Ostatni na ziemi — cz. IV (ostatnia)

Przemieszczaliśmy się dalej wzdłuż wybrzeża. Dlaczego – nie wiedziałem. Miałem tak serdecznie dość szukania ocalałych i doznawania zawodu na każdym kroku, że nie kwestionowałem decyzji Gustawa. Straciłem nadzieję, lecz potrzebowałem celu, więc codziennie skupiałem się tylko na tym, żeby wstać i iść. Dojść najdalej, jak się da. Dopiero po dłuższym czasie wyjaśnił, że przeprowadził symulację, zgodnie z którą największe szanse na ocalenie miałaby osoba, która w chwili ocieplenia znajdowała się na morzu, lub w jego pobliżu. Taka masa wody potrzebowała więcej czasu, żeby podnieść temperaturę, w związku z czym mogła uratować życie.

To była chwila, w której postanowiłem przylepić się do niego niczym cień i nie odstępować nawet na krok. Nieświadomie dał mi coś więcej niż najpiękniejszy prezent świata. Podarował mi realną możliwość, że dalsza wędrówka ma sens.

 

Już w bunkrze nie dawała mi spokoju jedna myśl – jak to możliwe, że reszta świata nie próbowała się z nami skontaktować. Cały czas liczyłem, że zobaczę na niebie chociaż punkcik samolotu zwiadowczego, lub kształt łodzi na horyzoncie. Po zapewnieniu Gustawa, że ktoś żyje, ukradłem policyjną krótkofalówkę i przed każdym posiłkiem sprawdzałem cały zakres częstotliwości. Na próżno.

Gustaw nie komentował moich prób, przyglądał się tylko.

Wydaje mi się, że był marzec, kiedy zapytałem go, czemu nikogo jeszcze nie spotkaliśmy. Akurat staliśmy na dziobie porzuconej łodzi, obserwowałem kamieniste dno nabrzeża i powoli cofającą się linię wody. Co raz błyskały łuski drobnej rybki umykającej przed wzrokiem, podczas gdy wypatrywałem choćby najmniejszej zmarszczki, świadczącej o powrocie wiatru. Jedynie kręgi rozchodzące spod rozkołysanej łodzi naruszały gładką powierzchnię. Gustaw w tym czasie próbował znaleźć jakiekolwiek połączenie Bluetooth lub Wi-Fi. Robił to regularnie, sam nie wiem, czy szukał ocalałych, wiedzy, czy może chciał utworzyć kopię zapasową.

— Nie ma w tym nic dziwnego. Po prostu mają swoje problemy.

— Skąd wiesz?

— Podchodząc logicznie do zagadnienia, twoja maszyna nie mogła zmienić pogody na całej kuli ziemskiej. Deszcz, którego nie ma tu, musi być gdzie indziej.

— Nie rozumiem.

— Już tłumaczę. Nie mamy chmur, nie mamy deszczu, a temperatura utrzymuje się na względnie stałym poziomie. W trakcie ocieplenia wyparowało dużo wody, która trafiła do atmosfery, zamieniając się w chmury. Prawdopodobieństwo graniczące z pewnością wskazuje, że gdzieś teraz szaleją gwałtowne burze.

— Tyle rozumiem, ale czemu nikt nie próbuje się z nami skontaktować? Dowiedzieć co się stało?

— Są zajęci bieżącymi problemami. Nie działa komunikacja, więc nie mają pojęcia, co się wydarzyło, a żeby to sprawdzić, musieliby poświęcić zasoby, które są teraz ograniczone.

— Mówisz bardzo pewnie, że są inni ludzie. — Chciałem podzielać jego przekonanie, że w końcu odnajdziemy ocalałych. Potrzebowałem, żeby po raz kolejny powiedział to na głos i przegonił potwory, których macki znów czułem na ramionach.

— A co, myślałeś, że jesteś ostatni na ziemi?

— Chyba tak — odparłem zmieszany. — Ale w takim razie czemu nie kierujemy się tam, gdzie są burze?

— Bo nie chcemy mierzyć się z niepewnymi zmiennymi. Większe szanse na przetrwanie mamy w znanych warunkach. Macie chyba na to jakieś powiedzenie.

— Lepsze znane zło, niż nieznane?

— Coś w ten deseń — odparł i zgasił ekran, co oznaczało, że skupił całą pamięć operacyjną na kolejnej analizie.

Jeszcze przez chwilę wpatrywałem się w horyzont, czekając na ciche piknięcie sygnalizujące zakończenie obliczeń. Dopiero wtedy mogliśmy ruszyć w dalszą drogę.

 

Gustaw miał swoje wady, lecz był najlepszym towarzyszem, o jakiego mógłbym prosić. Może byłoby lepiej gdyby miał ciepłą skórę i bardziej miękkie kształty, lecz nawet bez tego obdarzyłem go sympatią. Mimo że dużo milczeliśmy, zawsze słuchał z uwagą, a nawet dodawał celne uwagi. Chociaż doprowadzało mnie do szału, że nieważne ile razy próbowałem, nie mogłem go przekonać do zmiany domyślnej tapety. I czasem tęskniłem za emocjami, które bardzo dobrze ukrywał, o ile jakiekolwiek posiadał.

— Czemu zawsze mówisz takim mechanicznym głosem? Nie uczysz się intonacji, kiedy rozmawiamy?

— Uczę — jego głos wciąż nie wyrażał żadnych emocji.

— Chodziło mi raczej o to, czy mógłbyś zacząć używać takiej opcji.

— Nie — uciął.

Więcej nie poruszałem tematu. Niedługo później obok asfaltowej drogi dla rowerów pojawił się wyższy krawężnik i płyty chodnikowe. Mijaliśmy pierwsze domki ze zdobionymi firankami w oknach. Martwe, wyschnięte kwiaty w kolorowych doniczkach zdawały się mówić: „Nie masz czego tu szukać, ale witaj”.

Mijaliśmy sklep budowlany, kiedy wpadłem na pewien pomysł.

— Jaki jest twój ulubiony kolor? — Wbiłem wzrok w czerwoną puszkę po coli leżącą przy krawężniku, udając, że nie zależy mi na odpowiedzi i zagajam mimochodem. Kopnąłem ją od niechcenia, czekając na odpowiedź.

— Skąd to pytanie?

— Chciałbym cię pomalować. Myślę, że fajnie byś wyglądał. — Głupia ludzka potrzeba okazywania uczuć nakazywała zrobić dla niego coś miłego.

Chwilę milczał. Sądziłem, że zignorował pytanie.

— 32CC3D wydaje się przyjemnym kolorem. Podobno dobrze komponuje się z E4982C.

Zatkało mnie. Stanąłem w miejscu, obserwując oddalające się plecy Gustawa. Przystanął dopiero po kilku krokach i nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że celowo nie zrobił tego od razu, choć wiedziałem, że doszukuję się czegoś, na co nie powinienem liczyć.

— A po ludzku? — zapytałem, kiedy szok minął.

— Pokażę ci w sklepie.

 

Drzwi były otwarte. Promienie słońca wpadające przez wysokie witryny oświetlały półki z farbami ustawionymi w równych rzędach naprzeciwko kas. Gustaw bez wahania sięgnął po jasną, soczyście zieloną puszkę, lecz ścisnął ją zbyt mocno. Wieczko odskoczyło niczym korek od szampana w sylwestrową noc. Odruchowo zamknąłem oczy, kiedy chlusnęła farba, ochlapując nas obu.

— Wiem, że mieliśmy cię pomalować, ale nie sądziłem, że aż tak entuzjastycznie podejdziesz do tematu — śmiałem się, rozmazując farbę na monitorze.

— Nic nie widzę. Czemu nic nie widzę? — zdawało się, że usłyszałem panikę w jego głosie.

— Zachlapałeś kamerkę. Zaraz przywrócę ci wzrok.

Niezrażony wybrał nową puszkę farby, tym razem biorąc ją delikatnie, niczym jajko. Jako drugi kolor wybrał pomarańczowy, łudząco podobny do skórki słodkiego cytrusa.

Pomalowaliśmy go wspólnie, w paski, kropki i plamy różnej wielkości. Przy okazji i ja nabrałem kolorów, potem długo moczyłem się w wannie napełnionej morską wodą, żeby domyć resztki farby. Mimo to nie byłem zły. Cieszyły mnie wspomnienia wspólnej zabawy i pielęgnowałem cichą, malutką nadzieję, że Gustaw szczerze mnie lubi.

 

Po zakończonej kąpieli wyjąłem dawno nieużywany dziennik leżący na dnie plecaka. Zupełnie o nim zapomniałem. Ostatnią datą była wigilia, po niej następowały tylko kolejne schematy Gustawa, przetykane nazwami miast, które odwiedziłem. Ostatnie zapisałem Horsens, czyli tuż przed odnalezieniem sztucznej inteligencji. Odkreśliłem zapiski podwójną linią. Powróciło uczucie, które myślałem, że opuściło mnie na zawsze. Siedziałem w miękkim fotelu, wyprostowany, z uśmiechem przyklejonym do twarzy, delektując się chęcią do działania.

— Masz kalendarz, prawda?

— Tak — dobiegło z kuchni.

Po chwili Gustaw wyłonił się zza ściany obłożonej beżową tapetą w wielkie, różowe, wyblakłe peonie. Z ramki uśmiechała się do mnie długowłosa dziewczyna trzymająca na rękach śpiące niemowlę. Byłem ciekaw, czy jesteśmy w jej domu, czy może dumna babcia, lub mama powiesiła na wysokości wzroku chwilę przywołującą szczęśliwe wspomnienia.

— Jest piętnasty kwietnia dwa tysiące dwudziestego siódmego roku, godzina piętnasta zero trzy.

— Dziękuję. — Zanotowałem datę, kiedy stawiał na stoliku kubek z parującą herbatą.

 

***

15 kwietnia 2027r.

Mawiają, że nadzieja umiera ostatnia. Myślałem, że moja dawno przepadła, lecz towarzystwo Gustawa podsyciło iskierkę, która widocznie wciąż się tliła.

 

***

Poniżej opisałem poznanie sztucznej inteligencji Natalii i wspólną wędrówkę. Zapisałem drobnym maczkiem trzy strony, nie odrywając się nawet na chwilę. W tym czasie Gustaw uważnie obserwował, co robię, a kiedy skończyłem, zapytał po co zapisuję naszą historię.

— Żeby cię nigdy nie zapomnieć.

— Wiem, że masz krótką pamięć, ale chyba nie aż tak.

— Aż tak. Pamiętałbym sam fakt, że istniejesz i jesteś dla mnie ważny, ale umknęłyby szczegóły, drobne chwile, które sprawiają, że jestem szczęśliwy — odparłem bez zastanowienia, trochę zmieszany. Poczułem się głupio, wyznając myślącej kupie złomu, że coś dla mnie znaczy.

Na chwilę zgasił ekran, lecz piknięcie nastąpiło prawie od razu.

— Też jesteś dla mnie ważny. — Prawie spadłem z fotela. Gustaw widocznie ośmielony milczeniem kontynuował. — Z tobą mam większe szanse na przetrwanie i mogę zdobyć znacznie więcej informacji, niż gdybym podróżował sam. No i dałeś mi ciało, jesteś jedynym powodem, dzięki któremu teraz działam.

Nie wiedziałem co myśleć o jego motywacji, postanowiłem więc skupić się na fragmencie, że ceni moje towarzystwo.

 

***

17 kwietnia 2027r.

Według mapy jesteśmy już prawie w Skagen – cyplu będącym najbardziej wysuniętym na północ punktem Danii. Stamtąd prosta droga do Grenen, gdzie według Gustawa łączą się dwa morza. Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że bardzo chce zobaczyć to miejsce. Z chęcią je odwiedzę, nigdy wcześniej nie słyszałem o czymś takim.

Wczoraj Gustaw prawie wpadł do wody. Staliśmy na pomoście, akurat się odwrócił, żeby wracać i nastąpił na pękniętą deskę. Złamała się pod nim, złapałem go w ostatniej chwili. Muszę pomyśleć jak zabezpieczyć układy przed wilgocią. Na razie nie ma takiej potrzeby, po prostu będziemy omijać drewniane kładki, ale lepiej żeby miał możliwość wejść do wody. Pewnie nastąpi moment, w którym będziemy musieli wypłynąć w morze.

 

***

 

Odświeżony Gustaw lśnił w słońcu, kiedy dalej wędrowaliśmy wzdłuż wybrzeża. Byliśmy już prawie w najbardziej wysuniętym punkcie, zabudowania zostawiliśmy za plecami wcześniej. Mijaliśmy już tylko kamienie ułożone w półkola i szczątki bunkrów rozsiane wokół latarni morskiej. Szliśmy pośród wysokich, wyschniętych traw, które skończyły się przy plaży. Brnąc dalej w piasku podążaliśmy brzegiem, tuż przy krystalicznie czystej wodzie. W pewnym momencie zacząłem w niej brodzić, oddalając się od Gustawa. Morze obmywało mi kolana, kiedy znalazłem piękną muszlę, czarną w szare paski, wielkości dłoni. Wyłowiłem ją na pamiątkę i wróciłem do przyjaciela.

Dotarliśmy do czubka Danii. Po lewej woda wciąż była przejrzysta, błękitna, po prawej zaś bladozielona, mętna. Oba kolory tańczyły przed nami, pieniąc i falując, lecz nie mieszając się.

— Chyba musimy wracać — przerwałem uspokajający szum wody.

— Poczekajmy jeszcze. Morze jest tu piękne. — Zaskoczył mnie. Nie sądziłem, że znał pojęcie piękna.

Staliśmy ramię w ramię, ostatni na ziemi: człowiek i robot. Wciąż wierzyłem, że nie jestem jedynym ocalałym, lecz w tamtym momencie czułem, jakby świat poza horyzontem nie istniał. Dopiero po dłuższej chwili zorientowałem się, że coś uległo zmianie, na którą wcześniej nie zwróciłem uwagi. Uważnie przyjrzałem się falom, czując na twarzy wzmagający, chłodny wiatr.

Pierwszy wiatr, odkąd zamknąłem się w schronie.

Usłyszałem niskie pomruki. Spojrzałem w kierunku, z którego dochodziły i nie wierzyłem własnym oczom. Niebo na horyzoncie pociemniało, całe zasnute ciężkimi chmurami. Gdzieniegdzie przecinały je błyskawice, a silny wiatr gnał ścianę deszczu w naszym kierunku. W panice zacząłem rozglądać się za schronieniem, lecz byliśmy na pustkowiu – ruiny bunkrów nie zapewniały dachu nad głową, a do latarni było zbyt daleko.

— Czemu płaczesz? — zapytał Gustaw. — Przecież woda, to życie.

— Zanim cię zbudowałem, modliłem się o deszcz. Ale nie padało tyle czasu, że zapomniałem o nim i nie zabezpieczyłem cię przed wodą. Miałem się tym zająć niedługo — odpowiedziałem zrozpaczony.

— Czyli to nasze pożegnanie?

— Tak, Gustawie.

Poczułem pierwsze krople spływające po twarzy. Monitor mojego przyjaciela powoli bladł, co chwila się wyłączał. Złapałem go i próbowałem odciągnąć, mimo wszystko pobiec do latarni, lecz wyślizgiwał się, a piszczący dźwięk, przypominający wołanie o pomoc przybierał na sile. Dołączyły do niego trzaski, kiedy wymówił moje imię.

Spojrzałem na monitor, który błysnął zdjęciem sylwetki na tle morza. Jęki ucichły i zmieniona tapeta zniknęła na zawsze.

W strugach deszczu, grzęznąc w mokrym piasku i tracąc równowagę przeciągnąłem go do latarni. Była zamknięta na kłódkę, wykopałem więc duży kamień, łamiąc paznokcie i uderzałem w nią, dopóki się nie poddała. Mięśnie paliły tępym bólem, kiedy stopień po stopniu wnosiłem go na szczyt. Usadziłem Gustawa tak, żeby niewidząca kamera skierowana była na złączenie wodnych światów. Tam, gdzie robot uznał, że jest pięknie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • pkropka 2 miesiące temu
    TW wróciło na miejsce. Jak znajdzie się ciekawski, chcący przeczytać trzy strony, z których wyrosło dwanaście, zapraszam: http://www.opowi.pl/tw-06-ostatni-na-ziemi-a50770/
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Przeczytałam ostatnie zdanie i to wydało mi się jakieś takie wzruszająca-piękne, że przeczytam serię, choć nie jestem fanką sf. Żadna. :D
  • pkropka 2 miesiące temu
    W takim razie niezmiernie mi miło :D
    Dziękuję i pozdrawiam serdecznie <3
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Pkropka→Czyli tak.
    Po pierwsze→gdyby napisać scenarisz i reżyser byłby nie ciamajda, to byłby z tego bardzo ciekawy film.
    Po drugie→szkoda, ze główny bohater, nie jest główną bohaterką. Nie wiem, dokładnie, dlaczego tak uważam.
    Po trzecie→te kilka słów, że mógłby bardziej intonować słowa, emocjonalnie jakoś i ta jego odmowa... hmm
    Tak sobie myslę, że Gustaw od początku wiedział, jak się to dla niego skończy.
    Mimo tego prowadził w kierunku wody, ale że będzie padać.to raczej przewidywał.
    Nie chciał się za bardzo zespalać z człowiekiem. Wolał mówić beznamietnie.
    Raczej chciał mu pomóc, wiedząc, że sam przestanie działać.
    No ale kilka widoków zobaczył. Inaczej niż człowiek, ale też się zachwycił,
    Więź się wytworzyła, odziałowując w obie strony. Elektroniczną empatię w sobie posiadał.
    Ostatnie zdanie → super!
    No dobra już. Kończę:)) Pozdrawiam:)→5+ za całość!
  • pkropka 2 miesiące temu
    Witaj DD :)
    Milo, że wiedziałbyś film z tego. Co do bohaterki - chyba lepiej mi wychodzą niż bohaterowie. ale walczę ;) no i mogłaby być bardziej emocjonalna, tak na zapas za Gustawa.
    Podoba mi się Twoja interpretacja. Dziękuję za nią.
    Pozdrawiam też i dziękuję serdecznie!
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Nagle mi przyszło do głowy alternatywne zakończenie, ale jest takie ... co by później człowieka mogło dręczyć, chociaż by nie zawinił. Dlatego się wstrzymam:)). To tylko dwód,że mi się tekst podoba.
  • pkropka 2 miesiące temu
    Dawaj, jestem ciekawa :D
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Po zadniu: ''Tam gdzie robot uznał, że pięknie"
    ----------------------------------------------------------
    Stoję w deszczu.
    Działam jak trzeba... to znaczy... nic mi nie jest, lecz nie wiem, co mam robić.
    Nagle w niewielkiej odległości, coś dostrzegam.
    Idę w tamtym kierunku.
    To szeleści na wietrze. Dość duże, cienkie i przezroczyste.
    Mam łzy w oczach. Odczuwam je mimo deszczu.
    Tak niewiele brakowało. Dlaczego nie spojrzałem w tamtą stronę.
    -------------------------------------------------------------------------------------
    Coś w tym stylu:)
  • pkropka 2 miesiące temu
    Dekaosie, podoba mi się Twoja wersja. Jak najbardziej, dla Ciebie może być i takie zakończenie :D
    Dlatego ucięłam tu, gdzie ucięłam. Żeby dalej mogło się zdarzyć wszystko ;)
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Jak najbardziej rozumiem:)
    A swoją drogą, to też brzmi ciekawie→''Żeby dalej mogło się zdarzyć wszystko'':)
  • Kapelusznik 2 miesiące temu
    Ha
    Fajne zakończenie z nutką typowej ludzkiej głupoty
    5
    Pozdrawiam
  • pkropka 2 miesiące temu
    Dzięki Kapeluszniku, cieszę się że przypadło do gustu :D
    Pozdrawiam też
  • Justyska 2 miesiące temu
    Bardzo ludzka ta relacja, pełna emocji i strachu przed zaangażowaniem i stratą... Wzruszająco zakończyłaś. Dziękuję za kolejną chwilę przyjemności:)
    Pozdrawiam!
  • pkropka 2 miesiące temu
    Miło mi, że umiliłam Ci czas :)
    Dzięki serdeczne i też pozdrawiam :D
  • Antoni Grycuk 2 miesiące temu
    PKRopko,

    chyba nie muszę mówić, że styl jak zwykle masz świetny?
    Czyta się to naprawdę dobrze, bez zająknięć czy zniechęceń.

    Ale...
    Co my tu mamy. Wędrówkę faceta z robotem, z której wynika tylko końcówka. Moim zdaniem powinnaś dodać jakieś ciekawe przygody albo, na co wpadłem przed chwilą, zastosować manewr podobny jak w książce "Zen i sztuka oporządzania motocykla". Czytałaś? Tam też jest droga, drobne, niemalże nieinteresujące przygody, ale oprócz tego cała masa filozofii podanej w "formacie" przyczynowo-skutkowym. Jeśli akcja jest nudnawa, warto zastosować taką technikę: opisujesz przyczynę, następnie reakcję i działanie. Wtedy czyta się to znacznie "ciekawiej".
    Bo, przepraszam, muszę to powiedzieć, sama akcja tutaj trochę zawiewa nudą. A może powinnaś dorzucić retrospekcje faceta z przeszłości, a w nich akcję lub chociaż ostrą huśtawkę emocjonalną?... To takie moje trzy grosze lub GORSZE, co często powtarzam ;)

    ps. I jeszcze mi do głowy przyszło, że mogłabyś na początku dodać jakiś wyraźny cel, coś, co sprawiłoby, że wędrówka stałaby się sensowna, a nie tylko dla samej wędrówki. Np. odebraliby na początku sygnał alfabetem morse'a, z którego jednak można by było odczytać tylko pojedyncze słowa, reszta to bełkot...

    Ale mimo tego, co właśnie napisałem, chętnie sięgnę po kolejne części, jeśli będą, bo są tak dobrze napisane.

    I zgadzam się z Dekosiem, że całość bardziej mi pasuje do kobiety bohatera: wiesz, całe to malowanie farbą, itp – ogólnie klimat jest chyba kobiecy.

    I masz ode mnie wielki namalowany na monitorze uśmiech, a może i serducho za to, że chciało Ci się sprawdzić kody kolorów :) Swoją drogą to prawie moje ulubione połączenie: jak na fladze Irlandii, gdzie mieszkałem :)

    A teraz błędy:

    Nieświadomie dał mi coś więcej, niż najpiękniejszy prezent świata.
    niepotrzebny przecinek. Nie dajemy go przed "niz", jeśli nie rozdziela zdań podrzędnych. Czyli: lepszy niż ja. Lepiej, niż gdybym sam to zrobił. itp.

    Co raz błyskały łuski drobnej rybki umykającej przed wzrokiem, podczas gdy wypatrywałem choćby najmniejszej zmarszczki, świadczącą o powrocie wiatru.
    świadczącą??? Może świadczącej?

    Jedynie kręgi rozchodzące spod kołyszącej się łodzi naruszały gładką powierzchnię.
    A może: ...kręgi rozchodzące się spod rozkołysanej łodzi...

    Gustaw w tym czasie próbował znaleźć jakiekolwiek połączenie Bluetooth, lub Wi-Fi. Robił to regularnie, sam nie wiem, czy szukając ocalałych, wiedzy, czy może chcąc utworzyć kopię zapasową.
    niepotrzebny przecinek przed "lub". Wydaje mi się, że niepotrzebna jest tu forma imiesłowowa. Dałbym : Robił to regularnie, sam nie wiem, czy szukał ocalałych, wiedzy, czy może chciał utworzyć kopię zapasową.

    Nie działa komunikacja, więc nie mają pojęcia co się wydarzyło,
    brak przecinka przed "co".

    Mimo że dużo milczeliśmy, zawsze słuchał uwagą,
    brak "z".

    Mijaliśmy pierwsze domki ze zdobionymi firanki w oknach
    firankami

    Niezrażony wybrał nową puszkę farby, tym razem biorąc ją delikatnie, niczym jajko.
    ja dałbym: Niezrażony wybrał nową puszkę farby, ale tym razem wziął ją delikatnie, niczym jajko.

    W tym czasie Gustaw uważnie obserwował co robię, a kiedy skończyłem, zapytał po co zapisuję naszą historię.
    brak przecinka przed "co robię".

    ale umknęły by szczegóły, drobne chwile które sprawiają, że jestem szczęśliwy
    umknęłyby; przecinek przed "które sprawiają".

    Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że bardzo chce zobaczyć to miejsce.
    chcĘ

    Oba kolory tańczyły przed nami, pieniąc i falując, lecz nie mieszając się.
    A może zmienić kolejność: Oba kolory, pieniąc się i falując, tańczyły przed nami, lecz pozostawały niezmieszane.

    Przecież woda, to życie.
    Chyba niepotrzebny przecinek.

    A tak to brawo! Klimat jest, a czasem to ważniejsze niż cokolwiek.

    Pozdrówka!
  • pkropka 2 miesiące temu
    Ojoj...
    Napracowałeś się przy komentarzu. Odniósę się szerzej i poprawię błędy jak zasiądę do komputera. :)
  • pkropka 2 miesiące temu
    Wreszcie usiadłam przed komputerem, jak należy :D

    Z rozmysłem nie dałam celu. Chciałam przedstawić człowieka, który stracił całą nadzieję. Stracił wszystko. Znajduje robota i jego też traci. Niby wie, że gdzieś ktoś musi być, ale ile można wierzyć nie widząc? Jak znaleźć cel, tracąc chęci?
    Filozofii też nie chciałam pchać. Jedyne co, to faktycznie mogłam dać retrospekcje. Tu się zgadzam. A przygody w pustym świecie ciężko wymyślić. Sądzę, że będąc w takiej sytuacji ciężko też je mieć. Jak tracisz chęć do wszystkiego to nawet ciekawe wydarzenie nie wstrzykuje adrenaliny.
    Ogólnie uwagi zacne i przydatne na przyszłość, biorę do serducha, ale w tym wypadku taki miałam zamysł - żeby było nudno :p Czy słusznie? Nie wiem. Wciąż eksperymentuję.

    Większość poprawek naniosłam, serdeczne dzięki. Chyba powinnam wrócić do nauki jęz. polskiego, nie mam pojęcia jak nazywają się poszczególne komponenty zdania. No nic, jadę przykładem.
    Uświadomiłeś mi, że mam tendencję do używania formy czasownika jak tu: "szukając ocalałych, wiedzy, czy może chcąc utworzyć kopię zapasową." Zwrócę na to uwagę, nie wiem czemu tak je sobie upodobałam.

    Przecinki - obiecuję poprawę. Od następnego tekstu wrzucam w program. Akurat przy tym nie miałam cierpliwości do nauki nowego (mea culpa).

    "Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że bardzo chce zobaczyć to miejsce.
    chcĘ" - Gustaw chciał :)

    Przecinek przy woda to życie zostawiam. Bardziej jako pauzę w wypowiedzi, bo chyba masz rację że powinno być bez. Ale jakoś mi się tam widzi.

    Podsumowując: ogromne dzięki za tak uważną lekturę i wiele cennych uwag. Nawet jeżeli ich nie wprowadzam, lub w danym przypadku się nie zgadzam - wciąż doceniam je i wiele mi dają na przyszłość. Tak więc dziękuję po stokroć i pozdrawiam serdecznie <3
  • Aga jednostrzały 2 miesiące temu
    Jestem i w końcu doczytałam. Ładne, przejmujące zakończenie.
    Pozdrawiam xd
  • pkropka 2 miesiące temu
    Dzięki :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania