Poprzednie częściMemuarion (I)  Memuarion (II.)  Memuarion (III.)  

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Memuarion (IV.- OST.)

VI. Nauka szaleństwa

 

Wiesz, Kochanie, odkąd cię poznałem, mój język się zrósł. Już nie przypomina wężowego. Ciągle uczę się szczerości, zaczynam - o zgrozo - być prawdomówny.

Chyba staję się głównym bohaterem nienakręcalnego filmu, szmiry, jaką noszę pod czaszką. Zaraz przyjdzie się rozmyć. Minister kultury i dziedzictwa narodowego nakazał natychmiastowe wstrzymanie prac, wszystkie kostiumy i dekoracje spalono. Zostałem sam na Srebrnym Globie. Czekam na Twój przyjazd. Piszą się panegiryki i elegie, muzyka zespołu Placebo zainstalowała się pod czaszką i za żadne skarby nie chce jej opuścić.

Każdy ja jest zakochany. Kim jest każda ty?

Kolejny raz przepraszam za obrzydliwy sen, w którym zostałaś zwęglona.

Właśnie wróciłem ze spaceru. Zapuściłem się (głupol!) do szklanej krainy o nazwie Jawa. Nie ma tam nic ciekawego: ludzie, bladzi i przygarbieni, dźwigają ciężkie myśli, uginają się pod ciężarem idei. Niektórzy, fantaści, szybują pół milimetra nad ziemią. Wydaje im się, że to lot pomiędzy chmurami.

Filmuję ich żałosne i kuriozalne, podrygi, usiłowanka, chciejstwo. Duszą się, czując podświadomie, że nie dane im będzie wznieść się ponad błyszczące i zimne miasto. Zgrywają, sami przed sobą, astronautów toczących bój z rojami meteorów, atakującymi Ziemię statkami kosmicznymi. Tępią Marsjan, międzygalaktyczni rycerze w kombinezonach z pajęczyny, podrzynają gardła krwiożerczym Wenusjankom. Smutni obłędniacy, wyciosani z grubego kryształu, ludzkie, szybkotłukące rzeźby.

Pod powiekami mam kamerki. Oczywiście - wyłączone. Nie rejestruję niczego, obrazy przesuwają mi się przed oczami, suche i matowe. We własnym mniemaniu jestem doskonałym reżyserem, laureatem nagród filmowych. Tworzę jedynie niepowstałe arcydzieła. I chyba dobrze mi w tym całym, przecudacznym niespełnieniu. W przeciwnym razie zrobiłbym z tym coś, szukał wyjścia z patowej sytuacji. Albo poddał partię.

Dziś rano chciałem być stary, siedzieć z fajką przed kominkiem w fotelu uszaku. Układać legendy z młodości, ubarwiać wspomnienia. Wnukowie słuchaliby z otwartymi ustami opowieści ostatniego człowieka, który pamięta PRL. Dawaliby wiarę, że w wieku trzech lat przyjęto mnie do ledwie już zipiącej Partii; dostałem czerwoną legitymację, na okładce której były wytłoczone dumne litery PZPR.

Zmyślę groteskową orkiestrę duchów, grającą na flakordeonach i suckordeonach na moim ślubie. Dzieciaki jak pelikany łykną opowiastkę o nieumarłych wyśpiewujących zombie-ballady, albo covery utworów zespołu pana Molko.

Będę stać za ladą romanowskiego sklepu-atrapy i sprzedawać bujdy. Każda nieprawda - na wagę, trzydzieści pięć groszy za kilogram. Można płacić kartą. Promocji i rabatów - nie przewiduję.

Czuję, że zamiast rzęs mam zapałki. Gdy zamknę oczy - świat spłonie, pozostaniemy tylko ty i ja, para dzieciaków na zgliszczach Raju. Turyści błąkający się po pustyni Eden.

Szukamy biblioteki, w której moglibyśmy wypożyczyć takie wiekopomne dzieła jak My, starcy z dworca ZOO, czy Ubrany lunch. Nie ma, jesteśmy skazani na czytanie kamiennej prasy, ciężkich, ledwie dających się podnieść gazet, magazynów ze smoły. Wszędzie to samo: celebryci ujeżdżający się nawzajem, politycy pożerani przez dzikie tłumy, zwierzęta przejmujące kontrolę nad Sejmem, i tym podobne kocopolstwa wysmażone na poczekaniu przez i dla ćwierćmózgów.

W szklankach chrzczonej whisky rozpuszczamy wiersze. Pijemy do dna. To nasza przysięga małżeńska, poezja zapisana na podniebieniach. To napis "KONIEC", po którym gaśnie ostatnia lampka choinkowa. Ostatni - bełkotliwy i do rymu, wiersz o niczym, jest rakiem pod skórą. Nie da się go wyciąć, można jedynie pochować wraz z autorem. Wtedy ożyje.

Jutro skończy się święto. Będziemy bawić się w chowanego, zgrywać niewymyślonych jeszcze bogów postapokaliptycznej religii dzikusów. Nigdy się nie znajdziemy. Florian i Ewa-Pramatka, dwoje ślepców nie widzących się nawzajem, mieszkańców taśmy filmowej.

To jedyne, czego się boję.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz 4 miesiące temu
    Konrad Florian - powiedzieć że to jest kawał dobrej literatury... to nic nie powiedzieć.
    Miejsce pierwsze Twojej literackiej domeny na bank.
    Brakuje mi przymiotników na wyrażenie czytelniczego zachwytu.
    5!
  • Florian Konrad 4 miesiące temu
    arcydziękuję!!
  • Antoni Grycuk 4 miesiące temu
    Nie przepadam za tego typu literaturą. Wiem, że taki styl to przekaz pozbawiony "otoczki", jednakże nie jestem na tyle wytrawnym koneserem literatury, aby to docenić. Niemniej jednak muszę stwierdzić, że napisane bardzo dobrze. Owszem, z niektórymi technikaliami się nie zgadzam, ale sądzę, że to celowy zabieg, mający na celu kolejną warstwę przekazu. I to się chwali.
    Także ode mnie 4.
    Oczywiście nie czytałem wszystkich części i mogłoby się okazać, że w całości jest to super, ale oceniam to właśnie jako coś niezależnego. Może kiedyś sięgnę po inne części.
    Pozdrawiam.
  • Florian Konrad 4 miesiące temu
    dzięki za szczerość
  • yanko wojownik 4 miesiące temu
    Co może autorowi uniemożliwić potwierdzenie bycia wielkim? Może sugerowanie się czytelników opłaconymi recenzjami, nachalny marketing, ciśnięcie na wmówienie, że literatura brukowa jest cool. To niestety może, ale też nie musi.

    Jeśli Wrotycz nie wie co ma napisać, to co ja mogę? Ale to jest porcja dobrej literatury, dobrej jak kurwa mać. Emocjonalny odlot - ileś minut - może pół godziny - nie sprawdzałem jak długo, bo świat - cała ta czasoprzestrzeń zostaje obok, treść powyżej spraw świata, choć także o nim.

    No 5 przy każdym parcie (choć te oceny ponoć nic nie znaczą, ale skoro są…)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania