Poprzednie częściObrońca prawa 1  

Obrońca prawa 2

No proszę, proszę. Cóż to moje oczęta za ujmujący serducho, widok ujrzały. Moja przyjaciółka z szeroko rozrzuconymi dłońmi wywijała jak ta lala. Chłopaczek - bo trudno nazwać go mężczyzną adekwatnym do naszego wieku – nadrabiał ruchami barków, które zapewne nabrały imponujących kształtów przy atlasie. Od czasu do czasu starał się dotknąć jej tali, ale przy tak narzuconym tempie przez Monikę, nie było mu to dane. I pomyśleć, że jeszcze kilka tygodni temu, siedząc w jej mieszkaniu doszła do dalece ferującego wniosku, że nasz czas minął. A wystarczyła wiadomość w RMF-IE, że nasza najlepsza tenisistka, Aga Radwańska, zakończyła karierę. Monia spojrzała na mnie ze strachem w oczach i wypowiedziała ni mniej, ni więcej takie zdanie: - „ Karola! Przecież to nasz rocznik. Jeśli ona już nie daje rady, to z nas, już są stare dupy.” Taa, kochana, właśnie teraz to widzę.

Gdy tak deliberowałam, nomen omen, właśnie muza Libera zaczęła się sączyć z głośników. I stało się, gdy doszło do: -„ ONE, TWO, THREE, FOUR!” – posłuchałam się i grzecznie zeskoczyłam z barowego krzesła. Nim Sylwia zaczęła: - „ Wrzućmy kolory naszych dni” – ja już rozpychałam się w kierunku środka. No jakby inaczej, jak się bawić to tak, by wszyscy widzieli. Nie będę walić ściemy, że alkohol nie był głównym prowodyrem mej nad wyraz brawurowej ścieżki zdrowia. Muszę się przyznać, że dawno tego nie robiłam, więc nawet nie wiem, czy było to na tyle do taktu, by komukolwiek zaimponować. Ale czy to ważne.

 

* * *

Wyszedłem w ciemną noc, by odetchnąć, nie mogąc sobie znaleźć miejsca w swoich czterech ścianach. Przeleciałem bowiem kilka kanałów w kablówce, poczytałem Whartona, przejrzałem pocztę, ale wciąż coś nie dawało mi spokoju. Nie wiedziałem w prawdzie gdzie podążę, postanowiłem tylko, że gdzieś ulokuje ten swój marazm. Niestety było za późno, by ktokolwiek mógł odwrócić moją uwagę, słyszałem tylko odbijające się w mijanych bramach, głębokim echem, swoje kroki. Co potęgowało wrażenie osamotnienia, uczucia, które czasem mnie dopadało w najmniej odpowiednich momencie, jak dziś. Po drugiej stronie ulicy, dojrzałem wściekle wibrujące światło, źródłem jego był neon pubu Hades. Wymarzone miejsce dla mnie – pomyślałem ze śmiechem na ustach, jednocześnie kręcąc głową. Zatrzymałem się jednak i po chwili szukałem najbliższego bankomatu. Wyciągnąłem kartę i wraz z kilkoma nominałami z Jagiełłą, schowałem do portfela.

Gdy przekroczyłem próg tego szacownego lokalu, nie musiałem się martwić o swoje myśli, jeśli jakiekolwiek chciały mi dokuczać, zabił je huk odbijający się po ścianach. Mijałem kolejne nastolatki, które swoim ostrym makijażem dodawały sobie lat i odwagi. Patrzyły na mnie jak na lamusa, ostentacyjnie naciągając nazbyt kuse i prześwitujące bluzeczki. Tak jakby ich prawie w pełni krągły biust, potrzebował nagle zaczerpnąć nieco powietrza, zbyt długo ujarzmiony koronkowym stanikiem. Inne leniwie poruszały się w rytm jakiejś murzyńskiej dziczy, popijając trzymane w dłoni piwo. Tak było na parkiecie, bo już przy stolikach królowali młodzi gniewni. Wystrzyżeni, wytatuowani, tudzież porozbierani, by pokazać swą rzeźbę. Z rozmachem wyrażający swoje racje, niektórzy z ciężko spoczywająca głową na oparciu krzesła.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Panda231 pół roku temu
    Ciekawe
  • Robert. M pół roku temu
    Jeśli tak sądzisz, to pozostaje mi tylko podziękować,
    co niniejszym czynię.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania