Obsesja - Rozdział 1

Pogoda była wiosenna, mało adekwatna biorąc pod uwagę, że wigilijny wieczór zbliżał się szybkim krokiem. Prażące słońce szybko ustąpiło miejsca na widnokręgu pierwszej gwiazdce i jej partnerze bladym rogaliku. Kosmo nie mógł się doczekać Świętego Mikołaja, który właśnie dzisiejszej nocy miał wylądować saniami pełnymi najróżniejszych prezentów, dla dzieci z całego świata. Wskoczyć przez wyczyszczony specjalnie na tą okazję przez jego ojca komin i podrzucić mu prezenty, pod ustrojone bombkami drzewko. Kosmo wierzył w Świętego Mikołaja, ze wszystkich sił, pomimo, że często w szkole był z tego powodu obiektem kpin i inni siedmiolatkowie zarzucali mu wiarę w bajdy dla maluchów. Ale Kosmo wiedział swoje, bowiem rok temu zaczaił się na Mikołaja chowając się za kanapę w salonie. Przedtem zastawiając pułapkę, w postaci cienkiej, niewidocznej żyłki, która jednym końcem była przywiązana do nogi stołu, a drugim końcem do doniczki choinki. Mikołaj miał się przewrócić, a Kosmo miał mu zrobić zdjęcie aby udowodnić wszystkim swoim kolegą i koleżanką, że Święty Mikołaj to nie żadna banialuka.

Jedna godzina leniwie przeskakiwała w drugą, a po staruszku z długą brodą nie było ani widu, ani słychu. Kosmo zasnął w końcu porwany przez sen między kanapą, a ścianą ściskając w dłoni cyfrowy aparat. Aż nagle obudził go wrzask, który przypominał odgłos wydawany przez postrzelone zwierzę. Kosmo wyskoczył zza kanapy by zrobić zdjęcia, ale przewrócona choinka przesłaniała mu kadr. Podłoga pokoju była cała w stłuczonych bombkach, igłach i czarnej ziemi wysypanej z doniczki. Czubek choinki niebezpiecznie zbliżył się do roztańczonych płomieni w kominku. Choinka zajęła się ogniem. Jakaś postać zniknęła za framugą. Kosmo ruszył w pościg, wybiegł z salonu do korytarza, przeskakując nad świąteczną pochodnią. Tam zauważył otwarte drzwi na zewnątrz, cwałem znalazł się na ganku. Rozejrzał się, wokoło, ale poza mroźnym wiatrem huśtającym korony sosen i mrokiem, nie było tam niczego. W ostatniej chwili jednak poderwał głowę w górę. Nie wierzył własnym oczom. Przecierał je wiele razy ze zdumienia, zanim im uwierzył. Ujrzał złotą sanie sunące po niebie jak rozpędzony pociąg po torach, pozostawiając za sobą gwiezdny pył. Futrzaste renifery w zaprzęgu ciągnęły majdan Mikołaja w kierunku srebrzystego księżyca, rytmicznie kłusując. Ten obraz wyrył się w jego podświadomości, pozostając jednym z najcenniejszych wspomnień w jego życiu. Chwilą, gdzie dwa światy, nałożyły się na siebie tworząc niepowtarzalną projekcje dziecięcych fantazji.

Kosmo postanowił, że dorwie Mikołaja za rok, za wszelką cenę. Sporą cenę zapłacił po zajściu, hałas obudził rodziców, stali zanim, gdy wpatrywał się w niebo. Mama Kosma była purpurowa ze wściekłości, a tata ciężko oddychał, prawie wypluwając płuca. Potem swąd sadzy zaalarmował Ojca, który lekko kuśtykając zajął się gaszeniem pożaru w salonie za pomocą domowej gaśnicy. Kosmo Dostał karę i ostrzeżenie, że jak nie będzie nienagannie grzeczny przez calutkie dwanaście miesięcy, to Mikołaj o nim zapomni.

Teraz godzinę przed wigilię, kiedy cały dom przepełniała magia świąt, napawając serca domowników ciepłem i wyjątkowością każdej przeżytej chwili. Uśmiechy i kolędy nie schodziły domownikom z ust. Kosmo obmyślał nowy sposób uwiecznienia Mikołaja na karcie pamięci aparatu. Siedział w salonie, przed telewizorem, na dywanie z miłymi w dotyku frędzlami. Oglądając świąteczną kreskówkę o dziewczynce, która dostała na gwiazdkę kamerą i teraz wszystko nia filmowała. W kuchni mama z tatą Kosma pichcili razem dania, Kosmo usłyszał fragment ich rozmowy.

Następne częściObsesja - Rozdział 2  

Średnia ocena: 2.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania