(**.**)
W pewnym momencie człowiek musi się zastanowić, czy w ogóle skłonny jest uprawiać osobisty ekshibicjonizm, który wpisuje się w egzystencjalizm. Nie sposób wyzbyć się własnego myślenia, a jednocześnie, wolnym od własnej osoby, zająć się rozważaniami na temat życia. Nie mówię, że nie jest to niemożliwe, ale mało praktyczne. Można rozdzielić życie od ja, ale wtedy nie jest to życie, i nie jestem to ja. Jeśli już skłonny jest jest człowiek obnażyć się z poszczególnych lub wszystkich rzeczy, wciąż pozostaje pytanie, gdzie miałby to zrobić. I z tej perspektywy pisanie to pewna forma samotności, w której, niezależnie od tego, ile by pisać, rośnie materiał, ale też zwątpienie w sensowność jego przedstawienia. Bo na końcu wszystkiego człowiek nie prezentuje materiału, ale własne przeżycie, a przez to, iż jest ono dogłębne i intymne, prezentuje siebie w miejscach, których albo się wstydzi albo jest nad wyraz delikatny i podatny na zranienie albo dalej jest jeszcze na tyle dzieckiem, by zachować autentyczność i szczerość, i na tyle dorosłym, by wiedzieć, że niewiele dobrego przychodzi ani z autentyczności, ani szczerości. Jednocześnie, są takie obszary literatury, szczególnie poezji, które nie wymagają tego, by pisać dobrze, ale szczerze. A szczerość oznacza otworzyć się na to, co człowieka faktycznie dotyka, wyjść poza schematy myślowe, poglądy, a nawet własne przyzwyczajenia i powiedzieć: to jest realne przeżycie, to mnie dotyka, to mnie burzy, to mnie cieszy, a to przeklinam. Znowu jednak: obnażyć się przed samym sobą jest trudno, a pozwolić, by ktoś inny spoglądał? I z tej perspektywy sztuka wydaje się chwilą swobody, za którą płaci się poczuciem zażenowania. Chwilą otwartości, po której pozostaje poczucie wstydu i obawy. Z jakiejś przyczyny, może całkiem logicznej i nabytej w drodze życiowych doświadczeń, człowiek obawia się tego wewnętrznego otwarcia nawet na moment. I znowu: może wcale nie chodzi o to, aby wyzbyć się tych przeświadczeń, czy odczuć, ale żeby umieć żyć w poczuciu upokorzenia, własnej nieważności, w poczuciu bycia nikim. I to nawet nie dla pokory, ale dla samego siebie i świętego spokoju. Chociaż teraz nie wiem, co właściwie miałoby znaczyć upokorzyć się? Skompromitować? Zawstydzić siebie? I najśmieszniejsze jest to, że nie przychodzi mi wiele czynności na myśli, ale ogromna ilość uczuć i myśli, które mógłbym wyrazić. I nawet nie wiem, czy to uczucie wstydu jest czymś faktycznie naturalnym, czy tylko wzorcem z przeszłości.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania