Rycerz

W owym państwie wredne smoczysko, spokoju ludowi nie daje. Fruwa nisko, wiatry skrzydłami puszcza a nawet się zdarzy, że zrobi brzydko na głowach mieszkańców. Nawet na tych z obejścia króla. Nic dziwnego, że dochodzi do rozmowy.

 

–– Rycerzu. Widzę żeś rozległy w barach.

–– U siebie też potrafi wypić –– dopowiada błazen.

–– Cicho błaźnie… oj rycerzu… widzę, że ci chuć zbroję postawiła jak namiot, chociaż z żelaza.

–– Chuć z czego innego, o panie. Zapewne chcesz, bym smoka unicestwił… lecz ośmielę zapytać, czy rękę twojej córki –– co przy tobie stoi jak i stoi mój… nie ważne –– po robocie dostanę?

 

–– Coś niezgrabnie mówisz, dzielny woju. Nie tylko rękę, ale całą resztę, co niezbędna w pożyciu pozyskasz.

–– Ależ tatko! Jam kocham innego. To co… na próżno z balkonu się powabnie spuszczała?

–– Cicho mi tam. Tu o sprawę wagi państwowej chodzi. No co zacny rycerzu. Umowa stoi?

–– O panie. Przecież widzisz, że nie tylko umowa mu stoi –– dopowiada powtórnie stańczyk.

 

*

–– Rycerzu, cóż ja widzę. Głowę smoka przytachałeś.

–– Uśpiłem go eliksirem i ściąłem.

–– Mniejsza o szczegóły. Weselisko trza szykować. Córko, ubierz się wreszcie.

–– Gorąco tatko. A muszę?

–– Musisz. Póki co.

 

*

 

Smok wtranżala wszystkich biesiadników i pozostałe wesele.

Wprawdzie nie ma głowy, ale dwie mu jeszcze zostały.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania