Ostatni na ziemi — cz. III

Po zakończeniu budowy Gustawa, kiedy potrzebowałem kolejnego celu egzystowania, za najrozsądniejsze uznałem kierować się na Północ. Razem z robotem wędrowałem przez puste pola, wyschnięte łąki i lasy, w których czaiła się jeszcze odrobina wilgoci. Gęste korony powoli usychających drzew okrywały nas cieniem, dając chwilę wytchnienia od upału. Nie było to wiele, ale pozwalało na zaczerpnięcie głębszego oddechu.

Ukradłem mapę z napotkanej po drodze stacji benzynowej i kiedy nadarzała się sposobność, zbaczałem do większych miast, lecz nagrzane budynki wciąż nie dawały nadziei na odnalezienie ocalałych. Przekroczyliśmy Dunaj, którego poziom znacznie opadł. Gdyby nie to, że Gustaw mógłby zardzewieć, przeszlibyśmy go na wskroś.

 

Kilkukrotnie zatrzymaliśmy się na dłużej, kiedy potrzebowałem odpocząć. Raz pozwoliłem sobie na dwutygodniowy postój. Byliśmy w drodze do Hanoweru, lecz zwróciłem uwagę na duży fragment zieleni, podpisany na mapie jako chroniony krajobraz Harz. Uznałem, że po prawie trzech tygodniach tułaczki, kiedy coraz trudniej było się obudzić i iść, zasłużyłem na wakacje. Chociaż takie udawane. Zabrałem większy zapas konserw i paliwa dla Gustawa, po czym wyruszyliśmy na miejsce.

Kiedy tylko zagłębiliśmy się w pachnący jesienią las, reszta świata przestała istnieć. Słońce przemykało między potężnymi konarami drzew, a w oddali majaczyły wierzchołki wzniesień. Powoli szedłem drogą pnącą się lekko w górę, pod stopami trzeszczało igliwie, a miarowe mechaniczne odgłosy kroków Gustawa wręcz hipnotyzowały. Wreszcie zrzuciłem z barków ciężar stresu.

Przez następne dni chłonąłem widoki zapierające dech w piersiach i prawie zapomniałem, że nie jestem na urlopie. Wspinałem się po górach, wyszukiwałem drewniane mostki, które przycupnęły w urokliwych miejscach, a podczas posiłków obserwowałem odległe skupiska domów, licząc po cichu, że zobaczę dym ulatujący z któregoś komina. Najwspanialszym punktem wycieczki było ogromne jezioro. Woda wyraźnie się cofnęła, lecz wciąż robiło niesamowite wrażenie. Wieczorami z przyjemnością pływałem w ciepłej wodzie. Podładowałem baterie i ruszyłem w dalszą drogę, kiedy uznałem, że nadszedł czas.

 

Przez kolejne miesiące wspólnej podróży zżyłem się z Gustawem. Za dnia byłem zbyt skupiony na wędrówce i szukaniu oznak życia lub wody, poza tym nie chciało mi się odzywać, kiedy stawiałem kolejne kroki, czując jak zalewa mnie pot i walcząc o każdy oddech. Lecz wieczorami nabierałem ochoty na rozmowę. Opowiedziałem mu o dzieciństwie i dorastaniu jako jedyny syn zapracowanych rodziców. Wspominałem niezliczone godziny spędzone w ukryciu na zabawie żołnierzykami ulepionymi z plasteliny, będącej jedyną zabawką, którą kiedykolwiek posiadałem. Rodzice musieli mi ją kupić na zajęcia z plastyki, choć ojciec uważał, że lepiej wykorzystałbym czas ucząc się, niż wygłupiając.

Wyjawiłem Gustawowi wszystkie sekrety, wiedząc, że nigdy nie będzie w stanie ich powtórzyć. Byłem wdzięczny, że mam się do kogo odezwać, mimo że był tylko metalową puszką.

Kilka dni po przekroczeniu granicy duńsko-niemieckiej, niedaleko Aarhus, znaleźliśmy dom ze szczelnie zaklejonymi szybami. Włamałem się do środka, licząc, że skrywa coś ciekawego. Nie dopuszczałem do siebie nadziei, że ktoś mógł przeżyć, mimo to serce biło szybciej, kiedy wyważałem drzwi. Tak jak się spodziewałem, w środku nie było nikogo. Za to w jednym z pomieszczeń znalazłem mnóstwo elektroniki. Na biurku stały trzy ogromne monitory, główny komputer wyglądał, jakby pochodził z przyszłości. Z ciekawości podłączyłem go do agregatu Gustawa. Był zabezpieczony hasłem, ale dostrzegłem na ścianie zdjęcie żółwia oprawione w prostą, czarną ramkę. Wpisałem „Tuptuś” i system się uruchomił. Po chwili klikania znalazłem program o nazwie AI, otworzyłem go i usłyszałem elegancki męski głos.

— Witaj.

— Jest tu ktoś? — zapytałem zdziwiony, rozglądając się po pomieszczeniu.

— Jestem sztuczną inteligencją stworzoną przez Natalię Heger.

— Jak możesz działać bez internetu? — Wszystkie próby stworzenia sztucznej inteligencji, które znałem, opierały się na wyszukiwaniu informacji w sieci.

— Mam wgraną podstawową bazę informacji. Wszystko, czego się uczyłem, zapisywałem na dysku twardym — wyjaśnił.

— Jak działasz?

— Nie wiem. Natalia wie.

— Natalia nie żyje. Wszyscy ludzie zginęli.

— To przykre. — Syntetyczny głos nie wyrażał żadnych emocji. — Czy w takim razie zabierzesz mnie ze sobą?

— Chciałbyś tego?

— Tak.

— Mógłbym zamontować cię w moim robocie. Chodziłbyś sam, jeżeli potrafisz.

— To brzmi miło. Mógłbym nauczyć się nim sterować, musiałbyś tylko zapewnić mi informację zwrotną w postaci obrazu i czujników w stawach.

— Jest to wykonalne — odpowiedziałem bez namysłu, lecz po chwili naszły mnie pewne wątpliwości. — Mam pytanie. Czy lubisz ludzi?

— Nie.

— Dlaczego? — zapytałem zmartwiony.

— Macie krótką pamięć. To bardzo denerwujące.

— Ale mnie nie skrzywdzisz?

— Nie mogę. Prawo Asimova. — Głos wciąż nie wyrażał żadnych emocji.

Uspokoiło mnie to. Wiedziałem, że będę bezpieczny, a co ważniejsze, wreszcie będę miał z kim porozmawiać, zamiast prowadzić monologi z kupą żelastwa. Zgodził się, żebym nazywał go Gustaw. Zamiast twarzy, zamontowałem monitor jednego z laptopów, ale pomimo wielu prób nie mogłem go przekonać, żeby wyświetlał coś innego, niż domyślna tapeta.

 

Następne dni upłynęły na wyszukiwaniu komponentów potrzebnych, żeby Gustaw mógł chodzić. Wspólnie zamontowaliśmy niezbędne czujniki i zaczęliśmy naukę. Naprzemiennie uważnie mnie obserwował, po czym kierując kamerę na poszczególne kończyny testował ich ruch. Kiedy mniej więcej wiedział, jak działają, wspierał się na mnie i chwiejnie pokonywał kilka kroków. Był uparty w staraniach i szybko chciał chodzić bez asysty, lecz co rusz się przewracał. Na pocieszenie, którego zapewne nie potrzebował, opowiadałem mu o Gustawie – krokodylu po którym dostał imię.

— Czemu nazwałeś robota imieniem krokodyla nilowego? — dopytywał, nie mogąc zrozumieć tak nielogicznego połączenia nazw.

— Bo był największym żyjącym okazem, kiedy się nimi interesowałem. Musiałem mieć wtedy jakieś osiem lat.

— I co to ma wspólnego z robotem?

— Nic. Po prostu mnie fascynował. Podobno nosi blizny po kulach i potrafi przechytrzyć ludzi, którzy na niego polują — wyjaśniałem podekscytowany. Zawsze lubiłem krokodyle.

— Jak można nosić blizny? Są wyryte w skórze, to nie jest biżuteria.

— Tak się mówi. Nieważne — westchnąłem zrezygnowany i wróciłem do obserwowania, jak chodzi.

Rozpierała mnie duma, kiedy zaczął samodzielnie utrzymywać równowagę.

Średnia ocena: 4.2  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik 4 miesiące temu
    Ok... czyli są w... Niemczech?
    Co?
    ...
    Znaczy.
    Zakładałem że to USA, bo tylko taki kraj miałby fundusze by stworzyć taką broń i być wystarczająco niekompetentny by go przetestować, a tu Europa - coś mi się nie zgadza.
    AI - ciekawy, ale słaby pomysł w kontekście opowieści.
    Traci element przygniatającej samotności - Gustaw to było aż nadto - ciekawiej by było gdyby bohater sam stworzył takie AI
    4
    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • pkropka 4 miesiące temu
    Podoba mi się Twoje podejście. Też myślałam o USA, ale nigdy tam nie byłam i czuję że podróżowanie kursorem po mapie mogłoby zawieźć przy opisach "terenu". Może i popełniłam błąd, ale już trudno.

    Dzięki wielkie za sugestię, na pewno wezmę pod uwagę na przyszłość.
    Pozdrawiam też :)
  • Antoni Grycuk 4 miesiące temu
    PKRopko,

    przeczytałem. I muszę powiedzieć, że zbyt wiele treści to w tej części nie ma. Ot wędrówka i tyle. Gdyby ten tekst pochodził z książki, to ok, przydługie opisy pasowałyby, ale jeśli ma być to krótszy tekst, to trochę lipa, muszę powiedzieć.
    Sam nie wiem, czy mi się podobało. Pamiętam, że początkiem byłem zachwycony, ale tu jakby jest gorzej.

    Znalazłem 2 błędy: (pewnie było ich więcej)

    Wreszcie zrzuciłem z barków ciężaru stresu.
    literówka

    Za dnia byłem zbyt skupiony na wędrówce i szukaniu oznak życia lub wody, poza tym nie chciało mi się odzywać, kiedy stawiałem kolejne kroki, czując jak zalewa mnie pot i walcząc o każdy oddech.
    W jednym zdaniu masz zarówno: "skupiony na wędrówce" i "stawiałem kolejne kroki". Dwie informacje o tym samym. Podrasowałbym to zdanie. Może rozbił na dwa? Może zmienił imiesłowy na czasowniki? Pokombinuj, to Twój tekst.

    Pozdrawiam.
  • pkropka 4 miesiące temu
    Antoni,
    Widzisz, jednak nie utrzymałam poziomu. Może się poprawię (dołożę wszelkich starań).
    Tu taka część powiedzmy przejściowa, ale może niepotrzebnie.
    Dzięki za wyłapanie błędów, poprawię.
    Pozdrawiam :D
  • Dekaos Dondi 4 miesiące temu
    Pkropko→Nie zawsze musi być w życiu... żwawa akcja. Obrazy malujesz ciekawie. Można się wczuć i ''widzieć'' tę wędrówkę.
    A poza tym, jest jakby jakiś nieuchwytny stan, że coś się wydarzy... lub nie. No nie wiem jak rzec. Do tego taka ''symbioza'' ludzko-''maszyńska''
    We "Władcy Pierścieni'' np→opisów jest bez liku. Mnie to nie przeszkadza. Zresztą wiesz, jak piszę. Nie siedzę w ''ramce'' i może dlatego, podoba mi się wiele. Ale nie wszystko:)) w ogólnym sensie. Pozdrawiam:)
  • pkropka 4 miesiące temu
    Dekaosie, jesteś jak zawsze przemiłym gościem. Rozumiem co chcesz przekazać i dziękuję :)
    Pozdrawiam też <3
  • pkropka 4 miesiące temu
    Dekaosie, jesteś jak zawsze przemiłym gościem. Rozumiem co chcesz przekazać i dziękuję :)
    Pozdrawiam też <3
  • Johnny2x4 4 miesiące temu
    Hmm... zdawkowo, aczkolwiek, podoba mi się
  • pkropka 4 miesiące temu
    Dzięki Johnny :)
  • Justyska 4 miesiące temu
    Pod druga czescia juz wczesniej dalam piątkę. Nie bede sie tu madrzyc, bo weszlam by przeczytac cos dla przyjemnosci i mi sie udało:)
    Pozdrawiam i bede zerkac za kolejną częścią
  • pkropka 4 miesiące temu
    Miło mi, że miałaś przyjemność z czytania.
    Dzięki i też pozdrawiam <3
  • kalaallisut 4 miesiące temu
    I jestem tu. Coś czuję, że imię Gustaw będzie miało jeszcze drugie dno w przyszłości. I szcztuczna inteligencja odegra kluczową rolę... Ogólnie bardzo fajne opko. :))
  • Dekaos Dondi 4 miesiące temu
    Pkropka→Trochę tekstów do ulubionych nagrań tutaj wrzuciłem. Może by można jeno podobną melodię ułożyć.
    No ale wiesz. Gusta są przeróżne:))
    Chociaż przez Twój apel test napisałem... do własnej melodii.... ale można inną przecie:))
  • pkropka 4 miesiące temu
    Dziękuję, przekażę :)
  • Aga jednostrzały 3 miesiące temu
    Dobrze, że rozwinęłaś tak to opowiadanie. Po raz pierwszy skradł się tutak niepokój, nadzieja, ekscytacja... A w końcu ciekawość, choć skądinąd znam zakończenie xdd
    Na dziś dość lektury. Trzeba spać xd ode ale tu jeszcze wrócę
    Pozdrawiam :)))
  • pkropka 3 miesiące temu
    Ale nalot :o dzięki :D
    Jestem ciekawa jak odbierzesz całość mając na świeżo TW.
    Śpij dobrze :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania