Poprzednie częściJasełka (scenka)  

Jasełka (scenka 2)

Komentarz od autorki: Przedstawiam drugą scenę moich jasełek. Pisałam ją w dużych bólach, bo trudniej było mi się wczuć w jej bohaterów, ale myślę, że nie jest źle. Dodaję także początkową, aby łatwiej było ją ocenić w stosunku do sceny pierwszej w której także zrobiłam pewne zmiany. Z góry dziękuję za wszystkie rady. :)

 

"Narodziny Jezusa"

 

Narrator:

Historię narodzin Jezusa na pewno wszyscy znacie. Jednak, czy nie warto przeżyć tego jeszcze raz, dla upamiętnienia i wspomnienia tego nie zwykłego wydarzenia? Zapraszamy na nasze jasełka! Jednak nim dojdzie do narodzin Jezusa, zobaczmy, jak to wszystko było przygotowywane.

SCENA PIERWSZA

 

(Mały pokoik. W środku stoją dwie małe szafki i dwa krzesła. Do środka wbiega przerażony Archanioł Gabriel ubrany w białą suknię. W panice biega po całym pokoju i rozgląda się.)

Gabriel:

Nie no, to jakaś tragedia!

(Otwiera pierwszą szafę i zaczyna wyrzucać z niej różne rzeczy.)

Nie, nie, nie!!

(Patrzy pod krzesła. Wychodzi na środek sceny i załamuje ręce.)

Rany! Jeśli tego nie znajdę to Michał mnie normalnie zabije! Jak nic zabije!

Może zostawiłem ją tutaj?!

(Biegnie do drugiej szafy i zaczyna z niej wyciągać różne rzeczy.)

Nie no, dlaczego akurat ona?! Co…?!)

(W tle słychać kroki.)

Idzie tu!!

(Szybko zaczyna zbierać porozrzucane rzeczy. Do środka wchodzi tak samo ubrany Archanioł Michał. Gabriel staje przed jedną z szaf i zasłania resztę nie schowanych rzeczy.)

Michał:

Witaj, Gabrielu. Czy wykonałeś już swoje zdanie?

Gabriel:

Tak! Od dzisiaj świat już może spokojnie świętować, bo sam Pan Bóg do ludzi postanowił zejść!

(Wyraźnie podekscytowany.)

Prawda, że to cudownie, że nasi przyjaciele doświadczą tej boskiej miłości?

Michał:

No pewnie, toż to zaszczyt wielki! A naszym zadaniem jest wszystko przygotować i dopiąć na ostatni guzik, ale coś widzę (Przypatruje się Gabrielowi.) że jesteś nieco… hym… zdenerwowany?

Gabriel:

Nie, nie wszystko w porządku!

(Nogą upycha pod szafę nieuprzątnięte rzeczy.)

Michał:

Jeśli tak, to czemu próbujesz wepchnąć te rzeczy pod szafę, co? Myślisz, że ja tego nie widzę? Możesz mi to jakoś wyjaśnić, Gabrielu?

Gabrielu:

Oj, bo jak wracałem od Maryi to prawdopodobnie wypadła mi kartka gdzie miałem cały plan zapisany…

(Na twarzy Michała jest grymas nie zadowolenia.)

Nie… nie wiem gdzie ona jest, naprawdę! I tak, wiem, że znowu zawaliłem sprawę, ale znajdę ją, choćbym miał…

(Michał wyciąga biała kopertę.)

Michał:

Tego szukałeś?

Gabriel:

Skąd to…

Michał:

Co roku to samo… Na całe szczęście jeden z naszych braci, Aniołów Stróżów, znalazł ją i przyniósł do mnie, ale ty wiesz, co by było jakby ta kartka wpadła w niepowołane ręce?! Jeśli np. znaleźliby ją ludzie albo, co gorsza Lucyfer, to nawet sobie nie mogę wyobrazić jakie kłopoty by na nas sprowadziło to twoje roztargnienie!

Gabriel:

Przepraszam, ja nie chciałem!!

Michał:

Eh… na szczęście wszystko dobrze się skończyło i już nie długo nadejdzie Boże Narodzenie! Choć, trzeba to dalej przygotować.

(Idą w stronę wyjścia. Michał przodem, Gabriel za nim. Nagle Michał się zatrzymuje i podejrzliwie patrzy na Gabriela.)

Chyba, że jeszcze o czymś nie wiem…?

Gabriel:

Nie, nie, nic więcej nie zawaliłem, słowo Anioła!

Michał:

Wierzę ci.

Gabriel:

Szkoda tylko, że nikt… no, prawie nikt, nie będzie chciał przyjąć tej boskiej dzieciny i Pan Jezus urodzi się pośród zimna i chłodu…

Michał:

Wiem, Gabrielu, ale taka jest wola najwyższego, a nam nie wolno się jej sprzeciwiać jeśli chcemy mu służyć. Bóg Ojciec postanowił, że zejdzie na świat jako zwykły biedak, aby być jak najbliżej ludzi… Chodź już, trzeba się na to przygotować…

 

Narrator:

No cóż… Jak widać, nawet aniołom nie zawsze wszystko wychodzi. Tymczasem Maria i Józef do Betlejem się udali. Choć w zimnie i śniegu, uparcie szli przed siebie, szukając miejsca w którym mogliby odpocząć. Niestety, ludzkie serca nie były na to gotowe. Z resztą… sami zobaczcie, co się wydarzyło.

 

SCENA DRUGA:

 

(Zamiast dwóch szaf są dwie pary drzwi. Gra kolęda: „Przez Betlejem wolno szli…” Maryja i Józef wchodzą z końca Sali na początku kolędy i powoli idą na scenę.)

Maria:

Józefie, Józefie…

Józef:

Co się stało, Mario?

Maria:

Już nie mogę… Jestem zmęczona i wszystko mnie boli. W dodatku wiatr drogi wcale nam nie ułatwia a już prawie zapadł zmrok. No i gdzie my przenocujemy? Takie dzisiaj tłumy…

Józef:

Spokojnie, kochanie, zaraz gdzieś zapukam. Myślę, że nawet w taką noc nie odmówią ciężarnej kobiecie noclegu.

(Wchodzi starszy mężczyzna. Józef odwraca się.)

Mężczyzna:

O co chodzi, spieszę się?

Józef:

Jesteśmy z dalekiej drogi i szukamy miejsca do spania. Może ma Pan dla nas chociaż kawałek podłogi?

Mężczyzna:

Wiesz Pan, wszystko da się załatwić. To tylko kwestia ceny.

Maryja:

Ale my nie mamy pieniędzy.

Mężczyzna:

To co, ja wam wyglądam na przytułek czy jak?!

Józef:

Bardzo proszę… moja żona jest w ciąży, nie długo będzie robić… Oddamy te pieniądze.

Mężczyzna:

Tak, tak, znam ja takich! Najpierw zapewniają, że oddadzą, a potem znikają i szukaj wiatru w polu… Poza tym, co mnie obchodzą Pańskie problemy?! Jakbym swoich mało miał! Phi!

(Odwraca się i wychodzi. Smutny Józef patrzy na Marię.)

Józef;

Nie martw się, Mario, zapytamy gdzie indziej. Na pewno są tu ludzie, o dobrych sercach.

(Na scenę wchodzi starsza kobieta.)

Zobacz, tam stoi jakaś kobieta!

(Podchodzi do nie znajomej.)

Przepraszam bardzo!

Kobieta:

O co chodzi?

Józef:

Przybywamy z naprawdę dalekiej podróży i szukamy noclegu. Niestety nie mamy pieniędzy, ale…

Kobieta:

Niestety, nie da rady. U mnie jest dziś taki tłok, że w domu ledwo da się przemieszczać, o oddychaniu już nawet nie wspomnę… Nawet jakbym chciała, to nie ma jak. Może jutro coś się znajdzie. Z resztą… jak nie macie pieniędzy, to nie ma o czym mówić. Już i tak dużo dokładam do tego biznesu.

Maryja:

To gdzie się możemy podziać?

(Kobieta rozkłada ręce i odchodzi. Smutni Maryja i Józef idą kawałek przez scenę.)

Musimy znaleźć jakieś miejsce, Józefie mój kochany, bo czuję, że nie długo będzie rozwiązanie.

(Wchodzi mała, brudna dziewczynka. Łapie Marię za sukienkę.)

Dziewczynka:

Mnie tez nigdzie nie psyjeli, choć ciemno i zimno na dwoze, ale znalazłam pewną glotę! Moze nie luksusowa i nie jest w niej ciepło, ale psynajmniej śniezek na głowę nie pada. Mogę was do niej zaprowadzić, bo widzę, ze długa dloga za wami! Mam tez tam kawałecek chleba.

Maryja:

Niech ci Bóg pobłogosławi, dziecko kochane! Dziękujemy za pomoc i troskę. Chętnie pójdziemy z tobą do groty.

(Wszyscy schodzą ze sceny.)

Narrator:

Jak widać, ludzie mieli ważniejsze sprawy niż przyjmowanie do siebie przyszłego władcy świata. Na szczęście przynajmniej dziecko miało w sobie jeszcze trochę serca. Niestety to jeszcze nie był koniec kłopotów. Najgorsze dopiero miało nadejść…

(Kolęda: "Mizerna cicha")

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania