Poprzednie częściLBnP XV (Trrrrrrrryt)  

LBnP XVI (Joanna)

Joanna była świetną dziewczyną. Miała zgrabną pupę, rude włosy i duże piersi. Lubię rude dziewczyny z dużymi cyckami. Od znajomych dowiedziałem się, że z Joanną trudno się zaprzyjaźnić, nie imponują jej kasa, dobre samochody, drogie perfumy, wakacje na Seszelach itp. itd. Joanna jest typem wrażliwym, trochę szalonym, jest ekscentryczną intelektualistką, miłośniczką ambitnej muzyki i trudnej literatury.

Pomyślałem, że może warto się zakręcić. Nie miałem ani kasy, ani samochodu, nie stać mnie było na drogie perfumy, ani na wczasy za granicą. Aby zaimponować Joannie musiałem sam stać się ekscentrycznym intelektualistą, pokochać trudną muzykę i dobrą książkę. Następne dwa miesiące minęły mi na intensywnych przygotowaniach i treningach, które miały pomóc mi w zdobyciu serca pięknej Joanny. Wiele godzin zajęła mi nauka czytania tekstów w niekonwencjonalny sposób. Mnóstwo czasu straciłem szukając po sklepach odpowiednich książek i płyt z dobrą muzyką. Na szczęście miałem kolegę, który miał niesamowitą kolekcję płyt i mnóstwo książek. Odwiedziłem go i wyprosiłem, aby pożyczył mi co lepsze pozycje. Chopin, Mozart, Bach, Czajkowski, nowoczesny jazz, minimal music, Lutosławski, Penderecki, nowoczesna poezja, Ulissess, Truman Capote, eseje Umberto Eco, Cortazar, Stachura, Wyspiański... wróciłem do domu obładowany jak muł.

- Koniecznie musisz puścić jej Cage'a Cztery minuty i 33 sekundy ciszy. - powiedział kumpel na odchodnym. - To zawsze działa.

- Nie znam. - odparłem. - Takie dobre?

- Najlepsze.

- Kto gra? Ktoś znany?

- Nikt nie gra. To znaczy jest orkiestra, ale nie grają. Nikt nie gra na niczym.

Podrapałem się po głowie. Nie bardzo rozumiałem, o czym mówi kolega.

- To jest tak samo dobre, jak biały kwadrat na czarnym tle Malewicza, albo czarny kwadrat na białym tle. - dodał. - Liczy się ten pierwszy raz. Liczy się pomysł. Każdy mógł nie zagrać przez trzy minuty, ale nikt na to nie wpadł wcześniej, przed Cage'em...

Ułożyłem pożyczone książki i płyty na półkach. Popatrzyłem krytycznym okiem na własną płytotekę. Na płyty, które z rzadka kupowałem. Schowałem głęboko do szafy swoje Abby, Boney emy, Lady Panki itp. Zostawiłem Pink Floydów i Crimsonów. Kiedy byłem już gotowy, zaprosiłem Joannę do siebie do domu na wspólne słuchanie muzyki. Powiedziałem jej, że mam coś naprawdę dobrego, a ona zgodziła się po chwili wahania.

Zaparzyłem herbatę i puściłem z mojego sprzętu hi-fi "4 minuty i 33 sekundy ciszy" Johna Cage'a. Joanna słuchała w skupieniu, w pewnej chwili poprosiła abym zrobił trochę głośniej. Kiedy utwór wybrzmiał, popatrzyła na mnie i powiedziała:

- Owszem, ciekawe. Tylko według mnie, trochę za mało nut.

- Za mało nut? - zdziwiłem się - przecież właśnie o to chodzi. Jak ci za mało nut, to posłuchaj sobie Mozarta, tam jest...

- Daj spokój z Mozartem. U Mozarta jest za dużo nut.

- No to czego chcesz posłuchać?

- Czegoś, co ma tyle nut ile trzeba.

Bałem się zaproponować cokolwiek. Miałem płyty Pink Floyd ale obawiałem się, że dla tak wyrobionej muzycznie dziewczyny może być to za mało nut. Miałem płyty King Crimson, ale tu z kolei nut było chyba za dużo. Aby jakoś wybrnąć z niezręcznej sytuacji zacząłem czytać na głos "W poszukiwaniu straconego czasu" Marcela Prousta.

Żeby było bardziej ekscentrycznie, czytałem trzymając książkę "do góry nogami". Sztuki czytania tekstów "do góry nogami" nauczyłem się przez dwa miesiące przygotowań do wizyty Joanny w moim mieszkaniu. Ale Proust nawet czytany w tak niecodzienny sposób nie zrobił wrażenia na dziewczynie.

- Co ty mi tu wyjeżdżasz z jakimś Proustem? - powiedziała i zaśmiała się, a jej wspaniałe, duże cycki zafalowały kusząco pod bluzką. - Ja umiem czytać bokiem i to Mirona - pochwaliła się.

- Bokiem to nic trudnego - powiedziałem - wystarczy przekrzywić głowę.

- A bez przekrzywiania?

- Bez przekrzywiania trudniej, ale to jednak nie to co "do góry nogami".

- Ale za to Mirona! - nie dawała za wygraną Joanna - zresztą sam zobacz. Masz w domu Mirona?

Sięgnąłem do półki z książkami i podałem dziewczynie poezje Mirona Białoszewskiego. Joanna zaczęła czytać wiersze Mirona ze zrozumieniem trzymając książkę bokiem, bez przekrzywiania głowy. Byłem pod dużym wrażeniem. Aby jakoś przebić jej wyczyn postanowiłem pójść na całość. Postawiłem przed wielkim, sięgającym podłogi lustrem ściennym taboret. Na taborecie umieściłem otwartą książkę Jadwigi Staniszkis zawierającą esej "Ontologia socjalizmu", tak aby tekst odbijał się w lustrze. Stanąłem na rękach i zacząłem wyśpiewywać tekst eseju na melodię piosenki "Cukier, dziecko, miłość" (Sugar Baby Love) zespołu The Rubettes. Było to niezwykle trudne i ekscentryczne, ponieważ musiałem czytać lustrzane odbicie tekstu, w dodatku "do góry nogami", bo przecież stałem na rękach. Mimo to czytałem, a właściwie śpiewałem esej Jadwigi Staniszkis ze zrozumieniem. Zerkałem raz po raz między akapitami eseju na twarz Joanny i, ku mojej wielkiej radości, zaczynałem dostrzegać na niej to, co chciałem zobaczyć. Oczy Joanny nabrały lśniącej głębi, wydęła spierzchnięte, nabiegłe krwią usta, a jej wspaniałe piersi unosiły się i opadały w rytm coraz szybszego oddechu.

- Puść! Puść! - wychrypiała.

- Co? - zapytałem.

- Puść Pendereckiego. Uwielbiam r o b i ć t o przy Pendereckim.

Zerknąłem na półkę z płytami. Na szczęście miałem Pendereckiego i to nie byle co. Mianowicie Tren pamięci ofiar Hiroshimy. Wyciągnąłem kompakt z pudełka i włożyłem do odtwarzacza. Oczyma wyobraźni widziałem już swoje spragnione dłonie na krągłych i jędrnych jak dorodne pomidory piersiach Joanny, już pochylałem się aby spić słodycz z jej ust, kiedy nastąpiła katastrofa.

Zamiast Pendereckiego z głośników wbił się w nasze uszy paździerzowy sound Budki Suflera. Była to piosenka "Za ostatni grosz" i, co zauważyłem od razu, nie spodobała się pięknej Joannie. Zmrużyła lekko oczy, w których zgasł blask pożądania. Grymas szyderstwa podniósł kąciki jej ust.

- Niezły ten Penderecki. Nie znałam tego - powiedziała.

Poczułem, że robię się czerwony jak burak. Joanna przejrzała mnie! Zrozumiała, że tylko udaję ekscentrycznego intelektualistę, a tak naprawdę jestem prostakiem, który słucha takiej chały. Dobrze, że nie disco polo. Zrobiło mi się słabo.

- Przepraszam cię na chwilę - powiedziałem. Ze zdenerwowania poczułem, że muszę iść natychmiast do toalety.

Siedząc na sraczu przeklinałem w myślach kolegę, który zamienił kompakty i do okładki z Pendereckim włożył Budkę Suflera. Co za kretyn! Wściekałem się. Dlaczego akurat mi to się musiało przytrafić? A tak dobrze szło. Myślałem o tym ciągle, podczas mycia rąk i kiedy wracałem z toalety do pokoju. Wyłączyłem kompromitującą płytę i, bez pytania, wrzuciłem Milesa Davisa. To powinno się spodobać Joannie. Miles podoba się wszystkim intelektualistom. Nawet jak się nie podoba, to nikt się nie przyzna... Ale nastrój prysł. Emocje opadły i czułem, że Joanna myślami jest już gdzie indziej. Po chwili wstała i tym razem ona przeprosiła mnie i skierowała się w stronę toalety. Kiedy usłyszałem jak zapala światło, zrozumiałem jak straszliwy błąd popełniłem, błąd przy którym omyłkowe puszczenie Budki Suflera to był mały pikuś...

ZAPOMNIAŁEM SPUŚCIĆ PO SOBIE WODĘ W UBIKACJI!

Potem usłyszałem jeszcze jak Joanna spuszcza wodę. Dwa razy. Raz po mnie. Raz po sobie. Nawet nie wróciła do pokoju. Ubierała się w przedpokoju, kiedy krzyknąłem do niej:

- Zostań! Proszę! - To znaczy, chciałem krzyknąć, bo przez ściśnięte gardło wydostał się tylko zduszony szept.

- Sorry, ale coś sobie przypomniałam - powiedziała Joanna. - Muszę lecieć. Pa!

To był ostatni raz, kiedy widziałem piękną Joannę. Nigdy nie lubiłem Budki Suflera, za te ich puszkowe, wieśniackie brzmienie, za ten skrzeczący wokal... A po tym co mi się przydarzyło z Joanną nie lubię ich jeszcze bardziej.

Następne częściLBnP XIX (wieczna zima)  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 15

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Literkowa Bitwa na Prozę 4 miesiące temu
    Witamy kolejny tekst w Bitwie.
    Powodzenia
  • pocztapolska 4 miesiące temu
    jakie to jest piękne! nie mogę przestać się śmiać!
  • jolka_ka 4 miesiące temu
    Czego to facet nie zrobi... ;)
  • Bożena Joanna 4 miesiące temu
    Napięcie jak u Hitchcoka, fantastyczna figura zakochanego i potworna intelektualistka bez serca. Gratuluję opowiadania! Serdecznie pozdrawiam!
  • Aisak 3 miesiące temu
    Zabawny opek, szczerze uśmiecha.
  • Canulas 3 miesiące temu
    No humor pierwsza liga.
    Cholerna Budka Suflera, no.

    "- Niezły ten Penderecki. Nie znałam tego. - powiedziała." - tutaj możesz kropkę amputować.
  • sensol 3 miesiące temu
    Dzięki. Poprawiłem.
  • sensol 3 miesiące temu
    dzięki wszystkim za poczytanie :)
  • kalaallisut 3 miesiące temu
    "kusząco po bluzką. " Pod
    Dobre ;))
  • kalaallisut 3 miesiące temu
    Mam wzwód... na ustach :) Piona
  • sensol 3 miesiące temu
    dzięki! poprawiłem.
  • Literkowa Bitwa na Prozę 3 miesiące temu
    Głosowanie rozpoczęte. Zapraszamy na Forum do urny.
  • Margerita 3 miesiące temu
    ciekawe co się stało z Joanną pięć
  • Cyber.Wiedźma 3 miesiące temu
    Fajne.
    Lubiem takie mało inwazyjne teksty.
  • fanthomas 3 miesiące temu
    albo biały kwadrat na bialym tle. modernizm to masa dziwnych i zaskakujących pomysłów na sztukę.
  • pasja 3 miesiące temu
    Witam
    Czytam, bo chcę zagłosować i muszę przyznać, że znajomość kobiecych pragnień przez tego jegomościa jest zaskakująca. Po co grać. Najbardziej do mnie przemawia cisza Cage'a. Ciekawe rozgryzienie tematu przez Budkę Suflera. A ubikacja to już masakra na całej linii.
    Piękna Joanna tylko wspomnieniem.
    Pozdrawiam serdecznie
  • sensol 3 miesiące temu
    danke :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania