Poprzednie częściMoje miejsce...  

Moje miejsce...

ROZDZIAŁ 2

Grrrr..

Ten okropny dźwięk, zmora każdego ucznia zwana budzikiem, wyrwała mnie z pięknego snu z przystojniakiem w roli głównej..

Kurwa dzisiaj poniedziałek, chociaż lubię szkołę to tego dnia nie trawię. Dzisiaj mam wf łączony z bratem mojego byłego, a on nie umie wytrzymać bez zaczepek w moim kierunku. Noo cóż, nic nie poradzę...

Wygrzebałam się spod cieplutkiej kołderki i udałam się do łazienki. Po wykonaniu wszystkich porannych czynnościach wróciłam do sypialni wybrać ciuchy, padło na pudrową, zwiewną sukienkę. Do tego ubrałam czarne koturny i tego samego koloru ramoneskę, złoty zegarek i byłam gotowa. Nie maluje się bo nie widzę takiej potrzeby, zgarnęłam tylko jeszcze moją szkolną torbę i zeszłam do kuchni. Kiedy robiłam sobie herbatę do pomieszczenia wszedł mój brat, jak zwykle udawał, że mnie tam nie ma…

To boli, własny bart udaje, że cię nie zna a tak naprawdę ty nic nie jesteś winna. Tak szczerze to ty tu jesteś ofiarą, ale no cóż on wierzy w to co chce. Szkoda, że mnie tym rani jak chuj…

Wlałam napar do termosu i opuściłam kuchnię, a potem dom, pogoda była cudna, idealna w sam raz na spacer do szkoły. Idąc tak miałam sporo czasu na przemyślenia, przez to co przeżyłam z Bradem nie jestem w stanie pokochać faceta. Boję się, że każdy następny będzie taki jak on, a ja nie będę wstanie znieść tego po raz drugi, po raz drugi walczyć sama ze sobą o to żeby żyć. Tak, chciałam się po tym wszystkim zabić , nie mogłam znieść tego bólu, tej myśli, że sprawiła go osoba, którą tak bardzo się kochało, było wstanie zrobić dla niej wszystko…

Nim Się obejrzałam, a już byłam pod szkołą, oczywiście spóźniona. W szkole nie mam przyjaciół wszyscy tak jak mój brat uwierzyli w głupie plotki, ale nie rozpaczam nad tym. Mówią, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie… nie było przy mnie nikogo. Nauczyłam się wtedy liczyć tylko i wyłącznie na siebie samą.

Jest już 5 min po dzwonku, biegiem ruszyłam w kierunku szatni od wf, ale nie dane było mi tam dotrzeć…

Ktoś wciągnął mnie do kantorka woźnego, nie widziałam nic, ale wszędzie rozpoznam te perfumy. Brad, od razu oblała mnie fala strachu wręcz przerażenia.

-Hej skarbie, tęskniłaś?- ten śmiech, zapach, głos… obrazy z tamtego dnia zaczęły wracać.

-Czego chcesz ?- udaje pewną zawsze to mnie ratowało. Nie mogę mu pokazać jak bardzo się go boje, jakie przerażenie we mnie budzi..

-Nie udawaj, że nie wiesz!- podniósł głos- ode mnie tak łatwo się nie odchodzi głupia suko- wtedy poczułam uderzenie w policzek. On podniósł na mnie rękę, znowu to zrobił, moje poczucie wolności i bezpieczeństwa znikło i pojawiło się to samo uczucie co po tamtym zdarzeniu.

-Zostaw mnie, proszę…- wymówiłam te słowa tak cicho, że to cud jak chłopak je usłyszał

-Zapomnij! Należysz do mnie i zaraz ci to udowodnie!!!!- zaczął krzyczeć

Brad pchnął mnie z taką siłą, że wylądowałam na ziemi. Nie zdążyłam się zebrać jak chłopak usiadł na mnie , wiedziałam co zamierza i to było najgorsze nic nie mogłam zrobić. Zaczęłam krzyczeć, ale po kilku uderzeniach w twarz odpuściłam, leżałam spokojne. Czułam jakby ktoś właśnie wyssał ze mnie całe chęci do życia, czułam pustkę i chęć śmierci. Marzyłam o tym, żeby to się skończyło, żeby lepiej mnie zabił niż to zrobił. Kiedy chłopak dobierał się do mojej dolnej części bielizny wiedziałam , że to koniec…

 

Wtedy drzwi się otworzyły i ciężar z mocjo ciała znikł. Nie wiedziałam co się dzieje , leżałam tam dalej nieruchomo, bojąc się wykonać jaki kol wiek ruch. Poczułam czyjeś ramiona unoszące mnie do góry, nie patrzyłam kto to ani gdzie mnie niesie, było mi to obojętne….

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ritha 3 tygodnie temu
    „To boli, własny bart udaje” – brat* (czytasz to po napisaniu kilka razy zanim publikujesz?)

    Ogólnie interpunkcja śpiewa i tańczy, a i literówki się zdarzają. Wrzucaj w jakiś wspomagacz, typu ortograf.pl przed publikacją (można się tam wiele nauczyć).

    „Szkoda, że mnie tym rani jak chuj…” – zastosowanie wulgaryzmów w tekście wymaga pewnego wyczucia, bardzo łatwo można przegiąć, tekst trąca nastoletnim uniwersum, a kiedy tematykę szkolna, pierwszych miłości, opowieści o rodzinie (brat, mam, tata) połączysz z rzucaniem kurwami jak motocyklista w barze, to robi się to niesmaczne

    „Brad pchnął mnie z taką siłą” (?)

    Ok, nie oceniam. Musisz się bardziej przyłożyć.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania