Poprzednie częściLBnP nr XXIV - Przybysz z Jowisza II  

LBnP nr 31 - Pikaja a szlak bursztynowy

Życie składa się z przypadków. Niekiedy mało istotne zdarzenia potrafią doprowadzić nas na skraj przepaści i zniszczyć tradycyjne wartości w imię szalonych poszukiwań. Bohater tej opowiastki popadał w obłęd przy zagłębianiu się w ewolucję wygasłych gatunków zwierząt, którą reprezentowała maleńka pikaja.

Mariuszowi wiodło się nieźle, założył rodzinę, a kariera naukowa rozwijała się znakomicie. Na Wydziale krążyły wieści, że niedługo otrzyma nominację belwederską na tytuł profesora zwyczajnego przed trzydziestką.

Niepozorny fakt przerwał pasmo sukcesów. Na konferencji w Ottawie wygłosił referat o badaniach nad nowym środkiem przeciwbólowym, który nie uzależnia tak jak morfina czy nawet medyczna heroina. Jego wystąpienie spotkało się z entuzjastyczną oceną.

W ramach programu towarzyszącego obradom gospodarze zawieźli uczestników na teren wykopalisk w zachodniej części Kanady słynnej ze szczątków pradawnych zwierząt, których ślady zachowały się w ponad stu skamielinach. Po dawnym środowisku wodnym pozostały tylko lodowce i malownicze jeziora kryjące się w dolinach Gór Skalistych.

W Burgess Mariusz długo wpatrywał się w muzealną gablotkę ze śladami wymarłego pięćset milionów lat temu strunowca, który zamieszkiwał te obszary. To małe żyjątko zawładnęło jego wyobraźnią. Odłączył się od grupy kolegów, którzy myśleli więcej o spacerze po parku narodowym niż o atrakcjach ekspozycji o przedpotopowych stworzeniach.

 

****

 

Jako dziecko Mariusz pasjonował się dinozaurami, nieraz w nocy popłakiwał z żalu, że te olbrzymie gady wymarły. Zwykle chłopcy zbierają samochody, kleją modele samolotów i bawią się w podchody. Pokój dzieciaka zdobiły bajeczne wielowymiarowe stwory starannie wykonane z gliny, papieru i plastyku. Dziadkowie wróżyli wnukowi wspaniała przyszłość w kręgu rzeźby i fantastyki. Z wiekiem zaprzestał tworzyć legendy o zaginionych gatunkach zwierząt. Paleontologia przestawała go interesować. Żyjące organizmy prezentowały się dużo ciekawiej. Szukał paraleli w rozwoju gatunków. Prenumerował profesjonalne pisma, które podawały zaskakujące fakty. Najbardziej fascynowały go zagadnienia pozornie nieprawdopodobne jak zbliżona droga ewolucji olbrzymiego słonia i maleńkiej płachetki.

Jednocześnie podjął studia na dwóch kierunkach, farmacji i biologii, która porywała go możliwością poznawania fauny i rozwinięcia skrzydeł w badaniach różnych organizmów z zastosowaniem wyników w zwalczania chorób nękających ludzkość od zarania dziejów po czasy współczesne. Piżmo znajduje zastosowanie w przemyśle perfumeryjnym, marzył o wykryciu zwierzęcej wydzieliny, która stanowiłaby skuteczną odtrutkę na raka. Jego rodzicom nie udało się pokonać złośliwych nowotworów. Marzył o opracowaniu efektywnego antidotum na tę plagę zachorowań w dwudziestym pierwszym wieku.

 

****

 

Tymczasem maleńka pikaja odsunęła jego badania na drugi tor. Zawładnęła całkowicie wyobraźnią. Stał się niewolnikiem nowej pasji, w której nauka mieszała się z żyłką detektywistyczną. Upodabniał się coraz bardziej do Indiany Jones’a, poszukującego skarbów w odległych zakątkach świata. Prowadził od pięciu lat te same zajęcia ze studentami, więc poświęcał coraz więcej czasu nowemu hobby.

Przyjaciele z Kanady chętnie wspierali jego wysiłki w budowaniu modelu tego kilkucentymetrowego żyjątka. Uzyskał nawet parę preparatów do analizy od znajomych z Kanady. Sporządził trójwymiarowy model pikai. Niewielkie ciało ryby było z obu stron mocno spłaszczone. Zaznaczył głowę oddzieloną od ogona nieprzekraczającą dwóch procent wielkości ciała, otwór gębowy i twory przypominające macki. Zrekonstruował również fragment przełyku i gardła. Nie udało mu się odtworzyć pozostałych wewnętrznych organów. Na sfotografowanych łupkach odnalazł ślady oczu.

Początkowo synek chętnie bawił się nową zabawką. Im bardziej ojciec zasypywał Mańka nowymi opowieściami na temat genezy zwierzęcia, tym bardziej Marcinek tracił entuzjazm do nużących wywodów taty, których nie rozumiał. Absolutnie nie interesowało go, czy pikaja pływała jak współczesny węgorz, czy raczej poruszała się jak lancetnik. Nie pociągała go dziwaczna supozycja, że drobna rybka mogła zajmować poczesne miejsce w teorii ewolucji. Ze złości pociął nożyczkami drogocenny szkielet jak zwykłego pajaca. Ten incydent zniszczył na pewien czas pozytywne relacje ojca i syna. Ustały niedzielne wizyty w ogrodzie zoologicznym i wieczorne pogawędki. Chłopiec spędzał coraz więcej czasu samotnie przy komputerze.

 

****

Agata z wielką dozą cierpliwości tolerowała zacietrzewienie męża zagadnieniem pikai. Denerwowały ją jednak uwagi typu „uwielbiam jak prężysz się jak pikaja” lub „powtórz tę pozycję”. We śnie często powtarzał te same kilka słów „pikajo, kiedy rozwiążę twoją zagadkę”.

Żadna kobieta nie znosi obecności rywalki w najbardziej intymnych momentach. Relacje z żoną uległy pogorszeniu. Zanim zrozumiała, że Mariusza nęka mania prześladowcza, podejrzewała o zdradę i pokątny romans ze studentką z dalekiego kontynentu. Nie sypiali już razem. Jej zdaniem mężczyzna zamieniał się w małego chłopca rozmiłowanego w science-fiction, który zapadł w niebezpieczny sen.

Pogłębiał się rozpad małżeństwa, małe stworzonko rozbudziło w dorosłym człowieku tę samą pasję co dinozaury w dzieciństwie. Skala zjawiska stawała się coraz bardziej niepokojąca, mikroorganizm zastąpił fascynację wygasłymi gigantami.

 

****

 

W wolnych chwilach Agata zmęczona troskami dnia codziennego sięgała po wspomnienia, przeglądała albumy ze zdjęciami z niezapomnianego września 2000 roku. Amatorskie filmiki przyprawiały ją o łzy wzruszenia.

Znowu spacerowali po opustoszałych plażach wybrzeża. Unikali dyskotek i zbiorowych imprez. Wkraczali w swój własny świat, w dzień najchętniej uciekali na wydmy, gdzie przeżywali najwspanialsze chwile. Tam rozkwitała ich miłość, która miała trwać po wieki. Rozkoszowali się pocałunkami o smaku morza i nieco gorzkich jeżyn, które obrodziły w lasach tego lata. Brunatne plamy na policzkach zdradzały, że las nie szczędził im swych owoców. Ślady jagód barwiły dłonie na fioletowo.

Oboje pokochali piasek i bursztyn. Wieczorami nie zawsze wracali pod dach, ciepłe noce spędzali na wydmach, niemych świadkach ich zauroczenia. Nagie ciało Agaty zdobiły bursztyny. Mariusz nazwał ją Jantarową Dziewczyną, na rękach nosiła bransoletki z drobnych koralików z zastygłej żywicy w epoce trzeciorzędu. Jej długą szyję opasywały ciemnobrązowe paciorki, z uszu zwisały jasne kolczyki w kształcie elipsy. Gdy leżała nieruchomo na piasku, Mariusz układał jej na biodrach abstrakcyjne „tatuaże” z bałtyckiej skamieliny. Wzory zapożyczał ze znanych płócien malarzy doby secesji. Przeważały stylizowane ważki i kwiaty.

Pewnego dnia przekroczyli strefę ruchomych piasków. Zlekceważyli znaki ostrzegawcze. Lewa noga Agatki zagłębiała się co raz mocniej w kryształowe złoża piachu. Pomogła szybka interwencja Mariusza, który nakazał jej donośnym głosem, aby padła na ziemię całą powierzchnią ciała. Odkopał bolącą stopę i przeniósł dziewczynę na rękach w bezpieczny rejon.

W uszach brzmiał jej jeszcze krzyk chłopaka:

— Kobieto z wydm, nie opuszczaj mnie, kocham cię! Pobierzmy się!

Te nieoczekiwane oświadczyny scaliły ich los. Tańczyli na plaży w rzęsistych strugach deszczu. Morskie fale wynagrodziły niepogodę, wyrzucając na brzeg sporej wielkości trzy bryłki bursztynu, z której zręczny jubiler wykonał kolczyki, pierścionek i naszyjnik w kształcie serca o nietypowym kształcie. Odwzorowywał bowiem anatomiczny obraz narządu, symbolu życia i miłości w naszym kręgu kulturowym.

 

****

 

W pracy na uczelni atmosfera stawała się coraz bardziej napięta. Mariusz w kontaktach z naukowcami z Kanady używał formatki uniwersytetu, więc do rektora napływało szereg fachowych pytań, na które nikt nie potrafił odpowiedzieć oprócz doktora Malinowskiego. W środowisku akademickim panuje zazdrość porównywalna do świata literatury lub filmu.

Teść Mariusza, człowiek o trzeźwym umyśle, ostrzegł zięcia, że stąpa po niebezpiecznym gruncie. Przypomniał pokrótce, że zaniedbuje prace o zastosowaniu metadonu. Wkroczył na niebezpieczną ścieżkę zatracenia się w fanaberiach ułudy.

To upomnienie niespodziewanie poskutkowało, mężczyzna nadrobił wszelkie zaległości. Zadziwiał środowisko akademickie trafnością spostrzeżeń i nowatorskim podejściem do opisania ubocznych skutków farmaceutyku, na które prawie nikt nie zwrócił uwagi. Tymczasowo pikaja poszła w niepamięć.

 

****

 

Ona jednak nie zniknęła z widnokręgu Mariusza. Po fazie eksperymentalnej wyniki badań analizował na osobistym komputerze bez wtajemniczania kolegów w arkana sztuki. Więcej czasu spędzał z rodziną ku zadowoleniu żony i syna. Odłożył na bok śledzenie ewolucji i zaginięcia pikai w drodze o przetrwanie. Nie zadowalały go dotychczasowe wyniki.

Podążał za wskazówką Lema z „Cyberiady”. W razie przemęczenia należy odłożyć rozpoczętą aktywność. Umysł czasami pracuje bez naszej wiedzy. Niekiedy sen może zainspirować rozwiązanie, co potwierdziło się w tym przypadku. Nowe odkrycie pojawiło się w stanie określanym jako letarg. Zobaczył krążące kulki, które naprowadziły go na nową hipotezę, którą opublikował w kanadyjskim czasopiśmie naukowym.

 

****

Tymczasem Agata zapadła na ciężką chorobę, którą zdiagnozował krewny rodziny Malinowskich. Pacjentce towarzyszyło nieustanne zmęczenie i apatia. Groziło jej śmiertelne niebezpieczeństwo wywołane tętniakiem aorty. Pilnie wymagała operacji.

W Mariuszu obudziły się dawne uczucia, miłość i przywiązanie. Nie odchodził od łóżka żony. W sytuacji zagrożenia wszczepiono stent graf, który uratował jej życie. Po zabiegu zbolały mąż założył jej na szyję pamiętny wisiorek.

— Moja Kobieto z Wydm, przyrzekliśmy sobie, że nic nas nie rozdzieli dopóki to wtopione żyjątko będzie patrzyło na nas. Ta ważka ciągle tam tkwi i stoi na straży naszego ogniska domowego. Nie poddawaj się, nie przemierzyliśmy jeszcze do końca naszego bursztynowego szlaku. Codziennie modlę się do naszej maleńkiej figurki Matki Boskiej z bałtyckiego złota.

To wyznanie na dobre przyspieszyło proces powrotu do zdrowia Agaty. W dłoniach ściskała naszyjnik jak talizman.

 

****

 

Na Mariusza czekały nowe wyzwania. Pojął, że należy zamknąć rozdział życia zwany pikają. Zmodyfikował recepturę metadonalu, aby zminimalizować niepożądane działania. W nowej rozprawie na ten temat posługiwał się zdobyczami, które nasunęły mu badania nad pikają. Wielokrotnie zadawał sobie pytanie, czy uległ halucynacji pod wpływem lektury Jules Verne’a z dzieciństwa czy opętaniu zagadką z historii dziejów gatunków fauny.

Kanadyjska fundacja przyznała mu nagrodę za kompleksowe opracowanie wpływu warunków środowiska na zanikanie pewnej grupy strunowców. Prezes organizacji „Humanum est” podziękował mu za nieoceniony wkład w rozwój wiedzy o zaginionych organizmach trzeciorzędu bez milionowych nakładów.

Na drugiej półkuli ziemskiej nikt nie podejrzewał, że pikaja mogła zrujnować jego życie i szczęście rodzinne.

 

****

Mariusz kroczył dalej dwoma ścieżkami w nauce. Zrozumiał jednak, że paleontologia nie zastąpi bliskich. Zaślepienie bywa siłą napędową wielu wynalazków, ale utrzymanie stanu równowagi między pogonią za wiedzą a rodziną wymaga nie lada mądrości.

Jego mottem stało się łacińskie powiedzenie mierz wszystko „ad valorem” i nie popadaj w skrajności. Prawdziwy człowiek nie może poświęcić wszystkiego na „ołtarzu nauki”. Wieniec laurowy zdobi skroń zwycięzcy tylko przez chwilę, a rodzina stanowi przystań na całe życie w doli i niedoli

 

Bożena Joanna

Kwiecień 2020

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • LeeaThorelli miesiąc temu
    O tak, praca naukowa może pochłonąć człowieka bezgranicznie. Sama przez ponad rok praktycznie nie spotykałam się ze znajomymi, bo prowadziłam hodowlę i badania, a to tylko praca magisterska była.
    Niestety, niejednokrotnie, żeby coś osiągnąć, trzeba dać się temu bezgranicznie pochłonąć. Ale, jak we wszystkim, powinniśmy zachować zdrowy rozsądek. :)
  • Bożena Joanna miesiąc temu
    Przychodzą takie chwile, że trzeba zadecydować, co jest ważne i ważniejsze. Mariusz z tej próby wychodzi obronną ręką, bo dochodzi do stanu równowagi. Podobały mi się tematy w tej bitwie. Serdecznie pozdrawiam!
  • Witamy i życzymy fajnej zabawy i wygranej Bitwy.
    Literkowa pozdrawia
  • Bożena Joanna miesiąc temu
    Dziękuję
  • Bożena Joanna miesiąc temu
    Dziękuję i pozdrawiam!
  • Bożena Joanna miesiąc temu
    Pozdrawiam!
  • pasja miesiąc temu
    Bardzo ciekawe połączenie dwóch tematów. Prawdą jest, że naukowcy wkraczają na grząski grunt, kiedy zaczynają przewód naukowy. Zapominają o czasie i o bliskich. Czasem kiedy się budzą jest już za późno na odbudowanie tego co mieliśmy. wszystko powinno być przemyślane i rozsądek na pierwszym miejscu.
    Cudny wątek bursztynowy obok pikai którą notabene można wtopić w polskie złoto na równi z ważką. Poza tym miłość może wszystko pokonać.

    Pozdrawiam ciepło
  • Bożena Joanna miesiąc temu
    Strach przed utratą bliskiej osoby zwycięża, na bok idą badania naukowe. Nie zaniecha przypadkowej pasji, ale umie pozbierać się w kryzysowej sytuacji. Nie bez znaczenia jest drugoplanowa postać teścia, który może z autopsji zaznał podobnych dylematów. Dziękuję za wizytę i serdecznie pozdrawiam!
  • Antoni Grycuk miesiąc temu
    Bożeno,

    mam wrażenie, że to prawie artykuł do gazety lub felieton. I jak na taki jest dobry. Czemu? Bo podane są tu fakty, mnóstwo faktów naukowych, trochę - co należy pochwalić - wspomnień, całość podsumowana po "akademicku".
    Jednak świetnie połączyłaś dwa tematy, przywiązując je do naukowca. Dodatkowo pięknie ujęłaś temat bursztynów, aż zobaczyłem je ułożone na Agacie. I tu mam pierwszy problem. Bo z tego, co się doczytałem, bursztyn sam w sobie nie jest skamieliną, a Ty piszesz:
    "Mariusz układał jej na biodrach abstrakcyjne „tatuaże” z bałtyckiej skamieliny. "
    Owszem, znalazłem wpisy w necie mówiące, że tak jest, ale po dogłębnym wczytaniu się sądzę, że skamieliną jest "utrwalony" organizm żywy, a bursztyn to żywica. Jeśli już, skamieliną może być muszka zamknięta w bursztynie.

    Jako dziecko Mariusz pasjonował się dinozaurami, nieraz w nocy popłakiwał z żalu, że te olbrzymie gady wymarły.
    Jeśli chcesz nadal Mariuszowi taką cechę, to opisz ją wcześniej, że Mariusz np zawsze bardziej niż inni się wczuwał i potrafił emocjonalnie reagować na rzeczy, które powinny być raczej obojętne. Bo tak, w tym zdaniu, zakłuło mnie, że dziecko płacze z powodu dinozaurów. Ale wiesz, ja dzieci nie mam i mogę się po prostu w tym wypadku mylić, może dzieci tak właśnie mają.

    Piżmo znajduje zastosowanie w przemyśle perfumeryjnych, marzył o wykryciu zwierzęcej wydzieliny,
    perfumeryjnyM - literówka

    — Moja kobieto z Wydm, przyrzekliśmy sobie,
    Jeśli "Wydm" z dużej, to i kobieto tak samo.

    Podobało mi się.

    Pozdrawiam
  • Bożena Joanna miesiąc temu
    Dziękuję za ciekawą analizę mojego opka. Używam fachowych terminów, gdyż znajdujemy się w świecie nauki. Konsultowałam informacje o pikai, aby brzmiały one prawdopodobnie.
    Podobnie jak Ty nie mam dzieci, ale pamiętam, że płakałam, kiedy nieszczęścia dotykały bohaterów baśni Andersena, stąd sytuacja, w której Mariusz tęskni i płacze, że nie spotka już dinozaurów. Kto wie, czy podobny żal nie był obcy reżyserowi filmów o stworzeniu Parku Jurajskiego.
    Jestem wdzięczna za wyłapanie literówek. Serdecznie pozdrawiam!
  • Jerzy Sowiński miesiąc temu
    Myślałem, że to opowiadanie bardziej dramatycznie się skończy, jednak Mariusz w porę się opamiętał. Niektórzy tak są owładnięci swoją pasją, że nie mają czasu na życie osobiste. Albo małżeństwa się im rozpadają.
    Swoją drogą taka pikaja to ciekawe zwierzątko, jedno z pierwszych które wykształciło w sobie strunę grzbietową. Ale już dalej nic o pikaji nie dodam, żeby czasem nikt nie zainteresował się nią i nie poszedł w ślady Mariusza.
  • Bożena Joanna miesiąc temu
    Ja sama nie wiedziałam, jak zakończę to opowiadanie. Zwyciężył racjonalizm i uczucia. Mam dość sentymentalną naturę, więc lubię happy-endy. Dziękuję za przeczytanie moich "wypocin" i serdecznie pozdrawiam!
  • Dekaos Dondi miesiąc temu
    Bożeno Joanno→Jak zwykle przeczytałem wolno. Wiesz dlaczego.
    Bardzo umiejętnie przedstawiłaś pewne zmagania i rezultat.
    Jeżeli ścieżki się rozwidlają, to trza dobrze pomyśleć,
    którą podążyć lub którą bardziej lub wcale,by nie utracić tej najbardziej istotnej.
    Bo niestety. Drogowskazy mogą lecz nie muszą, być fałszywe)↔Pozdrawiam:)↔5
  • Bożena Joanna miesiąc temu
    Dziękuję, że zajrzałeś do mnie. Jest mi niezmiernie głupio, że na stronach bitwy są moje dwa wpisy, ale nie udało mi się właściwie wkleić linku, więc opek się nie otwierał. Druga próba okazała się pozytywna, ale co nieco mi wstyd za nadmiar linków.
    Chciałam przedstawić trudną sytuację, kiedy trzeba wyjść z zaklętego kręgu poszukiwań i wrócić do życia i postawić na inne wartości. Serdecznie pozdrawiam!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania