Romantyczna dusza

Szła brzegiem plaży, a była tak drobna, iż zdawać by się mogło, że powiew morskiej bryzy zniesie ją z lądu. Zatrzymała się na krótką chwilę, a jej wyrazistego brązu oczy wpatrzone były w dal. Podkreślały je ciemne brwi i rzęsy, których prawie nigdy nie malowała. Zacisnęła cienkie wargi w wąską linię, zastanawiając się, gdzie on się podziewa tyle czasu.

Gdyby miała Facebooka, to najlepszym odzwierciedlającym ją zdjęciem profilowym byłaby czarno – biała fotografia. Pasowałby do niej wizerunek, który wyglądałby na bardzo dawno zrobiony. Odpowiednie byłyby jakieś rysy, spowodowane starą datą wykonania fotografii lub po prostu scharakteryzowane w ten sposób. Maja wyróżniała się od ludzi w jej wieku. Nie była fanką technologii, nie miała komputera w domu, a na wypasioną komórkę zwyczajnie nie było jej stać. Posiadała telefon, nazywany przez znajomych ,,cegłą” ale i tak używała go tylko w awaryjnych sytuacjach. Robert nigdy nawet nie podejmował próby skontaktowania się z nią przez telefon, bo zawsze wysilił się, gdy chciał z nią pobyć.

Jeśli komuś naprawdę zależy na spotkaniu z nami, to mimo utrudnień, znajdzie sposób, by to zrobić.

 

Niemalże dwumetrowy chłopak podciągnął się już ostatni raz na rurce przykręconej między półkami w kuchni. Zeskoczył na podłogę, przetarł ręką czoło, na które opadały kosmyki ciemnych włosów, tworząc tak zwany artystyczny nieład. Zegar przywieszony na ścianie wybił godzinę, świadczącą o tym, że jest już stanowczo spóźniony.

- Jasny gwint – szepnął i chciał szybko wybiec z domu na spotkanie z Mają, lecz w tej samej chwili do pomieszczenia weszła kobieta, trzymająca na rękach małego Igorka.

- Cześć, Robert – przywitała się ze swoim bratem, równocześnie kładąc mu dziecko na rękach. – Zajmij się moim skarbem, ja muszę odebrać mamę z miasta.

Chłopak popatrzył na nią, mieniącymi się odcieniami szarości i błękitu, oczami, z wyraźnym przekazem, że nie ma teraz na to czasu.

- Idziemy jeszcze na zakupy. – Wzruszyła ramionami.

- Ech, no dobra. Idziemy, mały, na spotkanie z super laską – zwrócił się do dwuletniego chłopca. Doskonale zdawał sobie sprawę, że dziewczyny z reguły lubią małe dzieci, więc takie słoneczko na jego ramionach sprawia, że punktuje. Ale akurat teraz szedł na spotkanie ze swoją najlepszą przyjaciółką, a nie na podryw.

Po drodze prawie wpadł na dwie brunetki, jeżdżące na rolkach. Rzucił jakąś zaczepkę w kierunku tej ładniejszej, ale szybko przypomniał sobie, o czekającej na niego Mai, więc tym razem nie zatrzymał się przy atrakcyjnej nieznajomej.

Wypatrzył z daleka dziewczynę, która moczyła nogi w wodzie. Mimo upalnej pogody, ubrana była w szarą bluzę. Co prawda miała dżinsowe spodenki, ale bluza? Bezbłędnie rozpoznał, że to ona.

- Przepraszam, że dopiero teraz – skinieniem głowy zrzucił winę na Igora, a Maja wywróciła oczami i przejęła dziecko z jego rąk. Przypatrzył się im. – Jesteś niewiele większa od niego, a ten chłopiec ma zaledwie dwa lata – zażartował ze śmiechem. W odpowiedzi Maja spojrzała na niego ze zmarszczonymi brwiami. On sam był głowę i jeszcze troszkę wyższy od niej.

- Robisz dziś na popołudniową zmianę? – zapytała.

- Tak, a ty?

- No.

Od razu po skończeniu szkoły z całkiem dobrymi wynikami przyjęli się na okres wakacyjny do pracy. Robert jako ratownik na plaży, Maja jako kelnerka w barze. Obydwoje pracowali wśród znajomych, którzy mieli podobny pomysł.

Rozmawiali ze sobą swobodnie do czasu, gdy na pobliskim molo Maja dostrzegła chłopaka ubranego w potargane białe spodnie i jakąś koszulkę. Włosy miał zaczesane do tyłu. Był prawie tak wysoki jak Robert i w prawie połowie chudszy od niego.

- Sebastian! – pomachała mu i mimo neutralnego wyrazu twarzy, jej oczy się śmiały. – Chodźmy tam – zwróciła się do swojego najlepszego przyjaciela, który niemal wywrócił oczami, ale w gruncie rzeczy przystał na jej propozycję.

Chłopak, który nosi obcisłe tak, jakby jego nogi miały się udusić, rurki, do tego zbyt krótkie skarpetki, przez które widać fragment gładkiej nogi, był dla Roberta totalnym przegrywem. Nie wspominając o fryzurze, której stylizacja zajmowała mu tyle czasu, co cały poranny obrzęd Roberta. Przyglądał mu się więc tak, jak zawsze, czyli z gardzącymi myślami, goniącymi w zawrotnym tempie po jego głowie. Robert zwykle był optymistą, o szczerym uśmiechu i dopisującym poczuciu humoru, ale jeśli chodziło o ten typ ludzi, jakim był Seba, to nie miał najmniejszej cierpliwości ani wyrozumiałości. Tolerował go tylko dlatego, że obydwoje byli przyjaciółmi Mai, na których zawsze mogła liczyć.

Znali się od zawsze. A dokładniej od kiedy siedzieli w osiedlowej piaskownicy pełnej bawiących się dzieci. Ona siedziała z boku, nie uśmiechając się do żadnego z nich. Od dziecka wokół siebie budowała ogrodzenie, coś na zwór szałasu. Piasek prywatnej wyspy ogradzały patyki i dzidy które pełniły funkcję obronną, aby nikt nie mógł wtargnąć do środka. Na placu zabaw, gdzie przesiadywała jako mała dziewczynka, wyraźnie zaznaczyła, że zbyt blisko podchodzić nie wolno. Trzymała dzieci na dystans, bawiąc się w samotności swoją lalką. Wyrobiła sobie charakter silnej kobiety, która potrafi się odgryźć lub wypowiedzieć, gdy ktoś złamie którąś z trwałych zasad, jakie górowały w jej systemie wartości. Będąc dzieckiem sprawiała innym przykrość, aby zostawili ją w spokoju i nie odbierali jej szczęśliwej ciszy, dzięki której radośnie mogła rozmawiać ze swoją ciemnowłosą lalką Barbie.

Pewnego dnia on, rozchichotany chłopiec, o bujnej brązowej czuprynie i mocnych zdrowych kościach, biegł do rudowłosej piękności, która była nowa na placu zabaw. W każdym razie nie widział jej tam wcześniej. Spodobały mu się jej piegi na nosie, ponieważ nigdy takich nie widział. Pędził więc do niej z radością wypisaną na twarzy – chęć poznawania ludzi i otwartość emanują w nim do dnia dzisiejszego – lecz nie zauważył nadąsanej Mai która przycapnęła z boku. Wpadł na nią, a ta się wywróciła z wrzaskiem. Zaczęła na niego krzyczeć, że jej najlepsza przyjaciółka leży w piasku, a on sam jest głupi, bo nie uważa. I w ten sposób Robert całą swoją uwagę skoncentrował na Mai. Mimo wszelkich starań dziewczynki i uszczypliwych komentarzy, on nie odszedł. Już nigdy jej nie opuścił. A do rudowłosej idolki nigdy nie dotarł.

Maja uczyła się przyjaźni. Dzięki Robertowi nie rozmawiała już wyłącznie z lalką. Zaczęła zwracać uwagę na pozostałych i wtedy, spośród kilkunastu dzieci, dostrzegła nieśmiałą duszyczkę, której brakowało odwagi, aby bawić się z kimkolwiek. Mały Seba izolował się od reszty, ale on (w przeciwieństwie do Mai) źle czuł się w samotności, więc ona, ośmielona przez Roberta, podeszła do chłopca o miodowych włosach i zaproponowała mu wspólną zabawę w piaskownicy. Zaprzyjaźnili się w mgnieniu oka, lecz Robert wbrew pozorom zawsze trzymał Sebastiana na dystans.

I tak zaczęła się trwała, nierozerwalna przyjaźń między Mają a dwoma chłopcami, pochodzącymi z dwóch różnych światów.

 

Dziewczyna nagle spojrzała na zegarek.

- Muszę lecieć! – pospiesznie przekazała Igorka w ręce wujka, przytuliła całą trójkę jednocześnie, co wprawiło ich nieco w zakłopotanie i pobiegła w miejsce, gdzie zaparkowała wcześniej samochód. Zatrzymała się przy okolicznym teatrze, a po krótkiej chwili zobaczyła swoje nieco mniejsze odbicie.

- Cześć, Maja – przytuliła ją ośmioletnia dziewczynka od razu po otworzeniu drzwi.

- Jak było na zajęciach teatralnych?

Ciemnowłosa całą drogę do domu opowiadała o roli, którą otrzymała. Przygotowywali występy na zakończenie wakacji, więc czekały ich niemal dwa miesiące prób, gdyż wakacje dopiero się rozpoczęły.

Każdy z nas potrzebuje ciepła i bliskości drugiej osoby. Wszyscy pragniemy być kochani. Okiem dobrych ludzi świat polega na miłości.

Dziewczyna przecierała stoliki w barze ,,Pomarańcza”, w którym pracowała. Czas mijał jej szybko, gdyż rozmyślała o swoich przyjaciołach, o postępach, które robią. „Przynajmniej żaden nie odskoczył, gdy obdarzyłam ich wspólnym uściskiem”. Zależało jej na porozumieniu, ponieważ uważała, że oboje ci chłopcy, za równo Robert jak i Seba, mają dobre serduszka, a ona dostrzegała w nich piękno, którego oni nawzajem w sobie nie widzieli. Sama była osobą, która wolała zatrzymać coś dla siebie, niż rozgadywać to innym. Przy tej dwójce mogła się wygadać do woli i nie była przez to w żaden sposób oceniana. Kochali ją mimo wad, a ona traktowała ich jak swoich braci. Roberta jako tego starszego – zdarzało się, że ją upominał albo ostrzegał przed czymś, zwyczajnie troszczył się o nią. A jeśli chodzi o Sebastiana, to często Maja stawała w jego obronie przed wścibskimi, niemiłymi ludźmi.

 

Mimo że byli dorośli i radzili sobie w życiu, każde z nich kroczyło osobną ścieżką. Bywały chwile, gdy się gubili, skręcali w ślepe zaułki.

Maja zamknęła cicho drzwi. Od progu poczuła zapach papierosów i alkoholu. Przechodząc przez salon, zobaczyła totalny bałagan, znalazły się nawet czyjeś wymiociny na podłodze. Matka spała przykryta kocem na kanapie. Ciemnowłosa zmarszczyła brwi, wyobrażając sobie, co tu się działo. Skierowała się do pokoju młodszej siostry, lecz drzwi były zamknięte. Kręciła klamką na darmo, waliła pięścią w drewniane drzwi.

- Idź sobie! – usłyszała w odpowiedzi.

- Aleks! Otwórz! To ja – zawołała, a po chwili ujrzała swoją zapłakaną siostrzyczkę, która spoglądała na nią spod swoich długich, skołtunionych włosów. Dziewiętnastolatka kucnęła przy dziecku i powiedziała najłagodniej jak tylko potrafiła:

- Weź bluzę, zabiorę cię stąd.

To miejsce nie było odpowiednie dla małej dziewczynki. Wymknęły się z domu. Maja była tarczą, która zapewniała młodszej siostrze poczucie bezpieczeństwa. Przy niej Aleks nie bała się, że ktoś może ją zranić, tak jak zrobiono to z jej pluszakami. Ciągle martwiła się o Panią Misiową, której ktoś rozpruł brzuszek, a z niego wysypały się wnętrzności. Dopóki starsza siostra nie wróciła z pracy, dziewczynka, zamknięta w swoim pokoju, chowała się pod łóżkiem, starając się znieść krzyki beztroskiej zabawy, docierające z salonu. Takie imprezy zdarzały się coraz częściej. W tym domu nie wypowiadano słów z łatwością, nie mówiono o uczuciach, nie dawano cennych pouczeń życiowych. Wstyd za własnych rodziców nie pozwalał przekroczyć bariery, aby obdarzyć ich rozmową. Gdy wytrzeźwieli Mai łamał się głos, nie potrafiła na nich nakrzyczeć, dusiła w sobie emocje. ,,To oni są rodzicami i to nie ja powinnam ich nawracać” – wystarczyła jedna myśl, a łzy natychmiast pojawiały się w jej oczach.

Szum morza, morskie powietrze, które rozwiewało im włosy i błoga cisza, sprawiały, że można było odciąć się od złych wydarzeń, które non stop prześladowały ich pamięci. Usiadły na piasku. Maja przytuliła swoją malutką siostrę, starając się nie rozpłakać. Aleks również w pewien sposób zapewniała jej bezpieczeństwo. Wiedząc, że nic nie zagraża tej małej kruszynce, czuła się spełniona w roli jej prywatnego anioła stróża. Widok podopiecznej, opierającej się o jej ramię, zapewniał dziewczynie spokój sumienia i radość serca. Obiecała sobie, że jeszcze trochę muszą wytrzymać, a kiedy zgromadzi odpowiednią ilość pieniędzy, to zabierze ze sobą Aleks i wspólnie zamieszkają z dala od rodziny.

 

Po pewnym czasie zapukały do drzwi domu Roberta. Otworzyła im jego mama, która była bardzo sympatyczną kobietą. Ujrzawszy ich pochmurne buźki, uśmiechnęła się jeszcze bardziej i zaprosiła do środka.

- To co, dziewczynki, herbatka i pogaduchy?

- Hmm, chciałabym porozmawiać z Robertem – oznajmiła Maja, a pani Danusia pokiwała ze zrozumieniem głową. Aleks natomiast zajęła się zabawą z Igorkiem.

Przyjaciel zerwał się z łóżka od razu, gdy dziewczyna weszła do jego pokoju.

- Co się stało?

- Dlaczego musiało się coś stać? – wzruszyła ramionami. – Po prostu przyszłyśmy… - odwróciła wzrok zawstydzona.

Podszedł bliżej i ujął jej twarz w swoje dłonie, zmuszając ją, aby na niego spojrzała. Natychmiast wyczytał z wyrazu jej oczu, że czuje się okropnie. Usiadł na łóżku i skinieniem głowy zaprosił ją obok siebie.

- Chcesz o tym porozmawiać?

- Opowiedz mi najpierw jak było w pracy.

Robert rozgadał się na temat żarcików jakie stroili sobie z jego kumplem, podsumowując, że szybko minęła popołudniowa zmiana.

- A ja… - wzięła głęboki oddech i łzy nabiegły jej do oczu. Oparła się o Roberta, zmuszając go, aby się położył, a ona położyła głowę na jego klatce piersiowej. Nie chciała na niego patrzeć, ponieważ jeszcze trudniej by jej się mówiło, miała pragnienie, aby poczuć jego bliskość. Objął ją ręką w pasie i skupił się na tym, co miała do powiedzenia. – Weszłam do domu… jakbyś… jakbyś widział jak ona się bała – Mai zadrżał głos, zasłoniła się ręką.

- Ciii…

- To nie pierwszy raz taka sytuacja. – Nagle się podniosła i usiadła. Nabrała odwagi, żeby mówić.

- Maja, o co chodzi? Co się dzieje?

Streściła chaotycznie, że w domu wcale im się nie układa i, że to ona przejęła obowiązki nad swoją młodszą siostrą, a rodzice ostatnio kompletnie je zaniedbują. Robert się zdenerwował, czuł się równocześnie wściekły jak i bezradny. Nie miał pojęcia, co doradzić, jak rozwiązać ten problem.

- Zostaniecie na noc? – zapytał, na co Maja zaprzeczyła, potrząsając głową. – Dlaczego?

- Ech… co to da? Nie będziemy codziennie u was spać. Na szczęście Aleks chodzi na zajęcia teatralne, a ja do pracy, więc nie musimy przesiadywać z tymi… imprezowiczami – wywróciła oczami.

Po kilku godzinach Robert dostał całusa na pożegnanie w policzek. Było to niewypowiedziane podziękowanie za wsparcie. Za to, że zawsze starał się zapewnić Mai odrobinę nieba.

 

Rodzice coś bełkotali do siebie, wciąż leżąc na kanapie. Dziewczyna nie chciała myśleć o nich jak o lumpach, ale nic innego nie przychodziło jej do głowy. Zaprowadziła swoją młodszą siostrę do pokoju i dopilnowała, aby czuła się bezpiecznie.

- Dlaczego oni są niedobrzy? – spytała Aleks, wytrzeszczając swoje wielkie, czarne jak smoła oczy.

- Nie wiem, kochanie. Nie każdy z nas rozpoznaje swoje błędy i nie każdy z nas chce się zmienić.

- A czy oni się zmienią?

- Chciałabym… Śpij dobrze – pocałowała ją troskliwie w czoło i wyłączyła światło.

- Maja? – zaczepiła ją jeszcze dziewczynka zanim ta wyszła z pokoju.

- Tak?

- Możesz nie gasić?

Na to pytanie oczy Mai zrobiły się szklane. Odbijały słone łzy, zupełnie jak akwarium, do którego ktoś wlał wodę. Przełknęła gulę, rosnącą jej w gardle i pokiwała głową, choć nie było tego widać, bo w pokoju było wciąż ciemno. Postanowiła przynieść kolorowe światełka, które dawały znacznie mniej światła, ale dzięki nim nie panowała już ciemność.

Następne częściRomantyczna dusza 2  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • kilkaslow96 pół roku temu
    Romantyczne dusze, chyba, mają ciężej w życiu, gdyż patrzą na świat przez serce, które może szybo być zranione. Piękny tekst :)
  • Ameliia pół roku temu
    Dzięki za komentarz ;) No, zobaczysz w dalszych częściach jak to jest z tymi romantykami.
  • Ritha 5 miesięcy temu
    Witam :)

    Na początek wsparcie techniczne:
    "Podkreślały je ciemne brwi i rzęsy, które prawie nigdy nie malowała" - których*
    "Zacisnęła swoje cienkie wargi w wąską linię, zastanawiając się, gdzie on się podziewa tyle czasu" - wywal słowo "swoje" (wiadomo, ze jej wargi, jest to zbędne dopowiedzenie)
    " profilowym byłaby czarno – biała fotografia" - czarno-biała*
    "Niemalże metr dziewięćdziesięciocentymetrowy chłopak" - tu coś jest nie tak z zapisem tego liczebnika, może: "prawie dwumetrowy chłopak" (?)
    "Zeskoczył na podłogę, przetarł ręką swoje czoło" - znów :swoje: niepotrzebne

    Ok, pierwsza refleksja tutaj - nie wiem czy piszesz długo, czy dopiero zaczynasz, ale widać manierę początkujących, mówiąc kolokwialnie - zaimkoza, czyli za dużo wszelakiej maści zaimków: swój, swoje, jej, niej itp. Z czasem się z tego uleczysz, tylko pracuj.
    Druga refleksja - widać staranność. Widać, że nie piszesz "ot tak". Jest estetyka tekstu, przemyślana fabuła, jestem przy drugim akapicie, ale podobało mi się już przeskoczenie - opis jej, myśli (!) dziewczyny i zaraz przeskok na niego, pokazanie bohaterów od ich strony - w opowiadaniach miłosnych to ważne.

    "Chłopak popatrzył na nią swoimi, mieniącymi się odcieniami szarości i błękitu, oczami" - "swoimi" do wywalenia
    "Nie wspominając o fryzurze, której stylizacja zajmowała mu tyle czasu, co cały poranny obrzęd Roberta. Robert" - powtórzenie Roberta/Robert, jedno trzeba zamienić

    Potem piszesz dużo o charakterze bohaterów. Jest tego trochę za dużo jak na pierwszą część. Najlepiej jeśli takie rzeczy - cechy bohaterów wychodzą w ich zachowaniu, tudzież dialogu.
    Pogubiłam się w opowieści z lalką. Już nie wiem kto jest kto i o co chodzi... :(

    "- Jak było na zajęciach teatralnych ?" - spacja przed pytajnikiem zbędna

    Dobra, Tera czaję - jest Maja i dwóch kumpli - Seba (heh) i Robert. Była tez siostra Roberta i jej dwuletni synek Igor.

    " Zależało jej na porozumieniu, ponieważ uważała, że oboje ci chłopcy, za równo Robert jak i Seba, mają dobre serduszka, a ona dostrzegała w nich piękno, którego oni nawzajem w sobie nie widzieli" - babskie pisanie, łokropnie babskie :D Ale dobrze, takie rzeczy tez mają odbiorców.

    "Mimo że byli dorośli i radzili sobie w życiu, każde z nich kroczyło osobną ścieżką. Bywały chwile, gdy się gubili, skręcali w ślepe zaułki. Potrzebowali kogoś, kto przyniesie im pomoc, pomoże odnaleźć właściwą drogę" - takie rzeczy są nudne, gdyż Ty jako narrator podajesz takie informacje czytelnikowi gotowe, a ten nie ma szansy ocenić tego na podstawie fabuły. I wtedy nie musi myśleć, ma tę informacje jedynie zakodować, a wtedy się nudzi. Szczerze - ja osobiście ociosała bym ten tekst o 1/3. Byłby o wiele ciekawszy po skondensowaniu.

    Skaczesz po miejscach. Bohaterka jest na spacerze, potem w pracy i nagle w domu, potem plażą i dom Roberta. Nie zatrzymujesz scen, nie wyciskasz z nich max tylko tak trochę tu, trochę tam. Niet. Napisz trzy sceny, konkretne i taką część wrzuć. Pojawia się też siostra, kolejny bohater, a tymczasem nie wczułam się jeszcze w żadnego z poprzednich. I jeszcze matka Roberta i kumpel Roberta.

    Motyw, że ona ma problemy w domu, rodziców alkoholików i szuka ukojenia u przyjaciela jest fajnym motywem. Plus jej troska o siostrzyczkę. Plus jakiś tam Seba (tu może być konkurencja dla Roberta). Wiec - jest baza pod tworzenie fabuły, ale tekst jest trochę zbyt rozmemłany.
    Końcówka piękna, wzruszająca.

    Pozdrawiam :)
  • Ameliia 5 miesięcy temu
    Łooooo, dzięki za komentarz! Ze mną to jest tak, że pisałam dużo, ale od pewnego czasu wcale albo mało. Mało też przez pewien czas czytałam i widać właśnie marne skutki w tym, co napisałam.
  • Ritha 5 miesięcy temu
    Ameliia nie jest źle. Pisz i czytaj, a bedzie coraz lepiej. Ale warsztat jest okej.
  • Ameliia 5 miesięcy temu
    Ritha na pewno wezmę sobie Twoje rady do siebie ????
  • Ameliia 5 miesięcy temu
    Ritha na pewno wezmę sobie Twoje rady do siebie
  • Ameliia 5 miesięcy temu
    I chyba znowu napisałam niepotrzebnie to "sobie" haha
  • Ritha 5 miesięcy temu
    Ameliia haha cóż... ;)
    sobie i siebie to już za duzo
  • Ritha 5 miesięcy temu
    Ameliia haha cóż... ;)
    sobie i siebie to już za duzo

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania