Bóg i Reszta
Tekst powtórkowy, nieco zmieniony
To tylko moje subiektywne dywagacje
Mówi się, że na początku był – Punkt.
A zaś było wielkie – Bum!!! - i powstał Wszechświat.
Jeżeli uznamy, że w Absolutnej Pustce, może powstać – Coś
z Zupełnie Niczego - to o.k. Nie ma problemu.
Tak samo, jeżeli uznamy, że ów Punkt – istniał – od Zawsze.
Tylko w którymś momencie, nie chciał być dalej Punktem,
bo coś go od wewnątrz rozsadzało – i tak powstało wszystko,
łącznie z nami – myślącymi – chociaż nie zawsze – Istotami.
Nachodzi mnie kilka pytań. Jak duży był ten Punkt.
Skoro istniał w Absolutnej Pustce{ nawet bez czasu i przestrzeni}
to w pewnym sensie – nie miał wymiaru
{jeżeli w ogóle miał jakiś wymiar – jak to z punktem bywa},
bo nie istniały – punkty – odniesienia.
Ile ważył? Tyle co Wszechświat? Tyle tylko, że ściśnięty?
Taka początkowa „puszka ze sardynkami”
Nie było w nim wolnych miejsc.
Żadnych. Nawet szpilki, nie dało by się wcisnąć.
My też w nim byliśmy zapisani?
Czy także świadomość? I to, co tu teraz piszę?
Moim skromnym zdaniem,
człowiek pewnej granicy myślowej – nie przeskoczy.
Nie dla człowieka – to – co poza nią.
Długość tyczki, nie ma tu żadnego znaczenia.
Tak samo jak komputer nie pomyśli więcej, niż jego twórca.
Szybciej, sprawniej – owszem.
A teraz kwestia: Stwórcy
Jeżeli uznamy, że Bóg - istnieje, to istnieje – Zawsze.
W przeciwnym wypadku, trzeba by pomyśleć,
że istnieje od jakiegoś Czasu.
A zatem – nasuwa się logiczne pytanie:
kto Go stworzył i co było – przed.
I tak dalej – w tył.
Czyli trzeba by uznać, że może istnieć nieskończona ilość bogów.
Człowiek ma tendencje do myślenia – co jest poza?
Jeżeli uznamy, że istnieje tylko jeden Wszechświat?
to nie ma nic – poza.
To wszechświat tworzy – czasoprzestrzeń.
Można śmiesznie powiedzieć, że czas stoi w miejscu,
tylko wszystko inne przemija.
Jeżeli założymy, że istnieje Wieczność – to tam czas nie płynie,
chociaż psychologicznie zapewne tak.
Ale bez względu na to, ile czasu upłynie – tyle samo „zostanie’’.
Oczywiście słowo: zostanie, jest nie na miejscu.
Można też zadać pytanie: Jeżeli Bóg stworzył wszechświat,
to dlaczego najpierw przysłowiowy – Punkt.
A nie cały wszechświat – od razu?
Ja tego nie wiem. Jestem na to za głupi. Zresztą w ogóle mało wiem.
Może to kwestia – wolnej woli.
On po prostu nie chciał być nachalnym.
Obdarzył wolną wolą nie tylko człowieka,
ale też całe stworzenie.
Łącznie z naturą. Stąd możliwe kataklizmy.
Dał ogień, ale nie rozpalił ogniska.
Zezwala się rozwijać – po swojemu.
Może Bóg miał „dylemat’’
Albo – wolna wola i możliwość cierpienia,
zgotowanego przez ludzi, dla ludzi,
albo brak wolnej woli – i wieczne szczęśliwe – „androidy’’.
A czemu tak? Nie wiem. Nie znam całego planu,
więc nie osądzam.
I skąd wiemy, co to jest – dobro, a co – zło?
Można rzec – od przodków.
A przodkowie – od kogo…może od małp?
Albo dinozaurów? Lub myślącego Punktu?
Świadomość – co to jest dokładnie? I gdzie w nas?
Chyba nie tam, gdzie ktoś może odruchowo pomyśleć.
Myśli, uczucia, miłość, nienawiść.
Skąd to się wszystko wzięło. Kto to wynalazł.
Tego nie da się przeszczepić.
Czasami lepiej, że się nie da.
Bóg, którego można by naukowo udowodnić,
w sensie całościowym, nie miałby żadnego sensu.
Nie byłoby miejsca na - Wiarę – co jest podstawą.
Człowiek nie musiałby wierzyć – gdyż by wiedział.
Dlatego nie było świadków samego Zmartwychwstania.
Dał wybór. Wierzysz, lub nie, bez wiedzy po temu.
Jest wielka różnica, między wiarą w istnienie Boga,
a wiarą w Jego naukę.
Człowiek myślący logicznie, wie,
że powstanie – czegoś – z zupełnie niczego
jest problematyczne.
Ale na pewno byłoby przydatne,
w rozwijającym się państwie.
A zatem jakaś Siła, potrafiąca ciutkę więcej
raczej musiała zadziałać.
No chyba, że wszechświat istnieje – od zawsze
czyli nie miał początku.
A zatem nie ma problemu – jak powstał.
Istnienie czegoś – od zawsze – jest poza naszym pojmowaniem.
A przynajmniej – poza moim.
Ale czy to jest dowód na to, że tak nie może być?
Zresztą jak ktoś się uprze, to nie można udowodnić czegokolwiek.
Zawsze będzie mógł powiedzieć, że wszystko mu się tylko wydaje.
Że coś widzi, słyszy.
A nawet jak dostanie po gębie,
to powie, że to tylko jego wyobraźnia – że coś poczuł.
Czy prostą nieskończoną można podzielić? Nie.
Bo wtedy w jedną stronę będą nieskończone,
a w drugą – będą miały koniec – punkt przecięcia.
Próżno tłumaczyć człowiekowi niewidomemu od urodzenia,
co to jest kolor. Dla niego to abstrakcja.
Tak samo z naszą wiedzą, na pewne tematy.
Trzeba się pogodzić z tym, że głupi umrzemy – w wielu kwestiach.
Można metaforycznie rzec, że do pewnej granicy
są mądrzejsi, głupsi i cała reszta pośrodku.
Ale poza tą granicą, wszyscy jesteśmy równi – równo głupi.
Pytanie – Skoro Bóg istnieje, to dlaczego nie zniszczy szatana,
który w znacznym stopniu, odpowiada za zło na świecie?
Odpowiedź jest bardzo prosta:
Przez szacunek dla wszelkiego stworzenia.
Nawet takiego niewyobrażalnie złego.
Do – stworzenia – nie jego czynów.
A dlaczego Pan Bóg pozwala
na wszelkie kataklizmy, wojny, zbrodnie, głód itp.
W pewnym sensie – z tej samej przyczyny.
Gdyby zaczął ingerować w ludzkie życie, to dopiero by było.
Każdy by chciał, żeby zaingerował po jego myśli.
Wtedy byłoby jeszcze gorzej. Istna zadyma na świecie.
– Panie Boże, moja sąsiadka, wrzeszczy za oknem. Proszę, ucisz ją.
Pan Bóg zionie ogniem. Ze sąsiadki zostaje kupka popiołu.
– Dzięki ci Boże, ale dlaczego pobrudziłeś mój trawnik popiołem?
Po chwili, nie ma popiołu.
– Boże! Jak mogłeś. Jestem chrześcijanką. Co z pogrzebem?
A co się włoży do urny?
Itd…
Jest wiadomą sprawą, że biała mokra szmatka,
jest ciemniejsza – chociaż woda jest przezroczysta.
Podobnie jest z ludźmi.
Niektórym się wydaje, że swój rozum przeskoczyli.
Rozum można przeskoczyć, ale tylko cudzy,
jak się komuś głowę utnie i położy przed swoimi nogami.
Ale swojego się nie przeskoczy.
Nie mądry ten, któremu się wydaje, że wszystko wie
tylko ten – który wie, że wszystkiego – nie wie.
Przyznać się do popełnionej głupoty, jest wielką mądrością.
A zaletą – przyznać się do wad.
Biada człekowi, który błędów nie popełnia.
Nie ma się na czym uczyć.
Po naszej śmierci – albo jest drugie życie – albo nie ma.
Znikniemy absolutnie – albo nie.
Jeżeli – znikniemy – to wszystko jedno – czy ktoś wierzył – czy nie.
Jeżeli nie znikniemy – to już wtedy będzie miało znaczenie
cośmy w tym życiu „nabroili”
Staniemy przed naszym Stwórcą – jak komputer stoi przed nami –
i będziemy potulnie czekać – co z nami zrobi.
Czy dobro – po „stokroć” wynagrodzi,
czy też zło – po „stokroć” - ukarze.
(a najgorsza nie będzie sama kara,
tylko świadomość, że owa nigdy się nie skończy)
Oczywiście może być „mieszanka” - czyli – „poczekalnia”
A ci wszyscy, co cierpieli nie ze swojej winy,
będą mieć to odpowiednio po „stokroć’ wynagrodzone
na zawsze, nie nudno i bez końca.
Jeżeli Stwórca istnieje, to my nie znamy, całego Jego zamysłu,
i planów, co do ludzkości, w sensie ostatecznym,
o czym sami możemy nie wiedzieć.
Jedynie – kroplę – z morza wiedzy.
W naiwnym błędzie ci, którzy twierdzą, że Biblia jest całą wiedzą o Bogu.
i biorą z niej tylko to, co im pasuje do ich poglądów.
A poza tym, będziemy sądzeni, nie tyle ze swoich uczynków,
ale przede wszystkim z prawdziwych motywacji,
które nami kierowały, a do których - my ludzie
zazwyczaj nie mamy dostępu – i osądzamy innych – połowicznie.
Wyobraźmy sobie, że ocenia człowieka – komputer
dla którego, jego właściciel jest bogiem.
Mógłby nas ocenić, jedynie na podstawie własnej wiedzy.
Np: jak szybko liczymy, wgrywamy i przetwarzamy informacje itp.
Ale nasze odczucia, tęsknoty, miłość, zawiść, zło, dobro itp...
nawet by nie wiedział, że takie twory istnieją.
Podobnie dzieje się wtedy, gdy oceniamy Boga.
Też wszystkiego o Nim nie wiemy,
a zatem nasza ocena, będzie zawsze – chybiona i niepełna.
To co było dla nas dobre, a co złe
to się dopiero okaże, po naszej śmierci.
Albo się – nie okaże. Bo nic nie będzie.
Nie wiem, czy piszę słusznie – czy ino - głupoty.
Mój rozum tak daleko nie sięga.
To tylko takie moje – tego tam.
Pan Bóg – raczej bardziej szanuje tych,
którzy z przekonania w Niego nie wierzą
i pragną dobra ludzkości, niż tych – którzy wierzą – ale żyją jak żyją.
Jeżeli ktoś jest z krwi i kości ateistą,
to powinien w Środę popielcową i Wielki piątek
wcinać mięso przed kościołem, dają świadectwo swojej niewiary.
To znaczy być - „zimnym’’ lub „gorącym”. Konsekwentnym.
Skoro sądzi, że nie ma, żadnej Siły Wyższej,
to przecież żadne konsekwencje mu z tego tytułu – nie grożą.
A jeżeli Bóg istnieje, to chociaż będzie nas szanował za taką postawę.
Co jest gorsze – zazdrość czy zawiść.
Zazdrość może być budująca, jeżeli zazdrościmy komuś, gdy np:
czyni dobro i chcemy go naśladować.
Natomiast zawiść będzie zawsze podłą szmatą,
gdyż pragniemy, żeby ten drugi, miał tak samo źle – jak ja.
Krytyka jest potrzebna, pod warunkiem,
że nie jest to sposób na - „dowartościowanie” swojego – ego.
Dla wielu ludzi, zasłużone chwalenie kogoś,
nie stanowi żadnego problemu.
Nawet mają lepsze samopoczucie z tego powodu.
Natomiast im ktoś mniej pewny siebie,
tym bardziej wyśmiewa się z innych,
mówi, że są głupi itp. inne epitety.
Pewny siebie nie musi tego robić, bo niby po co?
Jeżeli wierzymy w Sąd Ostateczny,
to tam będzie jedno wielkie zdziwienie.
A na pewno niektórzy będą się dziwić.
To ja, taki dobry człowiek, co codziennie w kościele byłem,
często się modliłem itp. mam teraz czekać w „poczekalni’’
a mój sąsiad łachudra, który bluzgał gębą na prawo i lewo itp.
wchodzi jako pierwszy do Królestwa Bożego.
To nie przystoi Panie Boże.
My tak naprawdę nie wiemy,
jakim kryteriom oceny zostaniemy poddani – zakładając,
że tak będzie. Bo tak naprawdę nie wiemy nic na pewno.
Może o wszystkim będą decydować jakieś szczegóły z naszego życia,
o których żeśmy dawno już zapomnieli. Dobre lub złe.
Z tą Bożą ingerencją, może byś jednak różnie.
A jeżeli – wychodząc z domu – skręciliśmy w prawo a nie w lewo –
i przez to nam autko, dupki nie spłaszczyło.
A jeśli on czasem nam życie ratuje, tylko o tym nie wiemy.
I nie wiemy, dlaczego właśnie nam, a nie innym?
Według jakich kryteriów, poza naszym pojmowaniem?
Tego się raczej nigdy nie dowiemy.
Nie można wyobrazić sobie czegoś, czego się nigdy nie widziało.
Chyba, że własną głupotę - {też się jej nie widzi, ale czasami przeszkadza –
jeżeli nie właścicielowi – to innym} - jeżeli człowiek jest samokrytyczny.
Jedno jest pewne – albo się dowiemy, jak tam jest
albo się nie dowiemy tylko „znikniemy”
będąc częścią wszechświata – i niczym więcej.
Rozpłyniemy się w gwiazdach.
W końcu powstanie nowa mgławica – Gwiazdoludy,
którą już nikt nie będzie mógł podziwiać.
A może będziemy mieć takie ciała,
które umożliwią nam szybowanie w kosmosie,
z dowolną prędkością – i wreszcie sobie dokładnie obejrzymy,
co musiało być: zawsze lub powstać,
żebyśmy - My – mogli zaistnieć.
W tego typu powyższych rozważaniach,
wszystko zależy od naszej – niestety ograniczonej – wyobraźni
i ograniczeń naszego mózgu, poza którą nigdy nie wyjdziemy,
by zobaczyć i zrozumieć, o co tak naprawdę, toczy→się→gra.
Komentarze (2)
Dekados Dondi, u mędrca, wątpliwości budzą się same. Adresuję te słowa do Ciebie.
Zamieściłeś wartościowe rozważania.
ocena? 10! Pierwszy raz w życiu mi się to zdarza. Wskoczy tylko gwiazdek 5. Licz je podwójnie.
pozdr.
ps Najpełniej istnieje to, co przed nami zakryte...
* przepraszam za literówkę, winno być: Dekaos Dondi
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania