Obrazki z wystawy – Odsłona XI

Korytarz

 

…Ten cholerny pot!

Anka idzie w milczeniu. Oddycha głośno, ocierając raz po raz spoconą, zaróżowioną twarz. Mokre włosy oklejają jej czoło i policzki. Wygląda to całkiem seksownie. Prawie czuję gorąco jej skóry; wiem, czego nie mogę teraz zrobić, chociaż bardzo chciałbym.

Zmuszam się do dobrego humoru, ale jest to piekielnie trudne; do tego w niczym nie pomaga. Dzisiejszy dzień dał mi w kość. Czuję to w każdym mięśniu, nerwie, w każdej komórce mózgu. Coś zaczyna we mnie jęczeć i drapać coraz głośniej, natarczywiej. Nie jestem ani grubo-skórny, ani odporny na drapanie, więc za niedługo mogę zacząć tracić kontrolę nad sobą. Dziewczyny jeszcze mnie takiego nie widziały; nie wiedzą, że powinny się zacząć bać – gdzie w tym humor?

Stella się nie odzywa, idzie za nami noga za nogą. Nie, lepiej będzie – wlecze się za nami; do tego pociąga nosem i patrzy w podłogę. Płacze? Wydaję mi się, że widzę łzy pod oczami; może to od smrodu? A może to też tylko pot?

Zapomniałem już jak piekielnie gorąco potrafi być w korytarzu, zwłaszcza latem, a mamy koniec lipca, wczesne popołudnie, powietrze na zewnątrz na pewno jest rozgrzane, falujące; kolejny, wyniszczający dzień upału. Sam nie wierzę, że w wieku szesnastu lat przeszkadza mi upał. Nienawidzę się pocić, a kiedy się pocę – nienawidzę nie móc się wykapać.

Trup Szymona coraz bardziej śmierdzi i ciąży. Trudno było wywlec go z salonu, potem ledwo daliśmy radę na wąskich schodach do piwnicy – coś w nim ciężko chrupnęło, kiedy mocowaliśmy się z ciałem na zakręcie, ale wcale przez to nie zrobił się lżejszy. Teraz niby jest prosto i równo, za to my jesteśmy coraz bardziej wykończeni.

— Nie mogę — jęczy siostra — zrzygam się zaraz. Stańmy na chwilę.

Nie czeka na odpowiedź. Noga Szymona z głuchym łomotem ląduje na posadzce. Anka opiera się o ścianę. Zakrywa dłońmi twarz.

— Chce mi się pić — mruczy.

— Po co stoimy? Tu nie ma powietrza — odzywa się ponuro Stella. — Nie ma wentylacji, dlatego jest tak gorąco.

Anka chyba na to czekała, bo natychmiast wybucha:

— W dupie mam gorąco! Czy ty musisz być zawsze taka mądra?! Wszystko-taka-kurwa-wiedząca?!

Przyglądam jej się trochę zaskoczony. Nigdy nie przepadała za Stellą. Zawsze traktowała ją z dystansem, różniło je absolutnie wszystko; jedna dzika i nieobliczalna, druga – dobrze ułożona nestorka. Nie było szans na porozumienie.

— Już niedługo — mówię nieśmiało, korzystając z chwili ciszy.

Stella lekko się uśmiecha.

— A coś ty się zrobił taki drętwy? — Anka patrzy na mnie zaczepnie. — Pocieszyć mnie chcesz?! To zrób coś z tym odorem, z tym jego gównem! — Jej oczy są w tej chwili tak czarne, jakby tonął w nich Lucyfer. — Ja się zaraz zrzygam! — krzyczy mi w twarz.

Zaciskam pięści, ale powstrzymuję wybuch. Już dzisiaj prawie ją skrzywdziłem. Jest zmęczona jak ja – to dlatego. Zamykam oczy. Próbuję rozpaczliwie zebrać resztki spokoju. Serce wali jak na trwogę. Nie jest dobrze, ale może dam radę jeszcze nie eksplodować. Nie wiem, czy to odpowiedni moment, pytam wprost:

— Skąd Szymon wie o Naszbuku?

— Poprawka — siostra mówi już spokojnie, choć bardzo dobitnie, gnojąc mnie wzrokiem — wiedział. Teraz to trup. O trupie mówi się „był”.

— Okej! — Macham ręką na znak, że mi to zwisa. — To skąd wiedział? Skąd znał imię?

— Bo Naszbuk go wybrał, jak mnie. I ciebie. I tą... Ją. Stellę.

Nie do końca wszystko do mnie dociera. Słyszę, jak przez grubą ścianę – moja zaskoczona świadomość to ta ściana. Co to znaczy „wybrał”?

— Wyjaśnisz mi to? — moje pytanie brzmi, jak w jakimś serialu-tasiemcu. Chciałem być stanowczy i dojrzały, wyszło chyba sztucznie.

— Tu nie ma co wyjaśniać. — Anka wzrusza ramionami i znowu przeciera spoconą twarz. — Naszbuk wybrał Szymona na twoje miejsce. Ochrzcił, powierzył zadanie; rozumiesz. Wszystko się posypało i teraz jesteśmy tutaj z jego trupem.

Mam wrażenie, że bardzo podoba jej się słowo trup, wymawia je w bardzo szczególny, dosadny sposób; to „rrr” aż gra w jej ustach.

— Konkretnie — dociekam dalej, nie kryjąc irytacji — co się posypało? Bo ja dalej nie jestem w temacie!

— Kuźwa, tobie to trzeba chyba ręcznie tłumaczyć! — Pokazuje mi pięści ustawione w gardę. — Szymon miał cię wymienić! Na siebie! Teraz jesteś w temacie?!

— Czyli, co miał konkretnie zrobić ze mną? — głos mi drży, bo już chyba znam odpowiedź, choć trudno w nią uwierzyć.

— Jezu! — Siostra wznosi wzrok ku ceglanemu sufitowi.

Jezu? Chyba Naszbuku.

— Szymon miał cię wyałtować z naszego stadka. — Anka burzy wszystkie moje nadzieje. — Pewnie zaraz zapytasz, dlaczego, to ci od razu powiem. Dlatego, że pozbyłeś się moich trzech oblubieńców, a do Stelli słabo czujesz miętę. A ona pojawiła się po to, żebyś się w niej bujnął, jak na faceta przystało i zaczął myśleć penisem. Ale ty nie myślisz penisem i się nie bujnąłeś, i załatwiłeś trzech facetów, z którymi miałam produkować nowych wyznawców, więc Naszbuk uznał cię za zagrożenie. Nadążasz? Skutkiem tego uznania miałeś zostać bezzwłocznie skasowany. Już jesteś w temacie?!

Moje myśli są intensywnie szybkie: Ten Naszbuk, to jakaś, kurwa, mafia!? Zabić, wymienić, wyruchać, co jest?! A co Stella na to? Dlaczego się nie odzywa? Wiedziała?!

— Wiedziałam — odpowiada spokojnie. — Miałam odciągnąć cię od Anki i przerwać wasze chore relacje. A ona miała oddać się tym mężczyznom.

Powinienem chyba czuć zaszczucie, czy coś; nic takiego się nie dzieje. W głowie, w żyłach, tętni trzy tony wpompowanej nagle adrenaliny. Rozsadza mnie to od środka, chce mi się mordować i rozszarpywać. Spisek, zmowa, zdrada, kotłowanina bezsensownych myśli; mój mózg chyba tego nie wytrzyma. One są tak podle zimne! Tylko kobiety to potrafią! Muszę się natychmiast uspokoić! Nie mogą nic zauważyć. Trzęsą mi się ręce, głos też pewnie nie zabrzmi teraz dobrze! Opanować się! Opanować ciało! Uspokoić umysł! Teraz! Biorę głęboki wdech.

— Jesteśmy w połowie drogi — staram się wymawiać słowa jak najwolniej, jak najspokojniej. Jezu, ileż to kosztuje wysiłku! — Żarówki masz co dziesięć metrów, pamiętasz? Przed nami są jeszcze trzy, zobacz ile zostało z tyłu i skończ jęczeć.

Nigdy chyba nie widziałem tak zaskoczonej siostry. Być może spodziewała się z mojej strony histerii, płaczu, może ataku szału; ta całkowita zmiana tematu rozłożyła ją na łopatki. Na Stellę wolę nie patrzeć, bo nie wiem, czy wystarczy mi sił. Moje emocje szaleją, ale muszę skupić się na czymś innym.

Korytarz ma dokładnie osiemdziesiąt dwa metry (pytałem kiedyś ojca), prowadzi do domku w głębi ogrodu. Ściany z sufitem są z surowej cegły. Dawniej nie było nawet posadzki – szło się po gołym betonie. Przy każdym kroku unosił się pył. Po wyjściu z korytarza miało się całkiem siwe nogi, a potworny kaszel mało człowieka nie udusił. Dwa lata temu ojciec puknął się w końcu w głowę, po którym to puknięciu położył na całej długości terakotę. Szarpnęło go to potężnie po kieszeni, ale gdyby tego nie zrobił, nie wiem jak wyglądalibyśmy dziś, ciągnąc tego smroda.

Plan wymyśliliśmy banalny. Matka zgromadziła w domku cała masę stretchu. Potrzebny był jej do jednego z pomysłów na biznes. Pomysł oczywiście nie wypalił, ale stretch został. Mieliśmy owinąć nim Szymona wzdłuż i w szerz, a potem wrócić do domu, żeby chociaż trochę ogarnąć cały bałagan. Kiedy byłoby już ciemno, chcieliśmy zakopać zwłoki w ogrodzie. Proste? I to jeszcze jak!

Zbieram w sobie ostatek sił.

— Dawaj, Anka! — mówię prawie rozkazująco. — Jeśli tu zaśniemy, to już się nie obudzimy.

— Nie pierdol mi tu teraz — siostra bardziej wzdycha niż mówi — ale masz rację, chodźmy stąd wreszcie.

— Pomogę wam — wtrąca Stella.

— Nie! Ty w żadnym razie! Ty jesteś ta mądra, nie wolno ci pracować.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • motomrówka 9 miesięcy temu
    Gdzie się podziały flaki? Smród i gówno zostawiłeś bez flaków? Na razie oceny bez. Myślę.
  • Adam T 9 miesięcy temu
    Flaki na dłuższą metę mogą się przejeść. Wyczuwam złośliwca:) Nos mam dobry?
  • motomrówka 9 miesięcy temu
    Jam nie Babinicz...
  • motomrówka 9 miesięcy temu
    Jam Kmicic. Niech tam, dam ci 5.
  • Adam T 9 miesięcy temu
    motomrówka Ran twych nie godnym całować:) Dzięki za ocenę:)
  • Ewcia 9 miesięcy temu
    Poproszę więcej flaków i krwi w kolejnym opowiadaniu.Daję 5
  • Adam T 9 miesięcy temu
    Jezu, co Wy z tymi flakami? :) Przeterminowanym flakom mówimy NIE:) Podzięki za 5:)
  • Nuncjusz 9 miesięcy temu
    Flaki to moje ulubione danie - im bardziej przeterminowane tym szlachetniejszy smak mają
  • Nuncjusz 9 miesięcy temu
    ...i bukiet!
  • Adam T 9 miesięcy temu
    Nuncjusz No, następny! :) Flaki, prawdę mówiąc, też lubię, byle nie z olejem:)
  • Adam T 9 miesięcy temu
    Nuncjusz Bukiet to raczej dla mrówki:)
  • motomrówka 9 miesięcy temu
    Adam T, w sumie lubię kwiaty, ale wolę piwko... i bez całowania.
  • Ashley 9 miesięcy temu
    Wow! Daję 5!
  • Adam T 9 miesięcy temu
    Dzięki:) A dlaczego aż Wow?
  • Dimitria 9 miesięcy temu
    Zarówno w tej części jak i poprzednich świetnie poprowadziłeś dialogi, takie naturalne i oddające charakter postaci. Opisy flaczków, gówna, trupów i innych przeapetycznych rzeczy - świetne, już czułam jak w pokoju śmierdzi tym trupem.
    I Anka - moja ulubiona postać, ma kobita gadane ;) Wielka piąteczka ode mnie!
  • Adam T 9 miesięcy temu
    Szybko Ci poszło:) Ogromne dzięki:) Mam nadzieję, że pozostałe odsłony ( a jest ich już mało ) też Ci się spodobają:) Pozdrawiam :)
  • Śpioch 9 miesięcy temu
    To Ty na avatarze?
  • pasja 9 miesięcy temu
    Czytam bo jestem nowa, jak "dojdę" do końca to się odsłonię
  • katharina182 9 miesięcy temu
    Super. Mam takie dziwne wyrażenie że ta odsłona była nieco "spokojniejsza" ale i tak bardzo mi się podobało.
    Opisy jak zwykle- bajka; ) potrafisz uruchomić u mnie wyobraźnię.
    oczywiście5
  • Adam T 9 miesięcy temu
    Serdecznie dziękuję :) zawsze mi się wydaje, że nie piszę dość obrazowo.
  • KarolaKorman 9 miesięcy temu
    To się wszystko albo prawie wszystko wyjaśniło :) 5 :)
  • Adam T 9 miesięcy temu
    Spokojnie, jeszcze trochę wyjaśnień przed Tobą. Jutro kolejna odsłona. Dziękuję za ocenę i liczne komentarze:) Cieszę się, że zainteresowały Cie losy tej dzikiej gromadki:)
  • Adam T 9 miesięcy temu
    Adam T Nieścisłości popoprawiam jutro, na spokojnie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania