*.*
Nie będę wzdychał, ani się czołgał, całował z ziemią, bo usta przestały mierzwić myśli, a splątanie, którego drogą jest przejść na drugą stronę lub wylot, by za sedno sprawy przyjąć postawę, nawyki, przewlekłą rutynę. Nie będę się chował, wierzgał oczami w ciemności, ściskał z duchem, którego nie złapie ani widmo, ani wytrysk nie pomoże odzyskać wewnętrznej pełni. Rozścielę kości, jakby dzień nastał się wystarczająco na ruszcie i spopielał już bardzo na niebie.
Usta przestały mierzwić myśli, już nie chłoną świata na zewnątrz, nie spadają w suchość, ale święte jest święte, rozdarte pomiędzy porządek świata a komunalkę.
Jeśli mnie użądli najwyższa w okolicy antena, gdy odwłok wystaje ponad drzewa, poznam raz jeszcze ciepło matczynej dłoni, gdy nie muszę udawać za miłość lub próbować uczynić się lepszym, by na coś zasłużyć. Może raz jeszcze sprzedam ulubiony obraz lub nic już nie namaluję, przejdę się wieczorem ulicą, do fontanny wrzucę pomięty banknot.
Komentarze (4)
Identyfikuje się jako moher z mosiądzu - ładne i ładne prace, pozdrawiam wszystkie odsłony
(Mam w dupie że słowo ładne jest jakie jest, dla mnie znaczy wiele)
Absens
Siema, spoko, mi tam nie przeszkadza, także dzięki. Jc, ten ziomek, co go pytałeś, czy to moja odsłona, to nie moja ;P
Jakub Andrzej Tomkiewicz spoko a ten koleś co Ci o 1.30 wysłał zaproszenie do znajomych to nie ja.
Absens Tylko ja poważnie mówię ;d
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania