Decybel
Nadaliśmy mu ksywkę „Decybel,’’ gdyż jego charakterystyczna cecha, którą dobitnie wdrażał w życie, była zarówno męcząca, jaki i w pewien sposób sympatyczna. Wśród zagorzałych wielbicieli zyskał miano: „Decybel+.” Trudno takowych nie mieć, gdy człowiek wesoły, pomocny i przyjazny dla wszystkich. Przysłowiowe portki z tyłka by ściągnął, by je rozdać potrzebującym. Inna sprawa, że nikt by takich nie chciał, ale liczą się przecież dobre chęci.
Miał tylko jedną, wspomnianą cechę, w oczach dosłownie garstki, nazwaną: wadą. Głośne wyrażanie swoich emocji i czegokolwiek tam. W końcu niektórzy z nas, nosili niecałe stopery w uszach, by uszanować jego tożsamość, a jednocześnie, coś słyszeć. Wystarczyło powiedzieć: „Decybel, z ciebie to równiacha, jak mało który.’’ Jego wrzask: „Tak się cieszę” obudził by kilkakrotnie umarłego.
Graliśmy często w piłkę. Początkowo była sześcianem, gdyż nie mieliśmy innej. Jednak po długotrwałym okopywaniu ze wszystkich stron, nabrała cech kulistych i leciała tam, gdzie została kopnięta. Decybel nie miał talentu piłkarskiego, lecz uwielbiał kibicować. Głośno.
Do dziś wspominamy ów pamiętny mecz o puchar: Podwórka. Krzyknął tak głośno, że piłkę przestraszył i zmieniła kierunek, wpadając do bramki przeciwnika, w końcowych sekundach meczu. A przynajmniej tak mówi legenda. Niestety. Nie tylko meczu. Wygraliśmy, lecz dla niego to było ostatnie okazanie emocji. Być może przeczuł, że wygramy. Nie wiemy. Za bardzo pragnął dla nas zwycięstwa i serducho nie wytrzymało. Potrafił się cieszyć całym sobą, z czyjegoś szczęścia. Nie własnego. Cudzego. Naszego.
Na pogrzebie, w czasie gdy cicha trumna z Decybelem w środku, po raz ostatni widziała światło dzienne, zjeżdżając do czeluści grobu, tumult był tak niesamowity, że cmentarz z ptaków, opustoszał. Nawet jego najwierniejszy, głuchoniemy przyjaciel, wrzeszczał rękami, najmocniej jak tylko potrafił.
Brakuje nam Decybela. Cicho tak jakoś.
Teraz na początku każdego meczu, czcimy jego pamięć, minutą wrzasku.
Komentarze (5)
Bardzo przyjemnie się czyta. Szkoda, że ledwo co zdążyliśmy poznać tytułowego bohatera a on już umiera. Ale tak też jest w prawdziwym życiu - ludzie często odchodzą zanim zdążymy ich docenić. Zakończenie jest piękne, niby spodziewane ale i tak wzrusza. Dobrze klimat robią przymiotniki (albo po prostu części zdań trochę jak komentarz podczas mówienia) oddzielone od zdania kropką i potem powtórzone, to akcentuje konkretne cechy i bardziej zwraca uwagę. Ich natężenie też z czasem przyspiesza tempo tekstu które na końcu się jakby zatrzymuje.
Miłe do czytania :D
Buba→Dzięki za kolejną ciekawą interpretację.Umiesz wydobyć, to co istotne.
P.S→Na avku to Buba? Tak fajnie wygląda :)–Pozdrawiam :~)
Dekaos Dondi Odp.P.S. Można tak powiedzieć :P
Pozdrawiam teżżż
Dekaos Dondi , pamiętam że jakiś czas temu opublikowałeś tu taki sam albo bardzo podobny utwór 😄. To tekst powtórkowy?
"Graliśmy często w piłkę. Początkowo była sześcianem, gdyż nie mieliśmy innej. Jednak po długotrwałym okopywaniu ze wszystkich stron, nabrała cech kulistych i leciała tam, gdzie została kopnięta." - dobre! 😆
5, pozdrawiam 😃
Piotrek P.1988↔Dzięki:)–I znowu Twoja pamięć nie zawodzi :~) Tak. To powtórka.
Pozdrawiam :~)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania