Władca Pierścieni. Wyklęci: Prolog

Armalen spojrzał na drogę, jeszcze ich nie było. Był to wysoki mężczyzna, o brązowych włosach i jadowicie zielonych oczach. Słońce stało już wysoko na niebie. Chował się za kamieniem, obserwując wylot doliny, z niewielkiego wzniesienia. Tamtędy często przechodzą orkowie. W końcu wstał uspokoił oddech i zaśmiał się cicho zwracając wzrok ku bezkształtnej masie nieudolnie chowającej się za skałą.

- Uthum-nal nie ukrywaj się bo i tak ci to nie wychodzi - powiedział Armalen, bezkształtna masa wciąż pozostawała nieruchoma, mężczyzna podjął kolejną próbę - wyjdź, teraz to my mamy ich w garści, nie bój się malutki.

"Malutkim" okazał się być iseengardzki warg. Ktoś kto nigdy warga nie widział pewnie by się śmiertelnie przeraził, ktoś kto chociaż raz go widział zaśmiał by się z politowaniem. Bestia była o wiele mniejsza niż jej kuzyni, gdyż ledwo przerastała zwykłego wilka, a i po samym zachowaniu widać było, że zwierzę nie jest groźne. Uthum-nal zawsze krył się podczas potyczek skomląc żałośnie, Armalen jednak nie miałby serca zostawić przyjaciela samego. Kiedyś gdy znalazł go, chciał się go pozbyć, zabić albo porzucić, w końcu przyzwyczaił się do obecności warga, a nawet szczerze się z nim zaprzyjaźnił. Warg podszedł do człowieka i polizał mu dłoń, tamten odpowiedział drapaniem za uchem, dwóch tak różnych, a podobnych w tym, że zostali odrzuceni przez własne stada. Dwaj przyjaciele podeszli do przełęczy na odległość strzału z łuku, pora było przygotować się na bitwę.

 

Dało się usłyszeć dudnienie stóp i szczęk metalu, zbliżali się orkowie. Na tym zapomnianym pustkowie były to jedyne istoty które sporadycznie spotykano. Armalen zapuszczał się w te rejony tylko ze względu na pozostałości po ludziach żyjących kiedyś w tej krainie. Artefakty po zapomnianej cywilizacji można było drogo sprzedać Gondorczykom czy Rohirimom. Żołnierze zaczęli się wyłaniać, sama lekka piechota i paru łuczników. Orkowie byli nieco niżsi od przeciętnego człowieka, ciała ich i twarze były zdeformowane, niektórzy nie mieliby prawa żyć, innych prawie nie dałoby się od ludzi odróżnić. Uzbrojeni w krzywe szable, lekkie lance, noże i kilka łuków wojownicy przekraczali przełęcz nie wiedząc, że czeka ich paskudna niespodzianka. Armalen uśmiechnął się pod nosem, gdy tylko połowa potworów wyszła z doliny po drugiej stronie, człowiek podpalił strzałę, uniósł potężny, długi łuk do oka i strzelił.

 

Orkowie wodzili przez chwilę wzrokiem za ognistą wstęgą na niebie, strzała wbiła się pomiędzy zaskoczonych wojaków. Kilka sekund spokoju, a potem huk, ogień, pożoga i śmierć. Lekki pancerz nie chronił uruków przed rykoszetującym i wybuchającym prochem umieszczonym przez Armalena pod piachem. Odłamki rwały i szarpały orkowe ciała, agonalne krzyki odbijały się od wszystkiego naokoło tworząc makabryczną symfonię. Ta ziemia zostanie na zawsze zbrukana krwią. Zanim którykolwiek z wrogów zdążył zorientować się w sytuacji, człowiek wyłonił się i trzema szybkimi strzałami położył pozostałych przy życiu łuczników, schował się zanim go dostrzeżono. Kolejna seria i martwy leżał już dowódca i jego dwóch gwardzistów. Większość orków padła ranna bądź zabita, a reszta wykonała odwrót.

 

Zostało ich siedmiu, Armalen ruszył ku nim wyciągając z pochwy piękny, aczkolwiek dziwny miecz, wyglądający jak połączenie szerokich rohirickich mieczy i długich, smukłych kling Gondoru. Elfickie runy lśniły coraz bardziej w miarę zbliżania się do przeciwników. Armalen zauważył kontem oka to, że orkowie mieli więźnia, bardziej precyzyjnie więźniarkę, która klęczała trzymana brutalnie przez dwóch orków, podczas gdy trzeci unosił szablę, by zakończyć życie branki. Mężczyzna pierwszego z wrogów ciął w biegu, widział jeszcze jak jego ciało groteskowo rozszczepia się na dwoje. Kolejnych dwóch zaczynało podchodzić, bez zastanowienia Armalen wyjął sztylet i rzucił nim w orka który próbował zabić dziewczynę, był to rzut bezbłędny. Przeciwnik ostatnim odruchem złapał się w okolice oka w który wbił się, aż po samą rękojeść nóż mężczyzny. Dało się słyszeć zduszony jęk i przekleństwo w orkowym języku, gdy do niedawna bezbronna ofiara, rozcięła brzuch oprawcy jego własnym tasakiem i poczęła walczyć z drugim. Armalen walczył teraz z dwoma wrogami na raz. Zablokował cios jednego, po czym kopnął drugiego. Odrzucił szablę pierwszego z oponentów i eleganckim ruchem oddzielił jego głowę od ciała. Odrzucony ork wściekł się jeszcze bardziej i zasypał człowieka gradem ciosów tak silnych, że tamten się zachwiał. Ork z rykiem tryumfu rzucił się na Armalena chichocząc szaleńczo. Przywołał ostatniego z uruków który nie walczył, a tylko rozglądał się głupkowato. Tamten przytrzymał ręce, a drugi wyjął nóż. Uniósł go i pewnie by zabił Armalena, a potem jeszcze dziewczynę gdyby nie nieoczekiwane wybawienie.

 

Uthum-nal wbiegł na pole bitwy z dźwiękiem mieszczącym się pomiędzy bojowym okrzykiem , a kwikiem przerażenia. Rozpędzony warg wpadł na napastników próbujących pozbawić życia jego przyjaciela. Jeden z nich z nieprzyjemnym dla ucha chrupnięciem skręcił sobie kark. Drugi przetoczył się razem z Uthum-nal'em kilka metrów, po zatrzymaniu znalazł się pod małym wprawdzie lecz wciąż ciężkim wargiem, który przyglądał mu się wydając nie pewny warkot. Ork podniósł leżący na ziemi sztylet wbił go w łapę zwierzęcia, to chcąc nie chcąc, wiedzione naturalnym odruchem zmiażdżyło głowę przeciwnika w potężnych szczękach. Walka dziewczyny również zakończyła się na jej korzyść, wróg osunął się z głową prawie rozłupaną w dwie części.

 

Armalen oczyścił z krwi miecz, odzyskał sztylet i strzały które też potem oczyścił, wpierw jednak dobijając nielicznych już rannych (reszta zdążyła się wykrwawić) przy pomocy tego pierwszego. Spojrzał na dziewczynę i ze zdziwieniem zauważył, że była elfką. Elfowie mieszkali dalej od tych terenów niż plemiona ludzi i krasnoludów, a ta akurat pochodziła chyba z Mrocznej Puszczy (przynajmniej sądząc po ubiorze). Była wysoka, smukła o kasztanowych włosach i marzycielskich szarych oczach. Dopiero teraz zauważyła, że Uthum-nal jest wargiem, co prawda skarlałym, lecz jej mina i tak była warta tej walki. Po pierwszym szoku dziewczyna skuliła się i zaczęła szlochać, Armalen jej nie przeszkadzał, wiedział co orkowie robią z więźniami, mężczyzn co prawda czasem zabijali, ale kobiety zostawiali aby je ... nie chcąc o tym myśleć zaczął nucić starą elficką pieśń. Dziewczyna uniosła lekko głowę słysząc ojczystą mowę.

- Kim jesteś? - zapytała niepewnie elfka

- Śmiercią - sucho odpowiedział Armalen

- Proszę powiedz... - nie zdążyła dokończyć

- Armalen, były strażnik, wykluczony za czyny których nie popełnił. Wystarczy?! - ostatnie słowo mężczyzna wykrzyczał

- Przepraszam, nie chciałam cię urazić. Ja jestem Idryll, córka Thranduila władcy Mrocznej Puszczy - powiedziała Idryll i widząc błysk w oku Armalena zapytała - znałeś mego ojca? - po otrzymaniu twierdzącej odpowiedzi, zaczęła opowiadać - Razem z czterema hobbitami, krasnoludem Gimlim oraz dwoma ludźmi Aragornem i Boromirem wyruszyłam na pewną misję. Rozdzielili nas, zostałam sama z jednym z niziołków. Dwa dni temu znaleźli nas orkowie, hobbit zginął i z całej drużyny do wypełnienia zadania zostałam sama.

- Przykro mi, ale chyba nie mogę ci pomóc - powiedział człowiek, karcąc samego siebie, że zostawia córkę Thranduila samą na tym pustkowiu. Rzucił jej pod nogi łuk i trzy noże znalezione przy jednym ze zmasakrowanych orkowych trupów, oraz trochę prowiantu.

- Dobrze powiem ci, ale błagam pomóż - elfka zaczęła szlochać - tu chodzi nie o mnie czy o ciebie, tu chodzi o cały świat. To sprawa jedynego pierścienia...

Armalen szybkim ruchem spojrzał na nią:

- Chcesz go zniszczyć? - Idryll pokiwała głową

- Skąd to wiesz? - zapytała ostrożnie

- Sam zawsze chciałem to zrobić - odpowiedział sucho mężczyzna, dziewczyna zwróciła ku niemu oczy pełne nadziei - pomogę ci - ruchem dłoni powstrzymał wybuch radości - ale są trzy zasady, pierwsza: nie narzekasz, druga: słuchasz się mnie i trzecia: on - wskazał na Uthum-nal'a - ma na imię Uthum-nal, a nie "coś".

 

Idryll wstała i uśmiechnęła się, gotowa była teraz zrobić wszystko by nie zawieść tych którzy dla dobra misji poświęcili własne życie. Armalen odpowiedział tym samym, zaczynał coraz bardziej lubić tą dziewczynę...

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Shogun 2 miesiące temu
    Jak na funfick całkiem w porządku. Ciekawy początek "alternatywnej" historii :D. No, ciekaw jestem jak to dalej się potoczy.
  • Jurko_Bohun 2 miesiące temu
    Dziękuje, mam nadzieję, że scena walki wyszła znośna xD
  • Shogun 2 miesiące temu
    Jurko_Bohun tak, może zbyt dużo razy powtórzyło się słowo "orkowy", ale poza tym w porządku.
  • Jurko_Bohun 2 miesiące temu
    Shogun dopiero po pewnym czasie zorientowałem się, że zamiast orków mogą być uruki, ale urukowy? xD
  • Shogun 2 miesiące temu
    Jurko_Bohun hmm, no urukowy za bardzo nie pasuje, ale można pokombinować z innymi zamiennikami, na przykład ciało stwora, sztylet przeciwnika i tak dalej.
  • Jurko_Bohun 2 miesiące temu
    Shogun jeśli interesuje cię dalszy los bohaterów, to polecam zaobserwować moje konto na wattpadzie (nazwa ta sama) bo jutro po e-lekcjach biorę się za pisanie :))))
  • Shogun 2 miesiące temu
    Jurko_Bohun o proszę :). Z chęcią zerknę.
  • Jurko_Bohun 2 miesiące temu
    Shogun nie patrz na najwcześniejsze opowieści, bo nie jestem z nich zbyt dumny, polecam jeszcze najbardziej Opowieści z Wielkiej Polski xD
  • Shogun 2 miesiące temu
    Jurko_Bohun niech będzie, ale mimo wszystko nie ma się czego wstydzić ;)
  • Jurko_Bohun 2 miesiące temu
    Shogun jakoś bardzo się nie wstydzę, ale widzę też postęp od tamtych czasów i chce abyś poznał mnie z najlepszej strony ;)
  • Shogun 2 miesiące temu
    Jurko_Bohun rozumiem, skoro tak, niech tak będzie ;)
  • Jurko_Bohun 2 miesiące temu
    Shogun a ty jaki masz nick na wattpadzie?
  • Shogun 2 miesiące temu
    Jurko_Bohun Shogun312, bo Shogun było już zajęte haha. Ja na Wattpadzie nie udostępniam, choć może zacznę, bo w końcu mam co :D. Zobaczymy.
  • Jurko_Bohun 2 miesiące temu
    A ocena jaka? :D
  • Shogun 2 miesiące temu
    Cóż, oceny nie mają tutaj praktycznie żadnego znaczenia, ale skoro już pytasz, to mocna czwórka ;D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania