Poprzednie częściRycerz Athenor  Rycerz Athenor 2  

Rycerz

- Mialem nadzieję że przyjedziesz po mnie - uśmiechnął się mistrz. Poznał Athenora gdy tylko odzyskał siły. Rycerz zaprzeczył bo przecież wiedział mało. Sam nigdy nie odnalazł by mistrza.

Dom Iseny otoczono namiotami. Przywieziono z twierdzy krzesła , misy, naczynia, szaty.

Athenor patrolował otoczenie, czasem ustrzelił coś na obiad, rąbał drwa. Odpoczywał. Odkrywał w jakiej pustce i samotności dotąd żył. Tutaj nie musiał się bać że ktoś podsłucha jego myśli. Po raz pierwszy nie czuł nacisku bezustannej obecności swego pana. Elfy imprezie rozmawiali i śmiali się wspólnie. Wymyślali różne gry i ćwiczenia, kończące się wspólnym śmiechem, nie kłótnią. Jak oni to robili że nie można się było z nimi pokłócić? Nie rozumiał. Rozumiał tylko jak dotąd szare i ubogie było jego życie i cieszył się tym nowym.

 

Wraz ze swoimi rzeczami Athenor utracił flet. Zwykle bawił się nim o zmierzchu próbując wygrać brzęcząca mu w głowie melodyjkę. Nigdy nie zdołał w pełni jej uchwycić.

Tego popołudnia też kręcił się niespokojnie. Mistrz poszedł do lasu i chciał być sam.

- Czarodzieje mają swoje ceremonie. Nie bój się, sam już potrafię się obronić. Zresztą Elrond oczyścił pół puszczy z wszelkiej magii!

- Ach, to dlatego tak dobrze się czuje! - zrozumiał Athenor.

Poszedł więc gdzieś przed siebie i nagle usłyszał śpiew. To elfy zgromadziły się na leśnej polanie by odśpiewać swoją wieczorną pieśń.

To była ta melodia! Fala szczęścia uniosła się z serca Athenora. To była ta melodia. Jego serce, miłość, szczęście....

Ocknął się że zdumieniem otoczony przez gromadę wściekłych elfów. Biły go i kopały jakby naprawdę miały te kły i pazury. Nareszcie Glori osłonił go od ciosów ale nie puszczał mocnego uścisku.

- Co się dzieje? - zapytał Gandalf wychodzący lekkim krokiem z lasu.

- On zbezcześcił nasz hymn! Podkradł się tu! - z trudem opanowały się elfy.

- I nie wyczuliscie go? To ciekawe- mistrz spojrzał na jego rozbity nos i Isene która szła za nim z pekiem ziół.

- Chodźcie - usiedli na podwórku. Isena przygotowała okład i dzban zimnej wody dla wszystkich.

- Athenorze, co wiesz o swoim pochodzeniu?

- Nic nie wiem. Mój pan znalazł mnie gdzieś i wychowywał razem z innymi uczniami. Oni byli sierotami ale kiedyś mieli swoje rodziny, znali je. Obiecał mi - zająknął się Athenor - obiecał mi że kiedyś mi to wyjawi.

Służyłem mu - całe życie mu za to służyłem- urwał, uświadamiając sobie że nic za to całe swoje życie nie otrzymał.

- Taak- westchnął Gandalf. Musiał zadać mu kolejny cios.

- Czy wiesz że byliście zakładnikami? Łupami wojennymi? Wasze rodziny przegrały w walce z Sauronem a was Saruman wychowywał na swoich gwardzistów.

- Nie uczyniłem nic niegodnego rycerskiego honoru! On pozwolił mi na to! - oponował Athenor.

- Tak, bo wtedy łatwiej było mu było ciebie kontrolować- musiał całkowicie zburzyć jego przywiązanie Gandalf.

- Iseno, jaki był Athenor? - zapytał po chwili milczenia.

- Zawsze był szlachetnym rycerzem, nie upijał się, nie awanturował, nie zaczepiał dziewcząt. Dotrzymywał słowa, nie kłamał.

- Masz szlachetna duszę że zachowałeś kodeks rycerski w miejscu gdzie nie było to popularne. Ale sam widzisz jak dobrze mieć ucznia który nigdy nie kłamie....

Athenor spuścił głowę przeżywając swój ból. Utrata dotychczasowego życia nie bolala go tak jak utrata całej przeszłości.

- Ta melodia. Pamiętam teraz że Athenor miał flet. Bawił się nim wieczorami, czasem nas to śmieszyło - mówiła dalej Isena.

- Skąd znasz tą melodie?

- Nie wiem. Chodzi mi po głowie. Śni się - burknał rycerz.

- Co ci się śni? - łagodnie nalegał Gandalf.

- Mur. Chodzenie wzdłuż muru i ta melodia z daleka, z góry

- Czy wiesz co to za melodia?

- Teraz już tak- mruknął dotykając opuchniętego nosa.

- Wybacz. Ale to nasz cowieczorny hymn. Najświętsza melodia ze starych królestw. Nikt obcy nie może jej słyszeć - tłumaczył Glori

- Nikt obcy jej najczęściej nie słyszy, albo też elfy wyczuwają obecność intruza - surowo powiedział Gandalf.

- Tymczasem Athenor podszedł , usłyszał ja i spiewal z wami . Obudziło się jego serce, uwolniło od jakiegoś zaklęcia.

- Przepraszam - pochylił głowę Glori.

Athenor spojrzał na niego. Gdyby mu teraz nie przebaczył, znowu zostałby samotny. Tak krótko trwała ich przyjaźń, jeszcze się nią nie nacieszył! Szkoda by było...

Gdyby mu przebaczył ten jeden atak, mogliby przyjaźnić się dalej.

- Przyjdź do mnie jak będę mógł oddychać - mruknął.

Glorinfield wyraźnie odetchnął, lecz Gandalf surowo mówił dalej.

- Glori, są jeszcze inne znaki.

- Tak. Miecz.

- Miecz? - zaniepokoił się Athenor. Czy miecz mu też zabiorą?

- To starożytny miecz elfów. Bardzo stary. Nie znam rodu z którego pochodził.

- Był w zbrojowni. Znalazłem go jako chłopak. Pasował mi do ręki jak żaden. Pozwolono mi go zatrzymać bo stary mistrz zbrojowni powiedzial że nie ma on już żadnej mocy. I ten miecz teraz do mnie wrócił!

- I nikt ci go nie zabiera- uspokoił go Gandalf.

- Jakieś inne znaki?

- Zawody łucznicze. Ponoć zbierał wszystkie nagrody.

- Zmierzyłes się z nim?

Glori zaprzeczył. On też nie chciał narażać ich przyjaźni. Bo w tym świecie to on zgarniał wszystkie nagrody.

- Kiedy znaleźliśmy Athenora w wieży - Elrond podał mu lek z flakonika który zawsze nosił przy sobie. Jeśli to jest to o czym myślę- zaczęła z wahaniem Isena.

- Tak, to jest to. Królewskie ziele. Nikt o złej krwi nie przeżyłby takiej próby. I to jest ostateczny dowod- mistrz spojrzał po obecnych i wstał z miejsca.

- Athenorze, co powiedziałbyś na myśl że pochodzisz z elfiego rodu?

Rycerz potrząsnął głową.

- Jeszcze dwa tygodnie temu, które trwały wieki, powiedziałbym że pochodzę od najgorszych i najplugawszych istot...- wybaczcie, ale tak mnie uczono! Teraz wiem że wszystko co mnie uczono- jest inaczej, zupełnie inaczej. Nie rozumiem, nie rozumiem tego wszystkiego. Wszystko rozsypało się na kawałki. Czy ja mogę - trochę pomyśleć? Odpocząć? Nic nie rozumiem

- Tak, oczywiście. Dajmy na dziś temu spokój. I Athenorowi. Odpocznij ile potrzebujesz.

Athenor wrócił do swego namiotu. Za chwilę podszedł do niego Glori. W milczeniu pogrzebał w swoim tobołku, wyjął z niego flet i podał go Athenorowi.

Rycerz wybuchnął oczyszczającym płaczem .

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania