Nowy Świat Czarownic, cz. 30

Nigdy dotąd nie zdarzyło mu się spać z dłońmi skutymi lub związanymi na plecach i otrzymał teraz okazję, by przekonać się, jak bardzo jest to uciążliwe. Mógł wprawdzie w miarę wygodnie ułożyć się na boku, na grubym posłaniu ze skór, gdyż księżna łaskawie pozostawiła mu sporo miejsca i zgodnie z zapowiedzią zapadła szybko w sen, zachowując przy tym postać Bereniki. Ostatecznie miała za sobą kilka nieprzespanych nocy i wiele obowiązków. Jednoczesne dowodzenie armią we własnej osobie oraz udawanie córki w roli pomocnika i adiutanta musiało okazać się wyczerpujące. A na dodatek on sam, niezawodne dotąd źródło mocy, zawiódł tego wieczoru. Zawiódł, bo zużył zgromadzoną siłę w inny sposób. Na szczęście, nic nie wskazywało na to, by Lady Berengaria domyślała się istotnych przyczyn tego stanu rzeczy. Obydwa ataki magiczne podczas bitwy przypisała tej tajemniczej Aurorze, a brak animuszu chłopaka niechęci oraz obrzydzeniu wobec okrucieństw wojny. Przynajmniej tyle. Nie zamierzał wyprowadzać jej z błędu, a tym bardziej współczuć. Zwłaszcza, iż właśnie przekonał się, że paskudnie swędzi go nos, a on nie może się podrapać. W końcu zdołał zaryć dokuczliwą częścią twarzy w stosie futer i zmniejszył doznawane cierpienia.

Niestety, podobne, a nawet gorsze dolegliwości jak na zawołanie zaczęły objawiać się w innych miejscach, na plecach oraz ich mniej szlachetnej części, na ramionach, na głowie... Nie zdawał sobie nawet sprawy, jak często, odruchowo i bezwiednie, drapał się codziennie podczas zwykłego snu. Obecnie te drobne w sumie niedogodności urastały do rangi nierozwiązywalnego problemu. Przeklęta wiedźma! Próbował pomóc sobie tak, jak w przypadku swędzącego nosa, ale nie wszędzie okazywało się to skuteczne. Miotał się gorączkowo jak ryba wyrzucona na brzeg, daremnie usiłując przynieść ulgę podrażnionym fragmentom skóry. W końcu omal nie obudził Lady Berengarii, która poruszyła się niespokojnie i nie odzyskując pełnej świadomości odepchnęła go wolną dłonią. Zamarł, przestraszony. A jeżeli wiedźma uzna, że on rzeczywiście zamierza przegryźć jej gardło, tak jak to sugerowała, niekoniecznie w żartach? Jeżeli nie w pełni świadoma, odruchowo użyje mocy? Siłą woli zdołał opanować niezborne i gwałtowne ruchy ograniczonego w swojej swobodzie ciała. Okazało się szczęśliwie, że pozostawione same sobie dolegliwości zaczęły po chwili ustępować i nie wydawały się już tak straszne. Ścierpło mu za to ramię na którym leżał i musiał z pewnym trudem odwrócić się na drugi bok, zachowując oczywiście należną ostrożność. Z tym jednak dało się jeszcze jakoś wytrzymać. Do rana chyba przeżyje?

Dla odwrócenia uwagi zaczął rozmyślać o Aurorze. Nie miał najmniejszego pojęcia, skąd dziewczyna potrafiąca posługiwać się mocą i posiadająca pewien zasób magicznej siły wzięła się wśród barbarzyńców. Lady Berengaria tytułowała ją ironicznie księżniczką, może nie tylko dlatego, że była córką lokalnego wodza. Imię pana zniszczonej forteczki akurat mu umknęło. Nieważne. Pani Siedmiu Bram wyraźnie nie chciała wdawać się w żadne wyjaśnienia, zasłaniając się, o ironio, osobą swojej rzekomej matki. On sam na temat pochodzenia Aurory oraz jej zdolności magicznych i tak nic sensownego w tej chwili nie wymyśli. Po prostu, wie zdecydowanie zbyt mało. Przed oczyma stanął mu obraz dziewczyny, pojmanej i zwyciężonej, zachowującej jednak odwagę oraz dumę. Chociaż wysilał pamięć, nie potrafił przypomnieć sobie szczegółów sylwetki i rysów twarzy. Pamiętał tylko pałający wzrok. Miotające ogniem oczy oraz pogardę, z którą go potraktowała, nazywając psem i niewolnikiem. W pewnym sensie może był tak jednym, jak i drugim? Chociaż na samym końcu spojrzała na niego inaczej... Pojawił się teraz obraz szczupłej postaci oraz długich, splątanych podczas bitwy włosów... Czy można uznać ją za piękną? - „Co to ma za znaczenie?” - Żachnął się w duchu. O wiele ważniejsze jest to, co księżna zamierza ze swoim jeńcem zrobić. W tej sprawie również odmówiła odpowiedzi, stosując identyczny wykręt. Matka, czyli Lady Berengaria, zadecyduje o wszystkim! Na pewno jednak się ucieszy i potrafi taką zdobycz wykorzystać. W jaki sposób? - „A w jaki sposób wykorzystała dwie poprzednie, wyróżniające się urodą branki?” - Wzdrygnął się od tej myśli. - „Tak, Aurorę z pewnością można uznać za piękną, z tymi jasnymi, długimi włosami. Zwłaszcza, gdy się obmyje i dostanie nowe szaty. Zresztą panu Czwartemu ich brak nie będzie przeszkadzał, wręcz przeciwnie.”

Nie powinien aż tak przejmować się losem tej Aurory, która jest przecież dzikuską i wrogiem, jego samego traktuje z pogardą i pewnie zabiłaby bez wahania przy pierwszej okazji, choćby po to, by pozbawić rzekomą Berenikę źródła mocy. - „Mojej prawdziwej pani i ukochanej też musi zresztą nienawidzić, zwłaszcza po tym, co na oczach branki uczyniła wiedźma, mordując jeńców. Uczyniła pod postacią Bereniki!”

Mimo wszystko, gdy pomyślał o sir Oswaldzie i o tym, co ten zwyrodnialec zrobił z Anitą, poczuł rozsadzający go gniew. Bezsilnie zacisnął w pięści skute na plecach dłonie. Może się myli. Zresztą i tak nic nie może na to poradzić. Tej nocy wiedźma śpi, co prawda, u jego boku, ale zabezpieczyła się przed ciosem sztyletu, a mocy po dzisiejszych wyczynach i wieczornej, nawet nieudanej służbie, nie zbierze już wystarczająco dużo, by poważnie jej zagrozić. By w jednej, zaskakującej chwili spopielić kulą ognia. Zresztą co dalej? Wszyscy uznaliby, że zginęła w ten sposób księżniczka Berenika, że to on ją zabił. Ktoś domyśliłby się wtedy, że musiał poznać sposób posługiwania się ogniem. I co stałoby się z prawdziwą księżniczką, uwięzioną w Złotej Bramie pod strażą zaufanych ludzi wiedźmy?

Dręczony podobnymi myślami oraz narastającym zmęczeniem i niewygodną pozycją długo nie potrafił zasnąć. Nadszedł wreszcie niespokojny, nie dający prawdziwego wypoczynku sen. Obudziła go księżna, potrząsając ramieniem chłopaka. Jeżeli nawet miał jakąś okazję, to właśnie ostatecznie przeminęła.

- Wstawaj, mój panie i mężu. Odwróć się, to uwolnię ci ręce.

Nie odpowiedział, wykonał jednak polecenie i z radością poczuł swobodę niekrępowanych ramion. Wreszcie będzie mógł się do woli podrapać.

- Nie wyglądasz najlepiej, sir Marcusie. Źle spałeś?

- Nie przywykłem do takich wygód i nie spodziewałem się ich, nawet na wojennej wyprawie, pani i małżonko.

- Trudno. Wojna wymaga wyrzeczeń od nas wszystkich. A teraz pospiesz się, zajmij się zwinięciem namiotu i przygotuj do drogi. Musimy jak najszybciej połączyć się z kolumną mojej matki.

Wiedźma, sama już w pełni gotowa, opuściła kwaterę. Czyżby wyczuł w jej zachowaniu ślad niepokoju? Czy zaskoczyła ją gwałtowność wczorajszych ataków magicznych i obwiała się ewentualnej nowej konfrontacji wobec zawodu, którego doznała podczas wieczornej próby przejęcia mocy? On sam nie miał w tej materii zbyt wielkiego doświadczenia, czuł jednak, że nawet źle spędzona noc i niespokojny sen pozwoliły mu odzyskać siły i byłby już zdolny do ponownego rzucenia ognia. Tylko co z tego? Czy zdołałby zaskoczyć księżną? I czy miałby ujawnić się na oczach jej zbrojnych, atakując w dodatku rzekomą własną panią i małżonkę?

Dobrze wyszkoleni żołnierze sprawnie zwinęli obóz i uformowali szyk marszowy. Bezlitośnie poganiani brańcy istotnie nie opóźniali pochodu. Aurorę potraktowano z większymi honorami i ofiarowano jej konia, nie zaniedbując jednak czujnej straży oraz wszelkich środków ostrożności. Nie zaprzątano sobie głowy pochówkiem poległych i wymordowanych barbarzyńców. Wypalone, wciąż dymiące zgliszcza gródka pozostały wkrótce za plecami maszerujących oddziałów. Księżna starannie zaplanowała wypad i wydała zawczasu stosowne rozkazy. Kolumnę z taborami napotkali w wyznaczonym zapewne miejscu, w zakolu szerokiej rzeki. Po przeciwnej stronie żywego nurtu wyrastał typowy dla tych stron, gęsty las. Czekał na nich rozbity już obóz i pomimo dość wczesnej jeszcze pory Lady Berengaria zarządziła nocny postój. Wojsko potrzebowało odpoczynku. Uczyniła to, we własnej już osobie, gdy tylko rozmówiła się z córką, która natychmiast po przybyciu udała się do namiotu matki. Ani Marcusa, ani nikogo innego nie dopuszczono do uczestniczenia w tej „rozmowie”. Uśmiechnął się tylko złośliwie na myśl o teatralnych sztuczkach, do których zmuszona była uciekać się wiedźma. Musiał jednak zarazem przyznać, że tymczasem radzi sobie bardzo dobrze i zmiany postaci wypadają w naturalny, nie budzący podejrzeń sposób.

Nie tracąc czasu, księżna poleciła przyprowadzić do swojej kwatery Aurorę. Podczas całej drogi Marcus nie znalazł okazji, by zbliżyć się do uwięzionej, barbarzyńskiej „księżniczki”. Nie chciał narażać się na jakieś podejrzenia, a zresztą, prawdę mówiąc, o czymże to mieliby ze sobą rozmawiać? Najwyraźniej Lady Berengaria znalazła jednak interesujący temat konwersacji, przymusowa wizyta dziewczyny w jej namiocie przeciągnęła się bowiem aż do powolnego w tych północnych stronach zapadnięcia zmroku. Nadal nie miał pojęcia, cóż takiego wiedźma może od niej chcieć. Przesłuchiwała Aurorę, licząc na wyjawienie wojennych planów jej ojca? Wydawało się to mało prawdopodobne. Zajął się tymczasem własnymi sprawami, oporządził konia, zjadł żołnierski posiłek i zaszył w przygotowanej dla siebie kwaterze, po części w tym celu, by uniknąć wzroku rzucającej mu baczne spojrzenia Sudrun. A skoro i tak nie miał nic do roboty, to skorzystał z okazji, by chociaż w części odespać męczącą noc.

Obudził go jeden z żołnierzy, który dość bezceremonialnie wkroczył do namiotu i potrząsnął ramieniem śpiącego chłopaka.

- Panie, dostojna lady Berengaria życzy sobie twojej obecności.

- Co takiego? - Nadal zaspany, nie wypadł zbyt błyskotliwie.

- Szlachetna pani wzywa cię do siebie.

- Ach tak, oczywiście.

Zbierał się pospiesznie, czyżby wiedźma postanowiła ponownie skorzystać z jego służby i pozyskać moc? Ale przecież w takiej sytuacji przywołałaby go jako księżniczka Berenika, a może nawet sama przyszła do namiotu? Była zdolna do takich kaprysów. Cóż, przekona się, o co tym razem chodzi.

Wbrew oczekiwaniom Marcusa, żołnierz poprowadził go nie ku kwaterze księżnej, ale w przeciwną stronę obozowiska, do zgromadzonych nad rzeką wozów taborowych. Wyprzężone konie mogły tu spokojnie skubać trawę i napić się do syta. Trochę na uboczu ustawiono solidnie okuty, zamknięty pojazd, który już wcześniej przyciągnął uwagę chłopaka. Kwatera i zarazem więzienie sir Oswalda? Czy znowu ma się stać świadkiem ohydnych zbrodni pana Czwartego? Tylko po co?

Niestety, najgorsze obawy Marcusa zdawały się szybko potwierdzać. Obok wozu dostrzegł księżną, w swojej własnej osobie. Pomimo słabego światła rzucanego przez oddalone ognie obozowiska rozpoznał ją bez trudu. Towarzyszyło jej trzech strażników i eskortowana przez nich szczupła postać okryta opończą, z narzuconym na głowę, szczelnym kapturem. Wzdrygnął się, to musiała być Aurora. Poczuł silny przypływ obrzydzenia. Naprawdę, współczuł tej dziewczynie, chociaż wcale jej nie znał, a ona traktowała go jak wroga. Gorzej nawet, nie jak wrogiego wojownika, ale jak godną najwyższej pogardy kreaturę.

- Wreszcie jesteś, sir Marcusie. Musieliśmy na ciebie czekać – rzuciła Lady Berengaria z nieukrywanym zniecierpliwieniem.

- Po co kazałaś mnie tutaj sprowadzić, pani?

- Nie teraz. Nie traćmy czasu – zadysponowała.

Na jej gest jeden ze strażników otworzył kluczem drzwi prowadzące do wnętrza wozu, ciężkie i okute żelazem jak i reszta pojazdu. Weszli do środka po wysuwanych schodkach, zbrojni zdecydowanymi ruchami popychali domniemaną Aurorę. Dziewczyna zachowywała milczenie. Widok w zasadzie nie zaskoczył Marcusa. Wóz urządzono niczym miniaturę lochu w podziemiach Złotej Bramy. Lochu, w którym księżna przetrzymywała sir Oswalda, a w podobnych celach przebywali też sir Adrian i obecnie księżniczka Berenika, może też zresztą i inni jeszcze więźniowie. Nie zdziwił go widok pana Czwartego, zajmującego oddzieloną żelazną kratą, większą część pomieszczenia. Urządzonego dość luksusowo, jak na obecne warunki. Ale hrabia przywykł przecież do wygód i małżonka nie odmawiała mu tych drobnych udogodnień. Światło dawały lampy, co do jednej umieszczone jednak w przedsionku. - „Tym razem z pewnością zadbano o to, żeby nie trafił się jakiś zapomniany dzban z oliwą.” - Pomyślał ze zgrozą Marcus. Oni sami z pewnym trudem mieścili się w mniejszej części pomieszczenia, księżna odesłała więc na zewnątrz dwóch spośród towarzyszących jej zbrojnych.

- Witaj, Szlachetna Pani. - Sir Oswald zerwał się z siedziska i wykonał elegancki ukłon. Nienagannie ubrany, zamiótł podłogę beretem. - Zamierzasz może skorzystać z moich usług? Oddam ci je z przyjemnością, pani i żono.

- Nie wątpię, panie mężu. Cieszy mnie twoja gotowość. Mamy wojnę i potrzebuję wiele mocy.

- Jak widzę, nie zapomniałaś również o moich potrzebach. - Wskazał na zakapturzoną postać Aurory. - Tylko po co sprowadziłaś tego chłystka? Nie lubię go i wiesz dobrze, z jakich powodów.

- Jest tutaj po to, żeby się czegoś nauczyć. Aby nauczyć się, co nastąpi, gdy nie zdoła wykonać tego, czego się od niego oczekuje.

- Okazał się aż tak nieudolny? Czyżby twoja piękna i szlachetna córka, księżniczka Berenika, nie była zadowolona z służby swego pierwszego małżonka? Czegóż jednak ten chłopak może nauczyć się od kogoś takiego jak ja?

- To nie twoja sprawa, czego sir Marcus będzie się tutaj uczył – ucięła księżna, wyczuwając z pewnością insynuację pana Czwartego. Czyżby domyślał się prawdy? Pomimo całej swojej ohydy, sir Oswald nie wydawał się głupcem. - Martw się lepiej o to, żeby samemu dobrze wypaść. Ostatnio poradziłeś sobie z najwyższym trudem i tylko dzięki mojej pomocy.

- Czyż nie jesteś moją panią i małżonką, która powinna otaczać opieką swego oddanego i posłusznego męża?

Hrabia wykonał kolejny popisowy ukłon, nie kryjąc już tym razem ironii. Marcus doznał gwałtownego uczucia wstrętu i nienawiści. Z trudem powstrzymywał się, by nie wtrącić się do tej budzącej odrazę rozmowy. Rozmowy dwojga morderców, ubranej w słowa dwornej konwersacji.

- Do rzeczy, panie i mężu. Oto twój gość.

Na skinienie księżnej pozostały w pomieszczeniu strażnik zerwał kaptur i opończę więźnia, spod których istotnie ukazały się twarz oraz postać Aurory. Dziewczynę zakneblowano oraz skrępowano jej ręce na plecach. To zapewne tłumaczyło milczenie branki. A była zbyt dumna, by okazywać słabość bezsilnym miotaniem się w więzach i niezrozumiałymi jękami. Tylko oczy rzucały błyski, gdy rozglądała się po niezwykłym otoczeniu. Ku zdziwieniu Marcusa rozpuszczono jej wprawdzie włosy, ale nie okazała się naga. Nosiła elegancką, dworską suknię, której nie powstydziłaby się żadna ze szlachetnie urodzonych dam królestwa, a o której barbarzyńska dziewczyna z północy mogłaby tylko zamarzyć. Oczywiście, gdyby wiedziała, o czym marzyć powinna. I gdyby takie pragnienia wzbudzały odzew w jej sercu i duszy.

- Przyprowadziłaś tu kogoś innego niż zwykle. - Nawet sir Oswald wydawał się zaskoczony.

- To prawda, mężu. Trafiła się wreszcie okazja, by spełnić twoje największe pragnienie. Oto prawdziwa dama szlachetnej krwi, księżniczka Aurora, córka tana Arnolda, pana tych ziem.

- Jakaś przebrana, barbarzyńska dziewka – rzucił z rozczarowaniem pan Czwarty.

- Mylisz się, mężu i panie. Lady Aurora istotnie pochodzi z Północy, ale w jej żyłach płynie błękitna krew i potrafi posługiwać się mocą, o czym przekonałam się osobiście. Czyż nie takiej towarzyszki pragnąłeś od dawna? Ofiarowałam jej ten strój, by uczynić bardziej pożądaną w twoich oczach. I czyż nie wygląda w nim pięknie?

- Istotnie, pani i żono. Jeżeli to naprawdę dama szlachetnej krwi, to nigdy dotąd nie miałem takiego gościa. Bardzo ci dziękuję, naprawdę, jestem wdzięczny. A ty witaj w moich komnatach, Milady. - Hrabia ukłonił się raz jeszcze, ale ze zrozumiałych powodów nie doczekał się odpowiedzi. - Może zechcesz jednak pozwolić, by nasz gość poczuł się bardziej swobodnie? - zwrócił się tym razem do Lady Berengarii. - Nie wypada przyjmować w taki sposób damy.

- Jesteś pewien, sir Oswaldzie?

- Czyżbyś wątpiła w moje talenty, pani? Oczaruję lady Aurorę swoją służbą i gościnnością.

Na kolejne skinienie księżnej strażnik uwolnił usta dziewczyny od knebla, wiedźma powstrzymała go jednak tymczasem przed rozcięciem więzów na przegubach.

- Co to ma znaczyć? Nie licz na to, że przyjmę twoją nędzną propozycję i będę służyła ci niczym niewolna suka! - Dziewczyna nie zatraciła odwagi, temperamentu oraz cechującego ją, ostrego języka. - Powiedziałam to chyba jasno! Przekonasz się, że nic z tego nie będzie, nawet jeżeli ten tutaj przymusi mnie i zgwałci na twoich oczach. Znajdę sposób, zobaczysz! Niech zresztą spróbuje! Nawet gdy jestem związana, nie pójdzie mu łatwo!

- To ty przekonasz się, księżniczko, że potrafię przeprowadzić moje plany, na czymkolwiek by polegały. Panie mężu, czy na pewno chcesz, by uwolnić jej ręce?

- O tak, bardzo na to nalegam. Ostatecznie, nie co dzień mam okazję przyjmować prawdziwą damę. Nie wątpię, że doceni moje gorliwe starania. Ty również, Dostojna Pani, mam taką nadzieję.

- Jak sobie życzysz, sir Oswaldzie.

Lady Berengaria osobiście otworzyła kluczem drzwi w przegrodzie. Na jej milczący, wydany gestem dłoni rozkaz strażnik ustawił odpowiednio Aurorę, rozciął krępujące ją więzy i zdecydowanym ruchem wepchnął dziewczynę do kwatery pana Czwartego. Nieprzyzwyczajona zapewne do wymuszających dystyngowany sposób poruszania się, eleganckich szat, potknęła się i omal nie upadła. Księżna pospiesznie zamknęła drzwi i przekręciła klucz w zamku.

- To bardzo miło z twojej strony, piękna pani, że zechciałaś dotrzymać mi towarzystwa.

Hrabia uśmiechnął się szeroko. Marcus przypomniał sobie słowa Lady Berengarii, iż jej obłąkany małżonek marzy o dostaniu w swoje ręce prawdziwej pani błękitnej krwi. Dotychczas musiał zadowalać się dziewkami z ludu albo barbarzyńskimi brankami, a teraz oto trafiła mu się wreszcie okazja zaspokojenia chorych pragnień. Aurora nie była może wytworną damą z Królestwa, ale niewątpliwie potrafiła posługiwać się magią, a to oznaczało, że w jej żyłach musiała płynąć błękitna krew, skądkolwiek wzięłaby się na tym północnym odludziu. Elegancka toaleta miała zapewne wzmacniać to przekonanie pana Czwartego i dodatkowo pobudzać jego żądze. Po ich krwawym zaspokojeniu tym lepiej usłuży księżnej. A on sam przekona się, w jaki sposób wiedźma potrafi pozyskiwać moc, gdy pewien krnąbrny młodzieniec nie staje na wysokości zadania.

- Trzymaj z daleka swoje brudne łapy, kundlu. Nie pójdzie ci łatwo, a nawet jeżeli mnie zgwałcisz, to zabiję cię, gdy tylko posiądę moc. I ona nie zdoła w tym przeszkodzić!

- Auroro, to nie tak! On nie chce cię zgwałcić. A przynajmniej nie tylko o to mu chodzi! - Marcus teraz dopiero zdołał wyrzucić z siebie jakieś słowa.

- Może zamierzasz mu pomóc? Albo na wszelki wypadek też ustawisz się w kolejce? Żeby Wilczyca miała pewność? Tylko co na to powie jej krwawy pomiot? Bo wy obydwaj służycie tym dwóm sukom niczym psy, ale ja na pewno nie będę!

- Auroro, on chce cię zabić! A ona na to pozwoli, żeby podniecić chore żądze tego szaleńca! Przecież nawet nie zdjęła mu ochraniacza!

- Zabić? Ale przecież wtedy... W jaki sposób...

Niestety, ostrzeżenie przyszło za późno. A nawet gorzej, odwróciło uwagę dziewczyny. Autentycznie zaskoczona słowami Marcusa, spuściła na moment z oczu pana Czwartego. Wykorzystał tę okazję i rzucił się na nią bez chwili zwłoki. Tym razem nie zamierzał ryzykować ani bawić się w przeciąganie dworskich zabaw. Silny cios pięścią powalił na wpół ogłuszoną Aurorę na podłogę. Sir Oswald zaczął szarpać i zdzierać jej strojną suknię. To dało dziewczynie odrobinę zwłoki. Odzyskała przytomność umysłu i uwolnioną od krępującej ruchy materii bosą stopą zdołała kopnąć hrabiego. Odskoczyła, półnaga, nadal na czworakach. Sir Oswald poderwał się i ruszył za swoją ofiarą, starając się zapędzić Aurorę w kąt celi.

- Nie dotykaj mnie! Przysięgam, zabiję cię!

Nie mógł na to patrzeć. Nie po raz drugi. Wbił się twarzą i dłońmi w pręty przegrody. Nie musiał niczego sobie wyobrażać, o niczym myśleć. Moc sama wzięła go w posiadanie. Ognista kula pojawiła się znikąd na środku komnaty sir Oswalda. Potężna i pełna żaru. Bez porównania silniejsza od tej, którą udało mu się stworzyć poprzednim razem. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, zanim on sam mógł wykrzesać jakąkolwiek przytomną myśl, ogień runął na pana Czwartego. Zwyrodnialec zdołał tylko przeraźliwie wrzasnąć w chwili, gdy ogarniały go płomienie. I tak umarł zbyt szybko. Na podłogę upadły zwęglone resztki ciała. Podłogę, która też zajęła się ogniem. Główna siła magicznego ciosu uderzyła jednak w ścianę wozu, przy której stał akurat sir Oswald. Grube, dębowe drewno również nie oparło się mocy. I to uratowało ich wszystkich. Ognisty podmuch wybił wielką dziurę, wyładowując swoją potęgę na zewnątrz. Z obozu dobiegły krzyki i rżenie przerażonych koni. Zmagając się z osłabieniem, spowodowanym zarówno użyciem magii jak i wszechobecnym żarem oraz dymem ujrzał, że Aurora nie straciła głowy. Uwolniona szczęśliwie od krępującej ruchy sukni, rzuciła się w wypalony otwór i zniknęła w zapadłych po piekielnej eksplozji ciemnościach.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    "piękna pani, że zechciałaś dotrzymać mi towarzystwa. Hrabia uśmiechnął się szeroko." - Chyba coś ci tu uciekło

    Odcinek świetny
    Podobała mi się ironia Pana Czwartego i jego śmierć - choć mógłbyś ją dokładniej opisać - wiesz o zapachu mięsa, włosów, bulgoczącej krwi itd. - śmierć miła - ale mało satysfakcjonująca
    Tym razem Marcus się chyba nie wymknie - nie wierzę by Wiedźma uwierzyła, ze Aurora miała w sobie jeszcze trochę mocy - przecie umiała rozpoznać czy miała ją jej córka.
    Ciekawy jestem, jak to dalej poprowadzisz
    5
    Pozdrawiam
  • Nefer 3 miesiące temu
    Edytor portalu skasował z sobie znanych powodów zaznaczenie nowego akapitu, co stworzyło zbitkę złożoną z wypowiedzi hrabiego oraz następującej po niej narracji. Poprwawiłem "ręcznie" i mam nadzieję, że tak już zostanie. Dzięki.
    Opisując śmierć zwyrodnialca (jak najbardziej zasłużoną, moim zdaniem) starałem się unikać epatowania dosadną brutalnością. Żar był zresztą bardzo silny i powinien załatwić sprawę szybko, może zbyt litościwie w tym przypadku, przyznaję.
    Kwestię czy księżna zorientuje się w zdolnościach Marcusa, pozostawiam tymczasem w zawieszeniu. Postaram się rozwiazać ją w zgodzie z jej obrazem, jako osoby inteligentnej i przebiegłej.
    Pozdrawiam
  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    Nefer
    Chodziło mi bardziej o poetycki opis
    Nie zawsze się udaje - ale czasem - jak najbardziej
    W mojej starej serii mi się udało taki wstęp dać: http://www.opowi.pl/melodia-wojny-a46010/
    Spokojnie - to żaden spoiler
    :)
    Pozdrawiam
  • Nefer 3 miesiące temu
    Kapelusznik Dobry ten opis, dynamiczny i dramatyczny. Dopracowany również pod względem językowym. Tyle, ze u mnie nie było bitwy, raczej coś w rodzaju egzekucji. Ale ok., każdy z nas moze widzieć to inaczej.
  • Pontàrú 2 miesiące temu
    Uhuhu, ale akcja!
    Tekst jak zwykle poprawny pod kątem językowym i stylistycznym, a cała sceneria dobrze opisana. Widać chęć ostrego zaognienia akcji i dobrze, bo historia dzięki temu będzie się znaczniej rozbudowywać. Ode mnie 5 :)
  • Nefer 2 miesiące temu
    Akcja przyspieszyła w tym odcinku, przechodząc do kolejnego zwrotu, zgodnie z zamiarem stopniowania napięcia oraz otwierania nowych możliwości fabularnych. Używając w ten sposób mocy, Marcus stworzył nową sytuację. Oczywiście, pojawią się konsekwencje jego czynu (logiczne, mam nadzieję). Zareagował emocjonalnie. Trudno się jednak chłopakowi dziwić, że widząc, co się dzieje, postąpił tak, a nie inaczej.
    Pozdrawiam
  • krajew34 2 miesiące temu
    Jeszcze nigdy nie cieszyła mnie tak śmierć jakieś postaci. Interesujący zwrot akcji.
  • Nefer 2 miesiące temu
    A ja uśmiercilem sir Oswalda z prawdziwa satysfakcja, niech mi Dobra Bogini wybaczy. 😈

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania