Poprzednie częściObsesja - Rozdział 1  

Obsesja - Rozdział 2

- Mógłbyś już przynieś stół i też obrus świąteczny z komórki.- Powiedziała mama Kosma do męża.

-Po świąteczny obrus wyśle Kosma, Kosmo…- po tych słowach nastąpiła chwila ciszy, Kosmo zanim podszedł do kuchni, chciał do końca zobaczyć fragment, jak bohaterka kreskówki Fibi, ucieka ze swojego pokoju na pierwszym piętrze przez okno za pomocą związanych ze sobą poszewki i prześcieradła.

Matka wbiła w męża surowy wzrok, po czym wyszeptała tak, żeby do uszu Kosma nie dotarła żadna głoska z ich rozmowy.

-Szukając świątecznego obrusu w komórce, mógłby się natknąć na rzeczy, na które natknąć się nie powinien.- Rzekła szeptem

-Przestań już z tymi podchodami, czas je skończyć.- Odpowiedział mąż żonie, był to wyjątek jeden z, niewielu kiedy się jej sprzeciwił. Sądził, że wychowuje go na mazgaje wierzącego w fantazje, a rolą jego, jako ojca jest położenie temu kres.

Błyskawicznie pożałował niesubordynacji.

-Moja matka w dzieciństwie nie dbała, o to bym miała je szczęśliwe, a ja mam zamiar synowi sprawić najszczęśliwsze dzieciństwo pod słońcem- oczy jej nabiegły krwią, mięśnie skurczyły się do ataku jak lwicy chroniącej młode- Widząc, jaki jest podekscytowany i radosny czekając na prezenty od Mikołaja, nie pozwolę mu odbierać magii świąt.

- Kiedyś będzie trzeba to skończyć.

-On ma dopiero 7 siedem lat.

Ojciec Kosma czując konflikt w powietrzu postanowił odpuścić i poszedł po stół i obrus.

Kosmo oglądał dalej telewizje, teraz dzielna Fibi próbuje dostarczyć przypadkowe nagranie, które się zarejestrowało, gdy zostawiła włączoną kamerą. Powstały film umożliwi poznanie tożsamości rabusiów, którzy obrabowali jej dom w czasie Bożego Narodzenia.

“BINGO”, krzyknął Kosmo podrywając się na równe nogi, ukryje w salonie włączoną kamerą i nagra Mikołaja, nawet nie muszę być przy tym obecny. Przypomniał sobie o wezwaniu. Stawił się w kuchni, przed blatem stołu, na którym równymi rzędami leżały nie ugotowane pierogi. Mama manewrowała między stołem, a garnkiem pełnym wrzącej wody.

- Wołałaś mnie mamo?

-Nie.. Znaczy się tak, jak tylko tatuś przyniesie stół i pościeli obrus, to poukładasz sztućce i serwetki.

- Tak jest mamo- Zasalutował. Chciał odejść i przygotować wszystko pod swój genialny plan, by nie zapomnieć o niczym, ale spojrzawszy przez okno na za zachodzące słońce, zapytał

- Mamo, kiedy przyjedzie babcia?.

-Powinna przyjechać dwie godziny temu- mimo próby ukrycia irytacji, Kosmo spostrzegł jej złość.

Ryk jednocylindrowego silnika harleya, spłoszył ptaki z werandy.

- O wilku mowa- skomentowała mama Kosma, widząc matkę siłując się z tobołkami.-

Otwórz babci drzwi.

Kosmo na przywitanie został zalany uściskami i pocałunkami babci, usłyszał mnóstwo słów pełnych zdziwień, jak to szybko rośnie. Babcia Feba była dość ekstrawagancka w sposobie bycia, w porównaniu z innymi babciami. Jeździła na swym blaszanym rumaku, ubrana w skórzaną kurtkę i białym kasku. Często gościła na rockowych festiwalach i koncertach, wyróżniając się wśród publiczności, nie tylko ilością przeżytych wiosen, a dodatkowo najgłośniejszym krzykiem. Nieco się zmieniła od ostatniej wizyty, straciła sporo na wadze, przypominając teraz marną wersję samej siebie przed roku. Cerę miała bladą jak kreda. Wyglądała na osłabioną. Kosmo uwielbiał spędzać wczasy u babci, u której nigdy nic nie było oczywiste. Pewnego razu pojechali na zatokę łowić ryby mimo zakazu, po czym musieli się ekspresem ewakuować z wędkami w popłochu przed strażą rybacką. Innym razem wracając z przejażdżki wkradli się do cyrku, na pokaz połykaczy ogni.

Kosmo pomógł Babci zanieść walizki na górę po schodach, które skrzypiały tak, że mogłyby obudzić umarlaka. Na poddaszu mieścił się salonik z łóżkiem i telewizorem, z którego przechodziło się do pokoju Kosma. Kosmo, chciał zabrać aparat cyfrowy zawczasu, ale mama zawołała go z powrotem na dół, by zajął się sztućcami i serwetkami. Po czym przyszedł moment na ubranie uroczystego stroju. Podczas kolacji, przy suto zastawionym stole, opowiadał babci o postępach w szkolę, na śmierć zapominając o Mikołaju. W pomieszczeniu zapach sosny zmieszał się aromatem parującego z talerzy barszczu. Tworząc namacalny posmak świąt w eterze. Babcia z mamą darły ze sobą po kilku kieliszkach wina koty. Mama Kosma miała żal, że Babcia nie przyjechała wcześniej jej pomóc, Babcia milczała z wbitym wzrokiem w córkę, usiłując dobrać jak najlepsze słowa, by się podzielić hiobową wieścią. Usta jej drżały, nachylając się dyskretnie do jej ucha. Kosmo zapamiętał, ten widok bardzo dokładnie. Piękne sarnie oczy mamy, które odziedziczyła po babci, rozbłysły, po czym zgasły z ostatnim słowem jej matki. Kosmo nic nie słyszał, ale widział zbierające się łzy w ich oczach. Tata zareagował, zabierając go na pasterką do kościoła. By nie dowiedział się za wiele. W dużym kościele, w którym chór młodzieży śpiewał kolędy i pieśni, Kosmo zastanawiał się, skąd przyjaciele pana Jezusa biorą, co rok nowe pomysły na prezenty. Przecież muszą im się kiedyś skończyć?

Gdy wrócili to mama posłała odprowadziła i odprowadziła łóżka. Babcia już chrapała w najlepsze na sofie.

-Dobranoc synku, tylko bądź grzeczny, bo inaczej Mikołaj nie przyjdzie.- Cmoknęła go w czoło- Tylko bez numerów jak w zeszłym roku. Obiecujesz?- Teraz jej wzrok wydawał się przenikliwy do szpiku kości.

- Obiecuję.- Skrzyżował za plecami palce. Uderzyła go fala wyrzutów sumienia i natrętnych myśli “Jak mógł zapomnieć” powtarzał sobie w głowie wściekły na samego siebie.

Gdy tylko skrzypnął ostatni stopień schodów, Kosmo wyskoczył z łóżka, gorączkowo myśląc jak tu przedostać się do salonu. Wytknął nos przez drzwi, Babcia się ocknęła przez skrzypiące schody, zeszła do kuchni. Z łazienki dobiegał szum wody, zapewne mama szykowała sobie kąpiel. Nie możliwe było przejść do salonu, nie przechodząc obok kuchni i łazienki. Myślał pośpiesznie bojąc się, że przegapi gościa. Postanowił sposobem zaczerpniętym od filmowej bohaterki wydostać się z pokoju. Planował błyskawicznie ukryć aparat i w mgnieniu oka wrócić pod ciepłą pierzynką.

Otworzył okno, spojrzał w otchłań nocy, nie było widać gruntu, odległego o miliony lat świetlnych od okna. Ale postanowił zaryzykować. Zdjął z wieszaka aparat, nakładając go na szyją. Przesunął łóżko pod okno, zrywając prześcieradło z materaca i podszewką z kołdry. Związał je najciaśniej dwoma supłami jak tylko jego małe rączki potrafiły. Przywiązał jednym krańcem do łóżka. Wyrzucił resztą za okno. Wskoczył na parapet, w tym momencie serce Kosma zadygotało w strachu. Świerszcze koncertowały, zagłuszając ciszą. Nie pozwalając skupić dla Kosma myśli, zdrowy rozsądek podpowiadał mu powrót do łóżka. “ Nie, skończą się ze mnie śmiać, gdy im pokaże nagranie” Powiedział na głos do siebie. Łykając łapczywe lodowate podmuchy wiatru, które naszły od południa. Zaczął opuszczać się po prześcieradle. Słyszał jak drewniana belka łóżka pojękuje z wysiłku, a materiał pod dłoni się napina. Z każdym kolejnym pokonanym centymetrem świerszcze grały coraz prędzej na grzbiecie. “ Jeszcze trochę, jeszcze troszeczkę”. Powtarzał jak mantrę. Nagle, jeden z supeł się rozwiązał, Kosmo przejechał czołem po chropowatej ścianie, nieco rozcinając sobie skórę. Poczuł silny skurcz w piersi. Dłonie drętwiały z wysiłku i mrozu. Miał wrażenie schodzenia do najniższego kręgu piekieł. Ściana się nie kończyła, za to skończyła się prowizoryczna lina. Wisiał tak zastanawiając się ile pozostało do ziemi i czy nie skoczyć. Walczył ze strachem. Doszły go dzwonki.

-Jest już blisko- powiedział, nie mając czasu do stracenia, poluźnił wpierw lewą ręką, następnie prawą. Zacisnął powieki. Zleciał na kolana, które zapłonęły bólem, ale mógł wstać. Teraz stwierdził, że powrót tą samą drogę jest niemożliwy, ale ten problem postanowił zostawić na potem. Sprawdził, czy aparat jest cały i podbiegł do d antywłamaniowych drzwi frontowych. Modląc się w duchu, aby były jeszcze otwarte. Złapał za klamkę, delikatnie ciągnąc w dół. Czując narastające w sobie napięcie Przeciągał tę chwilę w nieskończoność. Wreszcie na szczęście były otwarte. Wszedł do korytarza, z kuchni można było usłyszeć rozmowy zięcia i babci. Mama wciąż była krzątała się w łazience.

Kosmo przekradł się salonu, nerwowo szukając dobrego miejsca na schowanie aparatu. Podczas, gdy próbował włożyć go między książki stojące na półce. Babcia i tata skierowali swe kroki, ku salonowi. Kosmo zostawił aparat na regale, kryjąc się za wersalką.

Babcia i tata usiedli na niej kontynuując wcześniej przerwaną rozmową

-Mam już planowaną chemioterapią, ale rokowanie się blade jak dupa nieboszczyka- rzekła babcia, jakby prowadziła pogawędką przy porannej kawie.

- Mój stryj padł przez te cholerstwo rok temu, paskudna sprawa.- Tata Kosma westchnął- Na Wielkanoc się dowiedział, na Boże Ciało było po człowieku.

Kosmo słuchając poczuł metaliczny smak w ustach, wiedział, że wujek Błażej miał coś o nazwie rak i przez to zmarł. Teraz najwyraźniej babcia miała raka. Zmienił plany, teraz czeka na Mikołaja, robiąc wszystko by nie zasnąć i poprosi go o lekarstwo dla babci. Bo kto jak nie mikołaj powinien je mieć. Przecież dla kogoś, kto potrafił sprawić, by renifery zbijał się w powietrze, to taki raczek to będzie dla niego bułka z masłem. Siedział tak pilnując by każdy wdech był niesłyszalny. Czas mijał babcia z tatą poszli spać. Po nich w szlafroku i ręczniku zawiniętym w turban..Pomieszczenie wypełniało niebieskie światło lampeczek. Mama Kosma podłożyła paczki pod choinkę. Usłyszała łkanie za sofy, gdy zajrzała za nią, zobaczyła Kosma tonącego w łzach.

Po powrocie do szkoły, koledzy i koleżanki z klasy pytali zaczepnie, czy odwiedził go Święty Mikołaj. Ku ich zaskoczeniu Kosmo nic nie odpowiedział. Siedział w szkolnej ławce przed kartką papieru. Każde kolejne święta były już dla niego tylko kolejnymi z wielu dni w roku.

 

Dzięki za poświecony czas na przeczytanie moich grafomańskich wypocin :D

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania