać, więc wyglądała.
    3) powiedziała, siląc się na łagodny ton ~ Zjedzona kropka.
    4) [...] może on w końcu powie(,) co ci jest.
    5) [...] nie oczekując nawet jakiegokolwiek odzewu. ~ Po przeczeniach daje się żadnego.
    6) Chcesz(,) żebym ci pomogła?
    7) [...] mówiąc to(,) uderzyła go w policzek.
    8) [...] wyglądało to(,) jakby był do tego przyzwyczajony. ~ dałbym tak jakby.
    9) Pamiętaj(,) co ci obiecałam.
    10) Nie pozwolę(,) byś osiągnął swoje apogeum.
    11) Wrzaski w tym domu były codziennościa [...] ~ codziennością.
    12) [...] po chwili był w stanie odróżnić(,) co mówią.
    13) Policzki czerwniały jej od złości [...] ~ poczerwieniały lub czerwieniały.
    14) [...] a ta uśmiechnęła się(,) widząc swój wesoły portret [...]
    15) Jak będę pełnoletnia(,) wezmę cię stamtąd...
    16) [...] gdy do pomieszczenia wtargnęła kobieta(,) ciągnąc za rękę swojego syna.
    17) Uśmiechnęła się(,) ukazując rządek białych [...]
    18) Od wrześnie będzie mógł do nas uczęszczać [...] ~ września.
    19) [...] oznajmia pewnie. ~ Zmiana czasu.
    20) Ukrył się, jak zawsze zresztą. ~ Bez przecinka.
    21) To był najsilniejszy cios(,) jaki kiedykolwiek doświadczył i mógł doświadczyć.
    22) Główne drzwi szkoły były zawsze zamknięte, jedynie osoby dorosły karty, które działały jak klucze, i mogły się wydostać na zewnątrz. ~ Wytłumacz mi, o co chodzi w tym zdaniu, bo czytam je trzy razy i nic.
    23) Znajdowało się się tam kilka kabin [...] ~ Dubel.
    24) [...] zapytala i uniosła dłoń [...] ~ zapytała.
    25) Zgodził się(,) ponownie kiwając.
    26) Wyglądali jak skrajne rożne [...] ~ różne.
    27) Kiwnął głową(,) przełykając gorzkie łzy.
    28) [...] braciszku. – mówiła(,) tnąc białą skórę na jego nadgarstkach.
    29) Matka pokręciła głową(,) nie dowierzając [...]

    Pseudo błędy:

    1) Słyszała o tej przypadłości od tak wielu lekarzy, ale wciąż nawet nie starała się tego zaakceptować i dalej chodziła z synem od jednego do drugiego specjalisty. ~ Czyli jest jej dobrze znana, co znaczy tyle, że raczej umiałaby wymówić jej nazwę i nie pytała "jaka latolofia?".
    2) [...] wyglądało to jakby był do tego przyzwyczajony. ~ dałbym tak jakby.
    3) Jasnowłosy chłopiec nie odezwał się i mocniej zacisnął dłonie na rysowniku, który trzymał. ~ Skoro zacisnął na nim dłonie, to jasnym jest, że go trzymał.

    Całokształt:

    Ojeju... jestem zły... i to bardzo...

    Na pierwszy ogień coś neutralnego:
    "Apogeum milczenia? Coś takiego nie istnieje!" ~ Fajnie, że miałem swój udział, ale czemu jako największa suka w opowiadaniu?

    Po drugie, to kontynuacja, a brak odnośnika do poprzedniej części. Dla kogoś, kto nie czytał poprzedniej Bitwy, znajdzie się tu ogrom dziwnych rzeczy, takie jak na przykład wspominka o pałacu.

    Po trzecie, próbowałaś wmówić nam, że jest temat dodatkowy. I byłoby super, ale wszystko jest dlatego, że chłopak jest inny, a nie dlatego, że mrok wyniszczył mu duszę. Przekombinowałaś. I wiem, że chodzi tu o relacje z matką, ale w poprzedniej części były one wywołane innością, więc nie ma to tematu dodatkowego i tyle.

    Po czwarte, są tu teksty po prostu skopiowane z poprzedniej Bitwy. I to z błędami, co dało mi do zrozumienia, że pisałaś to na szybko.

    Po piąte, ponieważ czytałem poprzednie opko, to ta lektura przypominała mi czytanie streszczenia jakiejś książki po tym, jak przeczytałem wcześniej normalną wersję i obejrzałem ekranizację. Parę nowych wątków to temat do innego punktu.

    Konkretnie do tego. Sprawiłaś, że przestałem lubić te postacie. Siostra, o której myślałem, że zakochała się w bracie i na koniec razem się zabili tak, jak Romeo i Julia, gdyż mieli dość świata została zastąpiona kimś, kto zabił brata po to, by ten nic nie mówił. No łał, wielkie dzięki.

    Pomysł:

    To już było, więc tu też nisko. Dziewczyna używa złego słowa po apogeum. Chłopak w końcu powiedziałby coś, bo emocje w nim osiągnęłyby apogeum, nie milczenie. Przymknę na to oko i jedynie potrącę punkty, bo ludzie będą narzekać, że wygląda na ustawione.

    Pomysł dodatkowy:

    Jakiś tam był, mimo że się nie zgadzam, więc Ci uznam.

    Błędy: 5
    Całokształt: 3
    Pomysł: 2
    Pomysł dodatkowy: 1
  • Sileth 12.12.2015
    Od razu się przyznam, że błędów nie sprawdzałam, bo bardziej się zajęłam tym, jak mam to dodać, dlatego za nie przepraszam.
    Co do pierwszego z pseudobłędów: Myślę,że matka po prostu nie chciała przyjąć tego do wiadomości.

    Hehe, jakoś musiałam przedstawić tę sytuację na opowi i tak wyszło. :v Przepraszam jeśli cię to uraziło - nie taki był zamiar.

    Jak dla mnie, skoro jest to rozszerzenie, większość rzeczy powinna być jasna, ale to twoje zdanie - nie będę się z nim sprzeczać. ;)

    Mrok wcale nie musiał wyniszczać mu duszy, był po prostu wewnątrz niego. Nie chciałam wam tego wmówić, tylko wprowadzić jako cierpienie. Według ciebie nie wyszło - trudno. Nie mnie oceniać twoją opinię, po prostu ją zaakceptuje. :)

    Nie, bardziej nie miałam możliwości zobaczyć błędów które mi wypisaliście przez brak Internetu, bo miałam go naprawdę rzadko i to tylko na telefonie.
    Nie pisałam na szybko, bardziej nie miałam czasu sprawdzić, bo zajęłam się próbami wstawienia tego. ^^

    Nie takie odczucia chciałam wywrzeć, ale co mogę poradzić. Widocznie nie poszło to po mojej myśli.

    Proszę ciebie bardzo. ^^ A tak na serio - przepraszam za zniszczenie poprzednich odczuć, ale po co owijać w bawełne skoro tak było naprawdę i to od samego początku pomysłu.

    Nie będę narzekać, myślałam, że wytłumaczenie poprzedniej koncepcji będzie ciekawe, ale skoro nie to trudno. Widocznie to nie moja bitwa. Jak zwykle to twoje zdanie i nie będę na nie narzekać. Pozostało mi tylko być złym o to na siebie.

    Yeah, zawsze coś. :D

    Nie wyszło - to po prostu nie moja bitwa. Nie będę mówić, że oceniasz niesprawiedliwe czy coś. Zawaliłam i tyle, nie będę się sprawdzać o twoje zdanie. Postaram się wykazać następnym razem. ;)
  • Slugalegionu 12.12.2015
    Hehe, jakoś musiałam przedstawić tę sytuację na opowi i tak wyszło. :v Przepraszam jeśli cię to uraziło ~ Nie uraziło, lecz wygląda to tak, jakbyś miała do mnie pretensje o to, że mam odmienne zdanie.
    Jak dla mnie, skoro jest to rozszerzenie, większość rzeczy powinna być jasna ~ A co z tymi, którzy nie czytali poprzedniej Bitwy?
    Nie, bardziej nie miałam możliwości zobaczyć błędów które mi wypisaliście przez brak Internetu, bo miałam go naprawdę rzadko i to tylko na telefonie. ~ No dobrze, rozumiem.
    I tyle. :v
  • Sileth 12.12.2015
    Absolutnie ich nie mam. :) To taka bardziej forma żartu.

    Wszystkie wątki z poprzedniej bitwy się pojawiły, dlatego według mnie powinno być wszystko jasne. :v Ale to tylko moje zdanie.

    Brak Internetu to zło... Więcej się do bitwy bez internetu nie zgłaszam. >.<

    No. :>
  • Slugalegionu 12.12.2015
    Cicha poprawiłaś błędy!!! To wpływa na odbiór, daję teraz trzy razy zero!
  • Slugalegionu 12.12.2015
    Albo raczej jeden błąd, ten z jedynki. Mniejsza, i tak nie powinnaś. Czekaj, zastanowię się nad oceną, bo na zera nie zasługujesz, ale oka raczej nie przymknę.
  • Slugalegionu 12.12.2015
    No dobrze. Udam, że nic nie zauważyłem, ale nie rób tego więcej.
  • Sileth 13.12.2015
    Komentuję to, kurde, po raz piąty i mam dość. ;-; Komentarz uparcie się nie publikuje.
    W skrócie powiem, że przepraszam. Nie chciałam psuć niczyjego odbioru, ale myślałam, że jak już wypisałeś ten błąd to mogę. :v Jeśli ma to być źle odebrane przez mogę to natychmiast poprawić spowrotem, bo nie taki był mój zamiar.
  • Slugalegionu 13.12.2015
    Cicha, a może używasz takich znaków, jak np. strzałeczka w prawo bądź serduszko? Jeśli tak, to to jest przyczyną.
  • Sileth 13.12.2015
    Sakal, nie, przyczyną jest mój zjebany Internet, który niby jest na telefonie, ale go nie ma.
  • Slugalegionu 13.12.2015
    Aha. :)
  • Sileth 13.12.2015
    Też go kocham. ^^
  • Slugalegionu 13.12.2015
    Że co?
  • Sileth 13.12.2015
    Mój najdroższy i najcudowniejszy Internet. Kocham go i ubustwiam. XD
  • Slugalegionu 13.12.2015
    Aha. :D
  • Sileth 13.12.2015
    To logiczne przecież jest. ^^
  • Slugalegionu 13.12.2015
    No właśnie to też czyni to nielogicznym. XD
  • Sileth 13.12.2015
    Może. :D
  • KarolaKorman 12.12.2015
    ,, która lekko zapadło się'' - zapadła
    ,,Wyciągnął w jej strony mały palec''
    ,, mówiąc to uderzyła go w policzek.'' - przecinek przed uderzyła
    ,, wyglądało to jakby był do tego przyzwyczajony.'' - przecinek przed jakby
    ,, były codziennościa'' - codziennością
    ,, To idealne miejsca dla innych dzieci,'' - tu bardziej pasowałoby miejsce, bo mowa o konkretnej szkole
    ,,wtargnęła kobieta ciągnąc za rękę swojego syna.'' - przecinek przed ciągnąć
    ,,Uśmiechnęła się ukazując rządek białych,'' - przecinek przed ukazując
    ,,– oznajmia pewnie.'' - oznajmił, bo piszesz w czasie przeszłym
    ,,wpatrując się w dół i idąc przed siebie'' - patrząc w dół. Teraz wygląda tak jakby szedł wzdłuż jakiejś dziury, w którą patrzy
    ,, cios jaki kiedykolwiek doświadczył '' - przecinek przed jaki
    ,,jedynie osoby dorosły karty, które działały jak klucze,'' - osoby dorosłe dostały karty
    ,, się się tam kilka kabin,'' - 2x się
    ,,Wyglądali jak skrajne rożne,'' - skrajnie różne
    ,,Kiwnął głową przełykając '' - przecinek przed przełykając
    ,, mówiła tnąc białą '' - przecinek przed tnąc
    Wypisałam błędy, które dojrzałam, ale ocenę i komentarz wstawię jutro, jak przeczytam i porównam wszystkie prace :)
  • KarolaKorman 13.12.2015
    Przeczytałam z wielką przyjemnością i niesmakiem. Tekst jest bardzo dobry, ale to niemal kopia poprzedniej Bitwy, co sprawia, że mamy ocenić tę samą pracę w dwóch kategoriach. Rozumiem brak internetu, ale skopiowane błędy były irytujące. Co do wstawienia po terminie nie mam żadnego ale. To było drobne opóźnienie, ale pociąg już by Ci uciekł :)
    Błędy. 5/10
    Całokształt. 3/10 za przekopiowanie musiałam obniżyć
    Pomysł. 3/10 on już był
    Temat dodatkowy 1/5 widziałam mrok w postaci Wena, ale w tej sytuacji nie mogę dać wyżej
    Przykro mi, bo to jest bardzo dobra praca i gdyby nie to, że jest kopią zasługuje na wysokie oceny :(
    Pozdrawiam :)
  • Sileth 13.12.2015
    Skomentowałam to przed chwilą dość długo, ale się nie opublikowało. :C
    Przeprosze, więc jeszcze raz za popełnione błędy i za ten głupi pomysł by oprzeć się (podkreślając oprzeć, bo historia NIE JEST ta sama, ma dużo nowych wątków, a stare zostały rozwinięte i pokazane od trochę innej strony. Nawet Sakal zauważył, że teraz zamiast Romea i Julii w wykonaniu Towena i Eileen, ma trochę dziwną, nierealną obietnice o niemówieniu) na historii z poprzedniej bitwy. Obiecuję, że następnym razem się przed tym powstrzymam. :v
    Pociąg, by mi uciekł? Po minucie? Sądziłam, że nieco dłużej odjeżdżają i mają opóźnienia. :3
    Błędy - rozumiem, od cholery ich jest.
    Całokształt - przekopiowałam głównie kwestie ze wspomnień żeby się nie różniły... Tak to wspomnienia starałam się nieco przeredagować, ale ok. Rozumiem.
    Pomysł - Mam ochotę się kłócić, że nie, ale nie będę i ty przyjmę do wiadomości. Ale jak porównać wędrówkę po swoich wspomnieniach przez nieżywego Towena do życia oraz kontaktów Towena i Eileen? Ale mówi się trudno.
    Temat dodatkowy - OK.

    Dziękuję za ocenę i pozdrawiam. X
  • Slugalegionu 13.12.2015
    Nawet Sakal zauważył, że teraz zamiast Romea i Julii w wykonaniu Towena i Eileen, ma trochę dziwną, nierealną obietnice o niemówieniu ~ ;_; Nawet ja...
  • Slugalegionu 13.12.2015
    Co do pomysłu, to ta sama historia. Znamy ją, więc to jest to samo. Wyobraź sobie, że ktoś z Twej klasy ściągał na kartkówce i został na tym przyłapany. No i Twe pytanie jest z gatunku, jak można porównać relację z tego wydarzenia spisaną przez nauczyciela oraz to, co czuł wtedy ściągający.
  • Sileth 13.12.2015
    Drogi Sakalu, źle się wyraziłam xD
    Ale koniec dyskusji na ten temat, bo to bez sensu.
  • Majeczuunia 12.12.2015
    Powiem tylko... Że opublikowane po terminie XD
  • Sileth 12.12.2015
    Minutę. :v
  • Majeczuunia 12.12.2015
    Wiem, ale trochę śmieszne mi się to wydawało XXD
  • Sileth 13.12.2015
    Trochę xD
  • patyy 14.12.2015
    Sporo błędów i literówek.
    Pomysł ciekwy, jednak jakoś mnie nie przekonał. nie rozumiem dlaczego on milczał i dlaczego siostra go zabiła. Ale to twoj pomysł, nie wnikam.

    Błędy 4
    caloksztalt 4
    pomysl 5
    pomysl dodatkowy - troche go nie rozumiem - 3
  • Sileth 14.12.2015
    Dziękuję za ocenę. :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania