LBnP 30 - Jak równe sobie

Każdy z nas ma podobno swojego sobowtóra. Mówi się, że możemy przejść przez całe nasze życie i nigdy go nie spotkać. Zdarza się jednak, że poznajemy go w najmniej oczekiwanym momencie. Tak też było u mnie.

Pewnego dnia, gdy siedziałam w robocie i nudziłam się jak mops, zaczęłam dostawać dziwne powiadomienia od moich znajomych. Zdumiona czytałam zapytania dotyczące mojej nowej pracy i powodów do podjęcia tak szalonej decyzji. Niektórzy nawet życzyli mi powodzenia i z chytrym uśmieszkiem pisali, że w rzeczywistości wyglądam lepiej. Zdumiona, nie rozumiałam o co im wszystkim chodzi. Odpowiedź otrzymałam po powrocie do domu. Mój mąż ze śmiechem stanął w przedpokoju, i gdy tylko otworzyłam drzwi naszego mieszkania wykrzyczał:

- Witaj gwiazdeczko! – roześmiał się przy tym serdecznie i pokręcił ochoczo głową – nawet nie wiesz ile czasu zajęło mi dzisiaj odpowiadanie wszystkim, że to nie ty.

Westchnęłam zirytowana rzucając torebkę na szafkę:

- O kim u diabła wy wszyscy mówicie? Cały dzień dostawałam jakieś durne SMS-y dotyczące mojej rzekomej roli w serialu. Czy ja o czymś nie wiem i wrzuciłeś do neta nasz filmik?

- Zwariowałaś? – odparł blednąc. – W życiu bym tego nie zrobił.

- Zatem wytłumacz mi proszę, o co w tym chodzi?

- Chyba po prostu masz klona – roześmiał się na powrót i ciągnąc mnie za rękę, zaprowadził do komputera – Tadam! Nie sądzisz, że ona jest strasznie do ciebie podobna?

Oniemiałam. Dziewczyna z tego wojennego serialu wyglądała zupełnie jak ja. Te same usta, zadarty nos i niebieskie oczy. Włosy były o ton ciemniejsze, a ubrania wyjątkowo „babciowe”, jednak winę za to ponosił charakteryzator. Odwróciłam się i spojrzałam na siebie w lusterku stojącym na moim biurku. Kurcze. Faktycznie byłyśmy podobne…

Przez kolejnych kilka tygodni poświęcałam każdą wolną chwilę na wyszukiwanie o niej informacji. Przeszperałam jej Facebooka, przeglądałam zdjęcia na Instagramie, a stronę na Wikipedii znałam prawie na pamięć. Wpadłam w obłęd, do tego stopnia, że rozważałam przez chwilę, czy by nie zacząć kłamać i naprawdę się pod nią nie podszyć.

Moje nudne i przewidywalne życie, nie mogło się nawet równać z tym czego ona doświadczała. Miałam stabilną pracę, męża i dom bez kredytu, ale wszystko to było jakieś takie… zwyczajne i nijakie. Nie to, co u niej. Mogła wcielać się w innych ludzi, była rozpoznawalna. Żyła moimi marzeniami. Była… mną. Ale to nie byłam ja.

Dlatego tak strasznie pragnęłam ją poznać. W głowie roiło mi się od miliona pytań. Chciałam wiedzieć jak tego dokonała. Tak, żebym i ja również mogła. Pragnęłam ją też poprosić o zdjęcie jej rodziców. Ciekawe czy byli do moich chociaż odrobinę podobni? Przeszperałam kilkaset stron jednak nigdzie nie mogłam znaleźć ich fotek. Obie byłyśmy polkami i gdyby nie fakt, że dzieliła nas różnica kilku lat, mogłybyśmy uchodzić za bliźniaczki. Fajnie byłoby mieć taką sławną siostrę.

Ocknęłam się dopiero wtedy, gdy miałam już kliknąć enter i wysłać jej zapytanie czy nie potrzebuje dublerki. Zdałam sobie sprawę, że zachowuję się tak, jakby ta dziewczyna była ode mnie lepsza. Uparcie dążyłam do spotkania z nią, podczas gdy ona nie miała pojęcia o moim istnieniu. Raz jeszcze przyjrzałam się jej zdjęciom. Obok monitora ustawiłam lusterko i zaczęłam szukać różnic. Miałam nieco wydatniej zarysowane kości policzkowe, pieprzyki na innych wysokościach i delikatniej zaakcentowane brwi.

Potem przyszło zrozumienie czegoś innego. To ja posiadałam wiedzę, której ona być może nigdy nie zdobędzie. To mnie wolno było przyglądać się jej osiągnięciom. Nawet jeśli było to tylko z oddali i ukrycia. Mogłam wyciągać wnioski i uczyć się na jej błędach. Nie musiałam być taka jak ona. Wystarczyło po prostu być sobą, ale w tej lepszej wersji. Nie byłyśmy identyczne, więc i nasze żywoty powinny pozostać różne.

Wiadomość nigdy nie została wysłana. Usunęłam jej konto z ulubionych i zaprzestałam śledzenia jej życia. Jeśli kiedyś miałyśmy się spotkać, to jak równa z równą. Odtąd postanowiłam, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, by w razie jej spotkania stanąć naprzeciw niej z podniesioną głową. Nie jako fanka, ale jako pewna siebie kobieta, dumna ze swoich dokonań.

Nadal mam nadzieję, że nasze pierwsze spotkanie zacznie słowami:

- Co tam słychać kochana w twoim wielkim świecie? Cieszę się, że w końcu mogę cię poznać…

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Literkowa Bitwa na Prozę 2 tygodnie temu
    Witamy w Bitwie. Życzymy wygranej. Jeszcze prosimy o link:

    https://www.opowi.pl/forum/literkowa-bitwa-na-proze-linki-do-w934/
    Literkowa pozdrawia
  • Kocwiaczek 2 tygodnie temu
    Zrobione, również pozdrawiam :)
  • Literkowa Bitwa na Prozę 2 tygodnie temu
    Upss… Kocwiaczek jeszcze raz wrzuć link. Bo nie było oznaczona Bitwa
  • Kocwiaczek 2 tygodnie temu
    Literkowa Bitwa na Prozę już wkleiłam ponownie.
  • Shogun 2 tygodnie temu
    No, no, i jest pierwsze opowiadanie w bitwie :D.
    Realistyczna sytuacja, która naprawdę mogła mieć miejsce. Kiedyś sam czytałem, już nie pamiętam gdzie, że na Ziemi mogą żyć dwie, czy nawet trzy osoby będące bardzo podobnymi do nas.
    Dobrze opisana ekscytacja po tym jak dowiedziała się o "sobowtórze" i powiedziałbym, że nawet dość naturalna reakcja, czyli ten swoisty "stalking" :D. Mimo wszystko dobrze, że się opamiętała. Człowiek nie ma co czuć się gorszy od drugiego, bo nawet jeśli są do siebie bardzo podobni, to i tak każdy z nich jest jedyny w swoim rodzaju ;)
    Błędów żadnych się nie doszukałem.
    Pozdrawiam :)
  • Kocwiaczek 2 tygodnie temu
    Tak naprawdę, to jest to moja historia. Czuję się więc szczęściarą, że "znam" tego "klona". Tylko trochę przekoloryzowałam swoją reakcję :) Ale rzeczywiście chciałam do niej napisać... Pohamowałam się jednak dużo szybciej niż tutaj wskazałam :D Życzę powodzenia w znajdowaniu własnych sobowtórów ;)
  • Shogun 2 tygodnie temu
    Kocwiaczek dziękuję, choć jednego już mam :D
  • LeeaThorelli 2 tygodnie temu
    Kiedyś w knajpie, wstając od stolika usłyszałam - ona jest podobna do xxx (imienia już nie pamiętam). Miałam wtedy z 15 może 16 lat i bardzo mnie to... nie wiem jak to nazwać, sfrustrowało? To było dziwne uczucie. Teraz nie wiem, co zrobiłabym w sytuacji przedstawionej powyżej.
    Jako szarzy ludzie, nie mówię o wszystkich, troszkę generalizuję, lubimy się porównywać do innych - sławnych, bogatych i pięknych, a już w ogóle być do nich podobni. Ale z drugiej strony czy oni na pewno są lepsi od nas?
    :)
  • Kocwiaczek 2 tygodnie temu
    Myślę, że tak jak i my, oni również mają masę problemów, niedoskonałości i obaw. Tyle, że ciężko ujrzeć je z naszej perspektywy. Nikt nie jest doskonały, jednak niska samoocena, czasem może wyrządzić największą krzywdę. Tak samo jak pyszałkowatość. Trzeźwa głowa i świadomość własnej wartości, zawsze są w cenie. Szkoda, że bywa o nie tak trudno. // Dziękuję, że do mnie zajrzałaś :)
  • pasja 2 tygodnie temu
    Bardzo ciekawy obraz naszkicowałaś. Dwa światy równoległe, a jak odległe od rzeczywistości. Nie wiem czy bohaterka tak naprawdę pragnęła poznać swojego bliźniaka, czy bardziej zobaczyć siebie w innej osobie. Ponoć każdy z nas ma swojego sobowtóra? Patrząc z innej perspektywy: zawsze mieszka ktoś w nas możemy sobie stworzyć klona i robić to wszystko co on nam podpowiada.

    Zaciekawiłaś tym tekstem. Może każdy z nas otarł się o niego tylko tego nie zauważyliśmy. Bohaterka skorzystała z tej okazji i zaczęła poszukiwania, ale nie do końca. Zaprzestała. Czy spotka kiedyś?

    Pozdrawiam
  • Kocwiaczek 2 tygodnie temu
    Tworzenie klonów w sobie samym jest szalenie niebezpieczne. To trochę tak jakby budować drugą podświadomość, a to może być powodem poważnych problemów psychicznych. Tak jak napisałam w powyższym komentarzu: nie ma co siebie idealizować, ale też nie wolno sobie umniejszać. Można jedynie starać się siebie "udoskonalać", ale z rozsadkiem i umiarem. Takie fifty-fifty. Nie wiem kto to powiedział ale trzeba się starać "być najlepsza wersją samego siebie" (chyba Chodakowska;). I tego wszystkim nam życzę. // dzięki pasjo za odwiedziny i komentarz :)
  • Antoni Grycuk 2 tygodnie temu
    Dla mnie to brzmi jak fragment książki lub bloga o psychologii pozytywnej. Nie mówię, że to całkiem źle, tylko tak sie składa, że nie cierpię wszystkiego, co związane z psychologią popularną. Tak więc subiektywnie tekst mnie rozdrażnił. Ale jeśli ktoś nie ma problemu z antypatią do psychologii popularnej, to może mu się spodobać. I de facto jest to niezły tekst, ale brakuje w nim "mięsa", czyli dlaczego bohaterka może czuć się lepiej od znanego sobowtóra, jakie są tego przyczyny? Bo bez przyczyn to trochę pustosłowie, przykro mi.

    Pozdrawiam.
  • Kocwiaczek 2 tygodnie temu
    Ciekawe spostrzeżenie. Muszę się zatem nad tym pochylić i być może co nieco dopisać. Dziękuję Antoni za nakręcenie trybików, już parę stwierdzeń mi się nasuwa. Jak tylko znajdę chwilkę uzupełnię o kilka (?) akapitów.
  • Kocwiaczek ponad tydzień temu
    Nieco poprawiłam. To nie jest tak, że bohaterka ma się czuć lepiej. Ma być ze swoim sobowtórem na równi. To, że komuś się coś udało, nie oznacza, że jeśli ja tego nie mam, to jestem w jakiś sposób gorsza. Wystarczy ruszyć tyłek z kanapy i zawalczyć o własne marzenia. Znany klon nie ma uznawać bohaterki za tą wygraną, role nie mają się odwrócić - o tym ma świadczyć ostatnie zdanie. Każda z nich ma mieć swój "wielki świat". A wzmianka o radości ze spotkania, tym bardziej ma potęgować koleżeńską atmosferę, bez rywalizacji. Mam nadzieję, że teraz przesłanie jest bardziej zrozumiałe.
  • Antoni Grycuk ponad tydzień temu
    Kocwiaczek
    wiesz co? Teraz, a w zasadzie po drugim czytanie bardzo mi się podoba, przede wszystkim za pomysł. Wtedy za bardzo mi to zabrzmiało właśnie à la psychologia pozytywna, a teraz już tak tego nie odbieram. Co znaczy spokojne, drugie spojrzenie na tekst.
  • Kocwiaczek ponad tydzień temu
    Antoni Grycuk być może naniesione poprawki trochę pomogły :) Dziękuję za pomoc, bo bez twojej sugestii, ktoś nadal mógłby uznawać treść za naciąganą i bez wyraźnego przesłania.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania