Wyrok część 1

Czy wiecie jaki dzień najbardziej lubi amerykańska młodzież? To z pewnością pierwszy dzień wiosennej przerwy albo wielki bal maturalny. Jest jednak jeden szczególny dzień który ma znaczenie nie tylko dla amerykańskich dzieci. To ostatni dzień szkoły i początek wakacji. Dlaczego? To oczywiste, wszyscy czekają na chwilę wolności. Jednak za nim ten upragniony czas nastanie i człowiek zacznie cieszyć się ciepłem karaibskich plaż czy orzeźwiającym chłodem mórz trzeba godnie przywitać ten dzień. Tak też postanowili zrobić mieszkańcy pewnej malowniczej wioski niedaleko Miami na Manhattanie. Już wszystko było gotowe na rozpoczęcie corocznej imprezy na której zjawiali się nie tylko mieszkańcy wioski.

***

Cyntia starała się słuchać głosu profesora, chociaż nie było to proste zadanie. Jej myśli nieustannie krążyły wokół dzisiejszego wieczoru. Wiedziała że będzie perfekcyjnie. Zorganizowanie takiego ogromnego przyjęcia nie zajmuje mało czasu i kosztuje wiele energii. Samo przygotowanie dekoracji, urządzenie sali czy wynajęcie dj-a z prawdziwego zdarzenia zajęło jej kilka tygodni. Cyntia z pewnością należała do ambitnych idealistów, wszystko co robiła musiało być perfekcyjne tak jak ona sama. Uśmiechnęła się do siebie w myślach, dobrze znała swoją wartość podkreślała ją za każdym możliwym razem. Jednak w niczym nie przypominała większości swoich przyjaciół czy znajomych. Większość osób które ją otaczały to w jej myśli zwykli nastolatkowie. Ona sama uważała się za lepszą pod każdym względem i nienawidziła gdy ktokolwiek to negował. Musiała tak myśleć, od dziecka się tego uczyła by pokazać swoim rodzicom że nie jest taka słaba za jaką ją uważali. Podkreślanie swojej idealności to był jej pierwszy cel. Pomimo wszystko była świetną organizatorką i nie była złym człowiekiem.

Nagle z zamyślenia wyrwał ją głos profesora. Ostatni dzień naprawdę Niewiedziała dlaczego tu teraz jest, przecież nic się już nie wydarzy. Profesor przechadzał się wokół biurka opowiadając anegdotę o Dickensie. Może gdy by nauczyciel angielskiego miał mniej monotonny głos bardziej lubiła by ten przedmiot. Zerknęła na zegar jeszcze kilkanaście sekund dzieliło ją od wolności. Zaczęła odliczać zgodnie ze wskazówkami zegara do chwili aż zabił dzwonek. Cyntia szybko wstała i razem z innymi pomaszerowała do drzwi. Na korytarzu minęła kilku znajomych, każdemu z nich posłała słodki uśmiech i bez słowa szła do swojego samochodu. Nie chciała się już nigdzie zatrzymywać. Ze znajomymi pogada wieczorem a teraz ma ważniejsze sprawy na głowie. Musi dopiąć wszystko na ostatni guzik zanim zacznie się impreza. Ruszyła w kierunku wielkiej Sali futbolowej niedaleko miasteczka gdzie miała odbyć się impreza wszechczasów.

Z szybkością światła rozmawiała z barmanami, dj-em i wieloma innymi ludźmi pomagającymi w tym wydarzeniu. Biegała, poprawiała dekoracje była lekko podenerwowana. Nie chciała aby ktokolwiek jej pomagał, to było tylko jej dzieło i była z niego dumna. W końcu usiadła i mogła odetchnąć ,gdy miała pewność że wszystko jest tak jak być powinno. Już tylko czekała na gości. Mógł przyjść dosłownie każdy. Idea robienia zaproszeń była bezsensowna bo każdy może się wkręcić bez problemów.

Ludzie zaczęli się schodzić około ósmej wieczorem tak jak było powiedziane. Cyntia dostrzegła wielu znajomych i tak samo dużo obcych sobie ludzi. W tłumie zauważyła swoją przyjaciółkę, Amy miała długie czarne włosy i piękne orzechowe oczy ,była całkowitym przeciwieństwem Cyntii o krótkich blond włosach i szarych oczach. Ich charaktery również były skrajnie różne. Ona spokojna i nie łamiąca żadnych zasat. Za to Amy szalona i nieustraszona.

Cyntia wzięła dwa drinki do rąk i podeszła do Amy. Tańczyły razem popijając swoje napoje. W pojęciu Cyntii to była właśnie wolność gdy nikt jej nie kontrolował. To właśnie ona lubiła być panem wszystkich i wszystkiego bo bez niej nikogo by tu teraz nie było. Po jakimś czasie Cyntia straciła Amy z oczu i zajęła się rozmową z innymi znajomymi. Cieszyła się poznając nowych ludzi. Wieczór upływał jej na śmiechu z nowego stroju Simona , który tym razem postawił na głęboki róż. Znali się od przedszkola, Cyntia wiedziała o nim naprawdę wiele i akceptowała go takim jaki jest. Byli naprawdę dobrymi przyjaciółmi. Wiedziała że zawsze może na niego liczyć.

Przez cały czas miała w sobie niepokój o Amy. Nie lubiła gdy przyjaciółka znikała jej z oczu więc w każdej wolnej chwili wypatrywała jej w tłumie. Widywała ją tańczącą z chłopakami ze szkoły albo pijącą cos przy barze. W zasadzie nie było powodów do zmartwień. Po kilku godzinach Cyntia poczuła się zmęczona i lekko oszołomiona od kilku drinków które wypiła. Nie chciała tam dłużej zostawać. Chciała poszukać Amy i iść z nią do domu. Jednak to już nie było takie proste jak przedtem, obraz zamazywał się jej przed oczami. Była w lepszym stanie niż Simon który ledwie trzymał się na nogach. Mogli już pić ,oboje skończyli osiemnaście lat. Ona na początku roku, a on kilka dni przed zabawą. Cyntia wzięła Simona pod ramię i razem z kilkorgiem innych znajomych ruszyli do domu organizatorki. Nie chcieli zamawiać taksówki. Na Sali było duszno więc postanowili się przewietrzyć, z pewnością nikomu to nie zaszkodzi. Noc była piękna, księżyc był w pełni a niebo było bezchmurne, można było zobaczyć każdą gwiazdę. Cyntia lubiła astronomię i astrologie. Wierzyła w siłę gwiazd i w zodiak ale nie brała tego tak bardzo na poważnie raczej jak coś miłego do poczytania.

Dopiero teraz mogła powiedzieć kto z nimi szedł. Na pewno koło niej szła Mildred, chodziły razem na biologie od pierwszej klasy liceum. Nie bardzo się lubiły albo raczej Cyntia jej nie lubiła bo Mildred kochała wszystkich. Koło niej szedł mały chłopak którego kojarzyła ze szkoły, musiał być to brat Mildred mieli takie same zielono-szare oczy co robiło jeszcze większe wrażenie niż zwykle. Chłopak był bardzo przystojny, podobał się Cyntii. Chyba nazywał się Malcolm. No i w reszcie koło Simona szedł wysoki, niebiesko Oki brunet z włosami do pasa, tak to był Terence. Jak dobrze znała go Cyntia. Co roku jeżdżą razem a konny obóz w wakacje. Terence zawsze mówił że jego pasją są konie bo jest pół krwi Indianinem. Mówił by prawdę gdy by tylko nie te niebieskie oczy, może gdy by były ciemniejsze. Cyntia lubiła konie a zwłaszcza mustangi od dziecka. Nie była wielką pasjonatką ale te obozy dawały jej tak dużo radości. To właśnie Terence nauczył ją jeździć konno i opiekować się końmi. Był od niej trochę starszy ale to pozwalało jej traktować go jak starszego brata. Podczas obozów opiekował się nią jak tylko potrafił zaskarbiając sobie tym sympatie dziewczyny.

Gdy doszli wreszcie do domu, weszli powoli starając się poruszać jak najciszej żeby nie obudzić rodziców Cyntii. Drzwi były otwarte, rodzice dobrze wiedzieli, że córka wróci późno i będzie miała gości. Cyntia zaprowadziła znajomych do swojego pokoju i rozmieściła towarzystwo na odpowiednich miejscach. Łóżko było zajęte przez nią, Mildred i Simona. Na łóżku polowym spali Malcolm i Terence, na szczęście łóżko było szerokie. Cyntia nie czekała długo na sen. Tej nocy nic jej się nie śniło. Ale wiedziała że będzie spać głęboko.

Następnego ranka Cyntia obudziła się z okropnym bólem głowy, nie była pewna czy to wynik alkoholu czy tych kilku godzin które przespała. Możliwe że jednego i drugiego. Na zewnątrz dzień właśnie się budził. Promienie letniego słońca wdarły się do pokoju osiemnastolatki, musiała być wczesna godzina. Z pewnością to będzie upalny dzień, idealny na rozpoczęcie pierwszego dnia wakacji. Cyntia już wiedziała jak go spędzi. Na leżaku przy basenie denerwując swojego młodszego brata i popijając słodki bananowy sok z dodatkiem mięty. Tak właśnie chciała aby ten dzień wyglądał, tak go sobie wymarzyła. Dziewczyna powoli wstała z łóżka nie chcąc obudzić swoich gości. Po cichu przemknęła przez resztę pokoju i bezszelestnie zeszła po schodach na dolne piętro. Jej rodzice już wstali. W przeciwieństwie do niej nie mogli pozwolić sobie na dodatkowe wolne, rodzina przecież z czegoś musi żyć. Mama Cyntii, Bea i tata Zachary od samego świtu plątali się po domu zajmując się codziennymi czynnościami. Teraz oboje byli w trakcie śniadania. Cyntia weszła do kuchni i usiadła na twardym krześle.

- Słyszałem że impreza świetnie się udała?- Tata Cyntii miał cichy ochrypły głos co było wynikiem przewlekłej astmy. Zawsze w lecie brzmiał kilka razy gorzej niż w zimie.

- Tak było …. Całkiem dobrze- Cyntia starała się wypowiedzieć te słowa najwyraźniej chociaż nie miała na to siły.

- Jesteś nad zbyt skromna ale zawsze będziesz naszą perfekcyjną córeczką. Tak?

- Tak tato - Cyntia odparła bez zastanowienia. To przez a może dzięki rodzicom musiała być taka bezbłędna. Perfekcja to było ich hasło przewodnie. Nie mogli oczekiwać tego od Liama, młodszego brata Cyntii. On był daleki wszystkiemu o co prosili go rodzice, gardził idealnością jak tylko potrafił przez co rodzice często traktowali go jak powietrze ale na szczęście miał jeszcze siostrę. Cyntia nigdy nie pozwoliła by go skrzywdzić i zawsze mieli ze sobą świetny kontakt. Przy bracie gubiła swoją perfekcje i mogła być po prostu sobą. To był jeden z powodów dlaczego czekała na wakacje. Chciała spędzić z nim więcej czasu.

Rodzice wstali, odłożyli naczynia do zmywarki, ucałowali swoją córkę na dowidzenia i ruszyli w stronę samochodów.

Cyntia jeszcze przez chwilę stała w oknie i patrzyła jak rodzice odjeżdżają, każde w inną stronę. Postanowiła napić się mocnej kawy, czuła że to jej może pomóc. Napełniła kubek z jej imieniem czarną, gorącą cieczą i napiła się. Od zawsze nie znosiła smaku kawy ale czasami kubek napoluj dobrze jej robił. W domu panowała całkowita cisza. Cyntia zamknęła oczy i cieszyła się tą chwila. Spojrzała na swój telefon, odczytała kilka wiadomości. Wszystkie mówiły jak niezwykłą imprezę przygotowała. Poprawiało to jej humor więc bez ociągania czytała kolejne wiadomości. Oczekiwała że znajdzie wśród nich coś od Amy. Od wczoraj nie dała znaku życia, nie zaniepokoiło jej to nawet w najmniejszym stopniu. Pewnie gdzieś śpi i nie wie o bożym świecie. Cyntia wybrała numer przyjaciółki i czekała na połączenie ale nikt się nie zgłosił więc wysłała jej kilka wiadomości i odłożyła telefon.

Dzień mijał dość szybko goście obudzili się około jedenastej. Wszyscy dość szybko opuścili Cyntie dziękując za gościnę. Zostali jedynie Simon i Terence. Dziewczyna spędziła dzień tak jak postanowiła tego ranka z tym że miała większe towarzystwo. Simon postanowił zostać z nią do wieczora. Razem opalali się i popijali sok, pływali w basenie i śmiali się jak zawsze gdy byli razem. Liam cały dzień spędził w swoim pokoju, grając na konsoli prawie w ogóle się nie pokazując. Terence poszedł około drugiej, chciał zostać nimi dłużej ale musiał odebrać coś ważnego z poczty.

Cyntia kończyła właśnie myć zęby gdy rozległ się głos dzwonka do drzwi

- Simon! – zawołała z ustami pełnymi piany.

- już idę - Cyntia usłyszała przesłodzony głos Simona i trzask otwieranych drzwi, wypluła pastę z ust. Przetarła twarz i ruszyła w kierunku holu. Ku jej zdziwieniu w przed pokoju stało dwoje policjantów. Spojrzała na Simona, na jego twarzy malowało się przerażenie. Podeszła bliżej niego i wzieła jego dłoń w swoją ściskając uspokajająco. Po jej głowie przelatywały tabuny myśli. Nie miała bladego pojęcia o co może chodzić, a już napewno w życiu nie spodziewała się tego czego miała się lada moment dowiedzieć.

Następne częściWyrok część 2- cz. 1  

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Jan Potfforny 02.01.2016
    5!
    Pozdrawiam!
    JP
  • KarolaKorman 03.01.2016
    Wkradło Ci się kilka literówek, a przecinki gdzieś uciekły, ale zaciekawiłaś mnie końcówką i chętnie zerknę do kolejnej części, 4 :)
  • levi 03.01.2016
    dziękuje :)
  • Pan Nikt 03.01.2016
    Hymmm. Tekst poprawny, zakończenie jak w filmie Hickoka. Co ja mam biedny zrobić? 4,5 czyli 5. Pozdrawiam.
  • Pan Nikt 03.01.2016
    Tylko taka mała uwaga. W USA wchodzić do klubów i pić alkohol można od 21 roku życia.
  • levi 03.01.2016
    warto wiedzieć, dzienki :)
  • Pan Nikt 03.01.2016
    levi
    Nie ma sprawy ;)
  • levi 03.01.2016
    dzienki :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania