Rozstanie drzew

2018 

  

 

Błękit rozmywa poświatę księżyca, wschodzącym słońcem. Rozsyła jeszcze niewielkie ciepło, do okolicznych krzewów. Nie tylko do nich. Dwa stojące drzewa też korzystają z ogrzewających promieni. Splecione gałęziami, szumią do siebie nawzajem w niezrozumiałym dla innych języku. Chcą tak pozostać jak najdłużej, w nieustającym przytuleniu. Na ile to jeszcze możliwe.

   

W oddali słychać szemrzący strumień. Odmierza upływający czas. Jednostajnym szeptem, tylko w jedno stronę, krystalicznie czysta woda, opowiada im chciane wspomnienia, choć odpływają na zawsze, by już nigdy nie powrócić. A przynajmniej do jednego z nich.

   

Przytulone, trwają jakby w półśnie. Z nieba lecą maleńkie gwiazdki. Siadają na gałęziach. Świecą jasno, ale na tym drugim, co chwila jedna gaśnie. Wtedy drzewo ogarnia dziwna niepokojąca ciemność, czegoś nieuchronnego.

   

Niedaleko stoi niewielka huśtawka. Miarowe kołysanie, w powiewach ciepłego wiatru, jest radosne i smutne zarazem. Radosne, gdyż przypomina wahadło zegara, który jeszcze odmierza wspólny dla nich czas. Smutne, gdyż przeczuwają, że dla jednego z nich, ruch huśtawki ustanie niebawem na zawsze i nawet najsilniejszy wiatr, nie będzie ją wstanie rozhuśtać.

   

A zatem trwają we wzajemnym przytuleniu wspólnych chwil, gdyż każda może być chwilą rozstania. Jedno z nich jest chore. Prawie puste wnętrze, nie ma już w sobie dużo życia. Tylko obecność drugiego, dodaje jeszcze wzajemnej otuchy. Przecież zielona barwa, to podobno kolor nadziei.

   

Łączyła ich do tej pory, nierozerwalna, niewidoczna nić. Niczym długa cienka gałązka. Jednak od jakiegoś czasu, była coraz bardziej słaba i wątła. W końcu zaczęła pękać. Prawie że słyszeli te złowieszcze ciche trzaski. W końcu nie wytrzymała naporu czegoś, na które owe drzewa już wpływu nie miały.

 

W strumieniu zgasło wiele wspomnień. A nawet gdyby tam były, to dla nich niedostrzegalne. Ruch huśtawki ustał zupełnie. Na jednym z drzew pogasły wszystkie gwiazdki.

  

***  

O świcie stało już tylko jedno drzewo. Drugie leżało na ziemi. Wiele gałęzi było zaplatanych w te drugie. Musiano je siłą rozdzielać. To zdrowe sprawiało wrażenie, że nie chce ich wypuścić ze swoich objęć. Aż w końcu je siłą rozdzielono. Umarłe drzewo pocięto i wywieziono w nieznanym kierunku.

  

W tym samym czasie, gdzieś w ogrodzie, zaczęła zakwitać jabłoń.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania