Poprzednie częściWilcza siostra, cz.1  Wilcza siostra, cz.2  

Wilcza siostra, cz.3

Rose

Miałam przedziwny sen. Śniło mi się, że otaczała mnie głęboka ciemność, z której nie potrafiłam uciec. Całe moje ciało było porażone, niezdolne do wykonania jakiegokolwiek ruchu. Dookoła mnie rozbrzmiewał co chwilę szyderczy rechot, którego źródła nie umiałam zlokalizować.

Potem czułam się tak, jakbym ktoś próbował mnie utopić. Strumienie lodowatej wody spływały po całym moim ciele, a ja prychałam i krztusiłam się.

Drgnęłam nagle, jak porażona prądem i rozchyliłam powieki. Chwilę potem znów je zamknęłam, bowiem poraziło mnie bardzo jasne światło. Zamrugałam kilkakrotnie, aż obraz mi się wyostrzył i zobaczyłam, że znajduję się w pomieszczeniu z pomalowanymi na biało ścianami. Momentalnie poczułam się jak w szpitalu, co nie do końca dobrze mi się skojarzyło.

Na dłoniach i kostkach czułam chłodny dotyk metalu. Kiedy nimi poruszyłam, okazało się, że jestem przypięta grubym łańcuchem do siedziska, które do złudzenia przypominało fotel dentystyczny. Praktycznie nie mogłam poruszać swoimi kończynami. Serce momentalnie podeszło mi do gardła. Byłam przestraszona.

Uniosłam głowę i wtedy moją czaszkę przeszył pulsujący ból, zupełnie tak jakby złośliwy robotnik pracował w niej młotem pneumatycznym. Skrzywiłam się. Naga, niczym nieosłonięta żarówka, rzucająca na pomieszczenie bardzo jasne światło, wisiała pod sufitem. Przeniosłam wzrok w róg sufitu i zobaczyłam wpatrzoną wprost w siebie kamerę.

Nie wiem czemu, ale teraz naprawdę się przeraziłam. Przyszło mi na myśl, że znajduję się w jakimś piekielnym reality show, w którym stawką jest moje życie. Rozejrzałam się dookoła w poczuciu narastającej paniki. Żadnych okien, żadnych drzwi. Jak ja miałam stąd uciec?

Szarpnęłam się na tym przeklętym fotelu. Łańcuchy zagrzechotały szyderczo. Jedyna rzecz, jaką teraz osiągnęłam, było to, że boleśnie otarłam sobie nadgarstki. Gdzie ja, do cholery, się znajdowałam?

Spokojnie, powiedziałam sobie.

W tym momencie coś innego odwróciło moją uwagę od tych ponurych przemyśleń. Był to dość nietypowy dźwięk, przypominający mi bardzo cicho sunący pociąg. Chwilę potem w ścianie naprzeciwko mnie otworzyło się przejście wielkości standardowych drzwi i do środka weszły dwie postacie. Tego się nie spodziewałam. Wytrzeszczyłam oczy ze zdziwienia.

W następnym momencie z moich ustach nieświadomie wyrwał się jęk przerażenia, kiedy z szybkością światła przypomniałam sobie ostatnie wydarzenia: las, szybkie kroki, szyderczy śmiech i uderzenie w głowę.

Natychmiast coś sobie uświadomiłam: zostałam porwana. Pytanie brzmiało: w jakim celu? Nie odkryłabym zbyt wiele twierdząc, że dwaj mężczyźni stojący w pokoju i przyglądający się mi, mają z tym coś wspólnego.

Ten pierwszy, w typie „byczego karku”, z ogoloną na łyso głową, ubrany w ciemny dres oraz adidasy wręcz miał to wypisane na twarzy. Obserwował mnie lubieżnym, aczkolwiek bardzo bacznym spojrzeniem jasnoniebieskich oczu. Musiał być niewiele starszy ode mnie, a wzrostem dorównywał niejednemu siatkarzowi. Wyglądał jak wielka góra mięśni. Wątpiłam, bym dała radę obronić się przed kimś takim. Mdłości podeszły mi do gardła, więc skupiłam uwagę na tym drugim facecie.

On zupełnie mi nie pasował do obrazu typowego porywacza, jaki miałam zakodowany w głowie. Ubrany w lekarski fartuch, spod którego wyzierała ciemna, elegancka koszula oraz proste dżinsy, emanował spokojem. Był znacznie niższy od tamtego draba, ale instynktownie czułam, że to on w tym wszystkim grał pierwsze skrzypce. Miał przystojną twarz i proporcjonalnie zbudowaną sylwetkę, mógł mieć nie więcej niż trzydzieści pięć lat.

Właśnie on podszedł do mnie. Momentalnie spięłam się cała, w obawie przed najgorszym.

– Jak się czujesz? – zapytał aksamitnym tonem, z wyczuwalną w głosie troską, bacznie oglądając moją twarz.

Miałam wrażenie, że tym spojrzeniem przenikał mnie na wskroś, ale jednocześnie skupiłam się na tym, jak bardzo zaskoczył mnie swoim pytaniem. Nie takich słów spodziewałam się usłyszeć od zbrodniarza. Kompletnie odjęło mi mowę. Jeszcze bardziej poczułam się pogubiona w tym wszystkim. Serce waliło mi tak głośno, że byłam pewna, że słychać je było w całym pomieszczeniu.

Z kieszeni fartucha mężczyzna wyjął mały kluczyk i zaczął uwalniać z żelaznych kajdanek moje kończyny: najpierw ręce, potem nogi. Z każdego jego gestu dawało się wyczuć opanowanie i pewność siebie, czego nie można było powiedzieć o mnie.

Odruchowo potarłam obolałe kostki i nadgarstki. Ciekawe, jak by on zareagował na mój gwałtowny wybuch agresji, jednak mina draba od brudnej roboty sprawiła, że natychmiast zapomniałam o tym pomyśle. Obawiałam się tego bydlaka, dlatego postanowiłam nie spuszczać go z oczu.

– Jeśli będziesz grzeczna, pozwolę ci swobodnie poruszać się po pokoju – obiecał ten starszy, sprawiając, że gwałtownie się wzdrygnęłam. Na jego twarzy przez parę sekund widziałam lekki uśmiech. – Jednak musisz liczyć się z tym, że za każde przewinienie otrzymasz surową karę. – Zagroził mi palcem.

Miałam ochotę roześmiać mu się w twarz. Co to miało być? Czyżbym trafiła do jakiegoś popieprzonego przedszkola, w którym bezmózgi byczy kark wymierzał niegrzecznym dzieciom kary przy użyciu swojej pięści? Wolne żarty.

Pan doktor, jak postanowiłam go nazywać, odwrócił się w stronę kamery i skinął głową.

– Idziemy – zwrócił się do wielkoluda.

Obydwaj podeszli do ściany. Po chwili ukazało się w niej to tajemne przejście, którego zamknięcia o dziwo wcześniej nie usłyszałam. Doktorek na odchodne rzucił, nie odwróciwszy się do mnie:

– Nie martw się, już niedługo cię wyleczymy z twojej choroby. Nadchodząca pełnia księżyca będzie dla ciebie ostatnią, podczas której przejdziesz przemianę.

Chwilę później obydwaj zniknęli z moich oczu, a niewielki kawałek ściany z cichym szumem znów zajął swoje miejsce.

Chwilę zajęła mi analiza usłyszanych przeze mnie słów. Zaczęłam się śmiać tak głośno i tak opętańczo, że nieomal spadłam z fotela. Ci dwaj idioci myśleli, że mieli w garści Emmę.

Czekała ich naprawdę wielka niespodzianka.

Następne częściWilcza siostra, cz.4  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • wolfie 5 miesięcy temu
    Dzięki za anonimowe oceny ;)
  • Dimitria 5 miesięcy temu
    Bardzo mi się podoba jak opisujesz uczucia Rose. Akcja ciekawie się rozwija i czekam na więcej 5 :)
  • KarolaKorman 5 miesięcy temu
    ,, jaka teraz osiągnęłam, '' - jaką
    ,, jakimi miałam zakodowany '' - jaki
    ,, że słychać je w całym'' - je było
    To się chłopaki pomylili :) Zostawiam 5 i lecę do kolejnej :)

Napisz komentarz