Pan Syrop

Dawny tekst 

 

Pewien wypełniony swoimi ego obywatel, nie przejawiał oznak poczucia humoru. Nawet o zgrozo, nie potrafił się śmiać z samego siebie. Wszelkie przejawy głaskania uciechą–(mimo wszystko z miłością wspomnianej osoby)–wzbudzały w nim poważną rozczochraną agresje, wobec durnych agresorów, którzy pragnęli go rozweselić. Gdyby porechotał z gawiedzią w kupie, to raz dwa by zamknął niewyparzone molestujące gęby, tudzież mordy i nieznośne twarze.

    

Na domiar złego, z uwagi na rozkilkakrotnienie siebie, pił litrami syrop klonowy, by jeszcze bardziej wkleić jedyne słuszne posłannictwo, do umysłów obywateli. To mogło być powodem zasłodzenia psychiki, a stanem objawowym – owszem tolerancja – ale tylko jemu podobnych, w myśleniu i działaniach.

   

Kwaśnych chamów odmieńców, gnębił pogardą utytłaną w syropie, jak umiał najlepiej, co wzbudzało ogólną wesołość. A nie powinno, bo nie przystoi tak się haniebnie zachowywać, wobec słodyczy bliźniego swego, który błądzi i niejedno nie tak sklei. A zatem, może popatrzmy skruszeni w lustro, wiszące srebrem do nas, a nie do ściany.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania