Poprzednie częściPięciu Jeźdźców Apokalipsy - prolog  

Pięciu Jeźdźców Apokalipsy - rozdział I

I

 

BUM.

 

Głośny huk poderwał Riley z łóżka. Przez chwilę rozglądała się nieprzytomnie dookoła, po czym otworzyła drzwi pokoju i wybiegła na korytarz.

 

- Co to było? -zapytała przechodzącą obok pokojówkę.

 

-Proszę się nie martwić, to tylko ojciec panienki robi coś w swoim gabinecie. -odparła pokojówka z szerokim uśmiechem, po czym skinęła głową i odeszła.

 

Riley westchnęła i wróciła do swojego pokoju. Szczerze mówiąc, odpowiedź pokojówka wcale jej nie zaskoczyła. Jej ojciec robił różne rzeczy, o jakich ona nie miała pojęcia. Nikt nie miał. Archibald Moore miał wiele cech, ale szczerość i wylewność do nich nie należały. Tak samo, jak kochanie.

Mężczyzna nie był tak naprawdę jej ojcem, podobnie jak nie był ojcem Aurelii, Drake'a, Eliasa czy Nicholasa. Całą piątkę adpotował i mimo, że nigdy nie zdradził prawdziwego powodu adopcji, to Riley była niemal pewna, że chodziło tylko o wyłącznie o ich moce.

 

Ona i jej rodzeństwo nie byli zwykłymi nastolatkami. Każde z nich posiadało nadprzyrodzoną moc. Takie moce, o jakie inni ludzie by się zabijali, takie moce, jakie mają superbohaterowie w filmach. Takie właśnie moce towarzyszyły rodzeństwu Moore od urodzenia.

 

Riley zamknęła drzwi swojego pokoju i pośpiesznie się umyła i ubrała. Dzisiaj była niedziela, czyli jedyny wolny od treningów dzień, więc Riley teoretycznie mogła robić co jej się podoba, ale nie była leniem jak NIEKTÓRZY z jej rodzeństwa. Nie lubiła leżeć do południa w łóżku i marnować cenny czas. Czas to pieniądz. Trzeba umieć odpowiednio się z nim obchodzić.

Riley sięgnęła po szczotkę i zaczęła rozczesywać swoje długie, czarne włosy. Zerknęła w gładką taflę lustra w czarnej, rzeźbionej ramie. Obijała się w niej blada, szczupła twarz z prostym nosem, wydatnymi kościami policzkowymi i skośnymi, złotymi oczami. Cienkie, blade wargi wykrzywiły się w drwiącym uśmiechu. Riley odrzuciła szczotkę na ziemię i wymaszerowała z łazienki.

 

Śniadanie zawsze jedli sami, bez ojca, dzięki czemu nie był to tak ponury posiłek, jak obiad. Przez tą atmosferę przy stole, Elias nazywał obiad stylą.

Riley weszła do jadalni. Było to duże, jasne pomieszczenie z wielkimi oknami. Na środku stał długo stół, przy którym siedziała już trójka osób.

Elias- ciemnowłosy czterastolatek o specyficznym poczuciu humoru i latynoskiej urodzie, Drake- muskularny brunet z okularami oraz Nicholas- czarnowłosy chudzielec, przypominający nieco widmo.

Elias i Drake prowadzili ożywioną dyskusję. To znaczy Drake mówił, jak zwykle spokojnym tonem, a Elias krzyczał, gestykulując żywo. Riley czasami zastanawiała się, czy jej brat potrafi w ogóle mówić, zamiast drzeć się na cały regulator. Kiedy usiadła przy stole, dyskutujący nawet na nią nie spojrzeli, zaś zmęczone spojrzenie Nicholasa wyraźnie mówiło, że ma serdecznie dosyć braci jak i całego świata.

 

-Zamknijcie się już! -krzyknęła Riley, zagłuszając wywód Drake'a.

 

Chłopcy zamilkli i spojrzeli na nią.

 

-O Ril, nie zauważyłem cię. -powiedział Drake. -Właśnie rozmawialiśmy z Eliasem...

 

- Ten debil twierdzi, że nie mogę biegać z prędkością światła! -pożalił się Elias. -A przecież umiem!

 

- Nie umiesz.

 

-Owszem umiem!

 

-Z naukowego punktu widzenia...

 

-Zaraz ci wsadzę ten punkt widzenia w dupę. -warknął Nick. - Mam was już dosyć. Nie mogę zjeść u siebie?

 

Ostatnie zdanie skierowane było do stojącej nieco z boku pokojówki, która zawsze towarzyszyła im przy śniadaniu, jednak nigdy nie jadła razem z nimi, z prostej przyczyny: była robotem. Cała służba w tym domu była robotami, zrobionym przez ojca.

Kobieta uśmiechnęła się uprzejmie do Nicka i odparła:

 

-Niestety nie, Nicholasie. Śniadania to wspólny, rodzinny posiłek.

 

- To dlaczego ojca tu nie ma?

 

-Bardzo dobrze, że go nie ma. -oświadczył Elias, sięgając po naleśniki, leżące na talerzu pośrodku stołu. -Jakoś za nim nie tęsknię. Przynajmniej mogę normalnie jeść. Obiadu nigdy nie zjadłem w spokoju, bo zawsze się tak patrzył...

 

-Eliasie, zaczekaj z jedzeniem. -upomniała go pokojówka. -Śniadanie to rodzinny posiłek....

 

-Już jestem. -powiedziała drobna niebieskooka blondynka- Aurelia, wbiegając do jadalni.

 

-Wreszcie! -Elias uniósł ręce w dziękczynnym geście. -Bogu niech będą dzięki! Mogę już jeść? -i nie czekając na odpowiedź polał naleśniki ketchupem i zaczął jeść.

 

Riley skrzywiła się.

 

- Nie rozumiem, jak ty możesz jeść naleśniki z ketchupem. -powiedziała z obrzydzeniem. - To ohydne połączenie.

 

-Kefup fe fsyfkim dopfe fmachuje. -wymamrotał Elias, z ustami wypełnionymi jedzeniem.

 

Drake pokręcił głową z dezaprobatą i zabrał się do jedzenia. Reszta posiłku minęła w względnej ciszy, przerywanej tylko od czasu do czasu jakimś zdaniem i mlaskaniem Eliasa. Kiedy wszyscy się już najedli, pokojówka podeszła do stołu i wygłosiła swoją codzienną regułkę:

 

-Życzę wam miłego dnia. Pamiętajcie, żeby nie wychodzić z domu.

 

-Jaasne. -Elias przewrócił oczami, zrywając się z krzesła. -Wiemy przecież.

 

Reszta także wstała od stołu i skierowała się w stronę wyjścia z jadalni.

 

- Co dzisiaj robicie? -zapytał Drake.

 

-Ty też musisz się codziennie o to samo pytać? -prychnął Elias. - Ale jak już chcesz wiedzieć... pójdę na spacer, potem może odwiedzę muzeum albo galerię sztuki, jeszcze nie wiem. Następnie wrócę na obiad, spędzę trochę czasu w parku, czytając książkę, a potem wybiorę się na romantyczną kolację z moją ukochaną... a nie, nie mam ukochanej. Tak samo jak możliwości wyjścia z domu. Ups!

 

-Uspokój się. - powiedziała Riley. - Nie ty jedyny tak masz. Ja też mam już dosyć tego cholernego domu.

 

Elias westchnął melancholijnie.

 

-Taki już nasz los... -stwierdził, po czym , zasalutował, odwrócił się na pięcie i pobiegł korytarzem, w stronę swojego pokoju.

 

-Naprawdę myślicie, że będziemy tu siedzieć do końca życia? -zapytała niepewnie Aurelia po chwili ciszy.

 

-Coś ty! -prychnęła Riley. -Ja tu będę siedzieć jeszcze max cztery lata. Kiedy będziemy juz pełnoletni, ojciec nic nam nie zrobi. Będziemy sami o sobie decydować.

 

Po tych słowach Riley też odeszła do swojego pokoju. Mimo tego wcale nie była taka pewna siebie, jak udawała przed rodzeństwem. Cztery lata to bardzo dużo, a przez ostatnie miesiące tkwienie w tym domu stało się jakoś tak bardziej uciążliwe. Chęć wyjścia do ludzi, zobaczenia świata spotęgowała się. Dobrze pamiętała swoją rozmowę z ojcem, wiele lat temu, między innymi właśnie na temat zakazu wychodzenia z domu.

 

***

Mała, ciemnowłosa dziewczyna przekroczyła próg pokoju i opuściła głowę, wbijając wzrok w gruby, bordowy dywan. Mężczyzna, siedzący za biurkiem spojrzał na nią, mrużąc oczy.

 

-Dlaczego? -zapytał chłodnym, nieprzyjemnym głosem. -Dlaczego to zrobiłaś?

 

Dziewczynka zaczęła dygotać w sposób niekontrolowany.

 

-Ja... -wyjąkała. -Ja nie chciałam zrobić nic złe-złego. Ja chciałam tylko pobawić się z innymi... innymi dziećmi...

 

-Po co? Nie jesteś taka, jak te dzieci. Ty jesteś inna. Jesteś wyjątkowa. Nie powinnaś bawić się z kimś, kto jest od ciebie gorszy, Riley.

 

Dziewczynka pociagnęła nosem.

 

-Prze-przepraszam... -wyszlochała.

 

Z jej oczu popłynęły łzy, tocząc się po policzkach. Ale zamiast wsiąknąć w materiał sukienki, słone krople spadły na dywan, tworzac sporą kałużę. I jeszcze jedną... i nastepną...

 

Archibald Moore zerwał sie z miejsca i podszedł do Riley.

 

-Przestań! -warknął. -Co ja ci mówiłem? Musisz poskromić emkcje, musisz nad nimi zapanować! Jeżeli tego nie zrobisz, może się to skończyć tragicznie dla nas wszystkich! Chcesz sprowadzić tornado? Albo trzęsienie ziemi? Pożar? A może tsunami?

 

Riley przestała płakać. Uniosła głowę i zamrugała.

 

-Nie chce.

 

-Więc nie możesz okazywać emocji. - powiedział dobitnie Archibald. -Musisz je tłumić. W sobie. Ty jesteś inna. Inna nawet od swojego rodzeństwa. -uniósł nieco wyżej podbródek dziewczynki. -Możesz być najlepsza. -powiedział twardo. -Ale musisz ciężko ćwiczyć. I nie możesz pod żadnym pozorem ponieść się emocjom. Pamiętaj.

***

 

Riley otrząsnęła się z zamyślenia. Niemal sześć lat minęło od tamtej rozmowy. Przez te sześć lat moc Riley, jakś była zdolność panowania nad żywiołemi bardzo się rozwinęła. Ćwiczyła z dala od wszystkich, dla ich dobra. Nie chciała, żeby z jej winy komuś, kogo kocha ponownie stała się krzywda.

Nie chciała powtórki z przeszłości.

***

 

Dziękuję wszystkim, którzy się pofatygowali i to przeczytali. Przepraszam też za wszystkie literówki, ale niestety pisze na telefonie, więc różnie to bywa. Proszę, napiszcie w komentarzach co Wam się nie podoba.

🖤

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Clariosis tydzień temu
    Hm, no, literówek to trochę tu jest... Rozumiem, że piszesz na telefonie, ale nawet taki tekst można poprawić. Odstawić go, by przeleżał w zapisanych plikach, a potem po tygodniu sprawdzić. I zostawić na jeszcze jeden tydzień i potem sprawdzić. Każdy tekst najlepiej sprawdzać po pięć razy, a jeszcze lepiej dać komuś do przeczytania przed publikacją. Jeżeli będziesz chciała wypiszę Ci, co można poprawić, przynajmniej tyle, ile jestem w stanie, bo mistrzem poprawności językowej nie jestem.
    To tyle jednak z kwestii technicznych, przejdźmy do fabuły.
    Wprowadzenie bohaterów wyszło średnio. Nawet bardzo. Dowiedzieliśmy się o nich tak zdawkowych informacji, że nie zapadają w ogóle w pamięć, prócz tego, że ich siostra uważa ich za leni.
    "Ona i jej rodzeństwo nie byli zwykłymi nastolatkami. Każde z nich posiadało nadprzyrodzoną moc. Takie moce, o jakie inni ludzie by się zabijali, takie moce, jakie mają superbohaterowie w filmach. Takie właśnie moce towarzyszyły rodzeństwu Moore od urodzenia." - Ten opis... nie przemawia do mnie. To najpewniej dlatego, że narrator wręcz zapewnia czytelnika o wyjątkowości mocy nastolatków, kiedy ani razu nie mieliśmy jeszcze okazji o nich przeczytać i nie wiemy nawet czym te moce są. No prócz Riley, że jakiś tam żywioł i że kogoś nim w przeszłości skrzywdziła. Można było spokojnie pozostać przy porównaniu do filmów, ale zapewnienie, że "ludzie wręcz by się zabijali o te moce" jest tu zbędne. Być może faktycznie tak jest, ale wolałabym najpierw to ujrzeć, nim narrator mi tak powie.
    Z plusów jednak ciekawie wyszedł koncept trzymania ich przez "ojca" pod kluczem i to, że mówił Riley, że jest ważniejsza od wszystkich. Ciekawa relacja, która może doprowadzić do wielu zwrotów akcji.
    Pozdrawiam.
  • TopazBlack 6 dni temu
    Cóż, masz rację co do tych błędów. Rzeczywiście, chyba za mało razy sprawdzam co napisałam. Niestety, nie za bardzo mam komu dać tego do przeczytania. Dziękuję bardzo za uświadomienie mnie w niektórych kwestiach :) :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania