Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Dorosłe życie - Część Druga

Otworzył szafę. Powoli przejrzał swoje rzeczy. Po dokładnym namyśle wybrał brązowe spodnie od garnituru, marynarkę w takim samym kolorze i jasnobrązową koszulę. Cicho przeszedł do łazienki. Rodzice o czymś rozmawiali i widocznie go nie słyszeli.

Finley zamknął drzwi i wziął się do roboty. Zaczął od szybkiego, ale dokładnego prysznica. Wskoczył w swój ulubiony, ciemnoczerwony szlafrok z satyny i usiadł przed lustrem.

Finley był bardzo przystojny. Mimo młodego wieku jego twarz była gładka i piękna. Chłopak czasami troszkę się malował - nie było to widoczne na pierwszy rzut oka. Trzeba było bardzo dobrze się przyjrzeć, żeby dostrzec niewielką ilość makijażu na jego twarzy.

Sam tak naprawdę nie miał pojęcia, dlaczego się maluje. Podobało mu się to, jednak czuł, że to nie jest prawdziwa przyczyna. Z jakiegoś powodu po prostu uwielbiał używać pudru albo tuszu do rzęs - oczywiście w niewielkich ilościach. Czuł wtedy, że dba o siebie i wygląda tak, jak powinien. Być może to przez jego pierwszą dziewczynę, Kaię? Zawsze, gdy się dziwił, że robi sobie taki mocny makijaż mówiła, że każda dziewczyna czuje się zadbana, gdy jest umalowana.

Nie miało to teraz znaczenia.

Finley nałożył na twarz troszkę pachnącego pudru, lekko podkręcił rzęsy i pomalował powieki jasnym, brązowym cieniem. Po dokładnym namyśle wybrał też perłową szminkę mamy i bardzo delikatnie rozprowadził ją na ustach tak, że praktycznie nie było tego widać, zwłaszcza z dużej odległości.

Krytycznie spojrzał na swoje włosy. Były jeszcze wilgotne, więc podłączył do kontaktu suszarkę i skierował gorące powietrze na gęste, sięgające prawie do ramion blond loki, do złudzenia przypominające włosy większości lalek Barbie. Takie same miał jego tata, tylko teraz były bardziej szare.

Uczesał niesforne loki i zastanowił się nad fryzurą. Włosy jednak były zbyt puszyste, żeby coś z nich zrobić, więc zostawił je rozpuszczone.

Finley ubrał się i uważnie spojrzał w swoje odbicie w lustrze.

- Całkiem nieźle - mruknął z zadowoleniem, poprawiając marynarkę.

Wyglądał w tym jak prawdziwy kowboj. Brakowało jeszcze kapelusza, papierosa i porządnego pistoletu. Potem wyszedłby z domu i wsiadł na czarnego rumaka, który poniósłby go daleko stąd!

Finley westchnął z rozmarzeniem. Otworzył szafkę z kosmetykami mamy i wyjął kilka flakonów perfum. Sprawdził zapach z każdej buteleczki. Miał poważny dylemat, ale w końcu wybrał jaśminową wodę toaletową o mocnym, intensywnym aromacie.

Przygotowany chłopak na palcach wyszedł z łazienki i zamknął za sobą drzwi. Szybko przeszedł do swojego pokoju.

- Synku, idziemy z tatą na krótki spacer, idziesz z nami?

Mama wchodziła po schodach. Finley wskoczył pod kołdrę uważając, żeby nie rozmazać sobie makijażu.

- Nie, chciałbym poczytać sobie książkę - zawołał.

- Dobrze. Uważaj na siebie. Niedługo wrócimy.

Mia zawróciła. Finley odetchnął z ulgą, jakby mu kamień spadł z serca. Jak wytłumaczyłby mamie, dlaczego tak się wyszykował wczesnym wieczorem?

Chłopak wstał i cichutko podszedł do drzwi. Rodzice rozmawiali na dole. Wreszcie usłyszał, jak wychodzą z domu. Odczekał jeszcze chwilę i zaczął przeglądać szafki.

Zaopatrzył się w kilka najpotrzebniejszych dokumentów, telefon, portfel i klucze do mieszkania. Zawsze dla bezpieczeństwa zabierał ze sobą dwie lub przynajmniej jedną prezerwatywę. Nieważne, gdzie i na jak długo wychodził, musiał być przygotowany na wszystko.

Zgasił światło i wyszedł z domu. Dokładnie zamknął za sobą drzwi. Wiedział, że to, co robi, jest trochę nieodpowiedzialne ( bo co będzie, jak rodzice wrócą i nie zastaną go w swoim pokoju?), ale miał dość tego wszystkiego. Czuł się jak niewolnik własnej rodziny. Był już dorosły, miał całkowite prawo do wychodzenia z domu bez zgody rodziców.

Uważnie się rozejrzał i poszedł na przystanek autobusowy. Spojrzał na rozkład jazdy. Myślał wcześniej o tym, gdzie pojechać, ale miał w głowie pustkę. Wszystkie kluby w mieście były zajebiste, ciężko wybrać coś konkretnego.

Nagle coś sobie przypomniał. Wyjął telefon i szybko wykręcił numer swojego przyjaciela, Eamona.

- Część, stary! Co tam?

Finley po głosie poznał, że kolega jest po co najmniej jednym drinku.

- Się masz? Słuchaj, wybieram się na imprezę, wyrwałem się z domu.

- Serio? To wbijaj do mnie! Siedzę w Tiger Tiger London.

- Dobra, już jadę.

Finley wskoczył do pierwszego autobusu, jaki przyjechał. Usiadł na samym końcu, przy oknie. Mimowolnie pomyślał o Lei.

Nie wiedział, dlaczego, ale nagle poczuł, że jej nienawidzi. Nienawidzi jej za to, że go zostawiła. Nienawidził jej za to, że dała się zwieść jego rodzicom, których w tym momencie też nienawidził. Za ciągłe wtrącanie się do jego spraw. Za rujnowanie jego życia. Za wszystko.

Finley poczuł się bardzo samotny. Zostawiła go kolejna dziewczyna, nie mógł liczyć na żadne wsparcie ze strony rodziców. Gdyby nie przyjaciele, to pewnie już dawno poszedłby na wiadukt kolejowy i ukrócił swoje duchowe cierpienia, lądując na torach tylko po to, aby po kilku sekundach zostać zmiażdżonym przez ogromną lokomotywę. Po co się męczyć?

Na szczęście miał lepsze plany na przyszłość.

Zadzwonił jego telefon. Finley zerknął na ekran. Mama.

Nie odebrał. Nie musi się nikomu z niczego tłumaczyć.

 

Wyszedł na swoim przystanku i energicznie ruszył w stronę klubu. Ku jego zdumieniu Eamon czekał na niego przed wejściem.

- Hej! - chłopak wcale nie wyglądał na pijanego. Widocznie to naprawdę był tylko jeden drink.

- Cześć!

Mocno przytulili się na powitanie. Ten dziwny zwyczaj pochodził z czasów, gdy obaj chodzili razem do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Zawsze tak się witali i żegnali.

- Dobrze cię widzieć - ucieszył się Eamon - Udało ci się wyrwać z domu?

- Tak, starzy wyszli z domu na spacer. Wcześniej się przygotowałem i zwiałem pod ich nieobecność.

- A jak tam z Leą? Rodzice ją polubili?

Radosny uśmiech na moment zniknął z twarzy Finley'a.

- Wypłoszyli ją?

Chłopak kiwnął głową.

- Niestety.

- Cholera, strasznie mi przykro, chłopie - Eamon się zamyślił - Jak mogę ci pomóc?

- Zaproś mnie na drinka - zaśmiał się Finley - Jestem dorosły i chcę się zabawić. I zapomnieć o Lei.

- Może jeszcze wam się uda? - nieśmiało zaproponował Eamon.

- To kolejna dziewczyna, która po prostu się zauroczyła, ale dla niej taki związek nie ma sensu. Lea to przeszłość.

- To chodźmy.

Przyjaciel wziął go pod ramię i poprowadził do klubu.

- Dzisiaj 5 funtów - uśmiechnął się Eamon.

Finley wyjął z portfela pieniądze i wręczył je kasjerowi.

- Możecie wchodzić.

- A ty nie płacisz? - szepnął do przyjaciela Finley.

- Płaci się za jeden wieczór, można wyjść na przykład na papierosa i potem normalnie wejść - cichutko odpowiedział chłopak - Tylko dobrze by było nie znikać kasjerowi z oczu, bo wtedy będzie miał pewność, że to ty i że już zapłaciłeś.

Weszli do środka. Eamon poprowadził przyjaciela do lady przy barze.

- Witam. Co podać?

Finley przyjrzał się przystojnemu barmanowi. Kolega spojrzał na niego porozumiewawczo.

- A co macie dzisiaj dobrego?

- Dzisiaj osobiście proponuję koktajl Bellini. To wino Prosecco z brzoskwinią, mogę dać też maliny.

- Poproszę.

- Ja też - uśmiechnął się słodko Eamon.

Barman skinął głową i na chwilę odszedł, by przygotować zamówienie. Finley spojrzał na przyjaciela.

- Nie mów, że on cię kręci - powiedział z rozbawieniem.

- Wiesz, że jestem biseksualny - obruszył się Eamon - Chociaż faktycznie wolę dziewczyny. Ale i tak niektórzy panowie mi się podobają.

- Robiłeś coś kiedyś z facetem? - zainteresował się Finley.

- Oczywiście! Ty też możesz spróbować!

- Chyba cię...

Wymianę zdań przyjaciół przerwał barman, który postawił im na ladzie dwa kieliszki do szampana, wypełnione słodkim koktajlem.

- Smacznego.

Eamon szybko zapłacił za siebie i Finley'a, zanim ten zdążył zaprotestować.

- Co masz dzisiaj w planach? - spytał chłopak.

- Jeszcze nie wiem, ale...

Zadzwonił jego telefon.

- Kto to?

- Mama. Dzwoniła, gdy byłem w autobusie.

- Odbierzesz?

- Nie! Nie będę się nikomu tłumaczyć.

Finley schował telefon i upił mały łyk koktajlu. Był pyszny.

- Patrz!

Chłopak podążył za wzrokiem kolegi. Niedaleko, przy drugiej ladzie, siedziała piękna dziewczyna. Miała długie, jasne włosy i alabastrową cerę.

- Widzisz te nogi?! - zawołał zachwycony Eamon - I ta sukienka...

- Jesteś nienormalny - zauważył rozbawiony Finley - Najpierw rozbierałeś oczami barmana, a teraz szalejesz za jakąś panną.

- Stary, jeszcze nigdy nie widziałem mężczyzny ubranego w jaskrawą, czerwoną sukienkę, która wygląda jak bielizna!

- Błagam...

Kiedyś Finley na pewno byłby pod wrażeniem urody takiej dziewczyny, ale teraz miał to głęboko gdzieś. Jeszcze raz pomyślał o Lei i porządnie pociągnął z kieliszka.

- To co? Idziemy się zabawić? - Eamon wziął przyjaciela pod ramię.

- Pewnie!

Średnia ocena: 2.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania