***
codziennie budziłam się
na pustkowiach
pęknięta na pół
otwierali mnie
zostawiali do wyschnięcia
niosłam matki
które milczały
córki
które przepraszały
babki twarde jak chleb z wojny
ciało moje archiwum
półki żeber
szuflady bioder
wstyd złożony w kostkę jak bielizna
szłam lekko
prawie elegancko
jakby nic
jakby wcale
a powietrze było ciężkie
ciężkie jak kamień
i każdy krok zostawiał odcisk
stojąc pośrodku waszego pustkowia
spluwam w twarz ruinom
aby żyć raz jeszcze
wymazuję słowa którymi gardzę
wciskam "usuń"
jestem
Komentarze (3)
Nie podoba mi się strofoida z sercem
("serce moje pęknięte
pęknięte na pół
otwierali je
i zostawiali
zostawiali do wyschnięcia")
— jest po prostu słabsza od reszty i rozwadnia całościowe wrażenie.
Za to choćby samo przesłanie robi duże wrażenie (czuć ten bagaż, traumy, których nie chcemy, a jednak przekazujemy dalej. Czuć desperackie pragnienie przerwania łańcucha).
Frazy, które mnie zachwyciły:
"babki twarde jak chleb z wojny"
"wstyd złożony w kostkę jak bielizna"
Ogólnie — wiersz ciężki znaczeniowo, ważny. Doszlifowałabym ten moment sercowy (ale to ja, nie mam monopolu na rację), ale i tak mi się podoba, warty zapamiętania
A! Z rzeczy czysto technicznych jeśli chodzi o opowijski edytor — on ma bardzo brzydki zwyczaj podwajania enterów. To psuje wszystkie wiersze, a te z krótkimi wersami szczególnie. Na Twoim miejscu weszłabym w edycję i ręcznie te nadmiarowe entery pousuwała.
Twoje uwagi są naprawdę konstruktywne i dają mi motywację do dalszej pracy nad tekstami.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania