Gdzie tak biegniesz?
Po chwili wybiegła z mieszkania,
na oszalałych obrotach.
Już w przedpokoju była nieźle zdyszana,
dystansem z kuchni,
lecz po wyskoczeniu na ulicę,
zadyszka minęła i mogła biec dalej.
Czerwone, żółte, zielone.
Kolory nie miały znaczenia,
gdy śmigała na skórach zebr.
Z uwagi na to,
iż omijała podcięcia kosy,
(w tumulcie zgrzytów hamulców
tudzież wrzasków, typu:
durna baba, taką w kaftan zapleść)
zbliżała się do celu.
Znajomy wrzasnął:
gdzie tak biegniesz, porąbało cię.
Jednak pytanie pozostało retorycznym,
pochłonięte siną dalą,
tańczącej z bieganiem.
W końcu dzięki wytrwałej wytrwałości,
hartowi ducha
oraz wiary we własne,
a nie cudze siły,
zdążyła dobiec, przed końcem tekstu...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania