O świecie, który zniknął - Rozdział V

AURA — ROK WODY — ERA MROKU — SZMARAGDOWE KRÓLESTWO/PYRE

 

— Nix! — Usłyszałam znajomy głos Erisa. — Nix! — nawoływał.

 

Poczułam nadzieję, która natychmiast mnie wypełniła. Może nadal miałam szansę uwolnić się od nieznajomego?

 

Odpychając się łokciami i kolanami, podjęłam kolejną próbę zrzucenia z siebie napierającego Khaay'a.

 

— Spokojnie — szepnął, używając więcej siły, by mnie powstrzymać.

 

— Eris! — krzyknęłam najgłośniej jak potrafiłam.

 

Czarnowłosy prychnął niezadowolony, gdy zza drzewa wyłonił się blondyn. Udało mi się unieść głowę na tyle, by zobaczyć jego bladą twarz, umazaną we krwi, którą powoli zmywał deszcz.

 

Eris zastygł w miejscu, spoglądając to na mnie, to Khaay'a, próbując zrozumieć sytuację.

 

— Chyba za wcześnie odwołałem Demony — westchnął Khaay, wstając. — No nic...

 

Zanim zdążyłam zrozumieć jego zamiary, znalazł się już przed Erisem, wymierzając cios prawą ręką, jednak blondyn zwinnie umknął. Kolejny atak nastąpił szybciej, niż mogłabym się spodziewać i tym razem trafił.

 

Wiedziałam, że chłopak nie ma szans z wrogiem, który zdążył już zademonstrować mi swoją siłę.

 

Musiałam mu jakoś pomóc.

 

Zaczęłam się rozglądać za przedmiotem, który mógłby mi posłużyć jako broń, ale jedynym, co znajdowało się wokół, były kamienie i liche patyki.

 

Z trudem udało mi się podnieść. Wzięłam głęboki wdech, próbując po raz kolejny skorzystać ze swoich mocy i ucieszyłam się jak nigdy dotąd, gdy woda zareagowała. Ale jak mogłam ją wykorzystać, by pomóc?

 

Czarnowłosy powalił Erisa na ziemię, gotowy zakończyć tę jednostronną walkę.

 

Nie miałam czasu na dalsze zastanawianie się. Wyciągnęłam przed siebie drżącą dłoń. Widziałam, jak agresor sięga po leżący nieopodal kamień, jednak nim zdążył opuścić rękę, jego ciało zesztywniało.

 

Poczułam obrzydliwe uczucie, mając świadomość tego, że kontroluję jego ciało niczym marionetkę. On natomiast próbował się z tego oswobodzić, jednak tym razem jego siła okazała się niewystarczająca.

 

— Mój błąd — mruknął, by po chwili rozpłynąć się w powietrzu, zostawiając mnie i ledwie przytomnego Erisa w konsternacji.

 

Wciąż gotowa do ataku rozejrzałam się dookoła, jednak niczego nie dostrzegłam. Zostaliśmy sami.

 

— Gdzie on się podział? — jęknął chłopak, trzymając się za obolały policzek.

 

— Zniknął — odparłam cicho, wpatrując się w głąb lasu spowitego ciemnością.

 

Chwilowa ulga rozeszła się po moim ciele wraz z myślą, że to już koniec. Dopiero krew na ubraniach Erisa przypomniała mi o Demonach, które wtargnęły do sierocińca. Musiał zrozumieć, o czym myślałam, bo od razu powiedział:

 

— Demony odeszły.

 

— A dzieci? — Popatrzyłam na niego z nadzieją.

 

Uciekł wzrokiem, sprawiając tym samym, że mój żołądek się ścisnął.

 

— Chodź... — Wstał z mokrej trawy. — Może twoja magia się przyda.

 

Skierował się w stronę budynku, upewniając się, że za nim podążam.

 

Te słowa mnie pocieszyły. Skoro mogłam się przydać, znaczyło to, że przeżyli. Przyspieszyłam kroku, by dogonić chłopaka.

 

Cały zapał opuścił mnie, gdy tylko stanęliśmy przed zniszczonymi, drewnianymi drzwiami, które ukazywały to, co znajdowało się w środku. Widok krwi, powoli zasychającej na starych dywanach, przyprawił mnie o mdłości.

 

Chociaż wiedziałam, że powinnam, nie potrafiłam się zmusić do przekroczenia progu.

 

— Pośpiesz się — polecił chłopak, wchodząc do środka.

 

Zacisnęłam pięści i małymi krokami poszłam za nim. Z całych sił próbowałam się nie rozglądać, pozwalając, by to on zaprowadził mnie, gdzie trzeba. Kątem oka zobaczyłam porozwalane meble w pokoju dziennym, a gdy skierowałam tam spojrzenie, dostrzegłam parę stóp wystających zza przewróconego fotela. Chciałam się tam udać, jednak chłopak złapał mnie za ramię, kręcąc głową.

 

Rozumiejąc, co chce mi przekazać, siłą woli ledwo odparłam cisnące się do oczu łzy.

 

Nie puścił mnie. Zaciągnął za to na górę, do sypialni.

 

Schody były śliskie od krwi, co utrudniało nam wejście. Gdzieniegdzie mogłam dostrzec ślady małych dłoni.

 

Do większości pokoi nawet nie zajrzeliśmy. Eris dokładnie wiedział, dokąd mieliśmy iść, jednak niekiedy przez uchylone drzwi widziałam ciała najmłodszych dzieci.

 

— Manri... — Usłyszeliśmy zachrypnięty szept.

 

Pociągnęłam Erisa za przemoczoną bluzkę, nakazując mu się zatrzymać, co niechętnie zrobił.

 

— To głos Rikiego! — powiedziałam pospiesznie, rozglądając się. — Rika!

 

Eris nie poszedł za mną, gdy weszłam do pomieszczenia, z którego dochodził głos. Stał na korytarzu, wbijając spojrzenie w podłogę.

 

— Manri...

 

Mój wzrok padł na chłopca leżącego na ziemi. Szybko do niego podeszłam, zamierzając go czym prędzej uleczyć. Gdy znalazłam się wystarczająco blisko, zobaczyłam, że dolna część ciała dziecka została oderwana od reszty.

 

Zakryłam dłonią usta, powstrzymując odruch wymiotny.

 

— Manri...

 

— Rika... — jęknęłam.

 

— Nix... — Doszedł do mnie cichy głos Erisa, który stanął za mną.

 

Położył mi rękę na ramieniu, chcąc odciągnąć od gasnącego w oczach dziecka.

 

— Muszę mu pomóc! — Próbowałam go odtrącić, ale mi na to nie pozwolił. — Muszę...

 

Nie dokończyłam. Słowa nie potrafiły się przedostać przez gulę ściskającą gardło. Zaczęłam leczyć chłopca, a ciepłe łzy raz po raz spływały mi po twarzy, dołączając do niewielkiej ilości wody, która otaczała moje palce.

 

— Nix — zawołał mnie ponownie, trochę ostrzej. — Spójrz na niego — polecił. — On już nie żyje.

 

Gdy spojrzałam na twarz Rika, poczułam zimny dreszcz, przebiegający po plecach. Puste spojrzenie dziecka było wbite prosto we mnie.

 

— Chodź.

 

Tym razem nie próbowałam walczyć. Pozwoliłam Erisowi zaprowadzić się tam, gdzie mogłam naprawdę pomóc. Wszystko widziałam jak przez mgłę, a w głowie rozbrzmiewało mi tylko jedno słowo.

 

Dlaczego?

 

Dlaczego te wszystkie dzieci musiały ucierpieć? Żadne z nich nie było magiem. Demony nie miały powodu, by je skrzywdzić, a mimo to...

 

— Przyprowadziłem pomoc.

 

Wyrwana z myśli, rozejrzałam się po pokoju. Była to moja sypialnia, a w niej znajdowało się niewiele osób. Czyli jednak komuś udało się przeżyć...

 

— Musisz im pomóc — powiedział do mnie, popychając delikatnie w stronę ocalałych.

 

W odpowiedzi jedynie skinęłam głową.

 

Arii leżała na łóżku. Jej biała dotąd sukienka była teraz przesiąknięta krwią. Skóra dziewczyny przypominała papier, a oddech był płytki. Prócz niej w pokoju siedziała jeszcze dwójka dzieci. Tylia i Olien, sześciolatki. Eris podszedł do nich, próbując je uspokoić.

 

Ja natomiast usiadłam obok dziewczyny.

 

— Nix... — Jej głos był ledwo słyszalny.

 

— Cicho... Już się tobą zajmę — powiedziałam najspokojniej, jak potrafiłam.

 

Uniosłam dłoń nad jej brzuchem i korzystając z niewielkiej ilości wody, znajdującej się w moich ubraniach, zaczęłam leczyć jej rany.

 

Wpatrywała się w moją twarz, uważnie mi się przyglądając.

 

Zacisnęłam usta, wiedząc, że zaraz zada pytanie.

 

— Jesteś Magiem — stwierdziła w końcu.

 

Nie brzmiała na zaskoczoną, jakby się tego spodziewała, jednak ton jej głosu skrywał oskarżającą nutę, przez którą poczułam bolesne ukłucie w piersi.

 

— Tak — potwierdziłam, przełykając ciężko ślinę.

 

Już więcej ani się nie odzywała, ani na mnie nie patrzyła, zostawiając mnie samą z własnymi myślami.

 

To ja byłam winna temu, co tu zaszło. To moja magia przyciągnęła Demony. Gdybym odeszła wcześniej... Nikt nie musiałby zginąć.

 

Chciałam wierzyć, że było inaczej. Chciałam obwiniać za to wszystko Khaay'a. Ale nie potrafiłam. Bo prawda była taka, że mogłam temu zapobiec.

 

— Przepraszam — mruknęłam ledwo słyszalnie.

 

Przygryzłam wargę tak mocno, że poczułam metaliczny posmak krwi. Chciałam chociaż na chwilę pozbyć się kłującego w piersi bólu.

 

— Przepraszam... — powtórzyłam.

 

Nikt nie odpowiedział. Zapadła cisza, przerywana jedynie ponurym dźwiękiem szarpanych wiatrem okiennic.

 

***

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • szopciuszek 4 miesiące temu
    "Poczułam obrzydliwe uczucie, mając świadomość tego, że kontroluję jego ciało niczym marionetkę" - poczulam/uczucie zbyt blisko. Można dać: "Z obrzydzeniem uświadomiłam sobie"

    "On natomiast próbował się z tego oswobodzić, jednak tym razem jego siła okazała się niewystarczająca" - wystarczy: "Próbował się oswobodzic, jednak..."

    "— To głos Rikiego! — powiedziałam pospiesznie, rozglądając się. — Rika!" - z tego co rozumiem Rika to imię chłopca, więc powinno chyba być: "To głos Riki!"

    "Była to moja sypialnia, a w niej znajdowało się niewiele osób" - lepiej "zaledwie parę osób/garstka domowników" albo "lecz nie znajdowało się tam wiele osób"

    "— Cicho... Już się tobą zajmę —" - "Już się toba zajmuję" albo "Zajmę się tobą"

    "Wpatrywała się w moją twarz, uważnie mi się przyglądając." - wpatrywanie zakłada, że uważnie się jej przygląda, więc wybrać jedno z dwóch ;)

    "kłującego w piersi bólu." - kłującego bólu w piersi

    Akapity jak zwykle się rozjechały, ale może to wina programu, nie wiem.

    Czesto też pojawia się "jej" np. "leczyc jej rany". Wystarczy "leczyć rany".

    "— Manri...

    — Rika... — jęknęłam.

    — Nix... — Doszedł do mnie cichy głos " - nagromadzenie imion daje trochę komiczny efekt, a chodzi raczej o coś odwrotnego, ale może się czepiam ;)

    Szybko się akcja potoczyła, tzn. dopiero co weszły demony, ona jeszcze przed chwilą słyszała krzyki, a tu demonów już nie ma. Może wynika to z tego, że przywołanie demonów na długi czas jest męczące dla przywolujacego, ale tyle jeszcze o świecie nie wiemy.
    Też to, że rozpłynął się w powietrzu wydaje mi się odrobinę za szybkie. Nie wiem czy dokładniejszy opis, by pomógł.

    No to mamy zawiązanie akcji ;)

    Zobaczymy jak to będzie dalej, czy nasza bohaterka się rozwinie. Gdyby tylko postacie były bardziej wyraziste... Jak już mówiłam to pierwsza moja seria, którą czytam, więc zostanę z Tobą na dobre i złe ;)

    Piszesz starannie, widać, że chcesz wszystko dokładnie opisać i nie idziesz na skróty. To się chwali :)

    I przepraszam za długi komentarz.
    Pisz, ćwicz, rozwijaj się!
  • Nefer 3 miesiące temu
    No i wydało się, że jest magiem. Zadziwia mnie tylko trochę, że nie przechodząc żadnego szkolenia (a przecież istnieje akademia dla magów) bohaterka potrafi leczyć rozległe obrażenia. Napisane sprawnie, starasz sie oddać wstrząs i rozpacz bohaterki.
    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania