Poprzednie częściVolturia: Dziedzictwo  

Volturia: Dziedzictwo

Gabriel obudził się w ciemności. Mrok okalał jego oczy. Przerażony rozejrzał się po pomieszczeniu. Ciemne, kamienne ściany zalewała wilgoć. Gdzieniegdzie wyrastał grzyb. W pokoju śmierdziało stęchlizną, a zimna kamienna posadzka kleiła się od nieznanego płynu.

 

Chłopak przetarł oczy. Nie mógł sobie przypomnieć co się stało i jak znalazł się w tym obskurnym miejscu. Ostatnie co pamiętał to rozpoczęcie modlitwy przez jego ojca i żar rozpalający go od środka. Spojrzał na siebie z obrzydzeniem. Był brudny, a jego ubranie wyglądało jak ubranie żebraka. Kaftan który miał na biesiadzie zniknął, a zastąpiła go brudna porwana lniana koszula. Spodnie rozdarte miał na kolanie i nie miał butów.

 

Nagle mrok powoli zaczął się rozpraszać. Gabriel usłyszał ciężkie kroki wybijające jeden rytm. Tylko ktoś kto przechodził wojskowe szkolenie mógł stawiać tak równo nogi. Światło zbliżało się coraz bardziej, a pomieszczenie robiło się jaśniejsze. W zamku trzasnął brzęk kluczy. Przed drzwiami stanął strażnik. Granatowa, długa przeszywanica ze srebrnymi wykończeniami nałożona była pod napierśnikiem. Zbrojny trzymał w jednej ręce pochodnie, w drugiej dzban z wodą, a przy jego pasie wisiał jednoręczny toporek. Gabriel chciał zbliżyć się do strażnika, jednak gdy tylko zrobił gwałtowniejszy ruch poczuł okropny ból całego ciała. Wojownik wszedł do pomieszczenia pewnym krokiem. Podszedł do chłopca i przykucnął. Jego jasna twarz rozświetliła się w blasku pochodni. Gabriel nie był jednak zbyt szczęśliwy z obecności mężczyzny. Jego wzrok, przepełniony złem, mrokiem i nienawiścią, przeszywał duszę chłopaka, jak strzała przebijająca ciało. Mężczyzna podniósł dzban. Całość wylał na głowę Gabriela ocucając go już do końca.

 

— Wstawaj! — zaczął strażnik. Był pełny dumy i radości z powodu że oblał chłopaka.

 

— Co się dzieje? Czemu mnie oblałeś? Przecież widziałeś że jestem świadomy — zbulwersował się Gabriel. Mężczyzna wyprostował się i z cynicznym uśmiechem kopnął chłopaka w żebra. Młodzieniec zwinął się w kulkę. Ból uderzenia skumulował się z jego ogólnym stanem co doprowadziło go do łez.

 

— Carven nie będzie dłużej czekał. Wstawaj! — wydarł się strażnik. Złapał chłopaka za kołnierz i uniósł do góry. Gabriel ledwo ustał na nogach gdy mężczyzna go puścił. Chłopak spojrzał na swojego oprawcę. Gdy tylko strażnik to zauważył, pchnął młodzieńca w stronę wyjścia. Gabriel upadł tuż za progiem uderzając twarzą w twardą posadzkę. Złamał nos, a krew zalała mu całą twarz. Strażnik odwrócił go na plecy, złapał go za ręce i związał je grubym sznurem, który przeciągnął w dół i oplótł mu nogi. Złapał go za koszulę, i przygwoździł do ściany. Uderzył go pięścią w brzuch, a potem pchnął w stronę korytarza.

 

Mijali kolejne cele. Co jakiś czas słyszał krzyki bólu, trzask łamanych kości i czuł swąd palonego ciała. Powoli zbliżali się do wyjścia. Gabriel dobrze znał te lochy. W młodości ojciec często kazał im patrzeć jak torturowali więźniów.

 

Gdy wyszli schodami w górę znaleźli się na placu. Główna część lochów umieszczona była w podziemnych korytarzach, a na górze znajdował się koszary, cele dla oczekujących na proces i plac wykorzystywany do treningów lub publicznych tortur czy egzekucji. W wiosce panowały surowe zasady jeśli chodzi o prawo. Stąd wywodziła się jej nazwa. Carcerum, najgorsza wioska więzienia w państwie. Była ulokowana na południowym wschodzie prawie przy granicy państwa tuż obok ogromnej szczeliny w ziemi, zwanej Kraterem Umarłych. Większość więźniów, którzy trafiali do tutejszych cel była magami. Carven ich po prostu nienawidził, więc po zamachach na króla Vigo i dekrecie nakazującym pojmanie wszystkich magicznie uzdolnionych jego wyprawy skupiała się głównie na tym. Nigdy nie wyjaśnił synom swojego nastawienia do czarowników. Gabriel podejrzewał że chodzi o strach przed ich potęgą.

 

Strażnik prowadził chłopaka trzymając go za ramie. Czarne włosy młodzieńca opadały mu ciężko na twarz. Były brudne i przetłuszczone jakby nie mył ich od tygodnia. Plac był cały wyłożony kamienną kostką. Tuż przy murze który otaczał koszary stały dyby. Dziś akurat puste. Przy budynku stał stojak na broń wypełniony mieczami, a kilka metrów od niego strzelnica. Na placu odbywał się właśnie trening nowych rekrutów. Gdy tylko Gabriel pojawił się na horyzoncie mężczyźni przerwali. Patrzyli na niego szyderczo. Czuł, że gdyby nie to, że jest synem ich dowódcy, pobili by go na śmierć. Choć dalej nie wiedział czemu siedział w lochu, a strażnik go uderzył.

 

Szli przez całą wioskę, aż do siedziby wodza. Budynek był jednopiętrowy i nie różnił się bardzo od innych poza swoją długością. Cztery filary zdobione na kształt smoków, podtrzymywały daszek nad wejściem. Całość wykonana była z drewna jak reszta wioski. Przed wejściem stało dwóch zbrojnych. Opancerzeni byli tak samo jak mężczyzna, który prowadził Gabriela tylko z małym szczegółem. Na głowach mieli metalowe hełmy z nosami, a w rękach dzierżyli włócznie i tarczę z godłem Carcerum. Miecz opleciony łańcuchem na granatowym tle. Mężczyźni otworzyli drzwi wpuszczając Gabriela do środka. Strażnik pchnął go, jednak tym razem chłopak utrzymał równowagę. Pomieszczenie było oświetlone pochodniami zaczepionymi na filarach podtrzymujących dach. Na ścianach wisiały obrazy dawnych wodzów. Na samym końcu sali stały trzy trony uniesione na kilka stopni w górę. Wodza, największy stojący na środku i dwa mniejsze po bokach dla jego żony i prawej ręki. Gabriel ucieszył się na widok Terrego siedzącego po lewej stronie ojca. Od śmierci Felicji tron zajmował Terry jako najstarszy syn dowódcy. Szybko jednak uśmiech zniknął z jego twarzy gdy spojrzał na ojca. Jego twarz przepełniona była żalem i smutkiem, ale też wściekłością. Strażnik podprowadził Gabriela tuż pod pierwszy stopień i uderzył go pod kolanem przez co chłopak wylądował na podłodze. Terry zerwał się z siedzenia chcąc pomóc bratu, jednak ojciec szybko zatrzymał chłopaka.

 

— Panie przyprowadziłem więźnia tak jak kazałeś — powiedział strażnik. Carven wyprostował się na tronie opierając całe plecy na oparciu.

 

— Dziękuje Joe, możesz wracać do swoich zajęć. — odrzekł wódz. Joe ukłonił się i wyszedł z pomieszczenia. Terry podszedł do Gabriela i pomógł mu wstać. Chłopak spojrzał głęboko w oczy brata. Dostrzegł w nich radości, ale i strach. Brat ścisnął ramiona chłopaka i wszedł z powrotem na tron.

 

— Gabriel, pamiętasz naszą wczorajszą rozmowę? — spytał pełny powagi Carven. Jego oschły ton sprawiał wrażenie, jakby Gabriel nie był jego synem tylko mordercą złapanym na gorącym uczynku.

 

— Nie tato, nie pamiętam nic. Ile już jestem zamknięty? — Gabriel przetarł twarz ściągając z niej włosy.

 

— Osiem dni temu była biesiada, na której ty i twój brat mieliście stać się mężczyznami i prawdziwymi członkami naszego społeczeństwa.

 

— Osiem dni? Dlaczego mnie zamknęliście? Co się tam stało? — dopytywał Gabriel.

 

— Podczas inicjacji okazało się że nie jesteś tym kim myśleliśmy.

 

— Co masz na myśli?

 

— Nie jesteś jednym z nas, masz moc zupełnie jak ci wynaturzeńcy magowie. — Gabriel zamarł. W jednej chwili zawalił mu się cały świat. Jest czarownikiem, tym czego najbardziej nienawidzi jego ojciec.

 

— Nie możliwe. Nie mogę być magiem. Jak?

 

— Nie wiem chłopcze. — Carven patrzył na syna z wyrzutem. Tak jakby to on był temu winny.

 

— Nie wierze w to! — Gabriel krzyknął na cały głos. — Chcesz się mnie pozbyć! Nigdy mnie nie chciałeś. Jestem dla ciebie zawodem. — krzyk chłopaka rozszedł się po całej sali. Carven nawet nie mrugnął. Wyjął z kieszeni zawiniątko. Gabriel zacisnął pięści. Chciał rzucić się na ojca, ale widział że to nie ma sensu. Carven wyjął z zawiniątka swego rodzaju amulet. Kamienny okrąg zdobiony w runy i cztery kryształy. Na środku okręgu widniał kryształ wielkości pięści. Czerwony jak krew błysnął w świetle płomieni. Ojciec wycelował amuletem prosto w syna. Terry spojrzał na niego z przerażeniem.

 

Gabriel padł na kolana i złapał się za głowę. Wszystko zaczęło mu pulsować. Żar znów rozpalał go od środka. Carven wstał i zbliżył się do syna. Chłopiec rozłożył się na ziemi, a z jego ciała zaczęło wydobywać się błękitne światło. Żyły zaszły mu błękitem, a oczy znów zalśniły srebrem. Terry podbiegł do ojca by go powstrzymać. Gdy tylko złapał go za ramię, Carven zamachnął się i uderzył go w twarz. Chłopak padł na schody. Gabriel zaczął się unosić nad ziemią. Jego ciało było bezwładne, ale za to umysł zaczął działać lepiej. Przypominał sobie rzeczy, które już dawno wyszły z jego głowy. Zmysły chłopaka poszerzyły się. Był wstanie usłyszeć rozmowy z końca wioski, puls ojca, a nawet ptactwo przelatujące nad wioską. Chłopiec nagle padł. Carven opuścił amulet. Gabriel zaczął się lekko trząść. Żyły znów przybrały normalny kolor. Chłopak był wyczerpany, jednak przepełniony złością na ojca.

 

— Widzisz już prawdę? — powiedział Carven.

 

— Zabije cię! — krzyknął resztkami sił Gabriel. Chciał już go zaatakować, ale do pomieszczenia weszła czwórka wojowników zaalarmowanych hałasem dochodzącym z sali. Otoczyli Gabriela i wycelowali do niego z kusz. Chłopak przeraził się. Zaprzestał walki i opadł na kolana.

 

— Gabrielu Borgsenie, skazuję cię na śmierć poprzez spalenie na stosie. Do egzekucji poczekasz w lochach. — powiedział Carven siadając na tronie. Terry próbował coś powiedzieć ale wymowne spojrzenie jego ojca uciszyło go.

 

— Tato... czemu? — spytał Gabriel przez łzy. Nie dostał jednak odpowiedzi. Gdy mężczyźni wciąż celowali do chłopaka, przyszli kolejni strażnicy. Dwóch mężczyzn złapało go pod ręce i wyprowadzili. Młodzieniec ostatni raz spojrzał na ojca. Mimo wszystko jego twarz nie skrywała bólu i cierpienia z powodu skazania syna. Gabriel zamknął oczy i odpłynął.

 

Dla tych którzy chcą być na bieżąco z rozdziałami:

https://www.wattpad.com/story/182273354-volturia-dziedzictwo

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Canulas rok temu
    Kilka spraw.
    1.) Zbytnie dookreślanie.

    Np. "Był brudny, a jego ubranie wyglądało jak ubranie żebraka" - wiadomo, że jego."

    " Spodnie rozdarte miał na kolanie i nie miał butów."


    2.) Synonimy


    Ogólnie bardzo źle nie jest, ale tekst wymaga drobnych korekt

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania