Poprzednie częściGulasz cz.1  

Gulasz cz.2

Korytarz tuż po godzinie ósmej nadal zapełniony był uczniami. Ich liczba siłą rzeczy zmalała, lecz ci nadal niezdecydowani na kontynuowanie dalszej nauki stali niczym solne słupy gapiąc się na wyblakłą plamę krwi na ścianie. Ozdoba od samego wicedyrektora, który dzień wcześniej z impetem staranował ją, uprzednio przejeżdżając na skórce od banana kilka metrów. Woźna — niespełniona królowa szkolnego baletu, długo dochodziła do siebie po serii dziwnych nieartykułowanych dźwięków określonych przez nią jako prawdziwy kobiecy śmiech. Jego prezentacja przyciągnęła więcej gapiów niż leżący obok wejścia do toalety wicedyrektor. Mężczyzna po kilku minutach ociężale podniósł się o własnych siłach i z kwaśną miną czmychnął jak najszybciej. ''Gdyby ściany mogły zeznawać, wszyscy wylądowalibyśmy w pierdlu'' - złoty cytat wprost z już tylko posrebrzanych ust dyrektora jak echo co jakiś czas rozbrzmiewał w murach liceum ogólnokształcącego im. Borysa Wallorytona.

Pierwsza lekcja trwała już od piętnastu minut. Najgorszy, pierwszy kwadrans dnia szkolnego minął ku dyskretnej uciesze większości uczniów w praktycznie każdej z sali lekcyjnych w budynku. Klasa druga E z wymuszoną uwagą skupiała wzrok na trzyczęściowej tablicy z mechanizmem wodnym umieszczonym tuż pod kawałkiem blachy służącym za miejsce spoczynku kredy. Ów zlepek nierdzewnych trybików i sprężyn służył do ścierania tablicy. Wystarczył ruch umieszczoną obok biurka korbą, aby umieszczona na końcu miedzianego ramienia gąbka przejechała po powierzchni tablicy z jednego końca na drugi kilka razy. Polonistka z leniwym błyskiem w oku przyglądała się procesowi przez dłuższą chwilę. W pewnym momencie zapomniała nawet, że miała wykonać wyrok na Antonim Sławnym za bezpodstawne rzucenie ołówkiem. O tym fakcie poinformował ją piskliwy okrzyk Eweliny Drozdy, gdy ołówek wylądował w jej majtkach. Początkowo nawet zadowolona z tego dziewczyna, gdy uświadomiła, kto jest sprawcą, bez namysłu wydała z siebie gwałcący słuch dźwięk. Nauczycielka po chwili rozmarzenia powróciła na ziemię i jak z automatu ruszyła w stronę spokojnie siedzącego nastolatka. Gdy była już w połowie drogi usłyszała znajomy, choć niezbyt lubiany głos.

— Ewka, choć no na korytarz na trochę — Dyrektor ze wciągniętym maksymalnie brzuchem stała w progu pokazując zmarszczonym palcem na stojącego obok chłopaka.

— Tak, jest panie Dyrektorze — Nauczycielka bez słowa do klasy wyszła na korytarz.

Rozmowa trwała już dziesięć minut i nie było słychać, aby miała się zakończyć. Dyrektor co drugie zdanie ryczał wściekle na kobietę, po czym łagodniał i znowu wybuchał.

— On ją sprawdza — powiedział z przekonaniem Darek.

- Jej termin przydatności już minął. Teraz tylko czekać aż wyląduje w kotłowni z tym szczerbatym palaczem. Zwykle tak kończą — dodał szybko Antek.

Większość zgodnie przytaknęła na jego stwierdzenie.

— Może ona będzie dobrym celem? — podsunął pomysł Darek.

— Prędzej twoja matka — Piotrek Zbyszkowski nie bez przyczyny został ochrzczony jako Cegła. Choć czasem sprawiał wrażenie, że nawet poziom cegły jest dla niego nieosiągalny.

Tym bystrym spostrzeżeniom przysłuchiwał się z ubocza przewodniczący klasy — Hubert Walk. Typowy cichociemny kujon z ambicjami wyższymi niż większość nauczycieli szkoły. Poprawiając okulary na szpiczastym nosie, wystąpił ze swojego miejsca na środek sali. Chwile zajęło mu uciszenie hołoty, która teraz właściwie stawiała na przekrzyczenie się wzajemnie niż dojście do rozsądnego wyjścia.

— Ja mam odpowiedź — przemówił spokojnym głosem. - Problemem jesteście wy wszyscy. Zgraja niby chce coś osiągnąć, ale wzajemnie przelewająca się głupota krzyżuje każdy nawet najdoskonalszy plan.

— Ostatnia akcja była doskonała. Wszystko szło bombowo. Tylko ta cizia musiała się z nim spotkać akurat wtedy — rzucił ktoś z końca.

— Ale jednak nie poszła dobrze. Nie przewidzieliście, że facet miał randkę.

— Jak można to przewidzieć? Nikt o tym nie wiedział.

— Otóż można...

Nagle do klasy wróciła polonistka. Nie była sama. Tuż za nią szedł wysoki blondyn z dziwnie wykrzywionymi ustami. Spoglądał na wszystkich uważnie. Przez dłuższą chwilę zawiesił wzrok na Antonim, jednak bystry żart Cegły speszył go.

— To Hipolit Żmudowtrzański, nowy uczeń. Został przydzielony do waszej klasy. Nie wiedzieć czemu pan dyrektor uznał, że w waszej grupie odnajdzie się najlepiej — Kobieta otarła spływającą po policzku łzę i usiadła na miejsce.

Chłopak rozglądał się po sali przez kolejne minuty. Polonistka milczała, nie zwracając na niego uwagi. Wbiła, wręcz pusty, wzrok w tylną ścianę sali i w takiej pozie przeczekała aż do dzwonka.

Średnia ocena: 3.5  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Keraj tydzień temu
    Nie zadąrzam z tymi nowościami w szkole 5

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania