Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Obrazki z wystawy - Odsłona XI

Korytarz

 

… Ten cholerny pot...

Anka idzie w milczeniu. Oddycha głośno, raz po raz ocierając spoconą twarz. Mokre włosy okleiły jej czoło i policzki. Wygląda to całkiem seksownie.

Wysilam resztki dobrego humoru, ale to nie pomaga. Zaczynam mieć dosyć. Dzisiejszy dzień dał mi w kość. Czuję to w każdym mięśniu, w każdej komórce mózgu, w każdym nerwie. Coś zaczyna we mnie wyć, coraz głośniej i głośniej.

Stella się nie odzywa. Wpatrzona w podłogę, idzie za nami noga za nogą... Nie, lepiej będzie: „wlecze się za nami”; do tego pociąga nosem. Płacze? Może to od tego smrodu?

Trup Szymona coraz bardziej śmierdzi i ciąży. Trudno było wywlec go z salonu, potem ledwo daliśmy radę na schodach do piwnicy; teraz niby jest prosto i równo, ale my z kolei jesteśmy coraz bardziej wykończeni.

— Nie mogę – jęczy moja siostra – zrzygam się zaraz. Stańmy na chwilę.

Nie czeka, co odpowiemy. Noga Szymona z głuchym łomotem ląduje na posadzce. Anka opiera się o ścianę. Zakrywa dłońmi twarz.

— Chce mi się pić... – mruczy.

— Po co stanęłaś? Tu nie ma powietrza – odzywa się ponuro Stella. – Nie ma wentylacji, dlatego jest tak gorąco.

Anka chyba na to czekała, bo natychmiast wybucha:

— W dupie mam gorąco! Czy ty musisz być zawsze taka mądra?! Wszystko-kurwa-wiedząca?!

Przyglądam jej się trochę zaskoczony. Nigdy nie przepadała za Stellą. Zawsze traktowała ją z dystansem, różniło je absolutnie wszystko; jedna dzika i nieobliczalna, druga – dobrze ułożona nestorka. Nie było szans na porozumienie.

— Już niedługo – mówię nieśmiało korzystając z chwili ciszy.

Stella lekko się uśmiecha. Anka patrzy na mnie z niepokojem.

— A coś ty się zrobił taki drętwy? – mówi zaczepnie. – Pocieszyć mnie chcesz?! To zrób coś z tym odorem, z tym jego gównem!

Jej oczy są w tej chwili tak czarne, jakby mieszkał w nich sam Lucyfer.

— Ja się zaraz zrzygam! – krzyczy mi w twarz.

Zaciskam pięści, ale powstrzymuję wybuch agresji. Już dzisiaj prawie ją skrzywdziłem. Jest zmęczona, jak ja; to dlatego. Zamykam oczy. Próbuję rozpaczliwie pozbierać resztki spokoju. Serce wali, jak na trwogę. Nie jest dobrze, ale może dam radę nie eksplodować. Nie wiem, czy to dobry moment; mimo to pytam wprost:

— Skąd Szymon wie o Naszbuku?

Siostra spogląda na mnie z politowaniem.

— Poprawka – mówi spokojnie, choć bardzo dobitnie – w i e d z i a ł. Teraz jest trupem. O trupie mówi się „był”.

— Ok! – Macham ręką na znak, że mi to zwisa. – To skąd wiedział? Skąd znał imię?

— Bo Naszbuk go wybrał, jak mnie. I ciebie... I tą... Ją. Stellę.

Nie do końca wszystko do mnie dociera. Słyszę, jak przez grubą ścianę; moja zaskoczona świadomość to ta ściana. Co to znaczy – wybrał?

— Wyjaśnisz mi to? – moje pytanie brzmi, jak w jakimś serialu-tasiemcu. Chciałem zabrzmieć stanowczo, wyszło chyba sztucznie.

— Tu nie ma co wyjaśniać. – Anka wzrusza ramionami i znowu przeciera spoconą twarz. – Naszbuk wybrał Szymona na twoje miejsce. Ochrzcił, powierzył zadanie, rozumiesz. Wszystko się posypało i teraz jesteśmy tutaj z jego trupem.

Mam wrażenie, że bardzo podoba jej się słowo „trup”, wymawia je w bardzo szczególny, dosadny sposób; to „rrr” dosłownie gra w jej ustach.

— Konkretnie – dociekam dalej, nie kryjąc irytacji – co się posypało? Bo ja dalej nie jestem w temacie!

— Kuźwa, tobie to trzeba chyba ręcznie tłumaczyć! – Pokazuje mi pięści na potwierdzenie swojego stwierdzenia i posyła druzgoczące spojrzenie. – Szymon miał cię wymienić! Na siebie! Teraz jesteś w temacie?!

— Czyli, co miał konkretnie zrobić ze mną? – głos mi drży, bo już chyba znam odpowiedź, choć trudno w nią uwierzyć.

— Jezu! – Siostra wznosi wzrok ku ceglanemu sufitowi.

Jezu? Chyba Naszbuku, myślę w tej samej chwili.

— Szymon miał cię wyeliminować z naszego stadka. – głos Anki zgniata wszystkie moje nadzieje. – Pewnie zaraz zapytasz, dlaczego, to ci od razu powiem. Dlatego, że pozbyłeś się moich trzech facetów, a do Stelli nie czujesz mięty. A ona pojawiła się po to, żebyś się w niej zabujał, jak na faceta przystało i zaczął myśleć penisem. Ale ty nie myślisz penisem i się nie zabujałeś, i załatwiłeś trzech oblubieńców, z którymi miałam tworzyć rasę wyznawców, więc Naszbuk uznał cię za zagrożenie. Nadążasz? Skutkiem tego „uznania”, miałeś zostać bezzwłocznie skasowany. Już jesteś w temacie?! – Kończy zaczepnie i wbija we mnie sztywny, zimny wzrok.

Próbuję tego nie zauważyć. Moje myśli są intensywnie szybkie: Ten Naszbuk, to jakaś, kurwa, mafia! Zabić, wymienić, wyruchać, co jest?! A, co Stella na to? Dlaczego się nie odzywa?! Wiedziała?!

— Wiedziałam. – Dociera do mnie jej spokojny głos. – Miałam odciągnąć cię od Anki i przerwać wasze chore relacje. A ona miała oddać się oblubieńcowi.

Powinienem chyba czuć zaszczucie, czy coś... Nic takiego się nie dzieje. W głowie, w żyłach tętni trzy tony wpompowanej nagle adrenaliny. Rozsadza mnie to od środka, chce mi się mordować i rozszarpywać. Spisek, zmowa, zdrada, kotłowanina bezsensownych myśli; mój mózg chyba tego nie wytrzyma. One są tak podle zimne! Tylko kobiety to potrafią! Muszę się natychmiast uspokoić! Nie mogą nic zauważyć. Trzęsą mi się ręce, głos też pewnie nie zabrzmi teraz dobrze... opanować się! O p a n o w a ć ciało! U s p o k o i ć umysł! T e r a z! Biorę głęboki wdech.

— Jesteśmy w połowie drogi. – Staram się wymawiać słowa jak najwolniej, jak najspokojniej. – Żarówki masz co dziesięć metrów, pamiętasz? Przed nami są jeszcze trzy, zobacz ile zostało z tyłu i skończ jęczeć.

Nigdy chyba nie widziałem tak zaskoczonej siostry. Być może spodziewała się z mojej strony histerii, może ataku szału, a tu... Całkowita zmiana tematu rozłożyła ją na łopatki. Na Stellę wolę nie patrzeć, bo nie wiem czy wystarczy mi sił. Moje emocje szaleją, ale muszę skupić się na czymś innym.

Korytarz ma dokładnie osiemdziesiąt dwa metry (pytałem kiedyś ojca); prowadzi do domku w głębi ogrodu. Ściany z sufitem są z surowej cegły. Dawniej nie było nawet posadzki; szło się po jakimś gołym betonie. Przy każdym kroku unosił się pył. Po wyjściu z korytarza miało się całkiem siwe nogi, a potworny kaszel mało człowieka nie zadusił. Dwa lata temu ojciec puknął się w końcu w głowę, po którym to puknięciu położył na całej długości terakotę. Szarpnęło go to potężnie po kieszeni, ale gdyby tego nie zrobił, nie wiem jak wyglądalibyśmy dziś, ciągnąc tego śmierdzącego nieboszczyka.

Plan wymyśliliśmy banalny. Matka zgromadziła w domku cała masę stretchu. Potrzebny był jej do jednego z pomysłów na biznes. Pomysł, oczywiście, nie wypalił, ale stretch został. Mieliśmy owinąć nim Szymona wzdłuż i w szerz, a po tym wrócić do domu, żeby ogarnąć chociaż trochę cały bałagan. Kiedy byłoby już ciemno, chcieliśmy zakopać zwłoki w ogrodzie. Proste? I to jeszcze jak!

Zbieram w sobie ostatek sił.

— Dawaj, Anka! – mówię prawie rozkazująco. – Jeśli tu zaśniemy, to już się nie obudzimy.

— Nie pierdol mi tu teraz... – Siostra bardziej wzdycha niż mówi. – Ale masz rację, chodźmy stąd wreszcie.

— Pomogę wam – wtrąca Stella.

— Nie! Ty w żadnym razie! Ty jesteś ta mądra, nie wolno ci pracować.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 10

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • motomrówka 4 miesiące temu
    Gdzie się podziały flaki? Smród i gówno zostawiłeś bez flaków? Na razie oceny bez. Myślę.
  • Adam T 4 miesiące temu
    Flaki na dłuższą metę mogą się przejeść. Wyczuwam złośliwca:) Nos mam dobry?
  • motomrówka 4 miesiące temu
    Jam nie Babinicz...
  • motomrówka 4 miesiące temu
    Jam Kmicic. Niech tam, dam ci 5.
  • Adam T 4 miesiące temu
    motomrówka Ran twych nie godnym całować:) Dzięki za ocenę:)
  • Ewcia 4 miesiące temu
    Poproszę więcej flaków i krwi w kolejnym opowiadaniu.Daję 5
  • Adam T 4 miesiące temu
    Jezu, co Wy z tymi flakami? :) Przeterminowanym flakom mówimy NIE:) Podzięki za 5:)
  • Nuncjusz 4 miesiące temu
    Flaki to moje ulubione danie - im bardziej przeterminowane tym szlachetniejszy smak mają
  • Nuncjusz 4 miesiące temu
    ...i bukiet!
  • Adam T 4 miesiące temu
    Nuncjusz No, następny! :) Flaki, prawdę mówiąc, też lubię, byle nie z olejem:)
  • Adam T 4 miesiące temu
    Nuncjusz Bukiet to raczej dla mrówki:)
  • motomrówka 4 miesiące temu
    Adam T, w sumie lubię kwiaty, ale wolę piwko... i bez całowania.
  • Ashley 4 miesiące temu
    Wow! Daję 5!
  • Adam T 4 miesiące temu
    Dzięki:) A dlaczego aż Wow?
  • Dimitria 4 miesiące temu
    Zarówno w tej części jak i poprzednich świetnie poprowadziłeś dialogi, takie naturalne i oddające charakter postaci. Opisy flaczków, gówna, trupów i innych przeapetycznych rzeczy - świetne, już czułam jak w pokoju śmierdzi tym trupem.
    I Anka - moja ulubiona postać, ma kobita gadane ;) Wielka piąteczka ode mnie!
  • Adam T 4 miesiące temu
    Szybko Ci poszło:) Ogromne dzięki:) Mam nadzieję, że pozostałe odsłony ( a jest ich już mało ) też Ci się spodobają:) Pozdrawiam :)
  • Śpioch 4 miesiące temu
    To Ty na avatarze?
  • pasja 4 miesiące temu
    Czytam bo jestem nowa, jak "dojdę" do końca to się odsłonię
  • katharina182 4 miesiące temu
    Super. Mam takie dziwne wyrażenie że ta odsłona była nieco "spokojniejsza" ale i tak bardzo mi się podobało.
    Opisy jak zwykle- bajka; ) potrafisz uruchomić u mnie wyobraźnię.
    oczywiście5
  • Adam T 4 miesiące temu
    Serdecznie dziękuję :) zawsze mi się wydaje, że nie piszę dość obrazowo.
  • KarolaKorman 4 miesiące temu
    To się wszystko albo prawie wszystko wyjaśniło :) 5 :)
  • Adam T 4 miesiące temu
    Spokojnie, jeszcze trochę wyjaśnień przed Tobą. Jutro kolejna odsłona. Dziękuję za ocenę i liczne komentarze:) Cieszę się, że zainteresowały Cie losy tej dzikiej gromadki:)
  • Adam T 4 miesiące temu
    Adam T Nieścisłości popoprawiam jutro, na spokojnie.

Napisz komentarz