Poprzednie częściUnbreakable Vow 1/3  

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Unbreakable Vow 2/3

We here have been brutalized with loss. It has made us brutal in return. There is no going back from this moment.

 

***

 

Na te słowa Mallory po prostu wstała i bez słowa opuściła Wielką Salę. Syriusz patrzył się w jej stronę współczująco, a Mike bez zastanowienia wybiegł za nią. Nie można się jej dziwić, tyle niezrozumiałych informacji, resztki alkoholu i zwyczajny strach robią swoje. Rodziny arystokratów od urodzenia mieli czas aby to przetrawić, a Mallory zaledwie jeden wieczór. Wiedziałam, że czeka ich długa rozmowa i jedyny sposób aby pomóc to przetrawić, było nienarzucanie się. Zresztą reszta też nie wyglądała nieciekawie. Cała trójka Huncwotów wyglądała jakby miała zejść, a ja spokojnie czekałam na rozwój wydarzeń i popijając niezwykle smaczną czekoladę. Czy mnie to przerażało ? Nie. Złościło? Cholernie. Syriusz delikatnie wyciągnął w moją stronę dłoń, zapewne w celu ukojenia nerwów. Odtrąciłam go automatycznie i posłałam krwiożerczy wzrok. “Ja nie jestem Dorcas czy jakąś damą w opresji.”- pomyślałam. Ja nie szukam pocieszenia, ja szukam zemsty, definicji mojej sprawiedliwości i rozgłosu. Black skulił się na krześle i już więcej na mnie nie spojrzał.

 

- No dobrze, ale w takim razie kim są odrodzeni ?- spytał Remus. Jego nogi nie przestawały się trząść.

 

- To są wszystkie rodziny wyższych sfer, które odwróciły się od Voldemorta.- skwitowałam i zarówno Remus i James spojrzeli się na mnie z wybałuszonymi oczami.

 

- Czyli to oznacza, że ty i Syriusz...

 

- Tak Potter, my i połowa Hogwartu jesteśmy na celowniku jednej z najbardziej uzdolnionych wiedźm.

 

***

 

Na szczęście była niedziela i każdy miał wolne. Nawet nie zauważyliśmy kiedy zaczynało świtać. Zapowiadał się być piękny dzień, gdyż karmelowy poranek cudownie oświetlał zimne mury naszego zamczyska. Niestety nikt nie miał humoru, aby cieszyć się kolejnym słonecznym dniem. Każdy z nas szedł z Wielkiej Sali jak na ścięcie, nie bardzo mając ochotę pozostać samemu ze swoimi myślami. Na Wielkich Schodach siedział zdruzgotany Mike. Nie widziałam go takiego od czasów dzieciństwa, kiedy nasi rodzice surowo nas karali za wybryki. Niezwłocznie pobiegłam do niego i mocno do siebie przytuliłam.

 

- Powiedziałem jej całą prawdę.- wyszeptał mi i schował głowę w moich włosach, chcąc ukryć jakąkolwiek słabość. - Po prostu uciekła, nie dała rady. Ja,ja...- zaczął mi lekko łkać.

 

- Nie martw się Mike, wyjdziemy z tego obronną ręką.- odpowiedziałam mu i podeszła do nas reszta Hunców. Za bardzo nie wiedzieli jak się zachować, więc po prostu usiedli obok nas i każdy przez jakiś czas trwał w ciszy.

 

- Przepraszam stary.- odezwał się Black.

 

- Za co ?

 

- Za to jak potraktowałem Mallory.

 

- To chyba powinieneś powiedzieć to jej.

 

- Zrobię to, ale najpierw chciałem oczyścić sytuację między nami.

 

- Spoko stary, wiesz jak ja potrafię chować urazę.- uśmiechnął się Newell i obydwoje poklepali się po plecach. - Zresztą i tak pewnie nie odezwie się do mnie przez bardzo długi czas.

 

- Mallory to inteligentna dziewczyna Mike. Odezwie się, zobaczysz.- dodał na pocieszenie Remus.

 

- Wszystko się pokomplikowało, prawda?- spytał James i spojrzał się na mnie.

 

- James, sprawy się dopiero pokomplikują.- odpowiedziałam mu.

 

- A, więc?- wstał i podał mi swoją dłoń.- Co robimy?- spytał i każdy zwrócił na mnie swoje ślepia.

 

- Szczerze powiedziawszy, nie wiem.- wzięłam jego rękę i wstałam.

 

- Ale jak to ? Musisz coś wiedzieć!- odparł z przerażeniem i zaczął się bujać w miejscu.

 

- James jeszcze kilka godzin temu nienawidziłeś mnie. A teraz zachowujesz się jakbym była jedynym naszym ratunkiem, to tak nie działa.- odsunęłam się od nich i skarciłam okularnika wzrokiem.- Nie możecie w jednej sekundzie wyklinać Slytherin i chować się przede mną, a potem oczekiwać boskiego zbawienia.- podsumowałam i przyjęłam swoją zimną postawę.

 

- Wiem Mireia, ale sprawy nabrały dość poważnego obrotu, a my nie mamy o tym bladego pojęcia. Za to ty doskonale wiesz, jak sobie z tym poradzić.- dodał Remus

 

- Od urodzenia miałam czas, aby się przyzwyczaić.- skwitowałam tą durną pogawędkę.- Ale tak macie racje, nikt inny nie może się tym zająć oprócz mnie.- na te słowa ich miny się nieco poprawiły. - A jeśli chodzi o was to zachowujcie się normalnie i póki co nikt o niczym nie wie i całe zajście z mrocznym znakiem to żart, jasne?- na to wszyscy pokiwali głową i rozeszliśmy się w swoje strony.

***

Wróciłam resztkami sił do Pokoju Wspólnego i na szczęście nie było nikogo oprócz pustych butelek, kubeczków i porozrzucanego jedzenia.

 

- Dzień dobry Panno Serpentio!- odparły chórkiem skrzaty. -Panicz Malfoy czeka w pokoju.- dodała Mirabelka. Ja tylko kiwnęłam głową i poszłam w kierunku swojego łóżka. Malfoy czekał na mnie, już odświeżony, ubrany w białą koszulkę i czarne spodnie, w ręku trzymał butelkę z wodą.

 

- Ciężki poranek?- spytał widząc mnie jeszcze w przebraniu.

 

- Nawet sobie nie wyobrażasz.- padłam na łóżko, a on mi nalał wody do szklanki i podał.

 

- Dzięki Malfoy. Nawet po zerwaniu dalej czytasz mi w myślach.- wypiłam duszkiem wodę. On tylko uśmiechnął się lekko i wziął pustą szklankę.

 

- Coś wiadomo?- kontynuował i wyciągnął mi z szafy moją satynową piżamę.

 

- Nic, ale sprawy się pogorszyły.

 

- W jakim stopniu ?

 

- Lucjuszu porozmawiamy o tym jak się wyśpię i przemyślę parę spraw, dobrze?- on na to tylko przytaknął, nie naciskając mnie. - A i jakby pytali coś to powiedz, że póki co nic nie wiadomo i pogadam ze wszystkimi wieczorem.- dodałam i zamknęłam oczy.

 

***

 

Nie pamiętałam kiedy zasnęłam. Poczułam jedynie ściągniętą twarz od makijażu i totalne otępienie. Podniosłam wzrok, aby tylko zobaczyć godzinę. Była dwudziesta.

 

- Na brodę Merlina!- krzyknęłam i jak oparzona wstałam i pobiegłam pod prysznic. Szczerze powiedziawszy mogłam tam siedzieć godzinami. Letnia woda przyjemnie ochładzała moje ciało i z powrotem mogłam myśleć. W dość szybkim tempie ogarnęłam się i wyszłam z pokoju, A tam czekała na mnie reszta.

 

- Jak się czujesz?- Lucjusz spytał podchodząc do mnie.

 

- Dobrze.- uśmiechnęłam się lekko i zwróciłam ku młodszej części naszego społeczeństwa. - Rozmawiałam z dyrektorem i ponoć to słaby żart i są poszukiwania osoby, która to zrobiła. Ale póki nie znajdą nikogo, to ogłaszam dla uczniów do 3 roku, żeby byli w dormitorium nie później niż 22, to się też tyczy w weekendy. Tylko tyle wiem, więc to wszystko.- o dziwo, nikt nie zaprotestował. - Lucjuszu zbierz nasz zarząd do mojego pokoju i ogłoś zebranie. Będę za godzinę.- odparłam i wyszłam na zewnątrz aby zobaczyć się z Mikiem. Kiedy weszłam do pokoju, na szczęście był sam i na mój widok tylko podszedł powoli i się mocno przytulił. Jego podkrążone powieki pokazywały, iż wcale nie spał od balu.

 

- Jak się czujesz ?- spytałam, kiedy usiedliśmy na podłodze i oparliśmy się o łóżko.

 

- Nie wiem Mireia. Po prostu nie wiem.- odpowiedział i schował głowę w kolana.

 

- Bardzo pomocna odpowiedź.

 

- Nie przejmuje się kompletnie tą całą sytuacją. Jedyne co mam w głowie to jak porozmawiać z tą małą brunetką.

 

- Zazwyczaj to potrzeba dwóch osób do takiej rozmowy.

 

- Nie bądź cyniczna Mireia, błagam nie dziś.

 

- Ale ja mówię prawdę. Tylko głupiec by nie zauważył, że Hayes nie jest w ciebie zapatrzona jak w obrazek. Więc porozmawiaj z nią, jak nie dziś to za tydzień, albo miesiąc. Po prostu daj jej czas.- podsumowałam.

 

- Łatwo ci mówić Mireia, ty nigdy nie miałaś z nikim takiej relacji, jak ja z nią. Ja piszę z nią i się widuje codziennie od kilku dobrych miesięcy.- zaatakował mnie.

 

- Brawo dla ciebie! Wiesz Newell ty chociaż masz ten rarytas aby być szczęśliwym.- wstałam

 

- No tak, rób z siebie ofiarę. To nie moja wina, że jesteś tak przerażająca, że tylko ktoś z tobą rozmawia po Świętym Mungu.- dodał.

 

- Dobra Newell nie będziemy kontynuować tej konwersacji.- syknęłam.

 

- Tym lepiej. Chcę zostać sam.

 

- Jak sobie książę życzy.- powiedziałam bardzo chłodno i trzasnęłam drzwiami. Szczerze powiedziawszy nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Ja miałam obowiązki, nie mogłam się użalać nad sobą. Idąc do dormitorium, chciałam zahaczyć o kuchnię i zrobić herbatę i zobaczyłam ją, Mallory. Polubiłam ją, ale w musiałam wziąć głęboki wdech.

 

- Mallory.- rozpoczęłam bardzo trudną konwersację z lekkim uśmiechem.

 

- Cześć.- odpowiedziała, lekko zdziwiona, nie spodziewając się akurat mnie. - Co tam ?- spytała i schowała ręce do bluzy.

 

- Hmm,wszystko zależy o kogo pytasz Mallory. O mnie czy i Mike’a ?- zwróciłam się do niej i podeszłam bliżej. Lekko się speszyła i opuściła głowę.

 

- Pytam ogólnie. -Uśmiechnęłam się lekko na jej odpowiedź. Mogłam się założyć, że chciałaby usłyszeć wszystko o nim, dalej bijąc się z myślami.

 

- Może lepiej usiądźmy i zróbmy sobie coś do picia ?- zaproponowałam.

 

- Możemy.- odparła dalej niepewnie i pogłaskała gruszkę. Zawsze mnie śmieszył ten sposób otwierania drzwi, typowo seksistowski. Weszłyśmy w ciszy do środka. Na szczęście byłyśmy same, skrzaty pewnie spały, albo zajmowały się swoimi sprawami. -Incendio. -wyjęłam różdżkę aby woda się zagotowała. - Co pijemy?- zwróciłam się do niej.

 

-- Nie mam ochoty na żadną herbatę. Potrzebuję czegoś mocniejszego. - powiedziała patrząc na mnie i odruchowo gryząc wargę. Widać, że coś ją trapiło i atmosfera była coraz gęstsza. Na Morganę, jeszcze tylko tego by brakowało, żeby pokłócić się z Hayes.

 

- Nic tu po nas w takim razie. Chcesz pójść do mnie do pokoju?- spytałam, dalej będąc ostrożna. - Mam alkohol.- Momentalnie wstała i zmierzyła mnie wzrokiem. To był ten moment. Wybuch za 3,2,1...

 

- Dobra, o co chodzi? Nie chce się w nic bawić, jestem zmęczona. Po prostu mi powiedz, to co chcesz mi powiedzieć. To, że jestem okropna i elegancko zniszczyłam to co było między mną a Mike'm? Ja to wiem doskonale. Nie potrzebuje, żeby ktoś mnie w tym uświadamiał. - mruknęła płaczliwie zakładając ręce na piersi i pociągając nosem. "Naprawdę Mallory? Powtórka rozmowy z Mikiem?"- pomyślałam.

 

- Jesteście tacy sami.- za głośno myślałam.

 

- Co masz na myśli? - zapytała i schowała lekko głowę.

 

- Ty i Mike. Świruje od samego rana i gęba mu się nie zamyka. „Co mam zrobić Mireia? Jak mam ją odzyskać?”- odpowiedziałam zmęczona. Wiem, byłam w tym momencie najlepszą przyjaciółką, ale nie mogę powiedzieć że kłamałam, ja po prostu głośno wyrecytowałam jego myśli.

 

- Żartujesz? To ja zrobiłam źle. To wszystko to moja wina, czuje się okropnie, że tak na niego naskoczyłam. To nie jego pieprzona wina, że jest odrodzonym. - usiadła na stole i nie ukrywała twarzy od łez. - On jest dla mnie za dobry.- dodała tylko, a ja głęboko westchnęłam.

 

-Mallory, moja droga.- podeszłam do niej i podsunęłam kubek rozgrzewającej herbaty. Alkohol w tym stanie by nie pomógł, tylko pogorszył wszystko. - Nie wiem jak to ująć w słowa, ale obydwoje dobrze zareagowaliście. Ty miałaś prawo tak zareagować i on sobie zdaje z tego sprawę. Więc lepiej abyście to rozwiązali czym prędzej.- nie umiałam ubrać tego inaczej w słowa. Byłam wkurzona, zmęczona i już dawno powinnam iść. Na te słowa policzki znów stały się mokre.

 

Mike jest w moim taki... Nierealny... To co wydarzyło się z Syriuszem to był koszmar ale gdyby nie to nigdy nie poznałabym Mike. Nie chcę go stracić z takiego błahego powodu, Mireia. - pociągnęła ponownie nosem. Podeszłam do niej i delikatnie wytarłam jej łzy. Chciałam aby się to skończyło, ich kłótnia to był najmniejszy problem.

 

- Nie stracisz, jeśli pójdziesz do niego teraz i w tym momencie sprowadzisz rzeczy na odpowiednie tory. Zresztą jeśli wy nie będziecie razem, to już całkowicie stracę wiarę w ludzkość!- teatralnie złapałam się za serce. A Mallory lekko się zaśmiała.

 

Zaśmiałam się przez łzy, a później wzięłam głęboki wdech.

 

- Porozmawiam z nim. - wstała i odłożyła kubek na stół. - Choćby teraz. - dosłownie w podskokach udała się do wyjścia. - Dziękuję, Mireia. - dodała.

 

- Do usług.- lekko się uśmiechnęłam i kiedy zostałam sama w kuchni, walnęłam głową o blat stołu.

 

- Pieprzona miłość!.- krzyknęłam i rzuciłam kubkiem o ścianę. Czułam się jak kompletna frajerka. Nie powinnam nikomu pomagać, jednak wpojone przez rodziców dobre zachowanie i klasa nie pozwoliły mi na to. Umęczona uciekłam jednak od miejsca zbrodni i zabitego kubka, aby zdążyć na zebranie swojego domu.

Kiedy weszłam wszyscy już u mnie siedzieli. Bella, Cyzia, Andromeda, Lucjusz, Severus rodzeństwo Carrow Regulus i Rosier. Mieli tylko oczy wpatrzone we mnie i czekali na to co mam do powiedzenia.

 

- Daliśmy ci bardzo dużo czasu Mireia, powiedz o co chodzi!- na pierwszy ogień poszła Lestrange.

 

- Na razie nie wiadomo czy to żart, czy ktoś to zrobił na serio. Ale każdy ma swoje przemyślenia i złe przeczucia.- odpowiedziałam.

 

- A ty co o tym myślisz?- spytał delikatnie Lucjusz. Widząc jak się uśmiecha do mnie, Narcyza automatycznie przyciągnęła go do siebie.

 

- Ja myślę, że obojętnie co by nie było musimy być ostrożni i pilnować młodsze roczniki.- powiedziałam jak najbardziej przekonująco i prawdziwie.

 

- Co masz na myśli ?- spytał Lucjusz.

 

- Uważam, że nawet jeśli to żart, to niebezpieczne, że akurat teraz ktoś wspomina o mrocznym znaku. Nie chce póki co włączać alarmu, ale jeśli coś będzie podejrzanego to mówimy to, tutaj.

 

- Tak, Mireio masz rację. Ja wraz Tedem przypilnujemy młodszych.- Andromeda uśmiechnęła się życzliwie. Była jedną z niewielu szczerych i serdecznych osób.

 

- Dziękuję Andromedo.- złapałam ją za dłoń. - Czy ktoś chce mi coś powiedzieć? Jak nie to dziękuję za obecność.

 

- To tylko tyle? Nic więcej nie wiadomo?- odezwał się Sev.

 

- Nie. Jak zwykle ten dyrektor nic nie potrafi zrobić ani zaradzić. Musimy liczyć tylko na siebie.

 

- To czemu tyle tam siedziałaś?- spytała Bella.

 

- Nie mam bladego pojęcia. O samym fakcie porozmawialiśmy 10 minut, a potem te głąby z Gryffindoru gadali o byle czym, a ten żałosny człowiek był bardziej nimi zafascynowany niż tym.- odpowiedziałam, a wszyscy się skrzywili.

 

- Powinno go zwolnić.- powiedział Malfoy, cały czas patrząc się na mnie.

 

- Dopóki on tu będzie, my zawsze będziemy najgorszymi.- podsumowała Narcyza.

 

- W porządku Mireio, zrobimy jak uważasz. Mam nadzieję, że dyrektor w końcu przyjdzie po rozum do głowy. Dobranoc.- powiedziała Alecto i wraz z bratem wyszli z mojego pokoju. Po chwili każdy wstał i wyszli, zostawiając mnie w końcu samą. Lucjusz tylko posłał mi ciepły uśmiech na dobranoc.

Nie mogłam wytrzymać dalej i musiałam się przejść. Chociaż była to noc i poniedziałek tuż tuż to, pragnęłam wyjść na zewnątrz i w końcu zebrać myśli. Bez większego namysłu zabrałam swoje czarne futro i skierowałam się na błonia. Choć listopad niezbyt prezentuje się w Anglii, noce w tym czasie są najbardziej przejrzyste i spokojne. Była kompletna cisza, a jedyny dźwięk wydawały moje nogi, kiedy szłam do Czarnego Jeziora. Stanęłam przed tą czarną tonią i myśli zaczęły powoli atakować same. Halloween, zakończenie, śmierć, Amaunet. Nie wiem od czego zacząć i czego szukać. Nagle coś się zaczęło ruszać w pobliskich krzakach, jakoby nie spodziewałam się żadnego gościa, więc wyjęłam różdżkę i podeszłam bliżej. Kiedy odsunęłam gałęzie nagle wpadła na mnie cała czwórka Huncwotów.

 

- Co ty do cholery jasnej tu robisz?- spytał Black, podając mi rękę.

 

- CO JA TU ROBIĘ?! CO WY TU NA MORGANĘ ROBICIE!- wrzasnęłam, masując sobie obolałe ramię. - I dlaczego jesteście tacy brudni i macie obdarte ciuchy ?

 

- Wiesz Mireia, takie tam żarty.- odparł Potter, zakrywając dziwnie Remusa.

 

- Lepiej chodźmy stąd.- Syriusz pociągnął moją rękę, nie dając mi dokończyć rozmowy.- A teraz bez żartów, co ty tu robiłaś ?- warknął.

 

- Szukałam czegokolwiek, jakiejś odpowiedzi, wskazówki.- również warknęłam i wyrwałam się z uścisku.

 

- To niebezpieczne tak szwędać się samemu po nocy, szczególnie dziś. - odparł Black, zapalając papierosa.

 

- Dobra, dość mam tej zagadkowej gadki. -Reparo!- wyjęłam różdżkę i doprowadziłam ich do porządku. - A teraz kto ma ochotę na kremowe piwo ?

Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy. Chłopcy co jakiś czas patrzyli na wycieńczonego Remusa. Budynek był praktycznie pusty, a Rosmerta spała sobie smacznie na kanapie.

 

- Miałam zebranie u siebie. Moi Ślizgoni wypytywali się o całą sytuację.- przerwałam ciszę. Wszyscy trochę się rozbudzili.

 

- Co im powiedziałaś?- spytał Potter, a jego błyszczące oczy i podejrzliwy ton trochę mnie irytowały.

 

- A jak myślisz James? Wypaplałam wszystko i całe nasze dormitorium szuka sposobów, aby wezwać nekromantkę do nas.- odpowiedziałam sarkastycznie. - Przecież mówiłam wam, że tylko my możemy o tym rozmawiać.- dodałam, a on odetchnęli z ulgą.

 

- To był ciężki weekend Serpentia, chyba każdy zasługuje na spokojną noc.- odparł Black, wskazując na nasze puste kufle. - Chodźmy już.- podał mi swoją dłoń i w piątkę wyszliśmy do zamku.

 

- Dobranoc.- pożegnałam się, ale zatrzymał mnie Black.

 

- Odprowadzę Cię.- powiedział i skinął chłopcom, że idzie ze mną.

 

- Nic mnie tutaj nie zaatakuje. Nie musisz się fatygować.

 

- Tak? To samo było w Halloween, na łódkach. Coś ci się tam stało.

 

- Nic ważnego.

 

- Nie wierzę Ci Mireia.- zatrzymał mnie i spojrzał mi prosto w oczy. - Mam wrażenie, że to ma związek z tym co się stało później.

 

- Ja sama nie wiem co to było Black i błagam daruj sobie te ojcowskie gadki. Umiem sobie poradzić.

 

- Nigdy was nie zrozumiem.

 

- Co to miało niby znaczyć ?

 

- To, że jesteś silniejsza w lojalnej grupie.

 

- Ale ja mam lojalną drużynę.- powiedziałam. Jego słowa były absurdalne.

 

- Bardzo. Tak lojalną, że nie wiesz komu ufać. Zresztą gady zawsze są same.- skwitował, a ja prychnęłąm. Niestety miał trochę racji. - Jesteśmy na miejscu. Może jakiś buziak na dobranoc? - spytał jak zwykle arogancko, a ja przyciągnęłam go do siebie i namiętnie pocałowałam. Kiedy go odepchnęłam, był tak zdziwiony, że nie wiedział co powiedzieć.

 

- Posłuchaj Black. Ja nie jestem cnotliwa, tchórzliwa i z pewnością nie można ze mną pogrywać. Nie jestem damą w opresji. Jeszcze raz obrazisz mój dom, to twoja noc nie skończy się na buziaku na dobranoc, zrozumiano ?- warknęłam. - A właśnie, co do Mallory. Masz ją przeprosić.- oznajmiłam i zatrzasnęłam drzwi do dormitorium przed jego nosem.

***

Koniec szóstego roku przychodził nieubłaganie, a ataki ustąpiły. Wszystko wróciło do starego porządku. Z huncwotami nie miałam kontaktu od czasu pocałunku z Blackiem, a Mike w końcu się odważył i razem z Mallory zostali najgorętszą i najbardziej pożądaną parą roku i stara ekipa znów była razem. Wszystko wydawało się być idealne, niestety tylko tak się wydawało. Czułam w kościach, że to tylko kwestia czasu, aż znowu coś się stanie. Niestety w wirze egzaminów końcowych i życia w Slytherinie, zapomniałam jak bardzo się stałam samotna. Mike praktycznie mnie już nie potrzebował, odnajdywał się w ekipie gryfonów, a Mallory była dobra dla niego i byli razem szczęśliwi... Więc, chyba ja też powinnam być? No właśnie teoretycznie powinnam, a niestety w takich chwilach mózg robi wyliczankę, kto dla kogo tak naprawdę był prawdziwym przyjacielem? Jednymi słowy, chciałabym mieć takiego przyjaciela, jakim ja byłam dla nich. Dla Mike'a, Mallory i na Merlina, nawet dla Hunców. Jednak coś mi szeptało, że jednak tak nie będzie.

 

- Czy mogę wejść Mireia?- moje myśli przerwał głos Severusa.

 

- Oczywiście Severusie. Co mogę dla ciebie zrobić?- spytałam z uśmiechem. No tak kolejny dzień i obowiązki.

 

- Poszperałem tak jak kazałaś i mam wyniki autopsji tych czterech pierwszorocznych, znalezionych na Błoniach Hogwartu.- podał mi, a ja zaczęłam czytać. - Według autopsji, ci uczniowie najpierw wypili Wywar Żywej Śmierci za pomocą Imperiusa.

 

- Dziękuję Severusie.

 

- Nie tak szybko Mireia. Do takiej ilości eliksiru, ktoś zużył połowę zapasów. Slughorn przymyka na takie rzeczy oko, ale ja nie.- odparł.

 

- Co ty masz na myśli?

 

- Co ty kombinujesz Mireia? Chcesz sprowadzić na nas kolejną wojnę?!

 

- ALE DLACZEGO NIBY JA?! O CO TY MNIE OSKARŻASZ!

 

- Mam dowody. Rozmawiałem z Jęczącą Martą. To ona odnalazła fiolki, na których było godło twojej rodziny!- na te słowa zakręciło mi się w głowie.

 

- Severusie...

 

- Nic nie mów Mireia. Nagle wszystko zaczęło się ze sobą układać. Na początku myślałem, że mi ufasz. A ty po prostu wykorzystałaś mnie, w momencie kiedy cierpiałem po Lily!- krzyknął, a ja tylko patrzyłam się na niego. Byłam zbyt na to wszystko zmęczona.

 

- Wiesz co Severusie, idź powiedz wszystkim. Po tym wszystkim co dla was zrobiłam, idź, po raz kolejny udowodnij jaka ze mnie Meduza.

 

- O nie! Nie masz prawa robić z siebie ofiary Mireio!- wrzasnął. - A skoro jesteś taka niewinna, to czemu nic nikomu o tym nie powiedziałaś, tylko mnie?

 

- Bo nie mam cholernego pojęcia, kto u nas jest odrodzonym, a kto nie! Nie wiem komu mam ufać!

 

- To samo się tyczy nas Mireio. Jesteś tak samo oślizgła jak wąż w twoim nazwisku.- trzasnął drzwiami. Czułam się jak w Boskiej Komedii Dantego, z minuty na minutę przechodziłam przez kolejny krąg piekła. Niestety będąc w kropce, musiałam poszukać pomocy u opiekuna mojego roku oraz dyrektora.

- PROSZĘ WSZYSTKICH O UWAGĘ! NIE ZNALEŹLIŚMY DOWODÓW NA TO ABY POTWIERDZIĆ IŻ PANNA SERPENTIA STAŁA ZA WSZYSTKIMI ATAKAMI! - ogłaszał dyrektor Dumbledore, a ja tylko słyszałam krzyki tłumu.

 

- Nie martw się moja droga, wyjaśnimy ten nonsens.- odparł jedyny mi przyjazny, Horacy Slughorn. - Twoi rodzice wysyłają listy od rana, ale póki co trochę ich uspokoiłem.

 

- Dziękuję bardzo Profesorze. Nie wiem jak bez Pana bym sobie poradziła.

 

- Nie dziękuj mi jeszcze! Aczkolwiek serce mnie boli, widząc jak nasi ludzie się odwracają, od jedynej osoby, która zawsze była im pomocna.- odparł Profesor Slughorn.

 

- Najwyraźniej obydwoje się przeliczyliśmy Profesorze.- podsumowałam i ktoś zapukał do drzwi. Weszli Mike i Mallory.

 

- Zostawię was samych.- pożegnał się Slughorn, a ja od razu rzuciłam się na nich. Niestety nie odpowiedzieli tym samym.

 

- Mireia.- zaczął Mike.

 

- Mike? Co to ma znaczyć?

 

- Nie chce aby to zabrzmiało dziwnie, ale...

 

- Nie, nie powiesz mi, że wierzysz tym plotkom!- wrzasnęłam, aż Mallory zadrżała, a Mike wziął ją za rękę.

 

- Ja nie wiem w co mam już wierzyć Mir. Twój własny dom, twoja zaprogramowana armia zwróciła się przeciwko Tobie!

 

- No i ?! To nie są moi przyjaciele! TY JESTEŚ!- wrzasnęłam, a Mallory nawet nie patrzyła mi w oczy.

 

- Posłuchaj mnie Mireio.- zaczął, a ja tylko przerwałam mu dłonią.

 

- Nie chce ciebie już więcej słuchać Mike. Nie spodziewałabym się tego po tobie. A ty Mallory? Nagle ogłuchłaś, nie masz swojego zdania?! Dzięki komu jesteście razem co?!- wrzasnęłam i podeszłam bardzo blisko, a Mike zakrył ją swoim ciałem.

 

- Zostaw ją to sprawa pomiędzy nami.

 

- Nie ma już nic pomiędzy nami Miku Newell. I nigdy nie będzie.- syknęłam i wypędziłam ich za drzwi. Nie mogłam uwierzyć w to, że właśnie straciłam najlepszego przyjaciela i pozbawiłam siebie jakichkolwiek szans na przyjaźń z Mallory.

***

Zostałam sama, całkowicie sama. I coś mi mówiło, że moja samotność jest komuś na rękę. Bo byłam dosłownie wyalienowana, możnaby się pokusić nawet o słowo bezbronna, choć w rzeczywistości tak nie było. Egzaminy zdałam na Wybitny. O dziwo dyrektor ze Slughornem bardzo mi pomogli i pozwolili korzystać z Pokoju Życzeń. Kiedy szłam na zakończenie, z dumą niosłam głowę w górze, nie zwracając uwagi na nieciekawe spojrzenia. Kiedy ceremonia się zakończyła i pozostało nam tylko zjeść śniadanie, w pewnym momencie ktoś się do mnie dosiadł.

 

- Nie wierzę w to co mówią.- odparł znany mi głos, a jego szare tęczówki biły ciepłem i serdecznością.

 

- No to jest nas tylko dwóch Black.- odparłam i wzięłam łyk czarnej kawy.

 

- Ja widziałem, to co się stało na łódkach w Halloween.- dodał, a ja go zmroziłam wzrokiem.

 

- Wybacz ale nie będę o tym rozmawiać z kimś, kto przez prawie całą edukację był mi wrogi.

 

- Ale teraz tylko ja ci zostałem.- powiedział i podał mi adres swojego domu. - Pisz zawsze, kiedy poczujesz się samotna.- zakończył i poszedł do swojej roześmianej i szczęśliwej ekipy. Kątem oka widziałam, jak Mallory z Mikiem nas obserwują, ale co mnie to miało obchodzić? Nastawały nowe czasy i rozdziały i miałam wrażenie, że nie będą tak pozytywne jak dotychczas...

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania