Wrócić na stare śmieci – dodatek 4 (a)

Nie zdawałam sobie sprawy, że wakacje mogły upływać w tak zastraszająco szybkim tempie. Wrażenia, jak i odczucia były pewnie podparte tym, że wiele się w tamtych dniach wydarzyło. Niemniej uważałam, że dwa miesiące wolnego to zdecydowanie za mało, aby solidnie odpocząć od szkoły. Gdyby przedłużyli o jeszcze jeden dodatkowy miesiąc, wtedy byłabym usatysfakcjonowana, może nie koniecznie w stu procentach, ale niemniej zawsze to coś. Ale tego typu zachcianki, rzecz jasna nigdy się nie sprawdzały. I szkoda, jakże wielka szkoda.

To były najlepsze wolne dni, dwa pełne miesiące, kiedy nie trzeba było ślęczeć nad książkami i rozwiązywać multum zadań. Do tego mogłam odrzucić słowa typu: "Jesteś spakowana? Odrobiłaś zadanie domowe?" Na szczęście wszystkie takie formuły odpychałam jednym ruchem dłoni, które znikały wraz z pojawieniem się kolejnej myśli. Nareszcie oddychałam ciepłym powietrzem, tym letnim, biegałam z naszym bernardynem po placu i wszelkie dotychczas problemy, jakie się pojawiały, rozpływały się w mig. Pragnęłam poczuć wolność i dać się jej ponieść. Bo było warto w tym czasie się uwolnić. Poznawać więcej i dostrzegać elementy, które w codziennym rozrachunku nie były ważne. Zapach skoszonej trawy roznosił wiatr. Ptaki co chwilę przefruwały nad głową. Energiczny ruch skrzydełek motyli w różnych kolorach, pąki na kwiatach, jedne mniej lub więcej rozkwitnięte, śpiący kot w cieniu i wiele innych, wspaniałych doznań. Wtedy czułam, że naprawdę żyję.

– Magda, zaczekaj – zawołałam na siostrę, która wybiegła z domu jako pierwsza. Niemniej drobnymi, lecz zwinnymi ruchami dogoniłam ją w połowie drogi do naszego zbudowanego z materiałów i kilku patyków namiotu. Trzymał się o dziwo dość solidnie, pomagała mu w tym potężna gałąź, przez którą został przerzucony koc, sięgający aż do ziemi. Tworzył na szczycie wierzchołek na tyle wysoki, abyśmy mogły bez problemu rozsiąść się w środku. – Mam cię. – Popchałam siostrę do przodu, wytracając z równowagi, o mało się przy tym nie wywróciła.

– Oszalałaś? – zapiszczała, ratując się wyciągniętymi rękami do przodu.

Nie zważając na te słowa, pierwsza dobiegłam do celu.

– Wygrałam – zawołałam. Nie obyło się bez uszczypnięć. – Ała, za co! – Oburzyłam się, rozmasowując przedramię.

– Dobrze wiesz za co – wycedziła przez zęby.

– Oj tam, no już dobra. – Wyciągnęłam rękę na znak, że nie miałam zamiaru ponowie się kłócić. Z niczego zapytałam: – Myślisz, że ciocia pozwoli nam tu spać?

– Zależy jaka pogoda będzie.

"Oby było ciepło i słonecznie" – pomyślałam.

– Może Patrycja przyjdzie, byłoby fajnie...

Patrycja była koleżanką zza płotu. Bardzo lubiłyśmy naszą sąsiadkę i jej młodszą siostrę Alicję. W takiej grupce nie było mowy o żadnej nudzie. Zawsze miałyśmy zwariowane pomysły, które z różnym efektem się kończyły.

– Chodź, musimy stworzyć tu jakiś fajny klimat. Kilka latarek, jeszcze jeden koc i może skrzynka na słodycze? – Wyszczerzyłam krzywe ząbki do siostry i zabrałyśmy się za wymyślanie, jak by tu sprawić, aby nasze sekretne miejsce było bardziej przytulne.

– Przyniosę coś do picia. – Magda podniosła się zaraz po wyjściu z namiotu i pognała do domu.

– Dobra, poczekam. – Rozłożona na kocu, na chwilę zamykając oczy, zastanawiałam się, czy pogoda wieczorem dopisze.

Po południu zmęczona graniem w koszykówkę postanowiłam wspiąć się na naszego orzecha. Lubiłam tam siedzieć i patrzeć na wszystko z wysoka. Do miejsc wygodnych to drzewo nie należało, twarda nawierzchnia kory wbijała się w ciało, ale coś za coś. Solidna, gruba, gałąź odstająca od pnia utrzymywała mój ciężar. Denerwowały wprawdzie mrówki, które postanowiły się tu zadomowić. Byleby o tym nie myśleć, tym razem coś mi strzeliło do głowy, aby wejść wyżej.

– Siostra, patrz – zawołałam. Ostrożnie sprawdzałam każdą gałąź i odpowiednio układając nogi, aby się nie ześlizgnąć, sięgałam coraz wyżej. Magda bacznie przypatrywała się poczynaniom. – Ale super, wiesz jak stąd fajnie wszystko widać? Nawet kościół. – Byłam zachwycona. Nie sposób nie dodać, że we wspinaczce mało kto mi dorównywał. Wysokość nie robiła żadnego wrażenia. Wchodzenie na dach garażu też było łatwizną. Kiedy już byłam pewna, że wyżej się nie da, a gałęzie były dość niestabilne, spróbowałam się obrócić. Lekko się zachwiałam i próbowałam się asekurować, czym prędzej chwytając za drobne patyki, ale one złamały się pod ciężarem. Druga dłoń ześlizgnęła się po liściach i... spadałam. Czułam, jak gałęzie obdzierały skórę, powodując, że się skrzywiłam. Zapiszczałam. Przy tym wszystkim poczułam silny podmuch wiatru, adrenalina buzowała w całym ciele. To była sekunda. Ostatecznie któraś z gałęzi wyhamowała mój upadek. Rozerwała na plecach koszulkę, ale to dzięki niej skończyło się tylko na kilku zadrapaniach. Niemniej strach podskoczył do gardła, bo kiedy upadałam, w oknie stała postać. Myślałam, że zawału dostanę na miejscu, nie z powodu upadku, ale właśnie na widok cioci. Kiedy znalazła się przy mnie, błagałam tylko w duchu, aby nie krzyczała.

– Agnieszka, czyś ty zwariowała? – Sama nie wiedziałam, czego się spodziewać. Zaczęłam płakać, emocje nie wytrzymały. – Pokaż się mi. Coś cię boli? – zapytała tonem pełnym troski i niepokoju.

– Tu. – Wskazałam na dłoń, z której ciekła czerwona maź.

– Wstań, musimy zrobić opatrunek. – Pomogła mi się podnieść, po czym dodała. – Żeby mi to było ostatni raz.

Pokiwałam wtedy głową na znak, który nie wyrażał sprzeciwu. Chociaż gdzieś tam w głębi wiedziałam, że był to dopiero początek moich wspinaczek. Westchnęłam, bo domyślałam się, że po czymś takim noc w namiocie była nieosiągalna tego dnia.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • pasja ponad tydzień temu
    Cudowny okres beztroskiego szaleństwa jakim były wakacje. Agnieszka bardzo źle postąpiła włażąc na drzewo, ale gdy się ma te naście lat to nic w życiu nie jest straszne.
    Dobrze, że się nic nie stało.
    A takie spanie pod namiotem, to fajna sprawa.
    Pozdrawiam serdecznie:) 5
  • Tanaris ponad tydzień temu
    Z pewnością jeszcze napiszę coś luźniejszego, weselszego z życia dziewczynek. Dzięki ;*
  • Marzycielka29 ponad tydzień temu
    Jeden z lepszych dodatkow, 5
  • Tanaris ponad tydzień temu
    Takie słowa zawsze podnoszą na duchu. Dzięki :,*
  • betti ponad tydzień temu
    Bardzo ładnie napisane, kawałek historii, którą chyba każdy przechowuje w pamięci jako skarby dzieciństwa.

    Niemniej - razem.

    Pozdrawiam.
  • Tanaris ponad tydzień temu
    Poprawię :) dzięki śliczne za komentarz.
  • katharina182 ponad tydzień temu
    Bardzo fajny dodatek. Więcej takich:) Kolejna piątka dla Ciebie.
  • Tanaris ponad tydzień temu
    Będą z pewnością ;D
  • Ritha ponad tydzień temu
    "Zapach skoszonej trawy roznosił wiatr" <3
    Miłe wspomnienia wakacji. Sielankowe, pomimo gruchotnięcia z drzewa :D

    Od strony niedociągnięć:
    "Gdyby chociażby" - tu mi coś zgrzyta, za dużo tego "by", zmieniłabym na "gdyby chociaż"
    " –Ale super" - spacji brakło :)

    Nigdy nie spałam pod namiotem, buu... :(
    Ale z drzewa tez nie spadłam, choć się wspinałam ;)
    Łap gwiazdy i buziaki :)
  • Tanaris ponad tydzień temu
    Hah, jak zawsze coś z błędów się wyłapie, grrr. :D Dzięki, na pewno poprawię. Takie luźniejsze opka też muszą być. Jeszcze małe co nieco mam zamiar napisać. Dzięki jeszcze raz. :*

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania