Poprzednie częściRozmowy z  

Rozmowy z... II.

- O proszę kogo my tu mamy – Franciszka grzebiąc w szafie poczuła nagle za sobą czyjąś obecność – dawno Cię tu nie było – nie odwróciła się tylko dalej czegoś szukała.

- Nie byłoby mnie tutaj, gdybyś o mnie nie myślała. – odpowiedziała bez ogródek postać.

Franciszka odwróciła na chwilę głowę, żeby rzucić jej złowieszcze spojrzenie po czym powróciła do swojej czynności. Wywróciła oczami. Nie zdawała sobie sprawy, że ją akurat teraz poczuła. Zazwyczaj pojawiała się poniesiona falą emocji. Ale dlaczego akurat teraz? Była poddenerwowana pakowaniem, ale nie czuła świadomie smutku czy przybicia. Przepracowała w sobie co miała do przepracowania i skupiła na przyszłości i przeprowadzce.

- Mam ci pomóc w pakowaniu się? – z wnętrza kaptura zabrzmiał ciężki i głęboki głos.

Franciszka parsknęła drwiącym śmiechem. Poczuła jednak ukłucie w klatce piersiowej. Czy ona w ogóle jej kiedykolwiek w czymś pomogła? Zastanowiła się przez chwilę i zdała sobie sprawę, że w jakiś paradoksalny sposób zdarzało się, że ją uratowała. Głównie swoim ciężarem i wywołaną przez niego niemocą. W niektórych sytuacjach lepsze to niż niekontrolowany pęd.

- Myślisz, że dasz mi spokój jak tam będę? – Franciszka zaczęła układać ubrania na łóżku, składała je skrupulatnie w kostkę. Wiedziała, że nie potrzebuje ich aż tyle, ale tak jak we wszystkich innych sferach życia, było jej zawsze mało.

- Myślę, że zawsze będę częścią ciebie, czy tego chcesz czy nie. – głos postaci mroził krew w żyłach – Czyli mam pościelić łóżko? – dodała próbując zgadnąć myśli Franciszki.

- Przynieś mi walizkę, tylko uważaj na Serwusa, boi się ciebie. – ekscytacja wyjazdem miała ją chronić i nie pozwalać by cokolwiek wytrąciło ją z równowagi.

- Mylisz się, Serwus po prostu jako jedyny oprócz ciebie czuje moją obecność, ale to nie znaczy że się mnie boi – postać pojawiła się nad walizką, otchłań spod kaptura skierowałaby na nią wzrok, gdyby go miała.

Franciszka przeszła obok niej lekko trącając ją barkiem, schyliła się energetycznie po walizkę.

- Powiedz. – powiedziała zimno postać.

- Co mam ci powiedzieć? – Franciszka doskonale wiedziała co. Wiedziała też, że ta forma i to czym tak naprawdę była postać wpływało na nią leczniczo. Miała z kim porozmawiać, z kimś kto wiedział, kto czuł co ona czuje.

Spojrzała na przestrzeń w kapturze. Postać stała zupełnie nieruchomo. Jak zawsze. W końcu po policzku Franciszki spłynęła pierwsza łza.

- Dobrze. Nie umiem o nim zapomnieć. Zadowolona? – rzuciła w stronę postaci wycierając łzę dłonią. Otchłań zwrócona w jej stronę czekała cierpliwie na kontynuację. – Nie pamiętam, kiedy się ostatnio tak czułam. Był dla mnie przyjacielem, był dla mnie kochankiem czy cholera wie jak to nazwać. Nie cierpię sentymentalizmu. – gdyby postać miała brwi to uniosłaby je wymownie. – dobra, lubię sentymentalizm – kontynuowała Franciszka – ale nie teraz, nie w tym przypadku. Nie jesteśmy połączeni przeznaczeniem nie z tej ziemi. Po prostu chcę go, pragnę tak bardzo, że mnie to zżera i czuję jak umiera coś we mnie jak zdaję sobie sprawę, że on mnie nie. Miałam się już nigdy nie zakochać. Pamiętasz? Rozmawiałyśmy o tym. – Franciszka usiadła na ziemi, fala emocji odebrała jej chęć działania.

- Ty mówiłaś, ja słuchałam. Ale kontynuuj. – być może w głosie postaci była nuta sarkazmu, ale ciężko jednoznacznie stwierdzić.

Franciszka rzuciła w stronę postaci kolejne złowieszcze spojrzenie.

- Wiesz co? W dupie cię mam! Nienawidzę ciebie i tego wszystkiego! – wyciągnęła dłoń w celu pokazania całości postaci. Od kaptura po dół szaty. – Zostaw mnie w spokoju, już nie chcę, już nie mam siły. Wyślij kogoś innego!

- To sobie kogoś innego stwórz. – postać wydała się lekko urażona. Usiadła na krześle i samymi tylko rękawami szaty sięgnęła po Serwusa. Próbował się najpierw wyrwać, ale szybko skapitulował i pokornie usiadł na kolanach postaci. Jako, że nie miała rąk wydawała się go głaskać jedynie mentalnie. Kot kochał to i nienawidził jednocześnie. Franciszka patrzyła tępo w ścianę, pozwoliła łzą płynąć po policzkach. Po chwili odezwała się:

- To jest tak, że nagle w twoim życiu pojawia się jakaś osoba i wiesz, że już nic nie będzie takie samo. Nie znasz już życia bez niej. Dusisz się na myśl, że jej zabraknie, że zniknie. Wszystko inne poza nią jest szare, nudne, przygaszone, a ona jest tym jednym wibrującym kolorem. Mam wrażenie, że znaliśmy się zanim się poznaliśmy. Czy to ma w ogóle sens?

- To niesamowite, że pytasz się mnie o cokolwiek odnoszącego się do standardowego, racjonalnego myślenia. – postać była dalej skupiona na kocie.

- I powiedział mi, że spotkamy się w przyszłym życiu i wtedy ze sobą będziemy. Dam sobie rękę uciąć, że w poprzednim też to powiedział!

- Wzięłaś dzisiaj leki? – zapytała postać łagodniejszym tonem.

- Nie wierzę! Jesteś absolutnie bezczelna! Jak w ogóle śmiesz się mnie o to pytać?! Ty zwyrodnialcu, Ty bezduszny wynaturzeniu! Ja wiem dlaczego tu jesteś, karmisz się tym. Karmisz się tym w jaki sposób mnie odrzucił! Bawi Cię to? – krzyczała Franciszka po czym rzuciła butem w stronę postaci. Przeleciał na wylot.

- Uspokój się, przynajmniej nie jesteś sama. – postać była trochę urażona, ale nie takie rzeczy już słyszała.

Franciszka położyła się na ziemi i zaczęła głośno szlochać, postać usiadła obok niej i podobnie jak wcześniej Serwusa, zaczęła ją mentalnie głaskać.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania