Poprzednie częściWładca Pierścieni. Wyklęci: Prolog  

Władca Pierścieni. Wyklęci: Losy Drużyny Pierścienia

Aragorn stał nad dwoma grobami. Hobbickim pismem na kamieniu wyryte były słowa: "Tu leżą bohaterowie, Meriadok Brandybuck i Perrigrin Tuk". Gandalf gdzieś zniknął zanim zaczęło się piekło. Drużyna została rozdzielona już tydzień wcześniej, reszta mogła mieć tylko nadzieję, że Frodo i Idryll dotrą we dwójkę do Mordoru. Wczoraj miał miejsce kolejny atak orków. Przeciwnicy chcieli za wszelką cenę wybić drużynę, która w przeciwnym razie mogłaby pomóc powiernikowi pierścienia. Atak podczas którego zginęli Merry i Pippin był wyjątkowy, zamiast lekkiej piechoty i jazdy zaatakowało kilku ciężkozbrojnych uruków razem z wielkim ologiem. Troll jednym ruchem ogromnej maczugi zamienił hobbitów w krwawą maź, Sam nie wytrzymał tego widoku i zaczął wymiotować. Aragorn, Gimli i Boromir szybko uporali się z orkami, Olog jednak nie poddał się tak łatwo. Kolejnym potężnym uderzeniem prawie zabił Gimliego, który dzięki niewielkiemu wzrostowi uniknął ataku na czas. Boromir tyle szczęścia nie miał, broń poczwary ledwo go zahaczyła, więcej szkód sprawiło uderzenie o skałę. Gondorczyk leżał teraz na prowizorycznie zrobionych noszach. Był cały połamany, każdy ruch przyprawiał go o ogromny ból któremu nieodmiennie towarzyszyły nieludzkie jęki. Samwise próbował złagodzić jego cierpienia, jednak były to próby bezowocne. Olog zginął ostatecznie od strzały Aragorna. Potwór zachwiał się gdy topór krasnoluda wbił się w jego nogę, jak siekiera w pień drzewa, wtedy Aragorn trafił go w lewe oko.

 

Gimli powolnymi ruchami ostrzył swoją broń. Aragorn nie chcąc już o tym wszystkim myśleć dołączył do niego, mimo iż jego oręż był zawsze naostrzony. Krasnolud dla zabicia czasu zaczął nucić starą pieśń, pochodzącą jeszcze z czasów gdy Samotna Góra była we władaniu smoka:

 

Tam gdzie chłód i gdzie zamglony szczyt

musimy iść, nim przyjdzie świt.

W otchłanie grot i w jaskiń mrok,

gdzie złoty skarb, nasz dawny mit.

 

Na zboczach góry wienczał las.

Wył wiatr ponury w nocny czas.

Płomieni ślad naznaczył świat,

z płonących sosen iskier blask.

Gdy Gimli śpiewał tę pieśń każdy zamilknął, nawet Boromir.

- Zawsze mnie ona zachwyca - powiedział Aragorn.

- Mnie też, ojciec śpiewał mi ją za czasów gdy jeszcze nie miałem brody - szczerze zaśmiał się Gimli, rozweseliło to wszystkich, uśmiechnął się również Boromir. Przestali myśleć o pogoni i pewnej śmierci.

- A pamiętacie jak... - zaczął słabo Boromir.

 

Wokoło zaczęła się wrzawa. Okrzyki, przekleństwa, jęki i ryki. Sam nie zdążył nawet wyjąć swojego krótkiego miecza, dwie strzały wbiły się w niego, jedna w brzuch, druga w szyję, a trzecia przefrunęła nad upadającym ciałem dzielnego niziołka. Ze wszystkich stron zaroiło się się od wrogów, od małych goblinów, po zwykłe i ciężkozbrojne uruki, dwa ologi i kilka wargów. Aragorn mógłby przysiąc, że zobaczył tam znajomą czarną postać, czarną istotę na koniu tego samego koloru. Rozpoczęła się nierówna walka. Gimli próbował ochronić rannego, jednak został zmuszony do cofnięcia się. Po wycofaniu się krasnoluda kilku goblinów rzuciło się na Boromira z nożami i pazurami. Przez odgłosy bitwy przebił się mrożący krew w żyłach krzyk człowieka rozrywanego żywcem. Pierwszy z ologów nadszedł stąpając po martwych i rannych towarzyszach, podniósł truchło Sama i odgryzł jego połowę. Dolna część ciała hobbita spadła na ziemię, brudna od krwi, śliny i flaków. Udało się zabić drugiego z trolli, jednak Aragorn przypłacił to wszystkimi strzałami. Gimli rozłupał na pół jednego z wargów, następnych trzech natychmiast go powaliło i zaczęło pożerać żywcem. Życie krasnoluda zakończył troll, miażdżąc jego i głowę najmniej ostrożnego z wargów. Aragornowi zrobiło się niedobrze, nie chciał nawet patrzeć na zmasakrowane ciała towarzyszy. Został przyparty do ściany, w końcu jeden z orków wbił mu włócznię w pierś. Człowiek opadając zakrzyknął:

- Za wolne ludy!!!

Zaraz po tym nadszedł olog, odepchnął włócznika tak, że ten rozbił sobie głowę o skały. Podszedł do strażnika patrzącego na niego z pogardą i otworzył paszczę. Głowa Aragorna znalazła się w trollowych ustach, człowiek poczuł smród bestii i krwi. Potem tylko zaciśnięcie szczęk i czerń.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • befana_di_campi 2 miesiące temu
    Czy tytuł tekstu "Władca pierścieni" nie jest aby chroniony prawem autorskim?
  • Jurko_Bohun 2 miesiące temu
    Nie wiem
  • Pan Buczybór 2 miesiące temu
    hmmm, nie wiem, myślę, że jak fanfiction to można go użyć. No i ten tekst jest tylko publikowany w necie, a nie wydawany.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania