Poprzednie częściSala Słynnych Zabójców (miniatura)  

Sala portretów

Podłużna sala wypełniona była zawieszonymi nisko, ponurymi portretami w złoconych ramach.

– Och, zaiste ciekawa to była rodzina. Pierwszy z rodu, Favelas von Goldzähnegebisser. O tej postaci można by opowiadać i opowiadać, jednak dość rzec, że okropny był z niego babiarz i zabijaka, bowiem spłodził aż jedenastu synów, w tym: Argentosa, Baltazara, Cycero, Koczkodana, Wolfganga, Margolina, Tuturutu Hopkinsa, Sullę, Pandemona, Anorexa, oraz siedem córek, których imiona zaginęły w pomrokach dziejów. Tak, Koczkodana i Tuturutu Hopkinsa. Nazwisko wzięło się podobno stąd, że wszyscy, jak jeden, mieli wstawiane złote zęby – ich własne, podobno, okropnie się psuły. W kwestii imion Favelas miał nie lada poczucie humoru. W kwestii spisków i innych, okropnych rzeczy, również. Pierwszy, najstarszy syn, Argentos Faun Favelas, jak głosi rodzinna legenda, popełnił równo sto osiemdziesiąt trzy gwałty na jednej i tej samej wieśniaczce, przekonany, że ona jedna nie chce dać mu potomka na złość. Po sto osiemdziesiątym trzecim doznał udaru mózgu i zmarł, można powiedzieć, z nosem w… Dalej mamy Baltazara – założył i prowadził sieć domów publicznych, w których na początku pracowały porywane z okolicy kobiety. Baltazar umarł wskutek ataku serca, gdy dowiedział się, że największym dłużnikiem burdelu był on sam. Straty podobno obliczył w dziesiątkach tysięcy. Na dzisiejsze to będzie jakiś milion dolarów. Cycero i Koczkodan zaciągnęli się do armii lokalnego władyki, jeden zmarł w strasznych męczarniach, wygrażając panu bogu i własnej chutliwości – kopnął go w krocze okutym trzewikiem ojciec jednej kasztelanki, powodując rozległe krwotoki wewnętrzne... drugi zaś chciał pomścić brata i zamordował i kasztelankę i ojca, za co został stracony przez władykę. Kasztelan, zdaje się, był po ich stronie, więc wyszło, że zginął śmiercią zdrajcy, odrąbali mu głowę toporem na rynku. Wolfgang, Margolin, Sulla i Anorex, ten ostatni taki chudy, umarli na wskutek powikłań po jakiejś wyjątkowo wrednej chorobie wenerycznej. Podobno ktoś specjalnie zaraził nią kobiety z jednego burdelu, nieprawdopodobne… Wyjątkowo paskudna to musiała być choroba, że położyła wszystkich czterech. Oczywiście nie naraz. Tuturutu Hopkins jako jedyny przeżył wszystkich, to ten z siwą brodą jak Abraham, dorobił się czternastu córek i jednego syna, w dodatku zezowatego półdebila. Tuturutu Hopkins, Sulla i Pandemon byli trojaczkami, podobno za młodu byli identyczni. Pandemon wyjechał jako trzydziestolatek i nie wiadomo było, co się z nim stało – portret przedstawia go w czasach przed wyjazdem. Dopiero jakieś sto lat później wyszło na jaw, że był istnym zboczeńcem: pracował jako pastor i nauczyciel daleko na Północy, gdzie bałamucił i gwałcił dziewczynki z całej okolicy, z którymi miał łącznie gromadkę dzieci tak ogromną, że trudno do dziś ustalić pokrewieństwo… To by byli wszyscy, chyba. Podobno niesamowicie pachnieli, ich naturalny zapach, ludzkie feromony, dawały im nie lada powodzenie wśród płci przeciwnej i w ogóle. Więcej ciekawych informacji o każdym można wyczytać w inskrypcjach tuż obok portretów. Tak? – Czterdziestopięcioletni mężczyzna zakończył wykład pytaniem; stojąca naprzeciw niego kobieta uniosła rękę.

– To dziesięć imion. Wymienił pan dziesięć – powiedziała. Pozostali zwiedzający Muzeum Baronostwa Von Goldzähnegebisser pokiwali głowami.

Kustosz sięgnął ręką ku czołu, zdając sobie sprawę z własnego gapiostwa.

– Ach, tak! Przecież jest jeszcze odstający od rodziny Harry Szczęście. Proszę zwrócić uwagę, Harry to jedyny uśmiechnięty na portrecie. Chcecie państwo wiedzieć, dlaczego?

Goście pokiwali głowami.

– Harry, Harold Faux Pas, był gejem. Gay to po angielsku radość. W dodatku tam, gdzie jest, w Niebie, czy dokąd poszli, na pewno jest mu lepiej niż za życia. Bracia nie mieli dla niego litości, nadawali mu wstrętne przydomki, okrutnie drwili, posuwali się nawet do przemocy. Proszę mi wierzyć, w zaświatach nareszcie odetchnął.

Przez chwilę kustosz i widzowie kontemplowali ciężki los jedynego uśmiechniętego Von Goldzähnegebissera.

– Dlaczego wszyscy są tacy smutni? Wyglądają na strasznych smutasów. No, może poza Harrym – zauważył facet ze staromodnym aparatem na szyi. – Obiła mi się o uszy legenda…

Kustosz uśmiechnął się.

– Wiem, o jakiej legendzie pan mówi! – Klasnął rękami. – Chcecie państwo usłyszeć? Proszę stanąć bliżej, opowiem państwu. To dosyć zabawne, w jakie rzeczy wtedy ludzie wierzyli. Otóż rzeczona legenda głosi, że Favelasa i jego progeniturę przeklęła jakaś zgwałcona przez nich wszystkich kapłanka. To wydaje się, a nawet jest oczywiście niemożliwe, gdyż Argentos miał jakieś sześćdziesiąt lat a Baltazar od dwudziestu nie żył, gdy Pandemon dopiero wkraczał w wiek dojrzewania, kiedy mógłby niby tę kapłankę, wiecie państwo. No, i ona podobno przeklęła ich, że niby nawet po śmierci mieliby być wiecznie nieszczęśliwi, i gdy umarli, ich portrety, podobno niegdyś tak uśmiechnięte, jak Harry’ego, całkowicie się zblazowały i cała familia wygląda na strapionych. – Wzruszył ramionami kustosz. – O tę legendę panu chodziło?

– Inna legenda głosi, że podobno młoda kobieta musi stanąć naprzeciwko portretu, wypięta i naga, żeby Von Goldzähnegebisser uniósł kąciki. Rozchylić pośladki nawet, czy coś...

– I taka też jest! “Młódki woń odmieni poruty czas”, była nawet taka piosenka…, kojarzą państwo? Zdaje się Kosowski śpiewał, albo Różewski…

– I co, działa? – spytała naiwnie tęga kobieta w klapkach. – Działa, próbował ktoś?

Mężczyzna wybuchnął śmiechem.

– A to dobre! Wyobraźcie sobie państwo, co by to było, gdyby faktycznie portrety uśmiechały się na widok… – Spojrzał po odwiedzających, uśmiechnął się przepraszająco. – Kobiecych organów płciowych – dokończył. – Pewnie mielibyśmy tu zalew ekshibicjonistów! Nie, żeby to było coś złego, nie, Krysiu? – Puścił oko do dziewczyny z plakietką “English guide”, blondynki z długimi nogami ledwo przykrytymi spódnicą i, jak wszyscy, w filcowych kapciach, która sunęła właśnie w stronę kilku Japończyków z aparatami.

Nazwana Krysią dziewczyna uśmiechnęła się do wszystkich ciepło, prześlizgając się wzrokiem po grupce skupionej wokół kustosza.

– Wolimy, żeby legenda pozostała tam, gdzie jej miejsce: między bajkami – powiedziała lekko ochrypłym głosem, po czym przeprosiła i chrząknęła w pięść. – Ależ tu kurzu, dziś trzeba będzie się przejść z miotełką.

– Powiem Hani, gdy państwa skończę. – Wskazał grupę, z której kilka osób już się odłączało. – To już ostatnio grupa, chyba.

– Hani dziś nie ma. Pojechała do Wilna do siostry. Ja ją zastąpię, i tak muszę zostać tu do wieczora. – Spojrzała na obecnych. – Mój mąż od trzech tygodni robi remont, w domu takie pobojowisko… Biorę “nadgodziny”. – Zrobiła palcami cudzysłowy w powietrzu i zaśmiała się. Goście również zaśmiali się grzecznie. Zegar wybił piątą, nadeszła pora wyjścia.

 

A to dobre, myślał potem kustosz, idąc do domu. Legenda o pokazywaniu cipy obrazom. Przypomniał sobie twarz tej grubej kobiety w klapkach, gdy pytała, czy działa. “Działa?” powiedział pod nosem, gdy wsiadał do autobusu. Przez całe popołudnie miał tak dobry humor, że zadzwonił do siostry, sprzedać jej tę anegdotę.

 

– Raz kozie śmierć – powiedziała na głos Krysia, ścierając kurze z obrazów za pomocą specjalnej miotełki. Przygotowała się do tego dobrze, poprosiła pana Mietka z ochrony o reset kamer, sama zamknęła się w sali i przez krótkofalówkę miała meldować, jakby cokolwiek się działo; tak się umówili. Spojrzała w stronę kamer – czerwone światełko, zawsze na miejscu, teraz było wyłączone. – Raz kozie śmierć – powtórzyła.

Przedefilowała z uniesioną spódnicą i bez majtek przed każdym portretem, wypinając się i robiąc różne, jak sądziła, zachęcające wygibasy. Nie zarejestrowała żadnej zmiany w żadnym z wiekowych płócien. W końcu, czując się jak skończona idiotka, postanowiła jednak wrócić do domu, do jedynego faceta, który – choć pewnie zmęczony, spocony i od stóp do głów umorusany od tynków, gładzi i farby – doceni jej krągłości, nawet zakryte. Zamknęła za sobą salę, pozostawiając włączone światełko, pomagające kamerze rejestrować wszelkie zmiany – muzeum wciąż czekało na wyniki przetargu na nowe kamery widzące w ciemnościach.

– Do widzenia, panie Mietku! – Pomachała z uśmiechem starszemu facetowi za szybą. Właśnie kończył kanapkę. Odmachał jej niezgrabnie. – Spokojnej nocy!

Wyszła. Po drodze śmiała się ironicznie z siebie samej, że takie głupoty przychodzą jej do głowy, jak obnażanie się przed portretami martwych od stu pięćdziesięciu lat zboczeńców.

 

Pan Mieczysław zauważył na obrazie z kamer liczne rozbłyski. Spojrzał jeszcze raz, potwierdził na wypadek w pisemnym raporcie, że idzie na patrol do sali z portretami. Gdy zaświecił tam światło i przyjrzał się portretom, cała rodzina uśmiechała się drapieżnie. Jak wygłodniałe lisy, pomyślał. Jeden, ten chudzielec, zastygł w pozie wywrócenia oczami.

– Spokój mi tam, fajfusy! – powiedział do portretów. Gdy to nie podziałało, rozpiął pasek, zsunął spodnie i bieliznę.

Zrobił kilka piruetów, po czym, nie odwracając się, doprowadził się do porządku, zgasił światło i zszedł na dół. Zapalił papierosa w korytarzyku na dole, grzecznie zgasił w wiaderku z piaskiem i wyniósł je na zewnątrz, żeby nie śmierdziało.

Gdy wrócił i spojrzał na obraz z kamer, wszystko było w porządku.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 16

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • 00.00 3 miesiące temu
    Lekkie, a już miałam nadzieję, że Ci z obrazów ruszą na miasto za Hanią. :)
  • Okropny 3 miesiące temu
    Hyhy

    Obrazy nie chodzo, Szu B-)
  • 00.00 3 miesiące temu
    Okropny O byś się zdziwił, moje chodzą. :)
  • Okropny 3 miesiące temu
    Kurwa, osiem piątek? LOL

    O p O w i p O P i 3 R d O L 1 Ł O
  • Okropny 3 miesiące temu
    13 ocen, 3.8

    Opowi wraca do normy ^_^
  • 00.00 3 miesiące temu
    Okropny Wahania jak na giełdzie. :)
  • Okropny 3 miesiące temu
    00.00 sam się dziwię, że tylu ludziom się chciało zajrzeć :0
  • Agnieszka Gu 3 miesiące temu
    Dziewiąta ode mła :) Mosz ty wyobraźnię, chopie :))
    Fajne to to ci wyszło, ale czekam na cd... Już ty wisz, czego...
    Pozdrowionka :))
  • Okropny 3 miesiące temu
    Hogmy czy Tilii Fuentes? :))

    Pozdroski ;D
  • Agnieszka Gu 3 miesiące temu
    Hogmy - bo szalenie mi leż. No i jestem na bieżąco... :)))
    Tillie oczywiście możesz wklejać... ale tu będę podlatywać z doskoku.
  • Freya 3 miesiące temu
    Gdzieś czytałem, że ludzie których głównym zajęciem była profesja katów – często dodatkowo zajmowali się prowadzeniem burdeli. Takie ciekawie powiązane rodzaje działalności... ;)

    Tak po prawdzie, to nie za bardzo rozbawił mnie ten tekst. Jest sprawnie napisany lecz jakoś nie zahacza o moje zasoby wesołości. Może mam nieodpowiedni nastrój, czasem do odpowiedniego odbioru tekstu jest to niezbędne ;) Pozdro
    Ps. Ale faktycznie; biorąc pod uwagę ilość odsłon, to niesamowicie duża liczba ocen :/
  • Okropny 3 miesiące temu
    W założeniu utworek ten miał wyglądać trochę inaczej, jednak nie sposób było tego dobrze napisać - musiałby być komiks.

    Co nie zmienia faktu, żem rad z odwiedzin i komentarza :-)
  • Light 3 miesiące temu
    Rozbawiła mnie tylko końcówka, ale moje poczucie humoru jest dosyć łagodne, więc nie ma co się tym sugerować :D Ocenę dałam wczoraj, ale zaginęła w gąszczu innych.
  • Okropny 3 miesiące temu
    Grunt, że rozbawiła. Dzięki za ocenę, wizytę, komentarz, dwukropek i duże "d" :-)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania