Wybory parlamentarne Głos suwerena, czy jak uważają inni teatr albo Cyrk? A może jedno i drugie...

Wybory parlamentarne

Głos suwerena, czy jak uważają inni teatr albo Cyrk?

A może jedno i drugie...

Już niedługo wybory, będziemy wybierać naszych posłów i senatorów. Każdy z nas będzie musiał podjąć decyzję, czy iść na wybory, a także na kogo głosować. Dla jednych to bardzo ważna decyzja, a dla drugich coś w rodzaju teatru, albo nawet cyrku.

Wśród naszych wyborców są jedni i drudzy, dlatego postanowiłem zapytać o sens wyborów dwóch moich gości. Pierwszy z nich to pan Jan Kowalski, który uczestniczył we wszystkich dotychczasowych wyborach po 1989 roku, a drugim redaktor Ireneusz Ozar, który już od lat pisze, że wybory nie mają żadnego sensu.

Na początku pytanie bardzo ogólne dla obu panów.

Czym są wybory?

Jan Kowalski

- Jesteśmy od 1989 roku państwem wolnym i demokratycznym, dlatego każdy polski obywatel powinien brać udział w wyborach. Pozwolę sobie przypomnieć wszystkim Polaków, że:

„Wybory parlamentarne – wybory, w których trakcie obywatele w drodze głosowania wybierają swych przedstawicieli w parlamencie. Zasadnicze znaczenie dla kształtu politycznego parlamentu ma ordynacja wyborcza, a więc zbiór przepisów określający sposób przeprowadzania wyborów oraz podział mandatów”

„Wybory parlamentarne to głos suwerena, czyli narodu, w którym uprawnieni do głosowania wyborcy oddają swój głos na wybrane przez siebie partię i polityków.”

Suweren (fr. souverain, najwyższy i ang. sovereign, suwerenny) – podmiot sprawujący niezależną władzę zwierzchnią, przykładowo w średniowieczu niezależny władca niepodlegający niczyjej zwierzchności. Suwerenność narodu oznacza, że władza w państwie spoczywa w rękach obywateli.

- Także nasza konstytucja w artykule 4 pt.1 głosi:

"Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu"

Obywatele posiadają prawo do współdecydowania o rządzeniu państwem. Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.

- Hm... przytoczył pan zestaw frazesów, które są w obiegu i mają nas wyborców namówić do głosowania! - Ozar uśmiechnął się.

- Tak! To tylko frazesy!

A co to jest frazes?

- często powtarzane, wyszukane powiedzenie, pozbawione jednak głębszego sensu

- oklepane wyrażenie, stereotypowe połączenie wyrazów.

- Powiedział pan, że od 1989 roku jesteśmy państwem wolnym i demokratycznym! To chyba żart. Jakim wolnym? Jakim demokratycznym! Wolne żarty! Ma pan na myśli ten cyrk zwany Magdalenką?

Postanowiłem dalej drążyć temat!

- Czy zdaniem panów polski naród jest tak naprawdę suwerenem?

- Czy ludzie są o tym przekonani, czy rzeczywiście wierzą w to?

Ireneusz Ozar

- Tu można mieć duże wątpliwości. Myślę, że spora grupa Polaków już przejrzała na oczy i wie, że nie ma nic do gadania. Można zapytać, czy owa wiara albo nie wiara, czasami nie przekłada oprócz innych rzeczy na frekwencję wyborczą, która w Polsce jest bardzo niska i waha się od 20 do 60%. a zazwyczaj oscyluje wokół 40-50%, co oznacza, że w zasadzie połowa Polaków nie idzie na żadne wybory. To bardzo znaczący wynik, choć oczywiście nigdzie na świecie nie jest tak, że na wybory chodzi powiedzmy 90% obywateli (no oczywiście pomijam czasy komuny, bo tu zazwyczaj głosowało 99,75% wyborców i ten wynik był już znany przed wyborami...).

Jan Kowalski

- Moim zdaniem większość Polaków czuje się obywatelami i wie, że głos wyborczy to ich opinia, to ich zdanie na temat tego, kto powinien rządzić w naszym kraju. Polacy zrozumieli, że ich głos jest ważny i idą do wyborów, pokazując swoje wybory polityczne!

 

Tu pytanie nasunęło mi się same:

No dobrze mówi pan, że większość Polaków czuje się obywatelami, ale głosuje zazwyczaj nie więcej jak 40-50% ludzi. Reszta nie idzie do urn! Należałoby sobie zadać pytanie, co ma wpływ na to, że przykładowo w dwóch poprzednich wyborach do parlamentu frekwencja była tak słaba!

 

Ireneusz Ozar

- Powodów takiego zachowania może być wiele, ale chyba najważniejszym jest właśnie brak przekonania o suwerenności narodu. Ludzie czują się oszukiwani i lekceważeni przez kolejne rządy, parlamenty czy prezydentów. Jeśli ktoś chociaż trochę śledzi naszą scenę polityczną zauważy bardzo szybko, że naród „pojawia się tak mniej więcej pół roku przed wyborami”. Nagle okazuje się, że wiele problemów można załatwić, znajdują się pieniądze na różne inwestycje, na podwyżki itd. Ludzie w miarę rozsądni widza, że tak naprawdę po wyborach przez kolejne 3,5 roku naród znika, rozpływa się we mgle, aby znowu powstać przed wyborami. Niestety po kolejnych wyborach sytuacja się powtarza i w zasadzie dochodzimy do wniosku, że to wszystko nie ma sensu.

Jak wynika z sondaży, polityką w Polsce interesuje się od 10-20% wyborców. Interesuje, co nie oznacza, że całe te 20% zna się na polityce. Można z wielką dozą prawdopodobieństwa założyć, że nie więcej jak 10% rzeczywiście ma pojęcie o tym, co się dzieje w polityce i czym się różnią od siebie partie, przynajmniej programowo. Czyli na ponad 30 mln uprawnionych do głosowania jakiekolwiek pojęcie ma około 3 mln. Wyborców. Jakiekolwiek, to nie oznacza, że ci ludzie dokładnie wiedzą, czym różnią się programy partii itd. Tutaj możemy założyć, że znowu ponad 80% z tych 3 mln. nie zna programów partii, a głosuje, bo kogoś lubi, albo nie lubi, głosuje spontanicznie. Reasumując, dochodzimy do wniosku, że w Polsce nie więcej jak kilkaset tysięcy ludzi głosuje z pełnym przekonaniem tak, a nie inaczej, a reszta, czyli jakieś 90% głosuje bez żadnej wiedzy o partiach i programach. To oznacza, że w zasadzie każde wybory to totalna loteria niemająca nic wspólnego ani z sensem, ani z logiką. Idąc takim tokiem rozumowania, rzeczywiście branie udziału w jakichkolwiek wyborach nie ma w Polsce żadnego sensu.

Jan Kowalski

- Pozwolę się z panem nie zgodzić. To, że każdy Polak uprawniony do głosowania powinien głosować jest czystą teorią. Nigdzie na świecie frekwencja nie wynosi 80, czy 90%. To tylko teoria. Zazwyczaj frekwencja jest niższa. Niektórzy z naszych obywateli albo nie chcą głosować, albo nie mają wyrobionego zdania na kogo głosować i dlatego nie idą do urn. To nie jest przymus, tylko wolna wola. Przymus głosowania był za komuny, teraz idą ci, którzy chcą i wiedzą na kogo głosować. To właśnie są prawdziwe i sensowne wybory!

Ireneusz Ozar

- Prawdziwe i sensowne wybory są wtedy, kiedy ludzie idący do urn wyborczych po pierwsze wiedzą na kogo głosować, a po drugie mają merytoryczną wiedzę, dlaczego chcą głosować akurat na tą, a nie inną partię, czyli teoretycznie znają program danej partii i wiedzą co ta partia chce zrobić, kiedy przejmie władzę. Taka definicja dotyczy tzw. obywateli, czyli ludzi, którzy są świadomi swoich wyborów, mają wystarczającą wiedzę, czyli są tzw. obywatelami w całym sensie tego pojęcia. Niestety w Polsce wyborcy, nie są w tym sensie obywatelami, bo jak podejrzewam, w 95% nie mają pojęcia o tym, co tak naprawdę głoszą w sensie politycznym i ekonomicznym wybierane przez nich partię. Tak, żeby było jeszcze ciekawiej, nawet czołowi politycy zazwyczaj nie mają pojęcia o programie swojej partii. To wydaje się bezsensowne, ale tak jest.

Można i trzeba zapytać.

Dlaczego tak jest?

- Sprawa jest wbrew pozorom bardzo prosta. Szefowie partii zamawiają u politologów napisanie programu. To zazwyczaj taki zbiór frazesów, obietnic i tego, co akurat elektorat danej partii od niej oczekuje. Kiedy już taki program powstanie jego niektóre elementy są wykorzystywane w kampanii wyborczej. To nic innego jak tylko „Opium dla mas”, czyli obiecujemy wszystko to, czego oczekują wyborcy, a im więcej „jeleni” się na to złapie, tym lepiej dla nas. Te chwytne w programie hasła mają służyć przekonaniu wyborców, że akurat ta partia głosi najlepsze projekty dla wyborców. Niestety wyborcy zazwyczaj dają się nabierać nawet na proste hasła wyborcze. Oczywiście ma to nie wiele wspólnego z rzeczywistością, bo kiedy dana partia wygra, program jest już nieistotny i jest wrzucany na półkę, albo nawet do kosza, może poza jednym czy dwoma chwytnymi hasłami, a zaczyna się skok na kasę, a także wypełnianie rozkazów tych, którzy „pomogli” danej partii wygrać. Tak jest po każdych wyborach. Niestety Polacy jak zwykle nie uczą się na własnych błędach i w kolejnych wyborach, oszukiwani po raz kolejny i wierzący znowu w sterty bzdur politycznych idą głosować, mając nadzieję, że to coś zmieni.

Dlaczego?

Ano dlatego, że po pierwsze nie znają historii polityki, czy podstaw propagandy, czyli mechanizmów, za pomocą których politycy oszukują swoich wyborców, (to tym bardziej smutne, bo podstawowe hasła i kłamstwa są znane już od wielu, wielu lat), a po drugie nie mają pojęcia, jak dana partia ma zamiar swoje pomyły zrealizować i skąd wziąć na to kasę. Niestety Polacy są w większości zbyt leniwi albo po prostu mają to gdzieś, żeby jakoś sprawdzić, czy obietnice tej, czy innej partii w ogóle mają sens. Można im wmówić praktycznie wszystko, każdy bajer, bo i tak się nie zorientują, że dany pomysł jest w praktyce niemożliwy do zrealizowania.

To jak napisałem teatr, czyli jedni grają swoje role, a inni to oglądają i mają nadzieję, że rozumieją, o co w tym chodzi (zazwyczaj nie wiedzą, bo i skąd).

Kolejna sprawa dotyczy tego, czy rzeczywiście głosujemy na partię polskie, czyli takie, których szefowie i ci, którzy dają kasę, a co za tym stoi naprawdę mają władzę, są Polakami. Niestety wygląda na to, że nie ma w tej chwili ani jednej partii tak naprawdę polskiej. Smutne jest to, że od 1990 roku w Polsce rządzą tak naprawdę trzy opcję: Rosyjska, Niemiecka i Amerykańska, a do tego także służby specjalne, czyli wywiad i kontrwywiad. Ich władza trwa już od 1985 roku, kiedy oba te twory wygrały walkę ze Służbą Bezpieczeństwa (tak skrótowo, bo to temat na inną bajkę). Tego zdecydowana większość Polaków nie wie i głosuje na te sterowane przez obcych partie jak na swoje już trzydzieści lat. Inna sprawa, że jest to naprawdę znakomicie zrobione propagandowo, bo trwa tyle lat, a dalej 95% Polaków tego nie rozumie.

O teatrze już napisałem, ale tez użyłem słowa Cyrk. Cóż, pisząc cyrk, miałem na myśli wszelkie występy klaunów, które możemy zaobserwować niemal codziennie w różnych TV. Tzw. politycy, choć lepiej ich nazwać politykierami odstawiają różne szopki ku radości gawiedzi, trzymając się wytycznych swoich mistrzów od PR. To też jest „Opium dla mas”, choć pokazane tak, że wydaje się przeciętnemu Kowalskiemu prawdziwe i szczere. Hahahahahaah to jest tak samo prawdziwe i szczere, jak nie wiem chodzenie człowieka po wodzie, czy latanie w powietrzu ala Copperfield.

Jednak ludzie milionami dają się na taki Cyrk z klaunami, czy teatr z aktorami nabierać.

Jan Kowalski

- Pańskie słowa obrażają Polaków. My nie jesteśmy bandą kretynów niewiedzących co się w naszym kraju dzieje. Idąc na wybory i głosując na daną partię większość z nas ma przekonanie, że robi dobrze zarówno dla siebie, jak i dla Polski. Po prostu dokonujemy właściwego wyboru, wybierając tych, a nie innych polityków i ich partie. Oczywiście czasami popełniamy błędy, wybierając tych, a nie innych, ale jesteśmy młodą demokracją.

Ireneusz Ozar

- Niech pan nie mówi głupot. Głosujemy, nie mając pojęcia o programach, zamiarach czy nawet podstawowych założeniach danej partii, nie mówić już o tym, kto za nią stoi. Bardzo często głosujemy nie za, a przeciw bo kogoś tam nie lubimy, bo ktoś nam podpadł, albo naszym zdaniem głosi i pisze głupoty. Ilu wyborców zna programy? Ilu wie, że ta partia jest pro niemiecka, a inna pro rosyjska, a inna pro amerykańska. 4, może 5% ! Reszta żyje w naszym rodzimym Matrixie i nawet o tym nie wie!

Postanowiłem zadać jedyne w tym momencie pytanie:

- W takim razie pytanie brzmi czy w ogóle powinniśmy iść na wybory? Czy to jakichkolwiek sens?

Ireneusz Ozar

- Moim zdaniem nie, bo to nie ma żadnego sensu w obecnej sytuacji. Jednak tu pewnie zaraz na mnie ruszą wszyscy ci, którym się wydaje, że iście na wybory to nasz obywatelski obowiązek a do tego przywilej. No tak, oczywiście, ale tylko wtedy, kiedy ma to sens, a dzisiaj nie ma żadnego. To, czy wybierzemy partię X, czy Y tak naprawdę oznacza tylko tyle, że albo będą nami rządzić Niemcy, albo Amerykanie, albo Rosjanie z udziałem naszych służb, które służą zawsze tym rządzącym a właściwie tym którzy daną partią rzeczywiście kierują, nie swojemu krajowi. Smutne jest to, że Polacy do tego dopuścili, jednak jakoś tak u nas bywa, że takich Judaszów, którzy za kilka srebrników sprzedadzą swój kraj zawsze u nas sporo, wystarczy spojrzeć na koniec Rzeczpospolitej Obojga Narodów, gdzie „nasi magnaci” ci najważniejsi w ogromnej większości siedzieli w kieszeni Rosyjskiej, albo Pruskiej. Do czego to doprowadziło, chyba nie muszę pisać. Teraz jest dokładnie tak samo. Nasi najważniejsi politycy są odzwierciedleniem tamtych magnatów. Dla nich Polska nic nie znaczy, a ważne jest tylko koryto i kasa, a także oczywiście wypełnianie rozkazów tych, którzy im płacą, bez względu na koszty ich posunięć w skali kraju. Mieliśmy wiele przykładów takiego podejścia, choćby początek lat dziewięćdziesiątych, kiedy to partie udające, że są Polskie, doprowadziły do zniszczenia całych gałęzi przemysłu. Co lepsze firmy sprzedawano za grosze, a resztę zlikwidowano, tak żeby nie stanowiły zagrożenia dla choćby firm niemieckich. To wszystko doprowadziło do wyrzucenia „na bruk” paru milinów robotników, czyli jak zwykle rewolucja zjadła swoje dzieci. Chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie powie mi, że prawdziwi Polacy dokonaliby tego. To nasze przekleństwo od wieków. Teraz mamy bardzo podobną sytuację, co pokazuje, że jak zwykle niczego nas historia nie nauczyła.

Jan Kowalski

- Oczywiście, że tak. To nasz obywatelski obowiązek, a także przywilej. Jako naród jesteśmy suwerenem i wybory są czasem, kiedy ten suweren pokazuje swoje zdanie. Nie uczestniczenie w wyborach pokazuje, że nie interesuje nas przyszłość naszego państwa i nas samych. To tak jak byśmy nie chcieli mieć nic wspólnego z Polską. Jeśli jesteśmy obywatelami, to musimy choć raz na cztery lata pokazać, jakie jest nasze zdanie i wybrać dla nas najlepsza władze na kolejne cztery. Dlatego zapraszam wszystkich na wybory w październiku 2019 roku. Pokażmy, że poważnie traktujemy bycie suwerenem, czyli najważniejszym głosem w Polsce!

Ireneusz Ozar

- Hahahahah, ale super przekaz. Taka czysta propaganda. Zapraszam, pokażcie, jakie jest wasze zdanie, jesteście najważniejsi. Przecież to sterta bzdur, nawet nie wyszukanych, tylko takich powiedzmy czwartego sortu. Tak naprawdę to, co cztery lata jesteśmy zalewaniu falą propagandy, obietnic i frazesów, które mają w zasadzie tylko jedno zadanie: Jak najwięcej jeleni przekonać do głosowania na daną partię. To nie ma nic wspólnego ani z szeroko rozumiana demokracją, a ni nawet z jakimkolwiek sensem. Tzw. politycy wciskają nam kit wyborczy mając nadzieję, że się damy nabrać. Już bardzo dawno w starożytnym Rzymie ktoś mądrze powiedział „gdyby wybory miały na cokolwiek wpływ, to już dawno zostałyby zlikwidowane”

 

Tak, jak myślałem zarówno jeden, jak i drugi mój rozmówca pozostali przy swoich zdaniach. Na koniec postanowiłem zadać pytanie, które jakby podsumowuje naszą dyskusję.

- Jeśli jest tak, jak mówi pan Ozar to, co mamy robić? Komu wierzyć?

Ireneusz Ozar

- Cóż prawda jest bardzo smutna. Nie możemy obecnie zrobić nic. Nasza tzw. polityka jest w obcych rękach i to tak mocno, że nawet jak się pojawi jakiś nowy twór, to będzie to tak na 98% dziecko kogoś z zewnątrz. Ci, którzy trzymają u nas władzę, nie dopuszczą do tego, żeby tu powstała jakaś prawdziwa polska partia. Tego samego, co jest bardzo smutne, pilnują także nasze służby specjalne i to od wielu lat.

Dlaczego?

Otóż dlatego, że razem z konkretną władzą idzie wielki biznes. Polska jest dojona od 1989 roku nieprzerwanie. Co roku wypływa z naszego kraju rzeka kasy, niektórzy obliczają, że od 1990 roku wypłynęło nawet 250 mld. Dolarów i to poza oficjalnym obiegiem. To mniej więcej nasze dwa budżety roczne. Staliśmy się po 1990 roki taką neokolonią, z której można wziąć tyle, ile się chce. A kiedy w grę wchodzą miliardy euro, czy dolarów nie ma żartów. Rzeka kasy musi płynąć i ci, którzy tego pilnują, nie pozwolą na nic, mogącego zagrozić ich interesom.

Jan Kowalski

- To, co mówi mój kolega, to zwykła wroga Polsce propaganda. Gdyby było prawdą , to co mówi pan Ozar, to Polska byłaby jakąś afrykańską kolonią z XIX wieku, wykorzystywaną przez kolonizatorów. A przecież wiemy, że tak nie jest. Jesteśmy wolnym i suwerennym państwem, gdzie nie ma obcej ingerencji. Proszę mi wierzyć, rządzimy się lepiej lub gorzej, ale sami, bez żadnej ingerencji z zewnątrz.

 

Ta dyskusja mogłaby trwać godzinami, jednak ze względu na to, żeby nie przedłużać bez sensu, na tym zakończymy. Każdy z czytelników musi sam sobie odpowiedzieć, czy rzeczywiście jesteśmy republika bananową, czy wolnym krajem. Czy wybory mają sens, czy nie? Czy iść do urn, czy nie? To osobista decyzja każdego z nas.

Średnia ocena: 2.6  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Bogumił 3 tygodnie temu
    Gdy powstała u nas parę lat temu ultralewacka partia Razem to partia o identycznej nazwie powstała w tym samym okresie w Izraelu. Wnioski proszę wyciągnąć sobie samemu.
  • Tomasz Bordo 3 tygodnie temu
    No i nazwisko Zanderg
  • Bogumił 3 tygodnie temu
    Ciekawe po kim je ma.
  • Bogumił 3 tygodnie temu
    W czasach globalizacji międzynarodowy kapitał finansowy i intelektualny swobodnie przepływa pomiędzy krajami. Skoro międzynarodowe koncerny otwierają z łatwością filie w Polsce, to równie łatwo mogą to robić także polityczne międzynarodówki. Najnowszym przykładem procesu globalizacji wydaje się być partia Razem, której szefem jest Adrian Zandberg (w grudniu skończy 39 lat). Partia o takiej nazwie powstała już wcześniej w Izraelu. Po porażce wyborczej w 2003 r. dwie partie skrajnej izraelskiej lewicy Meretz and Shahar utworzyły ugrupowanie Razem (Yahad, skrót od Yisrael Hevratit Demokratit). W 2006 r. nazwa Razem została porzucona na rzecz nazwy współtwórcy, partii Meretz. Kilka tygodni temu na przewodniczącego partii została wybrana urodzona w 1976 r.… Tamar Zandberg. Chociaż tradycyjnym kolorem partii Meretz jest zielony, kampania wyborcza Tamar Zandberg przebiegła pod znakiem fioletu, znanego nam wcześniej z kampanii Razem Adriana Zandberga. Tamara Zandberg została szybko okrzyknięta „nadzieją izraelskiej lewicy” („Süddeutsche Zeitung”, 25 marzec 2018), tak jak wcześniej Adrian Zandberg został okrzyknięty „nadzieją polskiej lewicy”.
  • Tomasz Bordo 3 tygodnie temu
    Bogumił no a teraz jeszcze adrian zandberg trzyma z postkomunistami i biedroniem boję się nawet pomyśleć co będzie jak wygrają
  • Tomasz Bordo 3 tygodnie temu
    Tym bardziej że sld wciąż jest prorosyjskie
  • Bogumił 3 tygodnie temu
    Ta cała lewica to jeszcze większy syf od proniemieckiej po. I na toto głosuje 10 procent polskich idiotów, a jak napisałem że Polacy są głupi, to Karawan mnie opluł. Takie to wściekłe.
  • Pontàrú 3 tygodnie temu
    Bogumił
    Ja wiem po kim ma! Myślę, że po ojcu!
  • Bogumił 3 tygodnie temu
    Pontàrú pisząc po kim miałem na myśli co to za typek
  • Pontàrú 3 tygodnie temu
    Achhh, to dobrze, że sprostowałeś. Jak dobrze jest mieć obok kogoś inteligentnego
  • Bogumił 3 tygodnie temu
    Pontàrú nie wiedziałem że ciężko łapiesz, bo bym jaśniej napisał.
  • Pontàrú 3 tygodnie temu
    Niestety tak to jest. My, ludzie prostego umysłu, nie pojmujemy skomplikowanych intryg narodu żydowskiego, a jedynie całki i liczby zespolone i dlatego czasem potrzebujemy pomocy
  • Bogumił 3 tygodnie temu
    Pontàrú dlatego głupi się urodziliście i głupi umrzecie.
  • Ozar 3 tygodnie temu
    Bogumił dzięki za bardzo szeroki komentarz. Co do partii Razem, to muszę przyznać, że poza nazwiskiem Zandberg nie miałem innych przesłanek kto nimi kieruje. Nie wiedziałem o Tamar Zandberg i o tym że stworzyła podobną partię w Izraelu. To w zasadzie wszystko wyjaśnia. Generalnie jak widzę masz duża wiedze i to w tematach które ja raczej mniej znam. Co do partii to PO wiadomo, niemiecka, większość lewicy rosyjska, ale jeśli chodzi o PIS to znam dwa podejścia. Red. Michalkiewicz i kilku innych twierdzą , że to partia amerykańsko-żydowska. Mało tego podobno została "wyniesiona" do władzy po to, żeby przeprowadzić ustawę 447, co przy skali roszczeń : 300 mld. $$ jest warte każdej kasy i każdego świństwa. Jednak mam też kilku znajomych dziennikarzy, którzy sa innego zdania i twierdzą że wbrew pozorom to partia rosyjska. Przytaczają swoje dane pokazujące że wielu działaczy tej partii to albo agenci , albo byli TW. Nie podam nazwisk, ale to sam Olimp PIS. Jak ty myślisz? W końcu nawet inwestując w PIS 1/2 mld można dostać 300 razy tyle, czyli de facto to znakomity biznes.
  • Ozar 3 tygodnie temu
    Bogumił Masz rację piszą że Polacy są głupi, w zasadzie nie głupi, ale totalnie ogłupieni znakomitą propagandą. Przeciętnemu Kowalskiemu nie chce się szukać prawdy i wierzy albo TVP, albo TVN nie zdając sobie sprawy że jedno i drugie to genialna propaganda.
  • Ozar 3 tygodnie temu
    Pontàrú Powiem tak. Intrygi były, są i będą. Czasem małe, czasem duże, a czasem wręcz epokowe. Do tych trzecich mo0żemy zaliczyć choćby tzw. rewolucje bolszewika sterowana i opłacana przez Rotschildów i innych takich, a mającą na celu nie obalenie caratu, to pikuś. Chodziło o to, że Żydzi w USA mieli większość nowo powstających szybów naftowych. Wydobycie rosło lawinowo, ale rynki były zajęte. Przez kogo??? Przez carską Rosję, która wtedy miała 70-80 % rynku. No to co trzeba było zrobić, żeby wejść na ich rynki? Obalić carat i doprowadzić do upadku wydobycie ropy i gazu, co sie zresztą udało znakomicie, bo w pierwszych latach rządów bolszewickich wydobycie ropy i gazu w Rosji spadło do 10% tego, co wydobywali za Cara. To tylko jeden prosty przykład intryg Żydowskich, a jest ich tysiące razy więcej.
  • Bogumił 3 tygodnie temu
    Ozarze trochę się interesują syfami, które nam tu zapodają obce służby starające się stworzyć wrażenie, jakoby partie istniejące w Polsce były partiami polskimi. Trochę odchodząc od tematu, zobacz do czego doprowadzili Ukrainę, tacy byli nacjonaliści, a teraz na ich czele stoi dwóch Żydów - prezydent i premier. I sami ich sobie wybrali. Mówi się, że plany judeopolonii zostały chwilowo porzucone, nie wiem ile w tym prawdy, na rzecz judeoukrainy, bo i klimat cieplejszy i ludzie chyba jeszcze bardziej łatwowierni i głupsi od Polaków.
  • krajew34 3 tygodnie temu
    Cała ta polityka to jeden wielki szajs, kupę obietnic, manipulowanie za pomocą mediów i prześciganie się w drodze do koryta. Paru polityków niby wygląda i brzmi sensownie, ale kto by tam wiedział, jak to jest naprawdę. Mam gdzieś wybory i tak niema na kogo głosować, wszyscy w coś umoczeni, wszyscy mający innych głęboko gdzieś. Wolałbym Ozar jakiś ciekawszy temat, niż ten o basenie pełnym fekaliów. Ale przeczytałem, bo mam słabość do twoich tekstów.
  • Ozar 3 tygodnie temu
    krajem34 dokładnie tak i dlatego czasami mam takie pragnienie choć trochę rozjaśnić ten ciemnogród, choć pewnie to zupełnie bez sensu . Ludzie wolą zyc w swoich Matrixach. Może to i lepiej...
  • Tomasz Bordo 3 tygodnie temu
    Opcja amerykańska, niemiecka i rosyjska - która jest która?
  • Tomasz Bordo 3 tygodnie temu
    Ja będę głosował na Konfederację
  • Marek Adam Grabowski 3 tygodnie temu
    Już na ten temat wypowiadałeś się przy poprzednich wyborach. Nie wiem, po co co pół roku pisać to samo? Argument że większość nie wiem, to nie argument za tym by nie głosować, ale za odejściem od równych praw wyborczych. Ja chociaż jestem monarchistą i Katolickim stoikiem (może nawet cynkiem) czuję się zobligowany pójść na wybory. Pozdrawiam.
  • Tomasz Bordo 3 tygodnie temu
    Ja zamierzam w przyszłości zostać politykiem
  • Marek Adam Grabowski 3 tygodnie temu
    Tomasz Bordo oj, nie licz, że ci się uda. Zwłaszcza od Korwina.
  • Tomasz Bordo 3 tygodnie temu
    Marek Adam Grabowski dlaczego?
  • Pontàrú 3 tygodnie temu
    XDDD
    Będzie piwo "Bordo". Mocno kopie ale nie wchodzi
  • Ozar 3 tygodnie temu
    Marek Wiem, jestem głupim matołem, ale czasami mam takie pragnienie choć trochę rozjaśnić ten ciemnogród, choć pewnie to zupełnie bez sensu . Ludzie wolą zyc w swoich Matrixach. Może to i lepiej... Piszesz że jesteś monarchistą, kurde podziwiam, bo to w Polsce coś bardzo rzadkiego, a do tego nie za bardzo nawet znając historię mogę wskazać kogos na nasz tron. Jak możesz napisz cos albo tu, albo jako osobny artykuł, albo na maila markiz25@op.pl. Zaskoczyłeś mnie a to nie zdarza sie już zbyt często.
  • Marek Adam Grabowski 3 tygodnie temu
    Ozar Gdzie ja napisałem, że jesteś "Głupim Matołem"? Proszę, nie zniżaj się do poziomu Karawana? Artykułu o monarchizmie nie będę pisał, gdyż już dawno porzuciłem publicystykę. W Polsce są co najmniej trzy stowarzyszenia monarchistyczne. Pozdrawiam!
  • Ozar 3 tygodnie temu
    Marek Adam Grabowski Nie, nie nie. To ja czasami uważam sie za mądrego matoła, nie wiem dlaczego napisałem głupiego. Różnica polega na tym że mądry Matoł wie, że jest Matołem, a głupi nie wie. Dlaczego tak uważam? Ano dlatego, że staram się pokazać ludziom w jakim świecie żyjemy, co tu się u nas dzieje i dlaczego. Niestety większość zyje w polskim Matrixie i nawet nie zdaje sobie sprawy z tego. A dlaczego Matoł. Tka mi kiedyś napisał jeden z komentatorów z portalu historycznego. Cytuje. "Jesteś Matołem, któremu sie wydaje że wszystko wiesz, może i coś tam wiesz, ale ludzie zyją w swoim świecie i wcale tego nie chcą wiedzieć". W sumie chyba miał rację.
  • Tomasz Bordo 3 tygodnie temu
    Nie czytałem całego tekstu. Jest coś o filmie patryka Vegi?
  • Marek Adam Grabowski 3 tygodnie temu
    Dziwny to zwyczaj komentować, a nie czytać. Tak było z moim artykułem o Powstaniu Warszawskim.
  • Bogumił 3 tygodnie temu
    Zagraniczni patroni polskich partii

    Dyskusja o zagranicznym nadzorze nad polskimi partiami politycznymi jest objęta pewną omertą (zmową milczenia). Do porządku dziennego przeszło już przecież to, że mamy w Polsce zagraniczne koncerny przemysłowe, usługowe i medialne, zagraniczne kancelarie prawne, zagraniczne firmy reklamowe i doradcze oraz zagraniczne (unijne) standardy. W polskiej sferze biznesowej, medialnej i politycznej działają ludzie z zagranicznymi paszportami i to nikogo nie dziwi. Ale w tym samym czasie większość z nas wciąż naiwnie zakłada, że mamy tylko polskie partie polityczne, co wydaje się być nonsensem i intelektualnym zaprzeczeniem globalizacji. Skoro mamy polskie firmy walczące na polskim rynku z firmami zagranicznymi, to dlaczego nie mielibyśmy mieć polskich partii walczących na rynku polskiej polityki z filiami zagranicznych partii (lub z franczyzami)? Musimy tylko o tym wiedzieć. Ale z tym jest już gorzej.

    O ile większość firm ochoczo chwali się swoimi korzeniami i informuje o swoich akcjonariuszach, partie polityczne są bardziej dyskretne. Wszystkie głoszą niezmiennie płomienny patriotyzm, zaprzeczając w ten sposób wszechobecnej globalizacji. Tak jakby polska polityka była oderwana od otwartego polskiego rynku. Jeden z głównych graczy na globalnym rynku politycznym George Soros (nazywany „filantropem”) już dawno nazwał sieć swoich organizacji Open Society, czyli Otwarte Społeczeństwo. Może najwyższy czas otworzyć oczy? Tym bardziej że mamy przecież już dosyć długą tradycję nadzorowanych z zewnątrz partii politycznych.

    W czasach PRL-u narrację polityczną narzucała Moskwa. Po tak zwanym odzyskaniu wolności w 1989 r. na scenie politycznej pojawiły się nowe partie, które przyniosły z sobą nowe międzynarodowe sojusze. W kampanii prezydenckiej Aleksandra Kwaśniewskiego udzielali się eksperci public relations wysłani przez francuskich socjalistów. Kampanii politycznej Donalda Tuska przyklaskiwała niemiecka CDU. Inna niemiecka partia FDP objęła patronat nad Ryszardem Petru. Niemieccy socjaliści z SPD dostrzegli zaś Roberta Biedronia. Trochę mniej szczęścia miał Mateusz P., szef partii Zmiana, finansowanej podobno przez rosyjskie służby, który został zatrzymany rok temu pod zarzutem szpiegostwa. Jest to jak na razie jedyny przypadek sankcjonowania wpływu obcych państw i grup interesów na partie polityczne zarejestrowane w Polsce.

    Skąd płynął pieniądze?

    Wszyscy patrzą w stronę Moskwy, ale nikt nie patrzy na ręce zachodnich sponsorów, którzy czasami obstawiają polskich polityków jak konie wyścigowe. Słynny z mieszania się w polską politykę Guy Verhofstadt stawiał najpierw na Janusza Palikota, potem na Ryszarda Petru, a po politycznym upadku obu „dżentelmenów” przygarnął dobrotliwie Joannę Schmidt, która została wiceprzewodniczącą europejskiego ruchu ALDE (oczywiście po demokratycznej procedurze głosowania delegatów).

    W takim kontekście można się więc zapytać, kto postawił na młodego, zdolnego Adriana Zandberga, który 16 maja 2015 r. utworzył i stanął na czele fioletowej partii Razem. Odpowiednio podlana i ubogacona nawozem partia Zandberga wyrosła szybko na leżącej ugorem zielono-lewackiej ściółce i po paru miesiącach kampanii zakwitła, uzyskując w wyborach parlamentarnych 3,6 proc. głosów, przebijając trzykrotnie prognozy wyborcze i rozkładając przy okazji dogorywającą już od dawna jałową tradycyjną lewicę Leszka Millera. Podobnie było półtora roku później we Francji, gdzie zmontowany w kilka miesięcy ruch En Marche młodego, zdolnego Emmanuela Macrona rozniósł w pył tradycyjną lewicę. Za francuską operacją stali specjaliści od politycznego marketingu i taktycznego przemalowywania (rebranding). Czy polska operacja mogła być dziełem tylko kilku młodych pasjonatów bez grosza przy duszy? Czy Adrian Zandberg jest wizjonerem politycznego biznesu, czy może raczej tylko menedżerem polskiej filii?

    Gwiazdy lewicowej polityki w III RP nie biorą się raczej spośród utrudzonego ludu pracującego miast i wsi. Janusz Palikot dorobił się milionów na Polmosie Lublin, a Ryszard Petru na bankowych posadach pod patronatem Leszka Balcerowicza. Czy z karierą Adriana Zandberga mogło być inaczej? Wczesne dzieje Adriana Zandberga są owiane pewną tajemnicą. Jego rodzice wyjechali do Danii w 1967 r. i wrócili do Polski w roku 1985. Kto wracał do PRL-u w połowie lat 80.? Kto emigrował do Danii w połowie lat 60.? W połowie lat 70. do Danii wyemigrował np. wizjoner III RP Jan Wejchert (późniejszy ojciec założyciel TVN), którego syn Łukasz Wejchert urodził się w Danii w 1973 r. Dla przypomnienia, Adrian Zandberg urodził się w Danii w 1979 r. Jan Wejchert raczej nie przebywał chyba w Danii z miłości do klimatu. W czasach PRL-u Dania była ważnym celem dla wojskowych służb wywiadowczych, w wypadku wojny Ludowe Wojsko Polskie miało za zadanie ruszyć z ofensywą właśnie na Danię.

    Młody Adrian Zandberg nie pracował jako kasjer w markecie, studiował prawo, potem zrobił doktorat z historii na Uniwersytecie Warszawskim, a następnie wykładał w Polsko-Japońskiej Szkole Technik Komputerowych i szlifował swoje kompetencje w kręgach polskiej lewicy – od Piotra Ikonowicza, poprzez Jacka Kuronia, aż po Partię Zielonych. Jego kariera na szczeblach egzekutywy zaczęła się od przewodniczenia Forum Młodych Unii Pracy, a następnie Zandberg już sam założył młodzieżówkę Młodych Socjalistów. Wiosną 2015 r. Zandberg wygrał casting i pojawił się na czele nowej partii Razem.

    Wspomniana Tamar Zandberg urodziła się trzy lata wcześniej niż Adrian Zandberg i zaczęła swoją karierę polityczną trzy lata później niż on (m.in. z powodu trzech lat obowiązkowej służby w izraelskiej armii). Tak jak Adrian, Tamar nie musiała pracować na kasie w markecie, po studiach na psychologii, potem prawa oraz okresie pracy wykładowczej (tak jak Adrian) Tamar Zandberg została najpierw asystentką posła Knesetu, a potem parlamentarzystką. Jej ideologiczne pryncypia są bardzo podobne do tych Adriana Zandberga – laicyzm, LGBT, gender, legalizacja marihuany, muzułmańscy uchodźcy i wspieranie tzw. małego człowieka.

    Zdecydowane lewackie poglądy Tamar Zandberg nie przeszkadzają jej bynajmniej w pielęgnacji dobrego wizerunku w izraelskim lobby wojskowo-zbrojeniowym. Jej kampanię wyborczą finansował na przykład kontrowersyjny izraelski handlarz bronią, pułkownik Eitan Stiva, a w wyborach do Knesetu o jej wygranej zadecydowały głosy oddane przez żołnierzy izraelskiej armii. Co ciekawsze, Zandberg konsultowała swoją wewnątrzpartyjną kampanię wyborczą z kontrowersyjnym prawicowym specem od politycznego PR Mosze Klughaftem, który wcześniej doradzał nie tylko izraelskiej prawicy, ale także skrajnej prawicy w Austrii. Kiedy sprawa wyszła na jaw, tradycyjni wyborcy partii Meretz poczuli się zdradzeni, tak jakby ktoś zawłaszczył sobie ich partię. Co może jest prawdą. Mosze Klugenhaft działa od dawna w Europie, oprócz Austrii doradzał jednej z partii w Kosowie i pomógł wygrać wybory rumuńskim socjalistom.

    Izraelscy stratedzy interesują się oczywiście Polską. Najsłynniejszym epizodem w ostatnich latach była rekrutacja jesienią 2014 r. Michała Kamińskiego przez izraelską firmę wywiadowczą Prism Strategy Group, kierowaną przez Czeszkę Barbarę Fiala, byłą stażystkę w izraelskim centrum antyterrorystycznym. Jej firma miała już wtedy na liście płac byłego kandydata w wyborach prezydenckich 2013 w Czechach, Jana Fischera. Zaradny Kamiński zaczął pracować jednocześnie dla izraelskiej firmy i dla premier Ewy Kopacz. Kiedy sprawa wyszła na jaw, Kamiński szybko zrezygnował z pracy na rzecz Izraelczyków i przeszedł na pełen etat w KPRM Kopacz.

    Jak na razie nie znalazłem śladu pobytu Mosze Klughafta lub Tamar Zandberg w Polsce. Adrian Zandberg też pozostaje dyskretny. Tylko od czasu do czasu pojawiają się u niego ciekawe izraelskie wątki. Na przykład Adrian Zandberg zareagował na Twitterze na temat wydarzeń w Gazie tego samego dnia co Tamar Zandberg (31 marca 2018) i w bardzo podobnych słowach. Zandberg zareagował też ostro w sprawie izraelskich roszczeń reprywatyzacyjnych wobec Polski, wspieranych przez amerykańskich senatorów. O dziwo, nie spotkała go za to żadna krytyka. Co jest niesłychane w czasach rzucania wściekłych oskarżeń o antysemityzm na prawo i na lewo. Tak jakby Zandberg miał żelazny glejt i mógł więcej niż inni. Adrian Zandberg napisał nawet list w tej sprawie do amerykańskich senatorów. Czy jego zuchwałość wobec naszego sojusznika można wyjaśnić tym, że partner Tamar Zandberg, Uri Zaki, kierował przez wiele lat waszyngtońskim biurem lewicowej propalestyńskiej izraelskiej organizacji B’Tselem, finansowanej m.in. przez fundacje miliardera George’a Sorosa? Tamar i Adriana łączy wspólna miłość do czołowego amerykańskiego komunisty żydowskiego pochodzenia, Berniego Sandersa. Komunista Sanders nie lubi miliarderów, poza George’em Sorosem, który finansował w przeszłości jego kampanie.

    George Soros ma, jak wiemy, swój plan na nowy wspaniały świat, zarówno dla Europy, jak i dla Izraela. Jest za to równie nielubiany przez Viktora Orbána, jak i przez Binjamina Netanjahu. Tamar Zandberg wielokrotnie broniła Sorosa przed atakami Netanjahu i oskarżała Viktora Orbána o „antysemicką” kampanię przeciwko Sorosowi na Węgrzech. Podstawienie nogi Netanjahu w Izraelu poprzez wspieranie Tamar Zandberg może być taką samą częścią planu Sorosa, jak podstawianie nogi Kaczyńskiemu poprzez podobne stwory polityczne w Polsce. Dzisiejsza walka polityczna nie toczy się już między klasyczną lewicą i prawicą, tylko między globalistami i narodowcami. Fakt, że na zgliszczach czerwonych (klasyczni socjaliści i komuniści) i zielonych pojawiają się nagle wesołe fioletowe baloniki w stylu Tamar Zandberg i Adriana Zandberga, nie może być przypadkiem. Kolor fioletowy symbolizuje podobno magię, tajemnicę, duchowość, dostojeństwo i władzę królewską. Kolor idealny dla apostołów laickości, którzy chcą zastąpić istniejące religie nowym kultem religijnym wymieszanego świata, o którym już od dawna marzą bracia masoni.

    Partia Razem oznajmiła w 2016 r. (cytat): „Jesteśmy partią, która nadal utrzymuje się całkowicie ze składek członkowskich i darowizn sympatyków. Nie mamy żadnych innych źródeł finansowania i nie zaciągnęliśmy kredytu”. Tamar Zandberg już wiele lat temu finansowała swoje kampanie polityczne poprzez crowdfunding. Tak przynajmniej twierdzi.
  • Bogumił 3 tygodnie temu
    Generalnie tu muszę przyznać rację Kukizowi, który choć ogólnie politycznie głupi, ale tu akurat ma rację, że nad wyborami w Polsce sprawuje władzę tylko kilku przywódców partii politycznych, a normalny człowiek, choćby miał w swoim regionie kilkusettysięczne poparcie nie może kandydować.
  • Ozar 3 tygodnie temu
    Napisałeś "Generalnie tu muszę przyznać rację Kukizowi, który choć ogólnie politycznie głupi, ale tu akurat ma rację, że nad wyborami w Polsce sprawuje władzę tylko kilku przywódców partii politycznych, a normalny człowiek, choćby miał w swoim regionie kilkusettysięczne poparcie nie może kandydować". Tu nie oto chodzi. System opanowany jest przez trzy siły Rosja, Niemcy i Żydzi-Amerykanie i ten system nie dopuści nikogo z zewnątrz do koryta. Tego pilnują nasze służby już od 1989 roku. Nie wiem dlaczego tego nie powie wprost Kukiz, przeci8eż ludzie tacy jak red. Michalkiewicz mówią o tym od wielu lat.
  • Bogumił 3 tygodnie temu
    Ozar Na Michalkiewicza i na pismo w którym publikuje w Kanadzie pt. Goniec trwa w tej chwili żydowska nagonka.
  • Bogumił 3 tygodnie temu
    Ozarze a masz już tekst o II wojnie?
  • Ozar 3 tygodnie temu
    Bogumił Mam choć nie w domu ale w pracy. Ale poczekam jak skonczysz na spokojnie swój to razem zapodamy
  • Ozar 3 tygodnie temu
    Bogumił Co do nagonki to się nie dziwie, ten gość mówi prawdę a to boli.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania