Drewniany Diament

Tekst z 2020

 

 

Nie do wiary.

Ujrzałem diament drewniany.

W zardzewiałym sumieniu zamknąłem blask.

 

Bez skazy dar zmieszałem z błotem.

Spoko. Pamiętam o tym.

Kiedyś umyję, mam jeszcze czas.

  

Co?

W naszyjniku masz dla mnie miejsce?

   

Ja pierdzielę!

  

Po czorta, skoro mięknę.

  

No nie.

Kolejny już raz przyrzekam, że wrócę.

I co?

I pstro.

  

Wiem.

 

Lecz teraz odejdź.

  

Daj mój, a nie twój kolejny dzień.

Dlaczego?

  

Ano dlatego, że kazałeś cierpieć.

Innym też.

No więc sam wiesz.

Teraz na wszystko co z tobą jarzę

patrzę niechętnie.

             

W porządku.

Luzik.

Sorry.

To moja opcja zła.

      

Jam czasem cham.

        

Co?

Że nie znam godziny ani dnia?

          

No to faktycznie problem mam.

       

Teraz akurat nie cierpię.

Na twoją pomoc patrzę niechętnie.

Jak kiedyś będzie źle… to kto wie?

  

O.K.

Nie ma sprawy.

Tylko wiele spraw załatwię.

 

Co?

Spoko. Mam jeszcze czas.

Może powrócę w chwili ostatniej.

          

*

No jasne. Rozumiem.

Na podobieństwo.

            

Miałeś misję potrzebną.

Zmieniłeś diament w szkarłatne drewno.

  

Mówisz, że za mnie też?

     

No wiesz...

… rozum postradałeś?

Za taką istotę marną?

            

Pomyśl tylko...

… czy było warto?

Średnia ocena: 1.6  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Sokrates godzinę temu
    Ciekawe wątpliwości i rozważania.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania