Poprzednie częściSonda  

Sonda II

Szarówkę cichego pomieszczenia powoli zalewał blask z uwalnianej wiązki rozżarzonej plazmy, wyślizgującej się wolno z powierzchni czerwonego karła*. Protuberancja**, którą prowadziło potężne polem magnetyczne burzliwej gwiazdy, smagała otoczenie falami niepokoju. Z tego też powodu platformy okołosłoneczne sunęły w blasku termojądrowej kuli ognia w drżącym napięciu. W jednej z nich, wśród modułów naukowych, na stanowisku trwała Ona. Czarne źrenice kobiety, która czujnie wpatrywała się w ten kosmiczny spektakl, iskrzyły blaskiem spływającym przez olbrzymie okiennice. Rozbłysk nabierał mocy, co wzbudzało kanonadę alarmów w modułach mieszkalnych, które sunęły nad strefą rażenia. Skupiona na danych, przesyłanych przez zewnętrzne detektory, sondowała wzrokiem porażający spektakl. Pomimo dostrzeżonego niebezpieczeństwa, pozostawała bezsilna. W ułamkach sekund fale przerażenia rozpłynęły się w jej drżącym ciele, arteriami docierając w każdy zakątek. Rozszerzone źrenice zasnuł mrok niepokoju. Kobieta zamarła.

Śmiercionośna i jednocześnie życiodajna gwiazda coraz śmielej chłostała otoczenie energetycznymi wyziewami – wiatrem słonecznym***, wyrzutami protuberancji, koronalnymi wyrzutami masy****. Poszczególne moduły okołosłonecznej Cywilizacji Faraonów krążyły wokół niej jak mikroskopijne drobinki. Czerpały z potężnego źródła energię, narażone jednocześnie na zagładę, przez jego nieprzewidywalną aurę.

Szelest otwieranej śluzy wybił ją z mrocznych rozmyślań i napiętej obserwacji. Kruczoczarne włosy, lśniące blaskiem tarczy słonecznej, zafalowały miękko gdy kobieta odwróciła głowę w kierunku niespodziewanego źródła dźwięku.

— Iset, ty wciąż tutaj? — twardy głos mężczyzny rozszedł się po pomieszczaniu i zaburzył atmosferę drgającego niepokoju. Zlał się z szelestem długiej sukni, który towarzyszył jej niespokojnym ruchom podczas wstawania z siedziska. Mężczyzna nie czekał na odpowiedź i podszedł bliżej. Lekko się wycofała, ale naparł na nią i, objąwszy mocnym ramieniem w talii, przyciągnął ku sobie. Iset w niemym proteście lekko odchyliła głowę, gdy tymczasem on wtulił się w jej długie włosy i chłonął ich ciepły zapach.

— Dlaczego taka dla mnie jesteś? Czym się martwisz? Co cię niepokoi?

Uwolniła się milcząco z jego uścisku i odwróciła w kierunku przerażającego widoku za okiennicą. Zrozumiał, jednak nie ustąpił. Ponownie zatopił twarz w miękkich włosach kobiety. Wyczuł bijące od niej gorąco. Tym razem postanowiła nie oponować. Wyczuł również i to. Nie zwlekał dłużej...

***

— Zabierz ludzi z powierz… planetoidy! — stanowczy głos, który dobiegał z komunikatora, z trudem przebijał się przez zakłócenia.

— Jaki jest powód t… decyzji?

— Gwiazda jest zbyt niestabilna.

— Zrozumiałem! Dokąd mam ich zab…

— Przerzuci… do huty na drugiej planecie. Jej atmosfera będzie lepiej chronić pod… rozbłysków.

— Jest toksyczna!

— Trudno, to lepsze niż rozb…

Zjonizowane cząsteczki wiatru słonecznego i gorącej plazmy nieprzerwanie zaburzały przesyłane informacje. Thuoris, dowódca który zawiadywał pracą ludzi przy wydobyciu złóż, dopiero jednak po osobistym zaczerpnięciu informacji u Iset, pojął wagę problemu. Niedługo po wyjściu z modułu naukowego, powrócił na orbitę wokół planetoidy i wydawał polecenia podwładnym. Potężna skała, która sunęła w przestrzeni międzyplanetarnej układu, nieuchronnie zmierzała ku gwieździe. Thuoris uznał, iż nadszedł czas ewakuacji...

Choć mrok pozwalał zasnąć, zmniejszone ciążenie rozpraszało i działało zwodniczo na zmysły. I jeszcze ta mata, która uwierała zbolałe członki. A może to przemęczenie? Amenofis wpatrywał się w niski sufit, pokryty ciemną farbą. Brak snu otępiał. Cuchnące wnętrze statku wydobywczego, który cumował na powierzchni drenowanej planetoidy, nie było wymarzonym miejscem noclegowym. Jednak to wszystko na co mógł liczyć. Otarł brudnym rękawem zroszone potem czoło i odwrócił się na drugi bok. Pośród tłoku śpiących wokół robotników, roznosił się szelest oddechów i pochrapywań, zagłuszanych odległymi jękami i stęknięciami blach pojazdu. Amenofis doskonale znał te odgłosy. Ciężkie i duszne. Jakże odmienne od tych, które panowały w module mieszkalnym. Jego dawnym module. Nieistniejącym. Zniszczonym. Spopielonym. Pod przymkniętymi powiekami w ułamku sekundy przewinął się szpaler obrazów, dźwięków i zapachów; słodka woń kobiety, płaczliwe nawoływanie dziecka, dźwięk alarmu, panika, krzyk rozpaczy… Wziął głęboki oddech i powstrzymał grymas bólu. Ścisnął mocno powieki. Najmocniej jak potrafił. Pomimo starań, poczuł łzy spływające brzegiem twarzy. Lepkie od ilości soli i hormonów udręki. Wspomnienia zabijają. Nawet najtwardszych. Jego oszczędziły. Teraz drążą bolesne jamy we wnętrzu, dając ujście goryczy i bezsilności.

Spojrzał na zegar – wkrótce pobudka. Postanowił wyciszyć emocje. Poszybował ku Ziemi. Niebieskiej Planecie, która sunęła bezszelestnie gdzieś, wokół odległego Słońca. Co za ironia – marzyć o życiodajnym globie, nie wiedząc, czy przeżyje się jutrzejszy dzień.

Przebudził go przeciągły dźwięk syreny, który bezlitośnie wdarł się do jaźni i rozszarpał na strzępy senne jawy. Właśnie teraz. Gdy w końcu udało mu się zasnąć. Ociężale osłonił rękawem rozespane oczy. Blask gwiazdy, który wdzierał się do wnętrza przez otwieraną śluzę zewnętrzną, porażał zmysły. Wstał z posłania i podążył za innymi, do wyrobiska.

Planetoida rotowała wolno. Z tego powodu, promienie rozgorączkowanej gwiazdy długo omiatały powierzchnie wyrobiska swoimi mackami. Tego dnia, zbyt długo...

***

Wibrujące fluidy, które lawirowały wśród monumentalnych kolumn – wsporników piramidy Modułu Historii – przecinały podłużne cienie, drgające w blasku niespokojnej gwiazdy. Stał przy jednej z nich, zanurzony w przeźroczystym mroku. Zakurzona energia fotonów, która odbijała się od masywnych podpór, rzucała przytłumione światło na nieruchomą sylwetkę mężczyzny. Spod olbrzymiego kaptura, skrywającego drapieżny wyraz twarzy, wyzierały dwa skrzące ogniki. Pod wpływem wyrzutu plazmy z pulsującej powierzchni niespokojnego karła, pochylił mocniej głowę i wolno ruszył. Herhor – Najwyższy Kapłan – snuł się po Sali Zadumy w otoczce pozornego spokoju. Pod bezszelestnym odzieniem, buzowała aura wściekłości i bezsiły, która bezlitośnie smagała jego świadomość. Rozmyślał nad kwintesencją przetrwania Cywilizacji Faraonów. Bilans urodzeń i zejść – istota trwania i źródło ekspansji. Lub upadku. Po cichu miał nadzieję, iż grupa śmiałków, która przed wiekami wyruszyła w kierunku jednej z planet odległego Słońca, miała jednak więcej szczęścia. Czemu jednak milczą?

Umysł Kapłana z wolna popadał w stan beznadziejnego odrętwienia.

Z apatii wyrwał go odgłos kroków. Smukła kobieca postać, w asyście delikatnego stukotu sandałów i cichego szelestu długiej spódnicy, wymijała niespokojnie kolejne kolumny, zakłócając pulsującą w Sali ciszę. Kapłan drgnął.

— Nadlatuje! Spodziewamy się jej jeszcze dzisiaj — rzuciła, nawet się nie przywitawszy. Herhor odchylił nieco kaptur i spojrzał na nią uważnie. Bakmut – Kapłanka Ognia – niecierpliwie wbijała w niego roziskrzone oczy.

— Zatem powrót naszej sondy stał się faktem — rzekł po chwili i ponownie zwrócił głowę w kierunku przytłaczającego widoku za potężną okiennicą. Sonda, wysłana kilkadziesiąt lat temu w celach rozpoznawczych, choć przemieszczała się z mniejszą prędkością niż założono, zdołała tam dotrzeć. A teraz powróciła. Z informacjami. Wolno spuścił głowę i pogrążył się w chwilowej zadumie. Pod wpływem jego spokoju, Bakmut wyciszyła również swoje, rozedrgane emocje.

— Cierpliwość to cnota bogów — wyszeptał w końcu i podszedł do niej tak blisko, aż poczuł na sobie jej gorący oddech.

***

 

Potężnych rozmiarów pojazd, opleciony majestatycznymi półcieniami kolumn, wlatywał do monumentalnego hangaru. Herhor, wraz z pozostałymi kapłanami, przyglądał się temu, zachowując pozory spokoju. Szczęk ramion cumowniczych wdarł się w wyczekującą ciszę, szarpiąc napięte emocje. Otwarciu śluzy towarzyszył głośny zgrzyt, którego echo odbijało się jeszcze wielokrotnie od masywnych podpór w ogromnej hali. Tymczasem z mroków, które panowały we wnętrzu sondy, powoli wynurzała się niezidentyfikowana zawartość. Ciekawe spojrzenia lustrowały uważnie zadziwiający element konstrukcyjny. Herhor, który ocknął się jako pierwszy, z namaszczeniem zszedł w podestu i podszedł do Przybysza. Dłuższą chwilę badał go wzrokiem i wtedy dostrzegł dziwny napis. Wszyscy wstrzymali oddech, podczas gdy Najwyższy Kapłan kontemplował nad zupełnie obcymi mu znakami: VOYAGER 1.

***

Epilog

— Panie Profesorze, proszę o więcej szczegółów. Kiedy piątego września 1977 roku, z Przylądka Canaveral na Florydzie, wystrzelono sondę Voyager 1, powodzenie tej misji było wielką niewiadomą. Mamy rok 2027. Minęło więc pięćdziesiąt lat. Czy dziś możemy powiedzieć, że misja tej sondy się udała? — Reporterka, przeprowadzająca wywiad z astronomem, podsunęła mikrofon pod twarz swojego rozmówcy.

— Cóż, misja tej sondy trwa nadal. Jednak już teraz możemy powiedzieć, iż z większości zadań, jakie dla niej zaplanowano, wywiązała się z powodzeniem.

— Rozumiem. Jednak faktem jest, iż na skutek wyczerpania energii potrzebnej do utrzymania pracy obecnych w niej instrumentów, od dwóch lat nie mamy z nią kontaktu. Jaka będzie zatem jej przyszłość? — Reporterka nieustępliwie drążyła temat. Profesor tymczasem w skupieniu pogładził swoją długą, siwą brodę.

— Obecnie sonda znajduje się na obrzeżach Układu Słonecznego — zaczął powoli. — W odległej przyszłości zbliży się do gwiazdy Gliese 445****. Ten czerwony karzeł, wraz ze swoimi planetami, pędzi teraz ku naszemu Słońcu i za około czterdzieści tysięcy lat stanie się naszym najbliższym sąsiadem. Kto wie, co się wtedy wydarzy...

Przypisy:

* Czerwony karzeł – gwiazda ciągu głównego późnego typu widmowego. Gwiazdy te mają masę, rozmiary i jasność mniejsze niż Słońce, a temperatury ich powierzchni są niższe niż 4000 K [za: Wikipedia]

** Protuberancja – jasna struktura widoczna ponad brzegiem tarczy słonecznej, składająca się ze stosunkowo gęstej plazmy koronalnej, o niskiej temperaturze, wmrożonej w pole magnetyczne [za: Wikipedia]

*** Wiatr słoneczny – strumień plazmy wypływający ze Słońca, składający się przede wszystkim z protonów, elektronów i cząstek alfa [za: Wikipedia]

**** Koronalne wyrzuty masy – olbrzymie obłoki plazmy, w których pole magnetyczne jest bardziej intensywne, przyspieszane w obszarze korony słonecznej i wyrzucane w przestrzeń międzyplanetarną [za: Wikipedia]

**** Gliese 445 – jedna z najbliższych gwiazd, leży w gwiazdozbiorze Żyrafy w odległości ok. 17,5 lat świetlnych od Słońca. Za około 44 000 zbliży się do Słońca na odległość około 4 lat świetlnych [za: Wikipedia]

 

Link dotyczące Glise 445 i planet krążących wokół: https://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/zlokalizowano-planete-ktora-moze-nadawac-sie-do-zamieszkania?fbclid=IwAR3u4ByMANKtQHfJMCugAmCBTlXFrpvrsLIYVzIVubdYxBne-KLjOSoiDbY

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • troxx dwa lata temu
    Ciężki klimat hardscifi :) Ociężały niczym ołów, aż powieki mi lecą w dół :)
  • Agnieszka Gu dwa lata temu
    Witam :) Trochę namotałam i "ołowiem" dowaliłam po oczach, przyznaję. Efekt nie był zamierzony.
    Dzięki za komentarz. Pozdrawiam
  • troxx dwa lata temu
    Agnieszka Gu Skoro to przypadek, wyszło temu tekstowi na plus :)
  • Adam T dwa lata temu
    Tech-aid:
    "Ścisnął mocno powieki. Najmocniej jak potrafił. Pomimo starań, poczuł je spływające brzegiem twarzy. " - ale, że "powieki"? Powieki poczuł spływające? Łoj, coś tu się "sypło".

    Agnieszka, mam jedno ale. Dotyczy całej narracji. Może to moja jakaś "maniana", ale podświadomie wyławiam słowa, które się kończą na -ąc, -ący, -ąca. Jest ich u Ciebie bez liku. Jeszcze nie jest to maniera, ale powoli zaczyna nią być. Wczoraj czytałem tekst Elorance wrzucony do Pogromu, tam było to samo, masa tych -ących. Te słowa strasznie "supłają" tekst, sprawiają, że zdania niby brzmią ambitnie, ale od razu - przepraszam - trącą brakiem warsztatu. No tak, wiem, to portal dla amatorów od lat w wersji beta, ale... no, kurrrde, znam inne Twoje teksty, tam tego nie ma, tam nic nie razi, tam piszesz wartko, z weną, z polotem, lekko, wciągasz. A tutaj "supłasz" zdania amatorskimi -ącymi.

    Czy to jest druga wersja tamtego tekstu? Kończy się tak samo, jest także scena z przylotem sondy z Voyagerem, inny jest początek. Nie ma za to sceny z dziećmi, a jeśli to naprawdę nowa wersja, nie wiemy kim jest Thouris ani co to za mężczyzna, który wchodzi do Iset na początku. W innej zupełnie roli występuje Bakmut, tam przyjaciółka Iset, tu kapłanka.
    Sam tekst dużo bardziej mroczny. W tamtym napomyka się coś o niebezpieczeństwie, udając, że to jeszcze daleko; tutaj jest ono widoczne w każdym fragmencie; tutaj jest prawdziwe zagrożenie, śmierć, bezlitosny kosmos. Pod tym względem tekst jest mocny i dobry. Tam wyczuwało się "ziemskość", sytuacje były analogiczne, bliższe ludziom, tutaj jest obco, ponuro, tajemnicze postacie, dziwna cywilizacja.
    Szczerze mówiąc, nie wiem, jak bym odebrał ten tekst, nie czytając poprzedniego.
    Pozdrawiaki ;)
  • Agnieszka Gu dwa lata temu
    Witaj Adamie,
    Dziękuję za komentarz.

    Z tą "manierą" -ąc, -ący, -ąca to bardzo cenna uwaga. Ty mi już coś takiego pisałeś pod którymś z wierszy, teraz powtórzyłam błąd, kompletnie tego nie wyłapując. Kiedy pisałam ten tekst, chciałam aby, pomimo użytego słownictwa, był lekki w odbiorze. Poprawiałam chyba z tysiąc razy — bez efektu. W końcu pomyślałam, że może tylko tak mi się wydaje i jestem przewrażliwiona. Nie potrafiłam uchwycić przyczyny "ciężkości" i braku "lotności". A tu ty wyskakujesz i pac — mam jedna z przyczyn na tacy ;)) Dziękuję :)

    Co do bohaterów. Założyłam w tej wersji opowiadania iż, nie ma znaczenia kim są dla siebie nawzajem ale ... jakie funkcje pełnią w tej społeczności. To że nie wiemy, kim dla Iset jest Thouris (kochankiem, mężem, całkiem obcym człowiekiem) czy kim dla Iset jest Bakmut (znajomą czy obcą osobą) nie ma tu żadnego znaczenia. Istotna jest sytuacja w jakiej ta społeczność się znalazła, z jakimi problemami się boryka (stoi na krawędzi przetrwania) i czy są szanse na uratowanie i w jaki sposób miałoby się to odbywać... Chciałam (to dotyczy obu wersji tego opowiadania) aby opowieść ta skłoniła do refleksji: Co będzie się działo, gdy dotrą do Ziemi, jak ich rzekomi poprzednicy, którzy kiedyś u nas założyli wspaniałą Cywilizację zawiadywaną przez Faraonów...

    Traktuje to jako taki trening pisarski :)
    Dziękuję jeszcze raz za komentarz i uwagi :)
    Pozdrawiam :))
  • Ozar dwa lata temu
    Stare dobre SF. Muszę przyznać, że dawno już takiego nie czytałem. Kiedyś lata świetlne temu zaczytywałem się właśnie w SF, ale później mi się przejadło o przerzuciłem się na fantasy. Ale nie do końca kumam (może to kolejny odcinek ?) co w kosmosie robią potomkowie faraonów? Czy to ludzie którzy wyruszyli w czasach faraonów w kosmos? Bo tu jakby przenikały się dwa światy, tak to rozumiem. Fajne i ciekawe, przypomniały mi się dawne fascynację (polecam Kosmodrom Siergieja Sniegowa staroć ale znakomita. Dla mnie 5 za stare, ale dobre klimaty.
  • Agnieszka Gu dwa lata temu
    Witaj Ozar :)
    Dzięki ze zajrzałeś ;) Też mam sentyment do starych dobrych opowiadań Scifi - chyba widać zresztą :)) Choć dużo się muszę jeszcze nauczyć, choćby jak pisać przejrzyście i jasno. Bo skoro czegoś tam nie można zrozumieć to oznacza, że nie jest należycie wyjaśnione. Wiec odnośnie twojego pytania:

    "co w kosmosie robią potomkowie faraonów? Czy to ludzie którzy wyruszyli w czasach faraonów w kosmos?" — z założenia to było dokładnie na odwrót ;)) Wg jednej z teorii (mniejsza o jej naukowe podstawy) Faraonowie to przybysze z kosmosu, których my-ziemianie uważaliśmy za bogów, a oni w rzeczywistości byli Obcymi, którzy kiedyś (10-20 tyś lat temu) przybyli tu i osiedlili się na Ziemi. Cywilizacja Faraonów, która krąży na orbicie czerwonego karła (o której ja piszę) to taka cywilizacja-matka z której, w poszukiwaniu planet zdolnych do zamieszkania - wyruszyła grupa w kierunku Ziemi właśnie. Dotarli tu i jak wiemy, stworzyli w starożytnym świecie podwaliny świetnego, postępowego państwa, z zaawansowaną technologią. Budowali np. piramidy itd.
    Ci pozostali krążący nad czerwonym karłem pewnie za jakiś czas wyginą, zmieceni przez swoją burzliwą gwiazdę. No chyba, że odważą się do nas przylecieć... Doskonałą okazją do tego byłoby zbliżenie obu gwiazd za około 40 tysiaków lat... Ale czy coś z tego będzie... hm..to tak w. wielkim skrócie :)))
    Kurcze, temu mojemu opowiadaniu jednak duuuużo brakuje :D ;)))
    Pozdrowionka i dzięki za komentarz :)))
  • Ozar dwa lata temu
    Agnieszka Gu A tera kumam. W moich ciekawostkach poruszyłem tą teorię, z której wynika że piramidy (przynajmniej te największe + Sfinks mają dokładnie 12500 lat. Dla mnie teoria z kosmiczną cywilizacją jest całkowicie sensowna, zważywszy na potrzebny do wybudowania owychy piramid poziom techniczny. Dobry temat wybrałaś, bo daje wielkie pole do popisu zarówno w sensie technologicznym jak i opisu tej cywilizacji, która jak mniemam odwiedziła nas jak piszesz 10/20 tys. lat temu (tu nie tylko Egipt się kłania, ale także Ameryka Południowa, Kambodża, i inne miejsca gdzie nagle pojawiły się megalityczne budowle. Czy dużo brakuje. Ja nie znam się za bardzo na technice pisania, ale czyta się bardzo dobrze - jak napisałem "Stara dobra SF" To zdanie wyjaśnia poziom twojego tekstu. A masz więcej takich tekstów? Podaj co tu masz na opowi, to chętnie zajrzę. Po latach przerwy fajnie wrócić do korzeni.
  • Agnieszka Gu dwa lata temu
    Ozar Dziękuję ci bardzo. Kilka tekstów tu wstawiłam, ale to głównie takie komediowe SciFi. W podobnej konwencji napisałam "Proxima Centauri B"
    http://www.opowi.pl/proxima-centauri-b-a34939/
    A ty mi daj linka do twojego tekstu, jeśli możesz o tej z teoriami o faraonach. Dzięki :) i pozdrowionka
  • Ozar dwa lata temu
  • pasja dwa lata temu
    Witam
    Kruczoczarne włosy, lśniące blaskiem tarczy słonecznej, zafalowały miękko gdy kobieta odwróciła głowę w kierunku niespodziewanego źródła dźwięku... że spokojem i gracją
    Zlał się z szelestem długiej sukni, który towarzyszył jej niespokojnym ruchom podczas wstawania z siedziska... kobieta zawsze nadrabia swój niepokój niuansami. Jednak uczucia są poza i nawet na innej planecie dominują.
    Wspomnienia zabijają. Nawet najtwardszych. Jego oszczędziły. Teraz drążą bolesne jamy we wnętrzu, dając ujście goryczy i bezsilności... ładnie ujęte ludzkie słabości.
    Tylko jeszcze dziesięć lat, a poznamy przyszłość sondy. A czerwony karzeł?

    Bardzo ciekawie i z ogromną wiedzą wprowadzasz czytelnika w wszechświat. Przypisy rewelacja.
    Pozdrawiam serdecznie
  • Agnieszka Gu dwa lata temu
    Witaj Pasja :)) Dziękuję za odwiedziny i wyłuskanie zwrotów oraz komentarz :))
    Pozdrawiam serdecznie :)
  • Maurycy Lesniewski dwa lata temu
    Hej :)
    Lubię fantastykę naukową, lubię słuchać o gwiazdach o wszechświecie...
    Swoim opowiadaniem w ciekawy sposób przemycasz bardzo znaczącą wiedzę do umysłów czytających i robisz to w taki niepostrzegalny sposób, czyli bardzo dobrze, bo wszystkie wiadomości przekazywane przez Ciebie są tłem akcji, przez to są bardzo przyswajalne i strawne.
    Świetna robota!
    Pozdrawiam!
  • Agnieszka Gu dwa lata temu
    Witam :)
    Bardzo dziękuję za budujący komentarz :)
    Pozdrawiam serdecznie :)
  • Nachszon dwa lata temu
    Powiem, a raczej napiszę tak. Musiałaś być Agniecha naćpana, bo inaczej tego się nie da napisać. Z taką werwą, nie zaburzoną rytmiką. Przestałem nadążać bardzo szybko, a jednocześnie chciałem czytać dalej i dalej. Czułem się jak w Planetarium (które uwielbiam odwiedzać raz na jakiś czas), gdzie wszystko mnie urzeka, ale niewiele rozumiem. Tekst, już nie pierwszy Twój, otacza odbiorcę Kosmosem, wciąga w przestrzeń. Bardzo podobają mi się "moduły mieszkalne". Od dziś wchodzą do mojego codziennego języka:)
  • Agnieszka Gu dwa lata temu
    Nachszon
    Witaj :) Gdzież cię tu poniosło :) w archiwa przepastne :) Dzięki żeś zajrzał i podzielił się refleksjami. Niech żyją "Moduły mieszkalne" ;) Pozdrowionka
  • illibro ponad rok temu
    Piękna wizja obcej cywilizacji;) Zobaczymy za 40 tysięcy lat, bo może dobrze przewidziałaś, że spotkamy się z cywilizacją Faraonów ;) zobaczymy ;)
  • Agnieszka Gu ponad rok temu
    Witam,
    A cóż Cię tak zapędziło aż do archiwów opowijskich? To opowiadanie stare "jak świat" - choć jedno z moich ulubionych :) Dziękuję, żeś je odkrył i przeczytał.
    Bardzo się cieszę i pozdrawiam :)
  • illibro ponad rok temu
    Agnieszka Gu A nie wiem ;) Tak sobie wszedłem z ciekawości.
  • Agnieszka Gu ponad rok temu
    Illibro ...bardzo się cieszę, że z ciekawości :))
    Pozdrowionka :)
  • pkropka ponad rok temu
    Niezły pomysł z cywilizacją faraonów. Ciekawa sprawa.
    Sci-fi na wysokim poziomie. Fajnie, że wygrzebali Twój tekst z odmętów :)
  • Agnieszka Gu ponad rok temu
    pkropka A gdzież cie tu zawiało :)
    Dziękuje za odwiedziny i pozdrawiam :))

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania