Pod Dębem - rozdział I

Moja twarz nie posiadała żadnego wyrazu, kiedy siedziałam w dużym, czarnym busie. Jego kierowca miał zawieźć mnie i inne osierocone dzieci do Domu Dziecka Pod Dębem. Uniosłam drżącą dłoń i przytknęłam ją lekko do rozpalonego czoła. Znalazło ono ulgę w dotyku ręki zimnej jak lód.

W busie było cicho. Wszystkie dzieci zastanawiały się dlaczego. Dlaczego są tutaj, dlaczego one, dlaczego teraz? Uwierzcie mi na słowo - jazda takim busem to żadna przyjemność. Ja byłam jedną ze starszych pasażerek - miałam wtedy 13 lat. W całej sytuacji - jak zawsze uczyli mnie rodzice - próbowałam znaleźć pozytywy.

"Poznam nowych kolegów i koleżanki. Na pewno czegoś się nauczę, poznam nowe miejsce. To wszystko jeszcze wyjdzie na dobre. Kiedyś będę się uśmiechała na myśl o tym busie." - myślałam, kiedy mijaliśmy ogromną, żelazną bramę. Wiedziałam jednak, że będzie zupełnie inaczej, a szukanie pozytywów raczej nic mi nie da.

Po chwili wysiedliśmy z pojazdu, który natychmiast odjechał. Zostaliśmy na wąskiej, brukowanej dróżce z naszymi bagażami. Staliśmy tam przez około 15 minut, zupełnie zdezorientowani. Po jakimś czasie z okna na samej górze ogromnego budynku wyjrzała mizerna twarz. Oczy postaci były podkrążone, nos i usta małe, twarz smutna, a strój porwany. Następnie z kolejnych okien wyjrzały podobne dzieci. Nie można było określić ich płci, ponieważ twarze były bez praktycznie żadnej różnicy. Wiedziałam jednak, że byli to ludzie w moim wieku. Widziałam, że inne dzieci, z którymi jechałam busem, w ogóle nie zwróciły na to uwagi. Podeszłam do bruneta z niebieskimi oczami.

- Cześć...chcę Ci coś pokazać. Spójrz w tamte okna! Jak myślisz, kto to jest? - spytałam wskazując budynek.

Chłopak jednak odparł patrząc we wskazanym kierunku:

- Tam nic nie ma, o co Ci chodzi? Może o zasłony? - jego drwiący ton mnie zirytował. Przecież wyraźnie widziałam te postacie, cały czas. - Hej, słuchajcie! Ta dziewczyna myśli że zasłony to jakieś postacie! - krzyknął bardzo głośno, wskazując na mnie palcem. Wszyscy zaczęli się śmiać. Byłam zażenowana, zdziwiona i poirytowana. Nikt nie widział tego, co ja!

Następne częściPod Dębem - rozdział II  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Nosferatu ponad tydzień temu
    Bardzo ciekawy tekst, chociaż niezwykle krótki jak na rozdział. Człowiek zaczyna się wczytywać, a tutaj nagle koniec.
    Pomimo to bardzo fajnie napisany. Pozdrawiam!
  • Zuzaczek ponad tydzień temu
    Nie każdy rozdział jest długi ;) Dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam :)
  • Nosferatu ponad tydzień temu
    Zuzaczek fakt, nie każdy, Mnie też się to zdarza, ale tutaj jakoś za szybko się to wszystko urwało. Niedosyt :P
  • Bajkopisarz ponad tydzień temu
    „Znalazło ono ulgę w dotyku ręki zimnej jak lód”
    Szyk: Zaznało ulgi w kontakcie z zimną jak lód ręką
    „miałam wtedy 13 lat”
    Liczba słownie
    „ponieważ twarze były bez praktycznie żadnej różnicy.”
    Ponieważ kolejne twarze niczym się od siebie nie różniły
    „Cześć...chcę Ci coś pokazać.”
    To wypowiedź, więc ci małą literą

    Jak na wstęp jest ok. Akcja zawiązana, może coś z tego być, widać pomysł.
  • Zuzaczek ponad tydzień temu
    Przepraszam za błędy, dziękuję za poprawkę. Dziękuję za przeczytanie, pozdrawiam :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania