Sześciany

AI  

 

 

Horyzont roztapia dal, w drgającej geometrii zdarzeń. Zostawia mdły posmak niedokończonej spowiedzi. Sześciany pęcznieją jeden w drugim. Przestrzeń potyka się o własne ostre kanty. Zwykłe zmęczenie materiału. Nieskończoność miała być gładka, a tymczasem rwie się na szwach, niczym stary, zbyt ciasny żakiet.

         

Lalka, choć uniesiona pod samo sklepienie, czuje nagle, że puchną jej kolana. To żaden lot anioła. Raczej uciążliwe wchodzenie po niewidzialnych schodach. Pachną przypalonym mlekiem i kurzem zza szafy. Lustrzany podmuch, zamiast nieść z dostojeństwem, szarpie płatkami sukienki tak niefortunnie, że ten najbardziej purpurowy, umazany starym miodem, odklejony bezgłośnie, spada prosto w źrenicę oka, które natychmiast zachodzi mgłą.

  

Szkielet, pozbawiony kulistych zegarów, odczuwa w kościach znajomy reumatyzm. Siada z powrotem na zardzewiałej ławce, ale ta, zamiast trwać w zamarłym bezruchu, skrzypi ordynarnie. Śrubka pęka. Rdza szybuje na podłogę, brudząc błękitne kulki. Wcale nie są teraz idealnie czyste. Zszarzałe od dymu, wpuszczonego przez nieszczelne okno, wirują chaotycznie.

     

Okno ma wadę. Źle osadzone w idealnej, kwadratowej ramie, takie już zostało. Szpara na szerokość palca, rozszerza nagle swój zasięg. Wpuszcza przeciąg, poprzez przezroczyste odłamki. Powietrze pachnie mokrym zwierzęciem, znoszonymi butami i niedzielnym rosołem, który wykipiał na brudną płytę kuchenną.

       

Postacie stoją bezradnie, dotykając pokaleczonych dłoni. Krew, zamiast tykać w rytm zegarów, po prostu brudzi im mankiety. Ktoś klnie pod nosem. Cukrowe świeczniki topnieją od ciepła własnych ciał, a czarne światło po prostu gaśnie, lecz nie ginie.

    

— To wszystko jest krzywe — myśli lalka. Patrzy w dal na sześciany. Z tej odległości przypominają już tylko porzucone, tekturowe pudełka po przeprowadzce, tylko dokąd?

      

Wtedy z samego środka geometrycznego szału, tam gdzie kwadrat zjednoczył się z kołem, tym samym polem, dobiega dziwny dźwięk. Jakby niepasujący do całości. Ktoś po drugiej stronie ściany, głośno i przeciągle ziewa, po czym upuszcza na podłogę szklankę. Być może ktoś znowu rozetnie stopę, będzie kląć na czym świat stoi, szukając w ciemnościach zwykłej, bawełnianej ściereczki.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania