Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Unbreakable Vow 1/3

A potem nastąpi koniec świata i ziemia pogrąży się w ciemności. Powietrze stanie się pomorem dla ludzkości. A nasi bracia, stworzenia należące do nocy pojawią się i nakarmią. Taka nasza moc, takie królestwo nasze i taki mój pocałunek.

***

Wrzesień 1977

- Możecie go wpuścić chłopcy, to arystokrata.- odparłam jeszcze ospale, podnosząc proroka.

- Jest Gryfonem.- syknął Lucjusz niczym niesamowicie jadowita żmija.

- Ach, prawie zapomniałam przez wakacje, o rywalizacji pomiędzy naszymi domami.- odpowiedziałam z uśmiechem, patrząc się na mojego przyjaciela.

- Musimy pogadać Mireio, byłaś poza zasięgiem przez całe lato.

- Ja też się stęskniłam, dołącz do nas na śniadanie.

- Wolałbym spacer.

- Ah o taką rozmowę chodzi.- puściłam mu oczko.- Oczywiście, chodźmy.-zgodziłam się i wzięłam swój czarny płaszcz, a Mike nasze gorące kawy.

- A więc poznałem w tamtym roku pod koniec dziewczynę.- odparł podekscytowany.

- Mhm i co dalej?- niezbyt entuzjastycznie podeszłam do tematu, zważając na fakt, ile on potrafi mieć dziewczyn w ciągu tygodnia.

- Wiem co masz na myśli, ale to nie tak. Pisałem z nią przez całe wakacje i mam zamiar zaprosić ją na kremowe piwo w piątek wieczorem!- dodał jeszcze bardziej szczęśliwy. Na te słowa zakrztusiłam się kawą, bo pierwszy raz widziałam go tak oczarowanego przez uczennice Hogwartu.

- No w końcu! A jak ma na imię owa tajemnicza dziewczyna ?

- Mallory Hayes i jest z mojego domu.- dodał nieśmiało i wtedy coś mnie uderzyło.

- Poczekaj, a to nie jest ta, z którą umawiał się Syriusz? Mam nadzieję, że to nie jakiś wasz głupkowaty konkurs. - spytałam, a on zacisnął pięści.

- Niestety, skrzywdził ją bardzo. Wiem, że to mój kumpel, ale ta cała sytuacja otworzyła mi trochę oczy i nie podoba mi się jego przedmiotowe traktowanie płci przeciwnej, jeśli wiesz, o co mi chodzi.- na te słowa musiałam wypluć ze zdziwienia mój napój bogów.

- Dobra kim jesteś i co zrobiłeś z moim Mikiem Newellem?- na to pytanie się zaśmiał .

- Ona jest inna, wiesz? Inna niż wszystkie, oczywiście nie wliczając ciebie.- lekko mnie popchnął. - Jest nie dość, że przepiękna, to taka mądra i wrażliwa i do tego zabawna! Rozumiesz to? Zabawna! Myślę, że polubiłabyś ją.

- A ja myślę, że czym prędzej powinieneś się z nią umówić, a potem mnie z nią poznaj.- odparłam i położyłam mu dłoń na ramieniu.

- Oj nie kochana, nie wykręcisz się! W sobotę jest u nas impreza i musisz być! A poza tym to z Mallory chcę to zrobić na spokojnie i bez nerwów.

- Mike, wiesz jak ludzie reagują na moją osobę. Połowa Hogwartu zwyczajnie się mnie boi.

- No i ? Jakoś nigdy ci to nie przeszkadzało.

- Oczywiście, że nie, ale tu chodzi o kogoś, kto ci się podoba. Nie chcę jej odstraszyć.

- Jesteś moją najlepszą kumpelą, w życiu nie będę z dziewczyną, która się z tobą nie zaprzyjaźni.

- W porządku.- warknęłam. - Czego się nie robi dla przyjaźni...

- Jesteś najlepsza!- z impetem przytulił mnie i razem wylądowaliśmy przy samej wodzie, śmiejąc się.

***

Szczerze powiedziawszy, nie chciałam, aby ta sobota przyszła tak szybko. Leniwie szykowałam się na to "spotkanie towarzyskie" lwów i lwic wszelkiej maści. Ja jako gad nie bardzo tam pasowałam, choć muszę przyznać, że głowiłabym się, gdybym tam nie poszła. Dlatego nałożyłam swoją obcisłą, czerwoną sukienkę, butelkę alkoholu w prezentowej torebce wzięłam w dłoń i byłam gotowa.

- Nigdy nie widziałem Cię w tym kolorze.- odparł znany mi blondyn.

- Pierwsza i ostatnia szansa.

- Gdzie idziesz?

- Do Mike'a.

- Tak ubrana?

- Wybacz Lucjuszu, ale nie po to zakończyłam nasz związek, aby słyszeć tego typu pytania.

- Ja nigdy nie chciałem go zakończyć.

- Tak samo, jak nigdy nie chciałeś wpychać języka do ust Narcyzy Black. A właśnie, słyszałam, że już oficjalnie jesteście razem, gratulację. Mam nadzieję, że obydwoje pójdziecie się utopić w Czarnym Jeziorze, albo zostaniecie porwani przez Centaury. - odparłam zgryźliwie.

- Mireia, ja...

- Oj zamknij się Malfoy.- przerwałam mu i żwawym krokiem udałam się w stronę wieży.

***

Muzykę było słychać już dwa piętra niżej, a trzaskanie butelek przed drzwiami. Dość długo zastanawiałam się, czy na pewno chcę tam pójść. "Daj spokój, gorsze szuje masz w garści, a to tylko impreza."- mówiłam sobie i podeszłam bliżej.

- Hasło?- spytała Gruba Dama.

- Ognisty Lew.- odpowiedziałam i w myślach nie mogłam uwierzyć, jak ktoś może wymyślać takie hasła i nie bać się o włamanie. Wraz z otwarciem drzwi, uderzył mnie zaduch. Gęsta mgła dymu z papierosów pomieszana z wonią alkoholu i wszelkiej maści perfum i wyczuwalnego grzechu owijała się wokół tłumu jak niczym szal. Najgłośniejsi byli Huncwoci, którzy wraz z moim przyjacielem postanowili dać pokaz kankana na stole. Zaśmiałam się tylko w myślach i postanowiłam dać trunek dość dobrze wyglądającemu barmanowi, który nade wszystko chciał zadowolić gości na przyjęciu.

- Aviation poproszę.- uśmiechnęłam się do niego i dałam najlepszej klasy whiskey pod jego ladę.

- Już się robi mademoiselle.- Gryfon puścił do mnie oczko i zajął się moim drinkiem. Po chwili dosiadł się do mnie zgrzany Lupin.

- Przyszłaś do Mike'a ?- z delikatnym uśmiechem zaczął rozmowę.

- Tak. To jakiś problem?- spytałam i drink był już gotowy. - Merci mon cherie.- obdarowałam starszego chłopaka uroczym uśmiechem.

- Nie, tylko mam nadzieję, że nie będzie wojny pomiędzy wami.- uśmiechnęłam się na te słowa.- Poproszę piwo.- dodał i po sekundzie dostał swój kufel i wziął dość dużego łyka.

- Spokojnie Lupin, dziś nie mam wojennego nastroju, choć kto wie.- uśmiechnęłam się i on po chwili zaczął się nerwowo rozglądać po sali. - Czyżby ktoś ci się spodobał?

- Nie po prostu martwię się o Dorcas... Ostatnio bardzo przeżywała rozstanie z Syriuszem i nie chciałem, aby była sama...- jego lekko pijany stan wyrażał dosłownie wszystko.

- Ach no tak no cóż, moim zdaniem powinieneś jej teraz towarzyszyć, wiesz, Syriusz nie potrafi się z klasą obchodzić z płcią przeciwną.- skwitowałam i wzięłam kolejny łyk. -Poczekaj Lupin. Mon cherie s'il vous plaît, deux fois Aviation.- zwróciłam się znowu do barmana. - Zobaczysz dzięki temu koktajlowi, na pewno poprawi jej się humor.- puściłam do niego oczko, a on już wiedział, że i ja wiem. - A poza tym, gdzie jest Mallory?- spytałam i pokazał mi śliczną brunetkę siedzącą na parapecie z piwem i swoją rudą koleżanką, bodajże Lily. Zamówiłam nam trzy drinki i podeszłam do sympatycznie wyglądających dziewcząt.

- Witajcie.- odparłam z najbardziej serdecznym uśmiechem, na jaki mnie było stać. Jednak efekt był taki, jaki przewidziałam. Hayes wraz z Evans zakrztusiły się piwem i czym prędzej odsunęły się ode mnie. - No cóż, spodziewałam się takiej reakcji, w końcu to ja Mireia Serpentia, ale dziś przyszłam w pokojowych warunkach.- dodałam i zaraz kelner nam doniósł drinki. Dziewczęta ostrożnie wzięły łyka owego trunku, w oczywistej obawie o otrucie.- A więc ty jesteś tą sławną Mallory Hayes, o której mi opowiadał Mike?-śmiało spytałam, a brunetka tylko skinęła mi głową.- A ty jesteś nie mniej znaną Lilianną Evans, za którą szaleje ''boski'' James Potter?- rude dziewczę tak samo skinęło głową.- ''Świetnie, trafiły mi się niemowy.''- pomyślałam.-Idę do baru na shota, idziecie ze mną?- one jednak odmówiły znowuż ruchem głowy. - No cóż, to miło było was poznać.- odparłam i ktoś mnie złapał od tyłu za biodra '' oj kochana chyba jesteś najbardziej atrakcyjną kobietą w tym pomieszczeniu''- odparł mi dobrze znany Huncwot i kątem oka widziałam obrzydzenie w oczach Mallory. - Żebyś wiedział Syriuszu.- odwróciłam się do niego, a on jak oparzony poleciał do tyłu na Jamesa i obydwaj wylądowali na podłodze.

- Nie sądziłem, że dziś wstęp dla gadów dozwolony.- warknął.

- Spokojnie psie, ja nie do ciebie. I z tak trudnym hasłem nie tylko gady by was nawiedzały.- syknęłam złośliwie, a on tylko ze złością mierzył mnie wzrokiem. -Coś jeszcze masz do powiedzenia? A może twój nieudaczny kumpel, który nieudolnie ugania się za biedną dziewczyną, niczym ogr?- podeszłam bliżej i od razu poczułam kwintesencję całego wieczoru.

- Chodź Łapo, nie ma co marnować wieczoru przez jakąś żmiję.- dodał James, na co gorzko się zaśmiałam.

- Uciekajcie moje biedne owieczki.- pomachałam im i zwróciłam się do dziewczyn.- Nic wam nie jest?- one tylko ze zdziwieniem kiwnęły na nie i pokierowałam się w stronę drugiego najlepszego chłopaka tej imprezy- barmana. Po kilku kieliszkach i zalotnych uśmiechach do przystojnego Francuza dosiadły się do mnie moje dwie nowo zapoznane koleżanki.

- Jeszcze raz to samo, tylko trzy razy Mon Cherie.- po kilku sekundach stuknęłyśmy się i wypiłyśmy Tequile z solą i cytryną.

- To, co ty tam zrobiłaś... Było niesamowite!- odparła Lilianna Evans.

- To nie było nic poza wymianą zdań owieczek i Królewskiej Kobry. Na brodę Merlina jakim cudem oni trafili do domu Lwa...- puknęłam się w czoło, czując już alkohol dochodzący do mózgu.

- Nie każda kobieta jest taka silna jak ty Mireio.

- Oj Mike miał rację, jesteś urocza Mallory.- na te słowa lekko się zaczerwieniła. - Definicją kobiety jest siła, a reszta to efekty specjalne.- puściłam do nich oczko.- Zresztą Mallory ja to samo przeżyłam z Lucjuszem i on cały czas je mi z ręki.- dodałam i wypiłam kolejny kieliszek wódki.

- Oj chyba tego nikt nie zapomni, każdy bał się wychodzić z dormitorium.- zaśmiała się Evans.

- No właśnie, a ja tylko go uderzyłam.- ze smutkiem stwierdziła Hayes.- Powinnam się zemścić.- ścisnęła z całej siły kieliszek i zacisnęła usta.

- Nie brudź sobie rąk skarbie, poza tym, twoja niewinność i czystość to atut, a nie przywara. Gdybyśmy wszystkie były takie same, to wojny byłyby na co dzień i świat stałby się nudny.- podsumowałam z uśmiechem i przed nami znów pojawiły się napełnione kieliszki.- Oj Mon Cherie ty chyba dziś zasługujesz na dodatkowy napiwek.- zalotnie dotknęłam czubka jego dłoni.- Ale nikt nie powiedział, że nie macie być twarde. Nawet nieśmiała osoba, taka jak wy, może taka być.- dodałam i podniosłam kieliszek.- Wypijmy za nas i za wszystkie skrzywdzone i słabe kobiety, obyśmy wszystkie stały się lepszymi wersjami siebie!- i po chwili poszłyśmy szaleć na środek dormitorium. Po chwili ktoś na nas wpadł, kompletnie pijany i jak na złość był to Mike.

- MOJA NAJLEPSIEEEJSZA PSZYCIÓŁKA MIREIAAAA- krzyknął i szybko podniosłam go z ziemi.

- Na Morganę Mike! Coś ty wypił?!- chciałam jak najszybciej zabrać go, żeby nie upokorzył się przed Hayes.

- NYC NE WYPŁEM! MIREIA JAK DOBRZE, ŻE TU JESTEŚ! WIDZIAŁAŚ MALLORY? ONA JEST TAAAKA CUDOWNA, TAAKA FAJNA.- niestety było już za późno. Przyjaciółki już się śmiały z tej sytuacji, choć Mallory lekko się zaczerwieniła.

- Ty głupi kretynie, chodź ze mną, bo czuję, że będziesz wymiotować jak nic.- szepnęłam mu do ucha.

- Wybaczcie dziewczęta, ale muszę ogarnąć tego idiotę. Wybaczcie za te sceny.- pożegnałam się i czym prędzej oparłam go o swoje barki i zaprowadziłam go do toalety, w jego pokoju. Minęła godzina, zanim doprowadziłam go do porządku i w miarę możliwości położyłam czystego do łóżka. W momencie, kiedy skończyłam, ktoś zapukał do drzwi i wszedł. Była to Mallory.

- Hey Mireia, wybacz, że przeszkadzam, ale chciałam zobaczyć czy wszystko w porządku.- uśmiechnęła się nieśmiało, a ja z całych sił chciałam ukryć te śliniące się, pijane zwłoki.

- Tak, jasne Mallory. Już lepiej się czuje, ale śpi kamiennym, pijanym snem, więc może wpadniesz do niego jutro?- zaproponowałam, chcąc uniknąć jakiekolwiek próby zobaczenia go w takim stanie.

- Oj Mireio jesteś dobrą przyjaciółką, ale nie zapominaj, że przez siedem miesięcy byłam z Syriuszem i Huncwotami.- odparła i przyniosła składniki na eliksir "po" alkoholowy.

- No cóż, to świetnie.- i z uśmiechem weszła do pokoju i bez słowa zaczęła przyrządzać ową miksturę. Teraz wiedziałam, dlaczego była taka wyjątkowa dla Mike'a. Była po prostu dobra, istna odwrotność mnie.

- Nie dość, że ładna to i przydatna.- skwitowałam i usiadłam na brzegu łóżka.

- Chyba to komplement, skoro mówi to sama Mireia, Królowa Węży.- powiedziała i zaczęłam się śmiać.

- Tak mnie nazywacie? Hahaha, no cóż podoba mi się. Pasuje jak ulał.

- Nie wiedziałaś? Myślałam, że w waszych kręgach jest królewska hierarchia.

- Bo jest, ale nikt oficjalnie nie nadał mi takiego przydomka. Ale teraz to się zmieniło.- dodałam z uśmiechem i podeszłam bliżej.- Jak ci idzie?- spytałam, a brunetka już przelała zawartość do dziesięciu butelek.

- Proszę jeden dla ciebie.- podała mi wypiłam jednym duszkiem.- A to dla reszty i dla Mike'a.- położyła mu eliksir na komodzie. W tym samym momencie wpadł do pokoju Remus.

- Mireia, Mallory, błagam pomóżcie mi ich ogarnąć.- odparł i James już nie wytrzymał i zaczął wymiotować na podłogę. Odwróciłam się do Mallory, która była już wystarczająco zdegustowana jak na jeden wieczór. Przez chwilę biłam się z myślami i ten cały impas doprowadzał mnie do szewskiej pasji. "Wszystko dla Mike'a"- dosłownie warknęłam do siebie i wzięłam głęboki wdech.

- Mallory, ja im pomogę. Dasz sobie tutaj radę sama ?- puściłam do niej oczko, choć w myślach pragnęłam pójść do swojego domu. Jej twarz automatycznie się rozjaśniła, więc podniosłam okularka i zaniosłam do ich pokoju.

***

Kiedy w końcu przestali wydalać z siebie soki trawienne i całe jedzenie, Remus umył ich i położył do łóżka, po czym ja wlałam im zawartość eliksiru Mallory. Dzięki temu łatwiej było się z nimi komunikować.

- A więc wszyscy zdrowi? Mogę już iść?- spytałam, mając nadzieję, że natrafię jeszcze na tego przystojnego Francuza.

- Dlaczego tu jesteś, żmijo ?- spytał ten pchlarz, ledwo podnosząc głowę.

- Uwierz mi, nie mam zbytniego wyboru.

- Oj skończ z tą śpiewką, że robisz to dla przyjaciela. Ty nie masz przyjaciół, ani żadnych wyższych odczuć, chyba że...- zastanowił się przez chwile i uśmiechnął się do mnie. - Jesteś tu ze względu na mnie.- dodał, na co ja tylko spojrzałam się na niego z zażenowaniem. - Ale pomyśl tylko, Mireio. Ty i ja, znamy się od ponad pięciu lat, jesteśmy obydwoje tak samo atrakcyjni...

- Poczekaj.- przerwałam chichocząc złośliwie.- Czy ty mi właśnie chcesz zaproponować związek ?- już nie ukrywałam swojego prześmiewczego tonu.

- A czemu by nie? Teraz się nienawidzimy, choć na pewno masz wiele zalet, szczególnie ukrytych pod tą sukienką. Bylibyśmy królewską parą, w tym zamku.- odparł, dosłownie skanując całe moje ciało. Uśmiechnęłam się perliście.

- Dlaczego mnie tak bardzo nienawidzisz Black?- tym pytaniem chciałam mu z powrotem wlać oleju do resztek mózgu.

- Co?- spytał kompletnie zbity z tropu.

- I dlaczego tak bardzo się mnie boisz?

- Jeśli mam być szczery, to fakt przerażasz mnie.- odparł. Dzięki temu, że był pijany mogłam wyciągnąć z niego wszystko. - Ale nie tylko mnie.- dodał heroicznie.

- Do rzeczy Black, chcę stąd już wyjść.

- Oj dobrze dobrze, no jesteś niebezpieczna, a nawet bardzo.

- Czemu?

- Bo nie potrzebujesz nikogo.- na te słowa się szeroko uśmiechnęłam.

***

Kiedy w końcu uwolniłam się z tych tortur, ulubieniec wieczoru dalej serwował alkohol "pozostałości" po imprezie i na mój widok się uśmiechnął. Nalał nam do szklanki z lodem bursztynowego płynu i odparł "A la folie". Z chęcią stuknęłam z nim na te słowa szklankę, po czym szybko znaleźliśmy drogę do swoich ust. Co trzeba przyznać, nikt nie całuje się tak dobrze jak Francuzi.

- Panno Serpentio, kwiaty dla Pani.- odparł Śmieszek- jeden z trójki skrzatów zatrudnionych jako jedyni do dormitorium.

- Ależ dziękuję ci Śmieszku.- odparłam i wzięłam piękne krwiste róże, ze złotą wstążką i liścikiem. - Zróbcie sobie dziś wolne, cała trójka.- rozkazałam, na co skrzat automatycznie się rozpromienił i szybko pobiegł do reszty. Wiedziałam od kogo są. Mike zawsze, jak coś w jego mniemaniu przeskrobał wysyłał mi takie na przeprosiny.

"Mireio, moja najwspanialsza przyjaciółko,

proszę przyjmij te kwiaty na przeprosiny i pojaw się jak najszybciej u mnie w pokoju.

Twój najnajnajlepszy przyjaciel, Mike."- taka była treść owego liściku, na co jęknęłam. Nie chciałam się tam pojawiać, pomimo dość dobrze spędzonej reszty nocy. "Zabiję cię Mike"- warknęłam dość głośno i wyrzuciłam te kwiaty do kosza. Bardzo chciałam mu wytknąć jak wczorajsza sytuacja mnie zirytowała, więc szybko ogarnęłam się, wzięłam prysznic i w ciągu godziny byłam znów przed Grubą Damą.

-Ognisty Lew.- odparłam i wielkie wrota się znów otworzyły.

- Chyba sezon na Gady jest oficjalnie otwarty.- odparł ten cholerny okularnik.

- Mógłbyś mieć trochę więcej szacunku do kogoś kto trzymał ci włosy i głowę nad toaletą.- warknęłam.

- ŻE CO?!- krzyknął i spojrzał się na swoich przyjaciół.

- Obawiam się, że to prawda Rogaś. Dzięki niej nie masz kaca.- dodał Syriusz, nawet nie odwracając się. Nie przysłuchując się ich dalszej konwersacji pobiegłam szybko do pokoju i wparowałam niczym tsunami.

- Mikaelu Newell, padaj na kolana i przepraszaj, bo zaraz wyciszę ten pokój i poleje się krew.- zagroziłam i dopiero po chwili zauważyłam dość przerażoną minę jego dziewczyny.- Och Mallory, jak dobrze cię widzieć.- automatycznie przybrałam inny ton i nałożyłam uśmiech.

- W-witaj Mireio.- odparła nieśmiało. I niestety wróciłyśmy do punktu wyjścia.- To ja już pójdę... Do zobaczenia Mike.- uśmiechnęła się i czym prędzej wyszła.

- Co to miało być?- spytał pretensjonalnie.

- Wiesz chyba lepiej aby poznała moją prawdziwą twarz, tą jadowitą, niż później. A poza tym, to nie ty tu jesteś zły tylko ja.- warknęłam i położyłam się obok niego.- A teraz za co mnie przepraszasz?

- Dzięki Mireio.- odparł z uśmiechem i zapatrzył się w sufit.

- Znowu to robisz! Zmieniasz tor naszej kłótni, a powinieneś się teraz płaszczyć!- warknęłam lekko, lecz po chwili się uśmiechnęłam. On zrobił to samo. - Nie ma za co Mike.- puściłam mu oczko i bardzo chciałam już stąd wyjść.

- Był u mnie Lupin.

- I co ?

- Opowiedział mi wszystko, o tym jak Syriusz się wczoraj zachowywał.- zaczął i jego pięści się zacisnęły.

- No i ? Do brzegu Mike.

- Ponoć zaproponował wam związek.- dodał jeszcze bardziej zaciskając pięści. Na te słowa głośno się zaśmiałam.

- Oj Mike, czy ty naprawdę myślisz, że przystanęłabym na słowa pijanego dzieciaka, uważającego się za alvaro całego Hogwartu?

- Wiem Mireio, wiem. Po prostu nie chce abyś była z kimś kto na to nie zasługuje.

- Nikt tutaj na to nie zasługuje.- uśmiechnęłam się do niego ciepło.- A o tego palanta się nie martw. Moja nienawiść jest zbyt duża. Ale ty lepiej powiedz mi co Mallory robiła u ciebie rano.- uśmiechnęłam się znacząco, a Mike ukrył głowę w poduszkę, aby schować zaczerwienione poliki.

- Przyszła aby sprawdzić co się ze mną dzieje i jak się czuję. Wiesz stara się być dobrą koleżanką.

- O tak, bo dobre koleżanki przychodzą do kolegi do pokoju z samego rana, aby tylko sprawdzić jak się czują.- dodałam sarkastycznie. - Ta dziewczyna cię lubi! I dobrze, nie spieprz tego lordzie, bo całkiem ładnie obok siebie wyglądacie!

- Wiem wiem, póki co jesteśmy na stopie koleżeńsko-przyjacielskiej i powoli niech to się rozwija. Naprawdę ładnie wyglądamy obok siebie?- spytał, czerwony jak burak.

- Jeśli masz na myśli fakt, że ona jest zdecydowanie za ładna dla ciebie, to tak.- zażartowałam, z czego dostałam poduszką.- Muszę iść Mike, do zobaczenia!- pożegnałam się po chwili i czym prędzej chciałam udać się do mojego upragnionego łóżka. Kiedy mijałam się z tą czwórką zapał tylko usłyszałam: "Mademoiselle!". Zatrzymałam się, przygryzłam wargę i odwróciłam się do znanego mi bruneta, który nieziemsko się prezentował.

- Mon cher.- odpowiedziałam, a on tylko zeskoczył ze schodów i na oczach wszystkich mnie pocałował. Wszyscy w dormitorium zdziwili się, jak szybko gad z lwem załapali dosłownie wspólny język, szczególnie Huncwoci. Bawiło mnie to.

- Ślicznie pachniesz.- odparł przytulając mnie.- Jak się czujesz ?

- Było dobrze, ale z każdą sekundą coraz lepiej.- uśmiechnęłam się do niego gorąco. Powymienialiśmy chwilę parę zdań, lustrując siebie nawzajem i pożegnaliśmy się, zostawiając dormitorium z otwartymi gębami.

***

Noc duchów to zawsze była impreza, na którą czekało większość uczniów. Podzielona na dwie części, od 17 do 20 dla klas 1-3 i od 21-do białego rana dla klas 4-7. Ten dzień był również pełen atrakcji, w szczególności dla najmłodszych, gdyż cały zamek był udekorowany, miał mnóstwo dodatkowych pomieszczeń rodem z wesołego miasteczka i każdy mógł się przebrać za kogo lub co chcę. Co roku była prowadzona impreza przez przedstawicieli z dwóch różnych domów i niestety, tym razem padło na mnie i na tego cholernego Blacka. Przeklinałam ten dzień, którym los padł na nas i zniszczył jakąkolwiek radość niosącą się z Halloween. Aczkolwiek mogłam się pocieszyć jednym. Dla mnie ten dzień był wyjątkowy ze względu na jedną atrakcję: łódki widmo. Tylko w ten jeden szczególny dzień wszystkie łódki były również specjalnie udekorowane i pływały po całym jeziorze, pozwalając na jego odkrywanie. Nie można było z nich wyskoczyć, utopić, ani nie dało się ich wywrócić. W razie nieprzewidzianych warunków pogodowych czy jakiegoś niebezpieczeństwa każda z nich od razu wracała do środka, do doku. Co Halloween spotykałam się tam z Mikiem i omawialiśmy nasze plany na przyszły rok. Jednak tym razem chciałam porozmawiać o czymś innym, o czymś, co mnie niepokoiło i nie dało się wytłumaczyć w sposób prosty i oczywisty.

- To, co płyniemy?- odparł, wskakując na łódkę.

- Na brodę Merlina, Mike! Nie strasz mnie tak więcej.- wrzasnęłam, a on zwijał się ze śmiechu.

- Spokojnie Mireio, bo zaraz ci się uda wywrócić łódkę, jako jedynej.- dodał ironicznie i wypłynęliśmy powoli na sam środek jeziora. Pogoda była piękna. Błękitne niebo, słońce i praktycznie przejrzysta woda.

- A więc.- zaczął podekscytowany. - Zaprosiłem na bal Mallory i się zgodziła.

- No to świetnie! A za co przyjdziecie przebrani?

- Myślałem coś w stylu supermana i wonderwoman... Albo jakąś wystrzałową parę szpiegowską?- głęboko się nad tym zastanawiał.

- A ja myślę, że powinieneś przedyskutować to z Mallory. Zawsze możecie się przebrać za dwie różne postacie. Ona jako piękna księżniczka, a ty jako wystrzałowy szpieg.- podsumowałam.

- Ona nie musi się przebierać, aby być piękną księżniczką.

- Masz rację Mike.- westchnęłam i spojrzałam na wodę i przez sekundę chyba przepłynął obok nas tryton. - Ale czy tak, czy siak przedyskutuj z Mallory tę kwestię.- dodałam.

- No dobrze pochmurna szefowo, a ty co dziś taka zamyślona?

- Nie wiem Mike, od pewnego czasu mam złe przeczucia.

- Czemu?

- Pamiętasz, jak ci kiedyś pisałam w liście, że czuję się cały czas obserwowana, jakby cały czas coś za mną chodziło?

- Pamiętam, ale ustaliliśmy, że to tylko zmęczenie. Więc o co chodzi?

- O to chodzi, że to nie przestało. Czuję, jakby jakiś cień się za mną czaił i to nie jest wróżka chrzestna.

- Wydaje ci się Mireio. Masz wiecznie coś na głowie, a poza tym Hogwart to jest wielkie zamczysko i każdy ma tu wrażenie, że jest obserwowany.

- No nie wiem...- odwróciłam wzrok.

- Oj daj spokój, nie niszcz nam jedynego dnia w roku, który tak naprawdę obydwoje uwielbiamy. Zresztą nie zapominajmy, że ty nie jesteś usposobieniem dobra i zawsze noc i ciemność były po twojej prawej stronie, więc nie obawiaj się.

- Dzięki Mike, masz rację. Jestem jędzą, więc co mi zagraża? Nic.- podsumowałam jego nader mądrą wypowiedź i obydwoje lekko się zaśmialiśmy.

- Słuchaj moja ulubiona jędzo, co z imprezą?- spytał.

- Impreza będzie wystrzałowa i niezapomniana. I póki co tylko tyle mogę powiedzieć.- uśmiechnęłam się niewinnie.

- Tylko tyle? A co z Blackiem ?

- A co ma z nim być? On musi być obok, ewentualnie pomagierem. Nikim innym.

- Widzę, że masz do tego swoje, typowe podejście.- uśmiechnął się.

- Ależ oczywiście! Żaden półgłówek nie zdoła zniszczyć naszego ulubionego święta!- odparłam władczo, na co Mike się zaśmiał.

- Dobra Ślizgonko, ja muszę spadać i skonsultować się z Mal.- odparł i łódki zwróciły się ku punktu wyjścia.

- No dobrze, to powodzenia! Pozdrów Mallory ode mnie. A i Mike, proszę cię, wezwij do mnie tego debila.- pożegnałam się i tym razem sama, z książką obok relaksowałam się na wolno płynącej łodzi i łapałam promienie słońca, które tu są nad wyraz rzadkie. Niestety po chwili kątem oka zauważyłam, jak woda zmienia kolor na mglisty, a niebo stało się szare. Uczucie bycia obserwowanym wróciło i zaczęłam się lekko obracać się wokół siebie. Reszta pustych łódek wracała do doku, jakby szykowało się coś niedobrego. Dreszcze zaczęły przechodzić moje całe ciało, bo jako jedyna zostałam i to na dodatek na środku jeziora. W momencie pojawienia się mgły tak gęstej, że nie można było nic zobaczyć, jakaś nieznana siła przycisnęła mocno moje ciało do łódki i pomimo uroku, powoli zaczęła tonąć, a ja wraz z nią. Kiedy powoli wlewała się woda do środka, poczułam jak coś po mnie pełza. Był to czarny jak węgiel wąż, który nie wiadomo skąd się pojawił i owinął się wokół mojej szyi, co chwila, kąsając i wstrzykując dawki jadu. Próbowałam się uwolnić, ale byłam za bardzo dociśnięta do dnia łódki. Kiedy mój transport się rozpadł pod wodą, a ja zaczęłam schodzić na dno, wąż się odplątał od mojej szyi i przyjął kształt bliżej, nieoznaczonej mary, która była koszmarnie przerażająca. Lecz ja nadal nie mogłam nic z tym zrobić, bo byłam sparaliżowana. Przez szok w ogóle nie myślałam o braku powietrza i w pewnym momencie wszystko zamieniło się w ciemność.

***

Otworzyłam oczy i czułam jak moje płuca są wypełnione wodą, którą natychmiast trzeba było wypluć. Kiedy wzrok dostatecznie mi się poprawił, zauważyłam jak jakiś uczeń kładzie moją głowę na kolanach, był to Syriusz.

- Na Morganę ty żyjesz! Nic ci nie jest?- spytał, a ja jeszcze za bardzo nie potrafiłam określić co się dzieje. Jedyne co mogłam stwierdzić, to fakt, że było cholernie zimno i byłam mokra.

- Co... Co się stało?- spytałam i z jego pomocą podniosłam się lekko.

- Mógłbym cię zapytać o to samo. Znalazłem cię w takim stanie, przy brzegu, bo ponoć chciałaś się ze mną widzieć. Co ty do cholery robiłaś w jeziorze? Przecież byłaś na łódce widmo.- spytał, zmartwionym głosem.

- Ja...- zaczęłam i dopiero teraz powoli zaczęło do mnie wracać.- Nie pamiętam, musiałam mieć dziwny wypadek.- częściowo skłamałam, i tak by mi nie uwierzył.

- Bardzo dziwny, skoro my co roku próbujemy wyskakiwać z tych łódek i nic nie możemy wskórać.- dodał, ale ja nic nie chciałam komentować. - Chodź, odprowadzę cię do dormitorium. Zaraz mi tu zamarzniesz.- skwitował, widząc jak się trzęsę.

- Gady są zimnokrwiste, my tylko tolerujemy ciepło.- dodałam i bez słowa wzięłam jego ciepłą kurtkę i w ciszy doszliśmy do mojego pokoju.

- Dziękuję.

- Za co ?

- Nie pochlebiaj sobie, dziękuję ode mnie jest wystarczające.

- Zawsze wiedziałem, że za bardzo siebie faworyzujecie.

- I mówi to chłopak, który nazywa siebie Królem Lwem.

- Nie nazywam, tylko stwierdzam fakt.

- A ja myślę, że dzierżysz koronę wraz z Potterem, co czyni was książętami.

- Odezwała się samozwańcza Królowa od siedmiu boleści.- skwitował.

- Och naprawdę? To dziwne, bo sama nigdy się tak nie nazywałam, tylko dziwnym trafem, wszyscy tak do mnie mówią.- odparłam atak, uśmiechając się szydersko. Gryfon tylko przerzucił oczami.- Czy w czymś jeszcze mam ci pomóc?- spytałam, kiedy byliśmy już w lochach.

- Mógłbym cię spytać o to samo. Ponoć ty mnie "wzywałaś" do siebie.- próbował naśladować mój władczy ton.

- Bal Duchów!- krzyknęłam, przypominając sobie wszystko przed tym incydentem.- Abna esssss- powiedziałam i wąż będący symbolem slytherinu otworzył drzwi, do mojego dormitorium.

- Ty jesteś wężousta?- spytał zdziwiony.

- Nie wiedziałam, że to jakiś szczególny dar.- skwitowałam, czym prędzej chcąc się pozbyć mokrych ubrań.

- Szczególny nie, ale na pewno przerażający.- na te słowa przewróciłam oczami.

- Nie mam na to czasu Black, oceniaj mnie później. Chodź do mojego pokoju, wszystko ci wytłumaczę.

- Muszę przyznać, że nigdy nie miałem partnerki, która tak ochoczo by przejęła stary w swoje ręce.

- Ja naprawdę nie mam na to czasu. Albo wchodzisz, albo wypad.

- Dobrze, już dobrze.- westchnął, udając nieszczęśliwego i jak na ścięcie poszedł za mną.

***

Impreza była tuż, tuż, więc poprawiłam swoje wampirze kły i oblałam się fałszywą krwią. Musiałam przyznać, że w tej długiej, obcisłej czarnej sukni wyglądałam powalająco. Jeszcze tylko zrobiłam sobie do końca bladą twarz, podkrążone oczy i byłam gotowa. Przed wejściem, czekał na mnie Syriusz Black.

- No, no Serpentia!

- Wiem, wiem, lepiej otwórz mi drzwi.- powiedziałam władczo, chcąc jak najszybciej zobaczyć stan Wielkiej Sali. I tak jak myślałam, moi robotnicy dali sobie radę, tak jak tego oczekiwałam. Było iście w stylu gotyckim, stoły w kształcie trumien, poncz w krwistym kolorze i mnóstwo dodatków, które dopełniały całość.

- Wyszło idealnie.- pochwalił mnie brunet.

- Jak zawsze!- dodałam z uśmiechem i spojrzałam na zegarek.- To już czas!- dodałam i ruchem dłoni kazałam skrzatom otwierać drzwi. Wraz z tym dźwiękiem na stole ukazało się równie przerażające jedzenie i cała chmara uczniów weszła do środka.

- Gotowy?- odwróciłam się do niego.

- Tak.- poprawił swój kostium Draculi i obydwoje obnażyliśmy nasze kły.

- Witamy na setnych obchodach Halloween w Hogwarcie!

- Zarówno ja Dracula, jak i moja cudowna partnerka mamy zaszczyt powitać was w naszym domu! Życzymy dobrej zabawy, udanych polowań i spijania jak najwięcej krwi z waszych ofiar!- obnażył jeszcze raz zęby, co spotkało się z silną aprobatą.

- I wytrzymajcie do końca, bo będzie niespodzianka!- dodałam i za pstryknięciem palca, zaczęła grać muzyka i każdy zaczął zajmować się sobą.

- Czy mogę?- spytał Dracula, pokazując mi na resztę Hunców.

- Tak, poradzę sobie.- powiedziałam chłodno i kątem oka widziałam jak zaczęli podskakiwać energicznie w rytm muzyki i się przedrzeźniać. Po chwili, kiedy sprawdzałam czy na pewno wszystko jest okey, ktoś mnie zaczepił od tyłu.

- Mireika, wyszło ci wyśmienicie!- z entuzjazmem poklepał mnie po ramieniu mój przyjaciel, rozglądając się po sali.

- Mike ma rację, impreza i ten klimat, po prostu super!- dodała Mallory.

- A dziękuję wam bardzo i cieszę się, że wam się podoba.- podziękowałam z uśmiechem.- Mallory, czyżbyś przebrała się za księżniczkę Aurorę?

- Tak! Też lubisz disneya?

- Wychowałam się na nim.- puściłam do niej oczko.- Niebywale pasują wam wasze przebrania.

- Ależ dziękujemy. MON CHERIE!- zaczął się podśmiewywać ze mnie Mike.

- Dobra, dobra Mike,ty byś chciał umieć mówić po francusku jak Filip.- odgryzłam się.

- No wybacz Mireia, ale ja mam ważniejsze sprawy do roboty.

- Niby jakie?- wtrąciła się do rozmowy Mallory, na co lekko zachichotałam.

- Ratowanie PRAWDZIWYCH KSIĘŻNICZEK.- dodał dosadnie, całując rękę Mallory.

- No właśnie, a ja jestem Królową.- odparłam i z założonymi rękoma.

- Och Mireika, siedź w tych swoich marzeniach.- skwitował zaczął mnie łaskotać, czego ja nienawidziłam.

- Mike, czy mógłbyś nam przynieść coś do picia? Nawet twoi znajomi tam stoją.- poprosiła Mallory, widząc moje oburzenie całą sytuacją.

- Ależ oczywiście! Zawsze pomogę mojej damie w opresji.- odparł, na co my dwie zareagowałyśmy śmiechem.

- Dość odważne z twojej strony być sam na sam ze mną. Nie boisz się, że sprowadzę cię na złą stronę mocy ?- spytałam kiedy Mike grzecznie poszedł po krwisty poncz. Po tych słowach się na mnie spojrzała z ukosa i znów zaczęłyśmy się śmiać.

- Rzeczywiście jesteś inna niż wszystkie.

- A czemu tak uważasz?

- Poza oczywistymi aspektami wyglądu, nawet Cię toleruję Hayes.- delikatnie się uśmiechnęłam.

- Ja ciebie nawet też.

- Uważaj Hayes, bo jeszcze zostaniemy przyjaciółkami i jeszcze zostaniesz Ślizgonką.- zaśmiałam się.

- Myślę, że nie pasowałabym tam.

- A ja myślę, że każdy ma w sobie coś z każdego domu.

- A co ja niby mam ?

- Hmmm, pomyślmy. Dwie rzeczy: ambicje i nienaganny wygląd.

- A do tego brak odwagi, nieśmiałość...

- Och Mallory, tak jak ci mówiłam wcześniej, nie każdy jest taki sam. A ciebie każdy uwielbia.- dodałam, na co się uśmiechnęła.

- W ogóle współczuje Ci tej współpracy z Blackiem. Zapewne nie zrobił nic.

- Ja sobie też współczuje i to prawda. Aczkolwiek jak widzisz to wyszło na plus.- podsumowałam. - A właśnie, moje małe ptaszki doniosły mi, że ponoć jesteś zazdrosna o mnie?- spytałam i puściłam jej oczko, na co śliczna brunetka się zarumieniła.- Nie martw się kochana nie zjem cię.- lekko ją szturchnęłam i się uśmiechnęłam, lecz Mallory dalej przygryzała uparcie policzek.

- Ja nie chciałam aby...- nagle przerwała i się na mnie spojrzała.- Mike ci coś mówił?

- Kochanie, Mike mi nie mówi takich rzeczy. Po prostu głośno rozmawiałaś z rudowłosą o tym.

- Nie chciałam aby to zabrzmiało niegrzecznie, ale...

- Ale?- spytałam.

- Dalej nie jestem w stanie pojąć czemu musiał wysłać ci kwiaty. Bez obrazy Mireio.

- Rozumiem twoje obawy, ale to w taki sposób nas wychowano. Więc, nie zdziw się, że jeśli pewnego dnia dostaniesz ty albo on coś ode mnie, jak się pokłócimy.

- Ale czemu niby ja?- spytała, nie dowierzając.

- Bo jesteście z Mikiem blisko, a my jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Czy to nie mówi samo przez się?- spytałam retorycznie. - Lubisz Elvisa?- spytałam, aby wyrwać Mallory z myślącego marazmu.

- Uwielbiam!- odpowiedziała i w tym momencie dołączył do nas Mike.

- O czym tak zawzięcie rozmawia Wampirzyca i księżniczka?

- A, zacieśniamy więzi.- puściła oczko do mnie Mallory.

- Dokładnie tak!

- No to chyba wypijemy za to ?- Mike podał nam kieliszki i wszyscy za jednym razem wypiliśmy całość kieliszka.

- Ej pyszne to? Jaką truciznę tam dodałaś?

- Taką na którą nie ma antidotum Mike.

- Mallory stworzy każde antidotum. Jest świetna w eliksirach.- objął ją lekko, na co się zaczerwieniła. W tym momencie wpadłam na genialny pomysł.

- Poczekajcie tu chwilkę.- poszłam do naszej kapeli i szepnęłam im co teraz mają zagrać. Kiedy piosenka Elivisa Presleya "Can't help falling in love with you" zabrzmiała, weszłam na scenę. - A teraz zapraszamy wszystkich na parkiet, bo po tej piosence będą wybory Króla i Królowej Balu!- odparłam i spotkałam się z pytającym wzrokiem Blacka.

- Nie patrz się tak na mnie, tylko skołuj skądś korony!- warknęłam i obydwoje zaczęliśmy szukać co by tu skombinować. Na stole były dwa metalowe koła sekurujące ciasto, więc Syriusz je wziął i przyczepiliśmy do tego czarne kryształy i czerwony materiał.

- Nada się.- zobaczyłam na efekt końcowy.

- A kogo wybierzemy?

- No jak to kogo? Mike'a Newella i Mallory Hayes.

- A niby czemu mam wybrać moją byłą dziewczynę i jej nowy obiekt westchnień Serpentia?- spytał opryskliwie Black.

- Aby pokazać krztynę klasy i podarować jej chociaż jeden wieczór na który zasługuje.- zabrałam od niego koronę i ponownie weszłam na scenę. - Moi drodzy to nie był łatwy wybór. Wasze tańce można byłoby oglądać nieskończenie wiele czasu, ale moje oczy najczęściej spoczywały na jednej parze. Tej, której niewątpliwie pasują dzisiejsze korony! A więc tegoroczną, królewską parą zostają: MIKE NEWELL I MALLORY HAYES!- krzyknęłam i zeszłam ze sceny aby włożyć na ich zszokowane głowy korony.

- Co ty wyprawiasz Mireia?- spytał zszokowany Mike.

- Załatwiam ci dziewczynę głąbie.- szepnęłam i uśmiechnęłam się cwanie.

- A teraz kochani, bawmy się do samego rana!- wrzasnęłam i każdy mi zawtórował. Zabawa wydawała się nie mieć końca, tak samo jak alkohol i papierosy. W pewnym momencie ktoś złapał mnie za biodra, odwracając moją twarz.

- Mon cher.- odparłam z uśmiechem, a chłopak przebrany też za wampira, wpił mi się w usta i przycisnął do ściany.

- Tak naprawdę nie jestem francuzem i nie znam tego języka.- odparł, dalej mnie namiętnie całując.

- I co myślałeś, żeby mi tym zaimponować?- przerwałam, patrząc się na niego żałośnie.

- Od zawsze chciałem Cię mieć.- patrzył na mnie lekko zamglonymi oczyma od alkoholu. Zaczęłam się bardzo głośno śmiać.

- No i czar prysł Filipie, możesz odejść.- warknęłam. A zapowiadało się tak dobrze.

- Nie rób mi tego Mireio. Ja, ja cię kocham!- krzyknął, i próbował łapać za dłonie.

- Oj Filipie, nie rób tego sobie.- odparłam i zawołałam jego znajomych, aby zaprowadzili tego żałosnego biedaka do pokoju. Chwile jeszcze postałam pod tą cholerną ścianą, z humorem definitywnie nieimprezowym. Spojrzałam na Mike'a i Mallory, którzy akurat stali obok swoich przyjaciół w Gryffindorze i pomimo tego nie mogli oderwać od siebie wzroku.

- Chociaż oni dobrze się bawią.- mruknęłam do siebie i poszłam po następny kieliszek czerwonego napoju.

- Czyżbyś niedobrze się bawiła?- syknął obok mnie głos.

- Wręcz przeciwnie, Lucjuszu. Bawię się doskonale.- przybrałam swój fałszywy uśmiech, choć pewnie przez alkohol nie był idealny.

- Może w końcu dołączysz do swojej elity, tam gdzie twoje miejsce?

- Jakbyś zauważył Lucjuszu, ja już jestem po ciemnej stronie mocy, nie musisz mnie namawiać jak jakiegoś świeżaka.- skwitowałam.- A poza tym ,ja tu dowodzę i muszę mieć dobry widok na całą imprezę.- dodałam.

- No jak sobie chcesz, ale wiesz zawsze gdzie nas szukać.- pożegnał się i skinął głową. Nagle zauważyłam jak Mallory bierze mikrofon i pomimo protestów Mike'a, nie schodzi.

- Panie i Panowie! Skoro impreza dobiega końca, pogratulujmy i podziękujmy drogimi brawami naszym cudownym gospodarzom!- krzyknęła i każdy zaczął zarówno mi i Blackowi gratulować i klaskać. Oczywiście szarooki brunet od razu znalazł się na baranach swojej męskiej dziewczyny, Pottera. - Zapraszamy was na środek i ta piosenka jest dedykowana wam! Jeszcze raz dziękujemy!- odparła, a ja nie mogłam dalej uwierzyć w to co się właśnie stało. Jacyś obcy uczniowie pchali mnie na środek, gdzie ten narcyz już czekał z wyciągniętą dłonią. Niestety byłam zbyt pijana, aby jakkolwiek zareagować, więc wzięłam jego dłoń i, co gorsza, każdy uczestnik imprezy zrobił wokół nas kółko. Nie chciałam nawet patrzeć w stronę mojego przyjaciela jak i Huncwotów. Niestety kapela, jak nigdy tego wieczora, wczuła się tym razem i zaśpiewali kolejną piosenkę Presleya " Love me tender". Już ze swojej bezsilności wobec całej sytuacji zaczęłam się śmiać.

- No co ?

- Nic Syriuszu, po prostu nie wierzę, w to co się dzieje.

- Mi nie jest do śmiechu.

- Lepiej załóż swój szelmowski wyraz twarzy z powrotem, jesteśmy gospodarzami.- dodałam i wyprostowałam sylwetkę, gotową do walca. Kiedy zakończyliśmy nasze wężo-lwie wygibasy, każdy nam klaskał i kapela zaprosiła, na zakończenie imprezy fajerwerkami. Na zewnątrz było po prostu pięknie. Czarne niebo cudownie kontrastowało się z oświetloną drogą do czarnego jeziora. Byłam tak zaaferowana wieczorem, że nawet nie zauważyłam, że idę z Blackiem pod rękę. Kiedy w końcu zatrzymaliśmy się na miejscu, kapela pogrywała w rytm nocy i taniec ogni się zaczął na niebie. Dynie, smoki, potwory i obrazy naszych domów przewijały się na niebie, jak w mugolskim filmie. Potem nagle nastała cisza i poczucie niespokoju wróciło do mnie z prędkością światła i nawet alkohol nie dał rady tego osłabić. Niebo spowiło gęste, szare chmury, które przy takiej czerni były niemal białe i wtedy pojawił się mroczny znak.

 

***

- To jeden z waszych żałosnych żartów?!- warknęłam i odepchnęłam Blacka na ziemię.

- Co ? O czym ty mówisz?!- wrzasnął oszołomiony i wstał.

- Jeśli to któryś z was, to przysięgam, że zabije was wszystkich po kolei, wasze rodziny i magiczne zwierzęta.- warknęłam i przyłożyłam różdźkę do jego bladej szyi.

- Słucham? Przecież to ty organizowałaś tę imprezę, żmijo.- odrzucił moją różdźkę i wokół nas zaczęło się robić kółko. W tym momencie zaczęłam szukać, w tłumie wściekłych oczu, Mike'a i Mallory. Na szczęście byli na drugim końcu, więc szybko do nich podbiegłam.

- Nic wam nie jest?- spytałam widząc jak Mallory przytula się do Mike'a i z przerażeniem patrzy się na mroczny znak.

- Mireia?- spytał Mike, nie odrywając oczu od nieba i usilnie przyciskając do siebie brunetkę.- Powiedz, że to jeden wielki żart i pośmiejmy się z tego, błagam.- w tym momencie spojrzał mi się głęboko w oczy.

- Wybacz Mike, ale ja nie wiem kto to zrobił.- westchnęłam i spojrzałam na panikujących uczniów. - SŁUCHAJCIE MNIE UWAŻNIE!- wszyscy zwrócili się do mnie.- TEN KTO TO ZROBIŁ, ZAPŁACI ZA TO I ZOSTANIE ZWRÓCONY MINISTERSTWU MAGII.

- A skąd mamy wiedzieć, że to nie ty? W końcu należysz do żmij!- jakiś uczeń wrzasnął i bardzo duża część zaczęła mu przyklaskiwać.

- No właśnie! Przecież bal to dobry pretekst aby coś takiego zrobić i potem zrzucać na innych!- jakaś uczennica dodała, a ja po prostu zaczęłam się gorzko śmiać.

- Jakie to typowe! Wszystko co złe to Slytherin!- puknęłam się w głowę i wtedy podszedł do mnie Lucjusz.

- Lepiej chodź stąd, bo zacznie się jatka.- odparł, ale ja na początku nie chciałam zejść. Byłam wściekła. Ale do pomocy przyszedł blondynowi Mike.

- Mireio, nie dyskutuj.- odparł wyciągnął do mnie rękę. Ujęłam jego dłoń i poszłam wraz z domem węża do dormitorium, wśród krzyków i wściekłości tłumu.

- Co to do cholery jasnej było?!- to jeden z waszych, idiotycznych pomysłów ?!- wydarłam się na uczniów z mojego domu.

- Wybaczcie jej, ale jest zdenerwowana.- wtrącił się Malfoy i zabrał mnie do mojego pokoju.

- Nawet nie próbuj mi mówić abym się uspokoiła!- rzuciłam szklaną lampą o ścianę. Zaczęłam się motać z wściekłości po pokoju i minęło dobrych parę minut zanim się w miarę uspokoiłam, choć to i tak za dużo powiedziane. Nagle do pokoju wkradli się Mike z Mallory.

- Jak się czujesz Mir?

- Tak jak wyglądam! Lucjuszu, przeproś ode mnie nasz dom i pilnuj aby nikt nie wyszedł.- warknęłam, dalej krążąc po całym pokoju. - Czy to ci twoi durni Huncwoci ? Czy wiecie kto to mógł zrobić?- zwróciłam się do nich.

- Nie mam bladego pojęcia, ja bym od razu stawiła na...

- Slytherin.- dokończyłam i westchnęłam z dezaprobatą.

- Wybacz, ale ja też bym tak powiedział. Wiesz jaka jest tutaj sytuacja.- poparł Mallory Mike.

- Niby jaka Mike? Jakoś do niedawna nie było "sytuacji".

- Dobra, masz rację ale to na pewno nie my.- zreflektował się i nagle ktoś zapukał do pokoju i wszedł Lucjusz z gromadką Gryfonów.

- Oni do ciebie przyszli.- odparł blondyn i weszli Hunce wraz z Lily i Dorcas.

- Czego chcecie ?- założyłam ręce.

- Chcieliśmy powiedzieć, że to nie był nasz pomysł...

- I co jeszcze?- dodał Mike.

- Przepraszamy za tamto, to było w stosunku ciebie nie w porządku.- na środek wyszedł James i podał mi rękę.

- A co z innymi ?

- Co?

- Myślisz, że możesz tu bezkarnie wchodzić, gdzie wcześniej obrażaliście mój dom?- spytałam ironicznie.

- James też miał na myśli twój dom, Mireio. Nie ma sensu robić kolejnej wojny domowej.- dodała Lily i podałam okularnikowi rękę, na co on lekko się uśmiechnął.

- A więc, macie jakieś pomysły dotyczące tego, kto to mógł zrobić?

- Szczerze to każdy. Tylko pytanie co oznacza mroczny znak?

- Ja wiem co to znaczy i też mam świadomość, że są podejrzenia idące w stronę domu węża. Zróbcie inspekcje u siebie, a ja to zrobię tutaj.

- Nie musisz nam rozkazywać, wystarczy powiedzieć.- dodała gniewnie Dorcas, na co Lily lekko ją szturchnęła.

- Ona tak właśnie mówi Dorcas.- odezwała się Mallory, a ja dumnie stanęłam za nią.

- A jak się czujesz Mireio?- w końcu odezwał się Black.

- Źle. Jestem wściekła.

- Nie lepiej pójść z tym do dyrektora?- spytała Mallory.

- Wam pomoże, nam nie. Zawsze was faworyzował. -odparłam i nagle wszedł do mojego pokoju Profesor Slughorn.

- O jak dobrze, że was widzę! Dyrektor prosi ciebie, pannę Mallory i Mike'a oraz pana Blacka, Pottera, Lupina i Pettigrew do siebie.- odparł jak zawsze ciepło i z uśmiechem.

- Mogę z profesorem porozmawiać później?

- Ależ oczywiście, będę w swoim gabinecie.- dodał i wyszliśmy.

***

Od zawsze w gabinecie dyrektora czułam się dobrze i mile widziana, co mnie niezwykle irytowało. Pokój prezentował się jak zawsze wybornie i z klasą i może dlatego tak było. Dyrektor stał na samym środku z zapraszającym uśmiechem.

- Witajcie mi drodzy. Zapewne wiecie dlaczego was tu wezwałem.- oparł się o biurko i skrzyżował ręce. My usiedliśmy tam gdzie było miejsce i maniakalnie zaczęłam zaciskać ręce na siedzeniu krzeseł.

- Żadne z was nie jest oskarżone, o wyczarowanie Mrocznego Znaku, także bądźcie spokojni.- na te słowa każdy odetchnął, a ja tylko wpatrywałam się w martwy punkt. Nawet nie zauważyłam tej długiej ciszy i kilku par oczu wpatrzonych we mnie.

- Co trapi twój umysł moja droga?- spytał jak zwykle ciepło dyrektor.

- Kto to zrobił ?- spytałam.

- Nie mamy pojęcia. Na początek trzeba sprawdzić, czy to aby nie jakiś żart na Halloween.

- A kogoś Pan Profesor podejrzewa?- spytała Hayes.

- Każdy mógłby to zrobić Mallory, musimy być bardziej czujni w tych dniach.

- Po prostu przyznaj się, Profesorze.- prychnęłam. - Powiedz, że to któreś ze Slytherinu.

- Nikogo nie mógłbym oskarżyć bezpodstawnie, obojętnie jakiego byłby domu.- odpowiedział, ze współczuciem, a ja się odwróciłam i spojrzałam się na Fawkes'a.

- Więc co robimy?- wstał Mike.

- Póki co, bądźmy czujni i nie denerwujmy się za bardzo.- skierował tą uwagę do mnie. Nagle do gabinetu weszła przerażona Profesor McGonagall.

- Albusie, musicie natychmiast to zobaczyć!- krzyknęła i czym prędzej za nią pobiegliśmy na Błonia Hogwartu. To co tam zobaczyliśmy zamroziło wszystkim krew w żyłach. Czwórka pierwszoklasistów z każdego domu, była powieszona na 4 szczytach fontanny, a ich ciała były porozdzierane. Wokół tej makabrycznej sceny, był tylko ognisty napis "ODRODZENI STRZEŻCIE SIĘ NEKROMANTY".

 

LEGENDA O NEKROMANCIE

Kiedy zobaczyłam ten napis, krew mi zmroziło w żyłach. Mike kurczowo przycisnął Mallory do siebie, aby nie widziała tak straszliwego widoku i szybko złapał mnie za ramię. Kątem oka widziałam, że jego mina jest identyczna do mojej. Obydwoje wiedzieliśmy, że cholerne fatum wisi nad nami.

- Co oznaczają odrodzeni? I o jakim nekromancie mówimy?- spytał James, drapiąc się po głowie i nie za bardzo pojmując powagi sytuacji, zresztą chyba oprócz mnie, Mike'a i Blacka, nikt o niczym nie miał pojęcia. Tak naprawdę chyba nikt nie interesował się kto i co miał do przekazania. Liczył się jedynie widok świeżo zamordowanych ciał dzieci.

- Pan Profesor wytłumaczy, czy ja mam to zrobić?- spytałam oschle. To już była sprawa osobista, zamordowano jednego z moich podopiecznych.

- Najpierw musimy usunąć ten napis i zdjąć ciała naszych uczniów.- odparł z wielką skruchą, przytulając płaczącą profesor McGonagall. Chwilę potem dołączyła reszta nauczycieli.

- Na Morganę! Kto mógł coś tak niemiłosiernego zrobić?!- krzyknął profesor Slughron i spojrzał się na napis. Momentalnie mina mu zrzedła i usiadł na posadce.

- Co robimy Albusie?- spytała opiekunka Huffelpuffu, zakrywając oczy rękoma.

- Nikt nie może się o tym dowiedzieć, o tym co tu napisano. Rubeusie, proszę zdejmij ciała i zaprowadź je do szklarni, Panna Higgins będzie wiedziała jak się z nimi obejść. Profesorze Flitwick napisz listy do wszystkich rodziców, a ty Minerwo jako mój zastępca pójdziesz ze mną. Wy też.- zwrócił się do nas dyrektor i poszliśmy za nim do Wielkiej Sali, gdzie czekały na nas ciepłe napoje i ciastka.

- Minerwo opowiedz nam o roku, w którym Tom Marvolo Riddle zaczął u nas naukę w Hogwarcie.- odparł, kiedy wszyscy usiedliśmy. Profesor McGonagall otarła łzy i próbowała się rozluźnić, choć była zrozpaczona.

- Rok 1937 był dla nas niewątpliwie cudowny. Byliśmy jedyną magiczną szkołą, do której uczestniczyło tak wiele uzdolnionych uczniów. I nie mówię tylko o animagach i metamorfomagach. Mnóstwo jasnowidzów, uczniów obdarzonych magią żywiołów i...- przerwała, łapiąc się za gardło, jakby połknęła wielki kamień. - I Tom i Persefona.- wzięła głęboki wdech.

- A czy tak nie nazywała się żona Hadesa?- spytał Remus. Dobrze wiedział o czym mówił, bo należał zarówno do świata mugoli jak i czarodziejów.

- Tak panie Lupin, jej imię miało do tego nawiązywać. Panna Persefona Amaunet była niesamowicie zdolną, prawą Puchonką nadwyraz uwielbiającą taniec, śpiew i ludzi. Potrafiła się posługiwać wszelakiej maści magią i za wszelką cenę chciała stworzyć własną. Własne zasady, zaklęcia i eliksiry. Niestety posiadała też zdolności tak okropne jakie się naszym założycielom nie śniły. Albowiem jej dusza była częściowo uwięziona za zasłoną śmierci, w podziemiach. Potrafiła się kontaktować ze zmarłymi, widziała mnóstwo okropnych rzeczy i często potrafiła powiedzieć kto, kiedy i w jakich okolicznościach umrze. Wydawać się to może błahe, ale jej czyste serce nie wytrzymało i odsunęła się od świata żywych. Wtedy pojawił się w jej życiu Tom i to postawiło na niej fatum do końca życia. Był dla niej niczym Amon dla Mut (Amaunet), a klątwa mówi, że jeśli Amon z Amaunet się połączy...

- Wtedy nastąpi koniec świata i ziemia pogrąży się w ciemności. Powietrze stanie się pomorem dla ludzkości. A stworzenia należące do nocy pojawią się i nakarmią. Taka jest moc, takie jest ich królestwo i taki jest ich pocałunek.- dokończył za nią Albus.

- I tak właśnie się stało. Zafascynowało ją to, że tak narcystyczny i zdolny chłopiec jak Tom się nią zainteresował, a jej lojalność nie miała końca. Jej dusza całkowicie pochłonięta przez świat cieni i horroru idealnie zsynchronizowała się z psychopatycznym umysłem Toma, który diabelsko potrzebował władzy. I tak właśnie z wybitnej uczennicy, zrobiła się zmora, najbardziej lojalny poplecznik Voldemorta, sławna Nekromantka, nazywana przez mugoli bogini podziemia i świata zmarłych, Persefona Amaunet.

***

She'll never be happy sitting by the fire in your loveless mansion. Let her be. And let this wretched world end and let another begin. The world of the night. The world of the bat and the owl and the spider. The blessed dark

Następne częściUnbreakable Vow 2/3  

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania